Sto lat Balu!

Dziś wypadają urodziny szczyla. Z małej puchatej kulki stanie się statecznym, poważnym i zrównoważonym owczarkiem (Tak mi obiecał! Wczoraj mówiłam do niego, a on zgadzał się ze mną merdając ogonem! :P).

 

Jak widać jesteśmy w nastroju wysoce rozrywkowym – tu zdjęcie z seminarium “Od zera do pakera” w MADzone – autorka Pola z +foto.

Haha niestety takiego ciasta nie upiekłam 😛 (via pinterest.)
 

 

 Pamiętam pogodę w dniu, kiedy dostałam maila od hodowczyni, że szczyl jest na świecie, i co ja właściwie na to. Pamiętam, że był podobnie piękny, ciepły listopad jak dziś. Pamiętam gorączkowe wypatrywanie maili dokumentujących rozwój z lanej kluski do kluski śląskiej.
Lana kluska.

 

Lana kluska z uszami.
Dorodna kluska śląska (powyższe zdjęcia są autorstwa hodowcy).
Pamiętam, że na własnym weselu  ( które miało miejsce 4 dni przed dniem odbioru szczyla:P) opowiadałam jeszcze przyjaciołom, że zaraz –  już jedziemy po szczyla. Pogodę w dzień, w którym wyruszyliśmy w podróż (1 stycznia, cały dzień słuchaliśmy listy przebojów wszech czasów w Trójce:) )  też dokładnie potrafię sobie przypomnieć – było pochmurno, deszczowo, a ja wiozłam szczyla na rękach, całą drogę był sapiącym piecykiem 😉
Pan Mąż – mistrzem fotografii dokumentalnej – wieczór po odbiorze Baloo 🙂
To jest mój pierwszy szczeniak, dzięki niemu uczyłam się jak pracować z psem, jak budować więź. Okazało się, że niesamowicie dobrze wybrałam rasę, że jest to strzał w dziesiątkę. Rzadko kiedy miałam wątpliwości, myślałam sobie, że nie podołam. Choć trafił mi się, jak niektórzy twierdzą, nienormalnie grzeczny egzemplarz. Oczywiście jestem pewna, że nie byłoby tak gładko, gdybym nie miała wokół siebie dużo mądrzejszych osób, które zupełnie bezinteresownie mi pomagały! (Natka, Pola, Patka, dziękuję mam nadzieję, że kiedyś będę miała szansę się Wam odwdzięczyć ! :*)

 

 Zdjęcie z drugiego dnia w naszym domu 🙂
Bardzo bałam się okresu nastoletniego, ale (nie chwaląc dnia przed zachodem słońca, wszak jeszcze najgorszy okres się nie skończył) nie zarejestrowałam jednak wybitnych odchyłów i problemów (poza buzującymi hormonami – wszystkie suczki (i kastraci, ku ubolewaniu Psikuta i Fruga:P) są namiętnie podrywani).
Już średni szczyl 🙂
W tym roku udało nam się być na kilku seminariach, wziąć udział w jednych, treningowych przebiegach obedience. Zobaczymy, co pokaże przyszły rok, może uda nam się wziąć udział ponownie w treningowych przebiegach, a może spróbujemy swoich sił w zawodach? Czas pokaże 😉
Niewielki, rozmyślający Bal 🙂

Nie wszystko idzie jednak tak różowo, jak ma się nadzieję 🙂 Otóż przede wszystkim wciąż i wciąż zmagamy się z ciągnięciem na smyczy – są dni, gdy sprawuje się wyśmienicie, a są takie, kiedy po prostu nie da się wytrzymać. Wciąż walczymy! Fascynujące jest, że wystarczy czasem jedna “panienka” która otwiera magiczną zapadkę w mózgu pieseła, i hop – siup mam pięknie idącego na smyczy psa 🙂

Co jeszcze? A wałkujemy i wałkujemy skupianie się w mega rozproszeniu (SUCZKI!oneone11!!) i – co za tym idzie – wyłączenie ukrwienia jajek i przełączenie na ukrwienie mózgu 😛  Czasem się udaje!

Częściej – przychodzi do mnie po odwołaniu i patrząc w twarz japi (sytuacja z ostatniego seminarium) “TO JEST NIESPRAWIEDLIWE ŻE MUSZE TU Z TOBĄ SIEDZIEĆ TAM SĄ DZIEWCZYNKI, ZABAWA I PIWO!!!”  /tłum.właścicielka z psiego na polski/.

“How you doin’?”
 
 

Odwołanie jest coraz lepsze u mnie (sytuacja z dziś – odwołanie od krów, od Niecnie Wyglądającego Pana Który Niechybnie Chce Nas Zgładzić, od psa z którym się bawił), nieco pogorszyło się mężowi. Tutaj daję takie 4,5 🙂

 

Nie przyszedłem od razu? Pobiegłem za kotem i ogłuchłem? Why SO serious? /via pinterest.com/

Próba dogadywania się z jajecznymi samcami. Balu jest bardzo pewnym siebie pieskiem. Podchodząc do nieznanego psa przyjmuje postawę dość defensywną – stroszy uszy, ogon wywala do góry, cały się prostuje i spina. Nie przejawia natomiast prób zastraszenia potencjalnego delikwenta, ani też nie chce walczyć – po prostu mówi “hej, ja jestem przekozak, w razie czego – uważaj, nie dam sobie w kaszę dmuchać”. Nie wykazuje zachowań agresywnych, nawet jak go ktoś próbuje pogonić – ale tu nie jestem pewna, czy jeszcze z tego nie wyrośnie, niestety. Na razie i tak jakiekolwiek próby przeginania w powitaniu z obcym samcem – czyli burczenie, próby przegonienia od balowego “stada” , czy próby gnojenia nowego, są przeze mnie trepowane – nie życzę sobie agresora 🙂 Podobnie pięknie potrafi przejść obok drącego japę psa za płotem, lub trzymanego na smyczy – jeszcze miewa przebłyski “lecepędzęizabiję”, ale jak tylko napnie się smycz jest już u mnie i potrafi zignorować pieniącego i sapiącego psa naprzeciwko 🙂

Stróżowanie. Ach, o stróżowaniu powstanie na pewno cała notka. Mieliśmy w wakacje okres “MORDUJOO!!!!ALARM!!!”, na tą chwilę wystarczy, że któreś z nas ryknie “MILCZ!”(ale tak dosadnie, żadne półśrodki nie działają :P) i pies przychodzi wielce oburzon, ale  z japą zamkniętą 😉



“To Ty nie jesteś moją prawdziwą mamą???”



Obedience. Coraz lepiej – wciąż walczymy z dynamiką i precyzją w zmianach pozycji, natomiast udało nam się przekonać, że dostawianie się do nogi, to nie jest to okropnie nudne ćwiczenie przy nodze *zanimusiądęprzewrócęoczami*, tylko niesamowicie fajna przygoda, gdzie trzeba naginać  do mnie a potem jeszcze radośnie zostać obsypanym żarciem 🙂 No i koziołek stał się jego przyjacielem, ale tu mamy dwa zastrzeżenia – po pierwsze niestety jeszcze nie śledzi lotu koziołka i po komendzie aportu leci jak strzałą do przodu, po czym zatrzymuje się z miną “ale zaraz zaraz, co my tu…”, a druga kwestia – niewygodnie mu się trzyma koziołek – akurat zahacza o szczerbę – brak dolnych P4. Nie mam pomysłu jeszcze jak to obejść 🙂

 

A bo ładny obrazek ozika. bez związku z tematem 😛

Frisbee. Ach frisbee. Miłość jego i sens istnienia.  Doszło do tego, że po sesji posłuszeństwa w nagrodę rzucam mu kilka dekli 😛  Na tą chwilę mamy opanowanego dog catcha, dzięki semi u Patki coraz lepiej nam wychodzi utrzymywanie się na udzie. Oprócz tego staję się podstawą do vaultów – już świetnie potrafi wskoczyć mi na plecy i utrzymać się na nich 🙂

Więcej grzechów nie pamiętam 🙂 Teraz już czas na imprezę – oto jak odbyło się rozpakowanie urodzinowych prezentów :

 

A na koniec oto jeden z miotu E w hodowli Baritus, de domo Epo Bartus, u nas Bahloo ->Baloo  ->
Balu -> Bal.

Zdjęcie paszportowe 🙂

 

19 komentarzy na temat “Sto lat Balu!

  1. sto lat! ja po moją kluskę jechałam dokładnie 13 miesięcy temu a już jest dorodnym panem łestem.. strasznie szybko rosną te dzieciaczki 🙂

  2. Wszystkiego najlepszego Przystojniaku! 🙂
    A z tymi psami pilnujcie tak jak pilnujecie, Emet kiedyś nie miał w sobie żadnej agresji, a jak skończył dwa lata zaczęło się odwarkiwanie na samce. Kiedyś w życiu nie oddałby innemu psu, a obecnie pewnie wdałby się w bójkę. Ale Ty chyba jesteś bardziej świadoma niż ja byłam, myślę że nie zauważałam jego sygnałów w odpowiednim momencie.
    Powodzenia w dalszej pracy! Pisałaś na blogu o tych treningowych zawodach? 🙂

    1. Tak o tu: http://myheartchakra.blogspot.com/2014/06/bede-albo-nie-bede-obi-dogiem.html 🙂

      Pilnuję, na razie respektuje mój absolutny zakaz odgryzania się – wiem, bo właśnie w swoje urodziny border spuścił mu łomot, tego samego dnia jeszcze zadziałał Pan Frugo, ale to już bardziej po przyjacielsku 😛 Na szczęście nic się nikomu nie stało (uratowany przez swoją obfitą kryzę). Jednak nie spoczywam na laurach – dlatego między innymi staram się brać udział ze szczylem w imprezach, gdzie jest dużo przeróżnych psiaków, również tych jajecznych 🙂 Ale i tak tracić jajka będzie niebawem – takie życie szczerbatego psa 🙂

  3. Wszystkiego najBalszego! Nie wiem czy Bal już podnosi nogę, ale u nas najstraszniej było ze 4 miesiące po pierwszym podniesieniu nogi, bo odkrył, że ma jajka, a potem mózg wrócił i już bez problemu. Bez obaw 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *