“moon river, wider than a mile…”

28..12 już zawsze będzie dla mnie szczególnym dniem. Ciężko jest mi pisać o tym okresie nie wpadając w niepotrzebny patos. Dość powiedzieć, że kompletnie nic nie pamiętam oprócz ciepłego uczucia rozlewającego się po całym ciele, miałam wrażenie, że unosiłam się na różowej chmurce gdzieś tam powyżej, obserwując wszystko z daleka – totalny spokój, ciepło i szczęście. Takie uczucie, gdy jesteście ze znajomymi i rodziną gdzieś wszyscy razem, zamykasz oczy, stoisz w promieniach słońca i czujesz się po prostu cudownie.
Pogoda może nie była taka, jaką sobie wyobraziliśmy na nasz dzień, ale dzięki przepięknemu słońcu i wiosennej pogodzie rodzina z dalszej części kraju mogła spokojnie do nas dojechać i dzielić się naszym szczęściem w tym dniu.

Managerka hotelu również stanęła na wysokości zadania – wspólnie udało nam się spełnić moją wizję:)
Zależało mi na spokojnym, zimowo – leśnym nastroju – lampki, szyszki, płatki śniegu. Dzięki przecudownym osobom spotykanym na swojej drodze udało mi się spełnić moją wizję niemal w stu procentach.

 

IMG_1905
Zaproszenia miały być możliwie proste w formie i nawiązujące do okresu świątecznego.

 

 IMG_2140
Szyszkowe winietki.
 
 
Szyszki zamiast kwiatów!
 
Zimowy, skromny tort – podobno wyzwanie cukiernika 🙂
 
Oprócz tego zaplanowaliśmy lekki ukłon w stronę okołoświątecznego okresu – cukrowe laski w formie podziękowań za wspólną zabawę.
Podziękowania dla gości.
Wiele rzeczy robiliśmy sami – ozdabiałam słoiki ze słodkościami, sklejałam winietki, Pan Mąż dzielnie zrobił świeczniki.
Efekt końcowy, na stole ze słodkościami (świecznik zrobiony przez męża, słoik ozdobiony przeze mnie).
Oprócz tego naturalne światełka choinkowe dopełniały całości, mojego ulubionego okresu w roku – dzięki temu było tak romantycznie, jak tylko można było sobie wyobrazić.

 

Podczas przerw, dzięki świetnemu zespołowi ( dzięki Alive!) towarzyszyła nam nasza ulubiona muzyka – Norah Jones, Ella Fitzgerald, Katie Melua, Frank Sinatra…
Żadna inna sukienka nie podbiła mojego serca tak jak ta – nietypowa, surowa z szarego jedwabiu – po prostu była brakującym fragmentem układanki.
Dodatków nie miałam zbyt wiele – ot sutaszowe kolczyki, wianek na głowę, sweterek zrobiony na drutach przez mamę,  zielone, zamszowe buty i malutki bukiet z gipsówek ( marzyłam o lawendzie lub wrzosie, ale z prostych, skromnych wiejskich kwiatków w grudniu tylko gipsówki były na stanie 🙂 ).
 
Poduszka na obrączki urzekła mnie niesamowicie – tylko jednorazowo jej użyliśmy, ale wiem, że było warto ! 🙂
A kilka dni później ( 1 stycznia) taka oto mała kulka zawitała w naszym domu (cudowny bonus do ślubnych zdjęć!).
W tym naszym małym szczęściu nie mogę zapomnieć o wspomnieniu o cudownej ekipie, dzięki której cały nasz dzień był dla mnie totalnie bezstresowym, cudownym i magicznym wydarzeniem!
To zdjęcie idealnie podsumowuje moje życiowe ogarnięcie. W ogóle, nie tylko w tamtym dniu :))
Fotografia  – znaczące, niesamowite spotkanie po latach dziewczyn z foto +  – (zawsze i wszędzie polecam!), kiecka, fryzura i makijaż (  tylko Pani Asia!) oraz bukiet i wianek (Pani Kwiatkowska). Porozumiewałyśmy się na tych samych falach, po prostu.
Pozostawiam Was z notką a ja biegnę świętować ( seans trzeciej części Hobbita na rocznicę? Zawsze spoko! 🙂 ).

PS – tak przy okazji jest to mój 50 post na blogu! <3

31 komentarzy na temat ““moon river, wider than a mile…”

  1. kolejny raz będę się rozpływać nad twoim niesamowitym gustem, wszystko tak pięknie i ze smakiem! a sukienka na prawdę najładniejsza jaką widziałam 🙂

  2. Jakie ty robisz śliczne zdjęcia! Jakim cudemmm? ^^
    Pozdrów psiaki i spóźnione życzenia ode mnie. 🙂 Śliczne buty. ♥
    Ogólnie sliczny Wystrój i wzyzstko!
    Zapraszamy do nas na nowy post! ^^

  3. stylistyka tego ślubu (jeszcze na etapie planowania, na wizażu) urzekła mnie od samego początku. efekt końcowy przepiękny, zdjęcia przekazują bardzo kojący nastrój, czy rzeczywiście tak było?
    cudowna suknia ślubna.
    zaciekawiłaś mnie zespołem alive – kiedyś byłam u nich na stronie ale dema które tam mają są bardzo dynamiczne, a tu mówisz że Sinatra i Melua i w ogóle inne klimaty (czytaj: bardzo moje klimaty). jak to wypada w ich wykonaniu? i jak wygląda wesele w takiej wersji muzycznej? nigdy nie dane mi było w takim uczestniczyć, tylko mi się czasem takie śni i się zastanawiam czy goście nie umrą z nudów.

    hanako

    1. Bardzo miło wspominam tamten dzień – tak we wspomnieniach czuję ciepło i spokój więc, chyba tak, było nastrojowo, kojąco:)

      Sintara i Melua to był mój pomysł – puszczali moją składankę w trakcie posiłków, nie podczas tańca – czyli Sinatra do kotleta 🙂 Z zespołu bardzo dużo naszych gości było zadowolonych – kilka osób nawet wzięło od nich wizytówkę 🙂 Podczas zabawy już normalne, rockowe kawałki grali 🙂

  4. Muszę Ci powiedzieć, że w sierpniu sama organizuję swój ślub i w głowie chodziło mi dokładnie o to samo co widzę na zdjęciach! Jak widać nie tylko miłość do psów nas łączy!
    Życzę szczęścia! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *