“Siała baba mak…” czyli rzecz o tym jak sadzić na wiosnę cz.1

Dziś pierwszy dzień wiosny ! Zostałam poinformowana o zaistniałym fakcie przez moją rodzicielkę, gdyż sama żyłam w przekonaniu, że wiosna rozpoczyna się 21 marca – dzień wagarowicza nigdy nie był mi obcy, szkoda, że nie obowiązuje on w pracy 🙂

Pogoda dopisuje, więc w końcu wzięłam się za pierwszy etap sadzenia – mogłam zapomnieć majtek w remontowym szale, ale pierwszą rzeczą, która została przetransportowana do domu rodziców, zaraz po kolekcji świeczek były właśnie ogrodnicze dobrości – nasionka, magiczny zeszyt, opakowania na nasionka i opakowania na pikowanie 😉 Dobrze, że mąż i pies się pilnują 😉

Dziś postanowiłam przygotować pierwszą część szybkiego instruktażu “z czym to się je” czyli zasadę 3 x P : posadzić, podlać, przykryć ( w sumię wyznaję zasadę 5 x P : posadzić, podlać przykryć, przerwać, przepikować, ale o tym później).

Multum kolorów i wzorów – od góry nasiona słonecznika, cukinii i miesiącznicy.

Od czego zaczynamy?

Ano, od dobrych chęci, rękawiczek ( dla mnie to mus, nie znoszę mieć ziemi na rękach), kilku doniczek/ lub plastikowych/tekturowych tacek na nasionka, wody (polecam w spryskiwaczu), ziemi, mazaka, folii spożywczej i nasionek.  Najlepiej przygodę rozpocząć na balkonie, lub jakiejś powierzchni wygodnej do sprzątania (ja zazwyczaj działam w garażu lub na dworze ). Zaczynamy?
 
Nasionka  
Sprawa trudniejsza niż się zdaje. Pewnie większość czytających te słowa jest zdecydowanie bardziej świadomym człowiekiem niż ja byłam onegdaj. Otóż w mojej nastoletniej (a potem i nieco starszej!) główce roiło się, że rośliny do szczęścia potrzebują wody, słońca i miłości. Nie sądziłam, że i ta rodzina może mieć jakieś WYMAGANIA. Byłam pewna, że jeśli tylko będę kochać, podlewać i trzymać w słońcu, roślinka będzie kwitła i pachniała. Tym sposobem zabiłam storczyka, guzmanię, muchówkę obraziłam się na hiacynta podarowanego przez eks chłopaka, ba, zdarzyło mi się nawet uśmiercić każdego sukulenta w promieniu 5 m od mojego pokoju.
Te jeszcze czekają na lepsze czasy – czyli na kwiecień – maj wg papierka 🙂
A więc tak – najlepiej wybrać sobie takie nasionka, dla których mamy tak zwane warunki – czyli jeśli lubią słońce, to najlepsza będzie dla nich połać terenu na ścianie wschodniej lub południowej, rośliny lubiące żyć w cieniu chętnie zamieszkają pod krzakami a dla tych, co znoszą warunki półcieniste raczej może ponieść nas fantazja. Oprócz tego są takie, które lubią i muszą być podlewane (niektóre nawet mają swoje specyficzne preferencje – vide storczyk), są takie, które podlewanie to raczej niechętnie i z rzadka (żeby nie wymieniać kaktusów  – np. zamiokulkas czy aloes). Należy też wziąć pod uwagę, że rośliny bywają jednoroczne, dwuletnie, lub są bylinami. Oprócz tego może być tak, że potrzebują specjalnych warunków (stratyfikacji jak lawenda o której już pisałam czy moczenia w letniej wodzie jak anemony). Zdarza się również, że roślinę siejemy w jednym roku, a dopiero w następnym roku cieszymy się jej widokiem ( trzymajcie kciuki za mój rumianek i malwę!) Są też takie rośliny, których wyhodowanie z nasionka trudnością porównywalne jest z napisaniem doktoratu na wyższej uczelni, ale takimi to sobie głowy nie zawracam 😛
Jeśli zakup nasionek został porządnie przemyślany, plan w ogrodzie / na balkonie rozrysowany – czas zabierać się do dzieła!
Pojemniczki
 
Można używać doniczek, ja osobiście wolę umyć tacki po mięsie czy innych specjałach i do nich wsypywać ziemię – tania impreza, a roślinki po wzejściu i tak trzeba przepikować, przerwać i wsadzić do kolejnych pojemniczków.
 
Ziemia
 
W zeszłym roku używałam zwykłej, doniczkowej ziemi, w tym kupiłam specjalną do sadzonek i zobaczymy co się będzie działo 😉
Woda
Podlewam głównie spryskiwaczem ze względu na to, że strumień z konewki wzburza ziemię i może nam przemieszczać nasiona. Preferuję wodę odstaną lub przegotowaną.
Folia spożywcza
Może też być szybka. W każdym razie coś, co stworzy nam warunki szklarniowe, ograniczy parowanie wody i skupi więcej ciepła.
Mazak
O ile nasionka różnią się od siebie wyglądem (kolejne moje odkrycie, przysięgam, do momentu zainteresowania się ogrodnictwem nie miałam pojęcia, że jest takie multum różnych kształtów i kolorów), tak potem tacka z ziemią zawsze wygląda tak samo. Ba, pierwsze kiełki wszystkie wyglądają  podobnie – a to za sprawą liścieni, o których mowa będzie w kolejnej notce. Także mazak do opisania czego to jest sadzonka wysoce wskazany.
Po skompletowaniu zestawu należy postępować wg instruktażu z papierka, lub, przy braku takowego, poczytać księgi lub zażyć internetu 😉 Samo działanie jest bardzo proste – wysypać ziemię, wysypać nasionka – większość radzi, aby sypać w długich rzędach , niestety z moimi zdolnościami jest to działanie ponad moje siły, w moich sadzonkach panuje twórczy nieład. Następnie przykryć warstwą ziemi, podlać lub spryskać wodą, zawinąć folią spożywczą i odstawić w ciepłe miejsce. Et voila – czekamy na pierwsze wschody 🙂
Oto jeszcze ciepłe, dzisiejsze pierwsze sadzonki. W tle – moje storczyki przewiezione z odmętów remontu.
Na tym dziś muszę skończyć, praca wzywa a mnie się zapomniało, że pisanie notki pochłania mnie i jest niesamowicie czasochłonne! 🙂
PS. Zaczęłam biegać. Trzymajcie kciuki, żebym przebiegła te magiczne trzy tygodnie i zostało to w mojej krwi – tak obiecują 🙂 Aktualnie pierwszy etap, który brzmiał całkiem łatwo spowodował że byłam cała czerwona ( bynajmniej nie ze wstydu nad moją kondycją, a powinnam :P). Pikuś, że przeganiał mnie mąż, który dzielnie zgodził się biegać z lokomotywą, pikuś, że dziki szczeniak co chwile zabiegający mi drogę i próbuje utrzymać ze mną obikowy kontakt wzrokowy (“halo pańcia, czy to teraz jest chodzenie przy nodze na szybko?” – kruca jak idziemy spacerowym krokiem to nie robi tego tak dokładnie jak podczas biegu! :P), gorzej, że mam wrażenie, że muszka owocówka szybciej porusza się do przodu. Ech. No nic, zdam relację jak się uda 🙂

4 komentarzy na temat ““Siała baba mak…” czyli rzecz o tym jak sadzić na wiosnę cz.1

  1. Po przeczytaniu tej notki aż sama mam ochotę coś posadzić 😉 Tylko trzeba się zorientować co wyrośnie na naszym balkonie i gdzie to postawie 😀

  2. Uroiłam sobie kiedyś czarne malwy. Wysiałam, pięknie wzeszły, osiągnęły wysokość 10 cm i przyszła Alternaria i szlak je trafił.
    Marzenie o ogrodzie jak w Panu Tadeuszu chyba się nie spełni.

    1. Weszłam ostatnio do ogrodu, chciałam zobaczyć postępy w remoncie. Dźungla to mało powiedziane – wszystko, nad czym pracowałam w zeszłym roku poszło w piguły. Dramat, temat ogrodu w tym momencie mnie załamuje i odmawiam współpracy, jest okropnie 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *