Mój głos w sprawie ‘nie kupuj – adoptuj’

Zainspirowana tekstem na Trend z Seterem, postanowiłam zabrać głos.
Ruby z Balem trochę się martwią.

D. opisała całą ideę dość sprawnie, dlatego przede wszystkim polecam jej wpis. Natomiast redagując komentarz pod jej tekstem doszłam do wniosku, że chyba lepiej będzie jak sama podejmę temat
🙂

logo_kwadrat2

 “NIE KUPUJ – ADOPTUJ!”- DLACZEGO RASOWY?

 Pewnie dla większości wyda się to sprawą oczywistą, rozumiejącą się “samo przez się”, ale czasem przygarnięcie psa w typie niekoniecznie może spełnić oczekiwania właściciela, a to, co nam
się wydaje się nam oznaką predyspozycji danego psa do aktywności przez nas pożądanej może nagle rozmyć się w niebycie ( na przykład przez pierwsze kilka dni Ru miała nieziemskie, wręcz
borderowe ‘will to please‘). Przygarnięcie dorosłego psa, z bagażem doświadczeń i emocji jest wyzwaniem. Przygarnięcie szczenięcia niewiadomego pochodzenia – również, bo suma summarum
nie wiemy co z niego wyrośnie (prawda, nie wiemy też w 100% co wyrośnie z rasowca, tym niemniej możemy mieć nadzieję na pewne dość ogólne cechy wspólne dla rasy, grupy).

 Wielokrotnie widziałam psy wzięte ze schroniska z problemami behawioralnymi na takim poziomie, że przerastały one możliwości właścicieli ( czy psychiczne, czy finansowe ). Adoptowanie psa ze schroniska nie powinno być aktem miłosierdzia, tylko spokojnym, chłodnym przeanalizowaniem za i przeciw. Najlepiej poznaniem danego psa, czy chociaż spotkaniem się z opiekunem w schronisku, czy kimkolwiek, kto byłby nam w stanie przybliżyć choć trochę charakter psa. A często takie obserwacje niekoniecznie muszą  pokrywać się ze stanem faktycznym – inaczej pies może zachowywać się w skupisku psów, inaczej sam na sam z właścicielem. To też należy nagłaśniać.

 

Na początku, gdy wyobrażałam sobie mojego pierwszego psa na własność,  miałam raczej pogląd, że będzie to pies w typie rasy. Natomiast z czasem, kiedy klarowała mi się wizja tego, czego oczekuje od swojego psa, w jakim kierunku chcę z nim iść, po rozmowach z bardziej ogarniętymi znajomymi, obserwowaniu ich pracy, wiedziałam, że potrzebuję zwierza rasowego – dlatego, że chciałam pewnych predyspozycji, zachowań i, no nie oszukujmy się, wyglądu. I tu mam upieczone dwie pieczenie na jednym ogniu – jeden rasowiec od szczeniaka wychuchany, wysocjalizowany, wymarzony – w  100% taki jak chciałam, drugi to również rasowiec, ale ‘ z drugiej ręki’ czyli zgodnie z zasadą nie kupuj – adoptuj.

 logo_kwadrat2

TEORIA A PRAKTYKA

 

Pierwszego ozika brałam, bo chciałam “coś robić z psem”
(więcej tu i tu) nie miałam sprecyzowanego sportu, nie miałam oczekiwań, nie widziałam psów z predyspozycjami i bez. To z nim stawiam pierwsze kroki w psich sportach, jestem uroczo nieporadna, ale wspólnie bawimy się nieziemsko (co prawda kilka planów pozmieniało nam się w trakcie, ale mam nadzieję, że zmierzamy ku dobremu). Jest mydłkiem showowym i – nie oszukujmy się – pracować jak work czy vers nigdy nie będzie. Co więcej, muszę bardzo go nakręcać, wznosić na wyższe poziomy emocji, choć ciężko nam jeszcze osiągnąć pułap tego fajnego pobudzenia, bez opętańczego, ozikowego szczekania. Odpowiada mi charakterem w 100%, czasem oczywiście doprowadza do szewskiej pasji, ale chce pracować, kocha mnie tą ślepą, głuchą (niestety nie niemą:P), szczenięcą psią miłością opiewaną w książkach i filmach. Jest dość zrównoważonym i grzecznym przedstawicielem swojej rasy – myślę, że dużo to zasługa fajnego charakteru, ale też co nieco ma za uszami i też trochę pracy wkładamy w wychowanie.

 Natomiast na tą chwilę ufam mu mocno, to on jest moim oparciem w chwilach zwątpienia. Jeśli chodzi o wygląd – szczerze powiem, że widywałam ładniejsze oziki 🙂 Do szewskiej pasji doprowadza mnie jego gęsty włos – jest bardzo szczupły, a odbierany jest jako grubasek 🙂 ( zdecydowanie bardziej odpowiada mi szata Ruby). Jest nieco zbyt krępy i niski, choć tu akurat nadrabia skocznością, należy do tych mniejszych samców, dzięki czemu aż tak mnie nie bolą ewolucje typu pierwsze podwaliny do vaultów 🙂 Natomiast sylwetkę ma taką jak pańcia – pozostawia wiele do życzenia – także
charakterologicznie trafiłam w rasę, natomiast pokrojem – nie do końca, ale kocham jak swoje! 🙂 Tutaj taki komentarz, że akurat kwestie pokroju są do przewidzenia, jeśli zna się rodziców psa,
dzięki czemu do pewnego stopnia będziemy mogli wyobrazić sobie jak będzie wyglądał nasz wymarzony piesek i jest mniejsze prawdopodobieństwo pomyłki niż w przypadku ‘owczarka kaszubskiego’
🙂

 

Drugi przygarnięty, również rasowy (metryka ZK), ale już starszy i…nie zrobiony po mojemu. Borykamy się z masą problemów, funduje mi takie huśtawki emocjonalne jakich nie znałam wychowując mojego pierwszego, własnego psa. Przyszłość mamy niepewną, nie wiem, czy gra będzie warta świeczki, czy uda nam się wyjść na 100 % prostą, czy będę mogła jej zaufać kiedyś tak jak ufam Niebieski
emu.  Sucz jest przygarnięta. Nie wiem na ile to kwestia wychowania, a na ile rudego charrrakterku, na ile mając ją od szczeniaka udałoby mi się wcześniej wyłapać problemy, coś
szybciej przepracować (bo teraz pewne zachowania zostały już wpojone, są łatwiejsze dla niej, tym trudniejsze dla mnie do odpracowania). Popędy owczarze, owszem, ma, ale w pakiecie z wszelkimi możliwymi wadami rasy (wysoka pobudliwość, problemy z emocjami, kłapanie, instynkt pogoni, zjadanie śmieci, pilnowanie zasobów, trudne stosunki z innymi psami, zaciętość)

 Ru bywa nieznośna, przekorna, samowolna.  Lubi podejmować sama decyzje i histerią, czy stanowczym buntem reaguje, gdy coś jej się zabrania. Jest niesforna, i nie w tym słodkim tego słowa znaczeniu. Gdy na coś nie ma ochoty robi się oporna do granic niemożliwości. A z drugiej strony – praca z nią jest jak rollercoaster. Nagle lecimy prosto prosto w dół, że nic, tylko ściana i zaraz zginiemy, robi mi się niedobrze…a tu tylko okazuje się, że zostałyśmy lekko ochlapane, rozeszło się w kościach. Potem pniemy się, mozolnie pniemy, pracujemy, walczymy, chwila na szczycie na oddech, na usłyszenie metaforycznego śpiewu ptaków i trąb anielskich…i znów w dół, w dół na złamanie karku. To uzależnia i każdy sukces jest cztery razy bardziej celebrowany i wychwalany niż ten Balowy.

 logo_kwadrat2

HODOWCOM TEŻ ZALEŻY NA PSACH

Nie jest to dla nich źródło utrzymania, suka nie jest maszynką do robienia pieniędzy, ba, często muszą nieźle dokładać do całej historii. Także akcja ‘nie kupuj – adoptuj‘ jest jak najbardziej fajnym pomysłem, w który warto inwestować, warto nagłaśniać pseudohodowców i ich paskudne dokonania. Jednak szykanowanie porządnych hodowców (nie sarkamy, są tacy, znam na pęczki) i potencjalnych nabywców psów rasowych jest bardzo nie w porządku. Grooming, handling i zdobywanie championatów to takie samo hobby jak każde inne – zarówno w światku sportowym jak i wystawowym znajdują się ludzie, którzy nie powinni mieć żadnych zwierząt, ludzie spaczeni, nastawieni głównie na zdobywanie pucharów i zajmowaniu kolejnych pudeł. Jak wszędzie i tu znajdzie się miejsce dla patologii.

 Ja jako osoba która posiadała zarówno psa odwiązanego od drzewa, uratowanego z prosektorium, która za nastolatka jeździła w weekendy do schroniska  i na co dzień mająca do czynienia z hodowcami, właścicielami zarówno ‘championów’ jak i ‘burków’ uważam, że to jest nie fair. Mam dwa psy rasowe, z hodowli zrzeszonych w FCI, jednak żaden z nich nie ma wyrobionego rodowodu. Nie planowałam i nie planuję jeżdżenia na wystawy ( zresztą nie wróżę sobie świetlanej przyszłości, jeden to mismark, a drugi okazało się, że szczerbaty :P), ale niezależnie od tego nie o to mi chodziło podczas doboru rasy.

 

Nieważne, rasowy, czy rodowodowy – kochać będzie tak samo! (o ile się zbuduje odpowiednią relację ! 🙂 )

 

 logo_kwadrat2

 

NAJCZĘŚCIEJ WINNY JEST CZŁOWIEK

 

W moim odczuciu osoby, które poszukują danych, określonych cech i mają wyrobiony pogląd jak życie z psem będzie wyglądało – i jak chcą wspólnie spędzać czas powinny zdecydować się na psa rasowego. Z renomowanej hodowli. Jeśli ktoś chce pieska jako towarzysza życia, niekoniecznie ma wizję stawania z nim na pudle czy zdobywania championatów – polecam schronisko. Dopiero osobom z jakimś już bagażem doświadczeń z zakresu psiego wychowania polecę psy w typie, psy rasowe z drugiej ręki – bo najczęściej wystąpił konkretny, poważny powód dlaczego tam trafiły. Często wina nie leży po stronie psa, tylko ludzia, który psa prowadził.

 Dla mnie rasowy = rodowodowy nie ze względu na snobizm. Widzę wiele machlojek, wiem, że ZK nie jest tylko biały, nie jest tam jedwabnie i cudownie, jednak są reguły, obowiązuje porządek i kontrole miotu są przeprowadzane, wszystko jest uregulowane i nadzorowane. Natomiast przez ostatnich kilka tygodni ( niechybnie za sprawą prawa serii) przez moje ręce przewinęło się kilka ‘rodowodów’ z przeróżnych Stowarzyszeń Przyjaciół Reksia i Bolka i Lolka. Jest to ewidentne naciągnie ludzi, w obrzydliwy i naganny sposób. Akurat jedno ze ‘świadectw’ które bardziej mi zapadło w pamięć to rzekomo rodowód rasowego pekińczyka zakupionego przez starszych państwa. Matka nazywała się Łatka, ojciec bodajże Fidel a reszta rodowodu to rubryka nieznany. I tak przez 2 pokolenia wstecz. Drukowany na żółtym papierze technicznym (a jak!) z hologramem, który przypominał ten, na banderolce od alkoholi (wiem jak wyglądają, wierzcie mi mam zgrzewkę weselnej wódki jeszcze w piwnicy :P). Pies nie posiadał żadnych szczepień, a historia jego odrobaczeń była niejasna. ‘Hodofca’ zalecił żywienie szczenięcia jedynie gotowaną piersią z kury, bo tak żywił go w domu. Inny z kolei pies w typie shih tzu w wieku 9 tygodni ważył 200 g, również zalecone od ‘hodofcy’ karmienie jednostronne piersią z kurczaka (teraz zastanawiam się, czy to nie ten sam geniusz).

 

I nie, to nie jest tak, że ‘ja nie potrzebuję psa z tytułami’ ja też nie potrzebuję psa z tytułami, chcę tylko żeby był rasowy przez co rozumiem, że ktoś od momentu urodzenia się szczenięcia
sprawował nad nim pieczę. Ktoś odebrał miot. Był przebadany, odpowiednio do wieku odrobaczony i zaszczepiony. Jest zaczipowany, bo taki obowiązek nałożył ZK. Jego matka nie zdycha gdzieś
wycieńczona w komórce, a ojciec nie spółkuje z córką z wcześniejszego miotu. Hodowca 4 tygodnie po porodzie nie przedstawi mi suki – matki jako ślicznej samiczki z wciągniętymi sutkami
(takie afery też się zdarzały). Jeśli trafi mi się pies w typie do adopcji, lub taki z metryką – tym lepiej – ale w takim przypadku muszę liczyć się z całym pakietem – bagażem doświadczeń z
którymi będę musiała sobie poradzić. I czasem ludzie sobie nie radzą. Starają się, pracują, tracą kolegów, powoli niszczeje im mieszkanie. I zdarza się tak, że się poddają i zwierzę znów
trafia do fundacji, czy schroniska. Oczywiście zdarza się też wiele właścicieli rasowych psów, które sprawiają problemy wychowawcze i czasem praca nad nimi przerasta możliwości opiekunów,
jednak wśród pasjonatów rasy jest to niewspółmiernie mniejszy odsetek, niż wśród wlaścicieli ‘labradorów’, ‘jorków’ czy ‘onków’.

 

Jestem za świadomym podejściem do posiadania psa. Czy to rasowego, czy mieszańca. I marzy mi się, żeby wprowadzono licencje na posiadanie zwierząt. Poprzedzoną egzaminem z podstawowej wiedzy etologicznej, żywieniowej i zdrowotnej. Żeby choć trochę trzeba było się wysilić, żeby taki luksus (bo posiadanie psa to jest jest przywilej, nie obowiązek) posiadać.

 

 

 

 

 

 

 

60 komentarzy na temat “Mój głos w sprawie ‘nie kupuj – adoptuj’

  1. Bardzo słuszny, rozsądny artykuł. Ja planuję psa rasowego. Mam sportowe plany, ambicje, to moja pasja. Nieprawdą jest, że KAŻDY pies nadaje się do sportu. Niektóre wolą poleżeć na kanapie, zrobić kilka rundek po parku i dostać smaczną kość. Tak po prostu, za nic. A w sporcie trzeba być zespołem, jednością. Oczywiście można wypracować pewne zachowania, największego uparciucha się nauczy prostych komend, tylko czy osobie sportowej właśnie o to chodzi? O ciągły spór z psem – zrób siad – nie zrobię, patrz jakie ładne niebo – usiądź w końcu – daj mi to ciastko i się odczep, co ja ci zrobiłem…. Nic tak nie cieszy jak ten błysk w oku, kiedy pies widzi przygotowania do treningu!

    Regularnie chodzę do schroniska, wiem że praca i życie w takim miejscu nie są łatwe. Ale jak napisałaś – nie po to się bierze psa ze schronu, żeby podnieść sobie samoocenę ''widzicie? mam psa ze schroniska! nie jakiegoś z hodowlii! ja mam sumienie!'' czy robić psu łaskę – dobra, potrzebujesz domu, to cię wezmę, taki biedny jesteś, nikt cię nie kocha…

    To smutne, że teraz role się odwracają. Najpierw ludzie mówili ''te kundle!!!'', teraz zaczynają mówić ''te rasowce!!!''. Czy zawsze ten kto był ofiarą, musi stać się atakującym?
    Czy nie może być między psiarzami zgoda? I pies z hodowlii i pies ze schroniska potrafią kochać.

    Jeśli ktoś po prostu chce psa, tak dla towarzystwa – niech idzie do schroniska
    Ale jeśli ktoś potrzebuje psa o określonych cechach, z którym wie że się będzie potrafił zrozumieć, ma jakieś sportowe plany, to nigdy nie zrozumiem jak na takiego człowieka ludzie z fundacji zwierzęcych mogą pluć…

    Nie kupuj – adoptuj? A może kupuj i adoptuj ŚWIADOMIE?
    *dodam, że ja sama mam kundelka ze wsi, z którym co prawda regularnie ćwiczę sztuczki, trochę obi, kiedyś agility, ale wiem, że mój drugi pies będzie znacznie lepiej przemyślany, który będzie po prostu cieszył się pracą dla samej pracy 🙂

    1. Otóż to, dokładnie mi o to chodziło 🙂 Jak to D. napisała w swojej wypowiedzi 'każdemu według potrzeb" a ja dodam "i predyspozycji. Tak, żeby wszyscy byli szczęśliwi 🙂

      Ja nie czuję się lepiej z tym, że nasza rodzina składa się z błękitnej i szaroburej krwi. Ważne jest to, że jesteśmy szczęśliwi 🙂

  2. Ja mam przygarniętego kundla, sukę z pseudo i wychuchanego rasowca. I każdy pies był świadomie brany. Wiele ludzi obrzuca hodowle ZkwP różnym błotem. A prawda jest taka, że nawet jeśli bierzemy psa z hodowli, pod patronatem ZK to nie zwalnia nas to z myślenia. I trzeba myśleć od wyboru rasy, po jej wymagania, a kończąc z jakiego miejsca pochodzi i poznanie rodziców. Tak samo jak bierzemy psa z schroniska to nie z litości, a wszystko analizujemy i za i przeciw… 🙂
    Nie wspomnę, że branie psów z różnych stowarzyszeń powstałych po 1.01.2012 jest w ogólnie dla mnie dziwne i ukazuje lenistwo potencjalnych kupujących. Na serio tak ciężko poszukać info o swoim szczeniaku…

    Tak, jestem za egzaminami dla przyszłych posiadaczy psów. Bo pies to dobro luksusowe i nie każdy musi go mieć 😉

    1. Ja z kolei większe pretensje mam do ludzi, którzy sprzedają psy poza ZK. U nich to jest zwykła żądza kasy, i wstrętne, obrzydliwe naciąganie bogu ducha winnych nabywców ( na przykład wspomnianych starszych ludzi).

    2. Prawda. Hodowca z ZKwP jednak trochę kasy musi wyrzucić, żeby chociaż tę nieszczęsną hodowlankę zrobić (w seterów poza wystawami jest dysplazja i próby polowe), co oznacza, że inwestuje w psa pieniądze i czas, zatem jest jakaś szansa, że będzie o niego choćby w minimalnym stopniu dbał.

    3. Poza ZK w 99% kieruje ludźmi kasa. Psy te mają nn w rodowodach,ale to co. I do tego więcej mogą zgarnąć za psiaka. Mam mieszane uczucia do psów z PKPR,a mianowicie Owczarków Staroniemieckich i Długowłosych. A tam też obowiązują prześwietlenia i testy psychiczne. Rozumiem, co nimi kieruje, ale jednak nie każdy szkoli te psy.

      U ONków to badanie na dysplazję, suki BH, a samce IPO no i wystawy. Jednak jak się siedzi w rasie to wie jak to wychodzi… Jak ja szukałam Gandzi to warunkiem było, aby suka miała na dodatek IPO zdane. Teraz mam ciut inne priorytety 😛

      Ale całkiem odrębny temat to jest, co niesie za sobą hodowla psów rasowych, podążanie za ideałami, gubiąc zdrowy rozsądek. I perełka na koniec, akcje przeciw pseudohodowlom kiedyś były na czasie i coś wnosiło, teraz to przerodziło się w fanatyzm i obrażanie dobrych wg mnie hodowli.

  3. Wszędzie gdzie są jakieś problemy z psami winny jest człowiek i prawie zawsze wynika to z niewiedzy. Kiedyś aż huczało od akcji "rasowy=rodowodowy", a teraz nie ma ona żadnego sensu, bo jaki sens ma rodowód, gdzie matka i ojciec to Reksio i Pusia, a w dalszych pokoleniach nn. No, ale rodowód jest? Jest, to chyba wszystko w porządku, na psim forum kazali kupić psa z rodowodem, to kupili :D. Ta niewiedza często wiąże się też z jakimś uporem i przekonaniem, że ma się we wszystkim racje. Jak ktoś chce dokonać świadomego, dobrego wyboru, to będzie się radzić i dowiadywać, a druga osoba nawet jak się jej powie co i jak to zrobi po swojemu ;). Sama miałam koleżankę, która bardzo lubiła zwierzaki, a w szczególności psy, jednak nie interesowała się nimi jakoś szczególnie, można nazwać ją takim przeciętnym właścicielem psa. Wiadomo jednak, że jak spędzałyśmy razem czas to często rozmawiałyśmy sobie na psie tematy i nie raz poruszałyśmy kwestię pseudohodowli etc. W czasie tych rozmów miałam wrażenie, że wszystko rozumie i sama zauważa jaki jest problem, ale już kiedy jakiś nasz wspólny znajomy zaopatrywał się w niby pekińczyka to nie widziała w tym zupełnie nic złego i uważała, że przesadzam z tym wszystkim :D.
    A ja sądzę, że problem tych wszystkich hodowli, jak i niektórych ras to bardzo gruba sprawa i nie da się tego jednoznacznie rozstrzygnąć. O miocie pseudo owczarków niemieckich (które pewnie mało przypominają wystawowe ONy i dzięki temu nie mają problemów z poruszaniem się) powiemy pewnie, że jest zły, a czy rodowodowe buldogi, które mają problemy z oddychaniem, nie rodzą samodzielnie a czasem nawet samiec nie jest w stanie pokryć suki przez taką, a nie inną budowę jest już ok?

    1. Często niewiedza to eufemizm do tego, co tak naprawdę ma miejsce. Najczęściej to mieszanka skrajnej ignorancji z monstrualnym tupetem, taka mieszanka wybuchowa. Zresztą odnoszę wrażenie, że tutaj jeszcze dochodzi 'gen cwaniactwa' : "- oo Kowalscy dali za swojego jorczka 3 tysiące, a my mamy takiego samego za 500 zł".

      Do ZK mam wiele zastrzeżeń, jednak jestem zdania, że powinni znacznie wprowadzić jakieś poważniejsze obostrzenia chociażby wobec kopiowania uszu/ogonów (bo co z tego, że zakaz taki jest, skoro wszyscy dalej tną na potęgę i takie zwierzęta są oceniane na wystawach). Oprócz tego marzy mi się wprowadzenie obowiązkowych badań genetycznych rodziców na popularne choroby w danych rasach i dopiero wtedy dopuszczanie miotu. To, co ludzie robią z przeróżnymi rasami woła o pomstę do nieba, a już wszelkie brachycefaliczne, pomimo swojego "bobasowatego" wyglądu wzbudzają moje współczucie – ciężko oddycha, ciężko chodzi, jak się dobrze klepnie, to wypadną oczy. Kosmos.

    2. Akurat ONy z pseudo często mają piękne problemy z poruszaniem – pan Zdzisio i pani Gienia uważają bowiem, że jak tak "wlecze nisko dupę" to przepięknie i rasowo.
      Zupełnie nie ogarniam, jak ludzie mogę tego nie wiedzieć, nie rozumieć, wchodzić w durne kłótnie. Sprawa pseudo i niepseudo wydawała mi się jasna odkąd o niej usłyszałam. Mam wrażenie, że niektórzy po prostu nie myślą, albo jadą na czystych emocjach, a poza tym działa zasada najmojszej racji… Witki opadają. Dość powiedzieć, że w schronisku w którym pracuję nikt, ale to nikt nie widzi nic złego w pseudo, jedna babka sama się do tegoż procederu przyczynia. Piłowanie gumowca w kwestii "nie kupuj…" robi na mnie zerowe wrażenie. Mój pies będzie wprawdzie ze schronu z kilku powodów, w których miłosierdzie nie ma wielkiego udziału, a nie wykluczam, że następny będzie z hodowli.
      Ale notka bardzo zacna. Szkoda tylko, że rozsądni przeczytają i przyklasną, a debili nie powstrzyma nic, poza bezpośrednim trafieniem meteorytem.

    3. No właśnie miałam na myśli inne pseudoONy takie, które nie przypominają tych z wystaw, czyli nie mają zadu przy ziemi ;). O, na przykład taki, jak tutaj:
      http://aussiemerle.blogspot.com/2014/07/sopot-ma-moc.html
      Są też inne rasy, które często w wersji "pseudo" wyglądają lepiej niż te z ringów wystawowych, choćby takie pseudocollie bardziej przypominają te ze starych fotogarfii niż rasowe, natapirowane, z masą futra.

      Nie twierdzę, że pseudohodowle są dobre, ale warto też zastanowić się nad słusznością hodowania niektórych ras i dążeniu w hodowli do uwydatniania/zatracania różnych cech mniej i bardziej istotnych.

    4. W przypadku ONków to tak naprawdę teraz na ślepo można strzelać, że starszy pies w typie rasy będzie miał z bardzo dużym prawdopodobieństwem syndrom ogona końskiego. Odsetek starszych owczarków, które zjawiają się z tą przypadłością w lecznicach jest olbrzymi. A większość właścicieli jak psa sparaliżuje, nawet nie chcą walczyć, bo pies sika pod siebie, robi kupę pod siebie i generalnie sprawia duże kłopoty. Czasem da się wspomóc takiego zwierza, ukraść mu parę miesięcy- nawet lat życia. Ale zawsze wiąże się to z ograniczoną sprawnością, ograniczonymi możliwościami ruchowymi – i ograniczeniami właściciela ( inny typ spacerów, chodniczki w domu, podawanie leków, suplementów).

      Jeśli chodzi o kosmiczne rasy, to za najbardziej pokrzywdzoną (obok wszelkiej maści buldogów, buldożków, terrierów) uważam shar pei i cavaliery. Shar pei mają dość popularne w rasie schorzenie genetetyczne (praktycznie co 2 jest chory), który w efekcie finalnym może prowadzić do amyloidozy nerek, a przekrój przeróżnych schorzeń CKCS po prostu przyprawia o zawrót głowy. Wiele jest ras, które nie powinny były powstać, natomiast teraz mleko się wylało i tylko odgórna zmiana wzorca i postrzegania danych ras przez sędziów mogłaby zmusić tłumy, żeby zmienili kierunek rozwoju rasy.

    5. Niedawno na facebooku zdaje się, ktoś podał link do artykułu o owczarkach niemieckich, jak ta rasa została zepsuta przez hodowców. Straszna burza była, ale jak dla mnie sprawa jest oczywista – jeśli pies cierpi, to jest źle i trzeba pójść inną drogą! A nie wierzę, mimo wielu zapewnień właścicieli i ''miłośników'' rasy, że tyłek przy ziemi jest okej! Niestety wciąż nie widzę poprawy czy chęci naprawienia złego…
      ONy jak widać zawsze mają pod górę – najpierw zabiła je moda, skutkiem czego nie ma schroniska w polsce w którym nie ma choć jednego psa w typie owczarka, potem dobili hodowcy.
      W tej kłótni pod artykułem o którym wcześniej pisałam ktoś napisał, że to wszystko nieprawda, bo przecież w policji pracują owczarki niemieckie. Kolejny stereotyp, bo w wielu krajach malinois wyparły niemal całkowicie kalekie owczarki…

      Co do buldogów – jakiś czas temu w Przyjacielu Psie było o tej rasie, pisali też o jednej hodowczyni, która stwierdziła, że nie ma sensu hodować psów które nie są w stanie być samodzielne… obecnie jej buldogi bez problemu biegają i oddychają 😉 można? można

    6. Chyba wiem o czym piszesz. Dokładnie wywiązała się mega awantura i wyśmianie osoby, która napisała źle o rasie. A jedynie wychwalanie swoich psów pod niebiosa. Każdy wie, jak wygląda ONek i co z nim jest obecnie nie tak, a wręcz źle. Jednak każdy woli zakrywać takie wady, dobrym humorem i osobistymi wycieczkami i pojazdami.

      A ONek już dawno nie jest stworzony do pracy i mimo, ze Maliny są trudniejsze to jednak one są wybierane do pracy. I oby tylko tej rasy nie spotkało to samo.

    7. Artykuł znalazłam – owczarek niemiecki: upadek legendy (http://ulubiency.wp.pl/kat,1010807,title,Owczarek-niemiecki-upadek-legendy,wid,12949973,wiadomosc.html?ticaid=114444)

      Dokładnie – ON do pracy już się nie nadaje jeśli nie jest z bardziej świadomie wybranej hodowlii. U malin na szczęście nie ma podziału na linie użytkowe i show, a jeśli nawet niektóre hodowle mają psy pod IPO a inne pod wystawy, to psy z obu typów się wciąż świetnie w sportach odnajdują. Trzymajmy kciuki, żeby malinois nie wystąpił w jakimś filmie czy serialu, bo wtedy może polecieć na łeb na szyję. Zupełnie jak ON

  4. Po pierwsze, chciałabym Ci powiedzieć, że albo jesteś złą, wyrodną matką albo świetnym fotografem, bo Bal jest piękny. A że szczerbaty… On po Daszce jest?

    Druga sprawa, już nawiązująca do tematu to kwestia kupowania psa rasowego. Otóż, mam wrażenie, że mimo najszczerszych chęci, zainteresowania rasą, etc. pierwszego rasowego psa świadomie jest w Polsce BARDZO trudno kupić. I nie mówię o prawnym zamieszaniu, jakie panuje od czasu słynnej nowelizacji, tylko o nabywcy na tyle ogarniętym, że wie mniej więcej czego chce, wie co to FCI i czego powinien dopilnować. Mam wrażenie, że jednak środowiska skupione wokół konkretnych ras są bardzo zamknięte i raczej niechętne do udzielania informacji (szczególnie takich, które w środowisku są tajemnicą poliszynela) ludziom z zewnątrz. Durgi pies w danej rasie to już jest zupełnie inne wybieranie – i wcale nie chodzi o określenie oczekiwań, ale właśnie o to, że ma się szansę poznać te wszystkie powtarzane po kątach sekrety o hodowcy x, czy y.

    1. Dziękuję w imieniu Bala ! 🙂 Ale zobacz sobie zakładkę Baloo na blogu – tam widać jaką ma śmieszną budowę ciałka 🙂 A tak naprawdę jest chudszy od Ru, w duużo lepszej kondycji jest 🙂

      Tak tak, po Daszce! Znasz Daszkę? 🙂

      Masz rację, mam takie same obserwacje na ten temat – teraz już wiedziałabym gdzie, u kogo szukać kolejnego psa (pomimo tego, że z naszych Baritusowych hodowców jestem bardzo zadowolona). Natomiast jak ponad rok temu przyszedł mail, że urodził się miot szczeniaków to tak naprawdę w popłochu szukałam infomacji co i jak. Cieszę się, że akurat trafiłam do nich, nie gdzie indziej, bo teraz łapię się za głowę jakie hodowle brałam pod uwagę 😉

      Oprócz tego podczas posiadania pierwszego psa masz szansę się otrzaskać ze światkiem i właśnie poznać cienie i blaski rasy, hodowców i całokształtu. Zupełnie się z Tobą zgadzam!

    2. Miałam przyjemność Daszkę miziać i właśnie wiem, że dawała szczerbate potomstwo, nie wiem tylko, czy chodziło o Wasz miot, czy może o jeszcze inne.

      Przyznam, że trochę trudno mi ocenić budowę Bala, bo aussie w typie show to trochę nie moja broszka. Faktycznie, ma olbrzymią ilość futra, ale przynajmniej masz się do czego tulać. 😉 Nie napatrzyłam się dostatecznie dużo na te psy, żeby móc powiedzieć coś więcej niż "nie zdziwiaj matka, ten Twój syn to śliczniusi".

      W kwestii otrzaskania ze światkiem. Odnoszę wrażenie, że kiedy ma się już psa danej rasy to nagle status danej osoby z obcy = zły, magicznie zmienia się na swój = można mówić i jest się traktowanym zupełnie inaczej. A już krew mnie zalewa, jak widzę ludzi przychodzących na fora ras, aby podpytać o hodowcę x, czy y. Wydawałoby się, że powinno się takiego człowieka docenić – dowiedział się o co chodzi z tym całym FCI, nie chce psa z Klubu Zielonego Reksia, tylko z zarejestrowanej hodowli, jest gotowy zapłacić. Ale to jego pierwszy pies, obawia się, chciałby się upewnić, że uderza w dobrym kierunku, więc idzie na forum specjalistów danej rasy i pyta. Wydawałoby się, że osoby, którym zależy na dobru rasy powinny to docenić. A co specjaliści na to – "ej, nie przedstawiłeś się w wątku powitalnym, lamo!", "co, kolejny, który chcesz pieseczka do miziania, a nie ma o niczym pojęcia, phi!", "sam musisz wybrać". Albo w ogóle – cisza. Uważam, że takimi zachowaniami, my, miłośnicy psów rasowych, naganiamy klientów pseudohodowcom. I chyba nawet napiszę o tym osobny tekst 😛

    3. Z tego co rozmawiałam z hodowczynią, to tylko 2 taka pechowa się zdarzyła 😛 A mam kontakt jeszcze z właścicielami siostry i brata – oboje mają wszystkie zęby 😛 Balowi brak obu P2 (to jeszcze pikuś!) ale nie ma dolnych P4 i tu już problem się pojawia :/

      Bardzo się cieszę, że się Bal podoba :))

      U nas też ludzie są rypani za niepowitanie się w wątku 😛 W naszej rasie standardowy wymóg świeżaków to niebieski merling i niebieskie oczy 😀 Reszta nieważna 😀

      Choć uważam za nieeleganckie wpadanie na forum rasy i takie otwarte wypytywanie "a hodowla " ciepły fafel" to jest dobra, czy nie"? To trochę tak, jakby wbić na konferencje lekarzy i zapytać ogółu "co sądzą o doktorze X bo słyszałam, że to konował " 😛 Wiadomym jest, że nikt nikogo nie będzie obsmarowywał otwarcie, szczególnie, że hodowcy też przebywają na forum, zresztą niektóre osądy są nietrafione i tak naprawdę wszystko zależy od potrzeb potencjalnego nabywcy.

    4. Jasne, że wiadomo, że nikt nikogo nie będzie otwarcie obsmarowywał, ale zamiast olewać, może spokojnie wytłumaczyć: "hej, wiesz, że to rasa pracująca i pies będzie cierpiał, jeżeli nie będziesz się odpowiednio nim zajmować? Fajnie, że szukasz hodowli, jeżeli masz taką możliwość dobrze byłoby ją odwiedzić jeszcze przed urodzeniem szczeniąt i porozmawiać w cztery oczy. Z tego co wiem to mioty na ten rok planują hodowcy a, b, c – może spróbuj skontaktować się z nimi telefonicznie na początek?". Nikogo nie obsmarowałam, a przyznasz, że taka odpowiedź brzmi zupełnie inaczej.

  5. 2 lata temu postanowiłam po raz pierwszy (powiem brzydko) zakupić rasowca. Po rozmyśleniach i poszukiwaniach padło na labradora, pojechałam do docelowej hodowli (ZKwP) i wróciłam z niewystawową suczką ze złamanym ogonem, której nikt nie chciał, ale nie przeszkadzało mi to, ponieważ szukałam psiaka z fajnym charakterem i predyspozycjami do obi. Historia tak się potoczyła, że dysplazja dyskwalifikuję sunię w tak rygorystycznym sporcie. Kilkoro moich znajomych mówią, że wyrzuciłam pieniądze, bo pies się miał do czegoś nadawać a się nie nadaje..
    W międzyczasie trafiła do mnie bezdomniakowa sunia w typie wyżła i chociaż nie od pierwszego dnia zostałyśmy przyjaciółkami okazało się że to właśnie ten 'kundel bury' być może wystartuje w obi zerówce.
    Mam też w domu miejsce na jeszcze jeden ogonek, jednak twierdzę, że to nie 'ten czas', ponieważ obecnie pojęcia nie mam czego potrzebuję i czego oczekuję. Myślę, że wraz z wyborem psa, rasy, jego pochodzenia, musi przyjść odpowiednia chwila i wtedy w głowie staje się jasne co to ma być za psiak i wtedy będziemy gotowi na wszystkie lepsze i gorsze przygody z nowym przyjacielem, cokolwiek miało by to nie być 😉

    1. I takie historię się zdarzają! 🙂 Dobrze, że tak sprawa się potoczyła, przykro mi z powodu dysplazji suni. Co na to hodowca?

      Trzymam kciuki za start w zerówkach! 🙂

    2. W zasadzie to ciężko się z tą panią skontaktować. Tydzień po tym jak ją wzięłam Luna miała akcję, że zaczęła puchnąć i się dusić i wtedy coś jeszcze pomogła robiąc wywiad czy któryś ze szczeniaków ma jakąś alergię, a gdy zaczął się temat dysplazji stosunki w zasadzie zamarły.
      Diamantecane Labradors, jakby ktoś był ciekawy 😛

  6. Moje zdanie jest właściwie takie same. Kiedy w końcu udało mi namówić rodziców na psa, nawet nie myślałam o rasowym. Wiedziałam, że nie możemy pozwolić sobie na taki jednorazowy wydatek. Zawsze z mamą podziwiałam psy ras pasterskich ale nawet nie sprawdzałam psów w typie do adopcji – nie dałabym rady z psem po przejściach, nie ma co się oszukiwać że moja wiedza po przeczytaniu kilku książek i szperaniu w internecie była prawie zerowa. Tak więc został pies ze schroniska, szczeniak (dorosły pies – jak wyżej). Kiedy już znalazłam psa, tak naprawdę po wyglądzie, poszłam po niego. Wtedy nie miałam żadnych oczekiwań co do charakteru, chciałam mieć psa i tyle. Nigdy nie będę żałować tej decyzji. Przez to, na jakiego psa trafiłam. Uważam, że wiele osób mających same psy rasowe od szczeniaka co do których w jakimś stopniu mają wiedzę na temat charakteru, nie mają pojęcia o prawdziwych problemach. Chodzi mi głównie o miłośników przykładowo jamników. A dla mnie posiadanie psa oznacza coś więcej – szeroko pojętą wiedzę na temat psów, ich wychowania, problemów. Jestem pewna, że gdybym wzięła psa od małego szczeniaka, danej rasy, nie nauczyłabym się tyle co przy mojej wybuchowej mieszance. I później mogłabym sobie nie poradzić przy rasowcu, który może sprawiały jakieś problemy niekoniecznie typowe dla rasy. Dlatego uważam, że w tamtym momencie była to najlepsza opcja.
    Idąc dalej, w obecnym czasie, po wkręceniu się w psie sporty i pracę z psem, a nie tylko jego towarzystwie, decyzja o adopcji będzie o wiele, wiele bardziej przemyślana. I w moim przypadku inaczej niż to mówią osoby posiadające kundelki a chcące uprawiać psie sporty-akurat trafiłam na psa z ogromnym potencjałem i nie odstającego od rasowców na przykład szybkością uczenia się. Oczywiście osobną sprawą jest to, czego nie zrobiłam z nim kiedy był szczeniakiem ale nie wracam do tego, bo jaką ja mogłam mieć wiedzę? Uczyłam się na swoich błędach, nie rzadko kosztem psa. W innym wypadku mój pies dawno startowałby w zawodach obedience. I to nie byle jak, ale to trzeba by zobaczyć jego pracę gdzieś na uboczu. Zmierzam tylko do jednego – czy ktoś jest w stanie zapewnić mnie, że chociaż w podobnym stopniu trafię na kolejny taki Skarb biorąc drugiego psa ze schroniska? Może zabrzmi to za bardzo, ale wiem jakie są moje oczekiwania i nie chcę męczyć siebie i psa. Dlatego decyzja o kolejnym psie będzie ciężka, mój postawił tak wysoko poprzeczkę, że podziwiają go osoby mając rasowe psy. Ale przecież nawet psy ras pasterskich różnią się między sobą. To dość ciężki temat, bo nigdy do końca nie jesteśmy w stanie przewidzieć jaki ten pies będzie. Mój ulubiony scenariusz? Trafić na psa ze schroniska o takim potencjale jak mój obecny, z którym oczywiście pracy nie kończę. Jednak nie wiem, czy chcę na tyle ryzykować.
    Przepraszam, trochę się rozpisałam, ale ostatnio dużo na ten temat myślałam.

    1. Jeżeli faktycznie masz ambicje sportowe, to może jednak – żeby się nie rozczarować – warto się zdecydować na psa rasowego? Prawda jest taka, że koszt zakupu psa to jest kropla w morzu i naprawdę warto zaoszczędzić te kilka tysięcy – ta kwota biorąc pod uwagę długość życia zwierzęcia, wydana na początku, stanie się w końcu zupełnie niezauważalna.

    2. Bardzo podobał mi się Twój komentarz i racjonalne podejście do całej sprawy. Wiem, że teraz nawet pojawiła się na fb grupa "adopcje psów z potencjałem sportowym". Ale często psy z tzw. drive'm są lekko postrzelone. I tu pojawia się pytanie, na ile uda się nakierować tą energię na pracę, a na ile na destrukcyjne popędy.

      Za handicap w posiadaniu psa rasowego uważam to, że masz rzesze takich samych zapaleńców jak Ty, którzy często borykają się z podobnymi problemami, dlatego ktoś na pewno chętnie Ci pomoże, bo kiedyś sam przez to przechodził (problem akurat znam od podszewki – często radzę się moich borderowych dziewczyn jak okiełznać demona w Ru 🙂 )

    3. Jakbym czytała o moim kundlu – tylko, że ja wzięłam dorosłą sukę z prywatnego przytuliska. Pani powiedziała mi to, co wiedziała o mojej suce, powiedziała też czego nie wie(a to jest najważniejsze!). Trafił mi się pies z super potencjałem i żeby nie zmarnować tej energii oraz "przeżyć" zaczęłam ćwiczyć różne rzeczy. To moja suka wciągnęła mnie w psie sporty, nie odwrotnie. I myślę, że następnego psa za ileś lat będę szukać przez grupy typu "Adopcje psów z potencjałem sportowym" lub w tym samym przytulisku.
      Kundle dla mnie plusują też wyglądem – można mieć psa niepowtarzalnego z wyglądu. Nie widziałam jeszcze psa podobnego do mojej suki. Nie wyobrażam sobie mieć psa z rasy, gdzie wszystkie wyglądają identycznie typu ONki, laby, dobki etc.

    4. To jest kolejny plus, to prawda! 🙂 Choć uwierz mi, każdy właściciel rozpozna "swojego" wśród stada innych osobników tej samej rasy, tej samej płci 🙂

      A jakie psie sporty uprawiacie? 🙂

    5. Wierzę, że właściciel rozpozna swojego – dzierżawiłam kiedyś gniadego wałacha bez żadnych odmian(skarpetek, gwiazdek na głowie etc.) i z daleka go odróżniałam na pastwisku od innych podobnych koni, chociaż były tam jego dwie siostry, brat i matka. Po ruchu widziałam który to koń, chociaż teoretycznie były identyczne.
      Robimy frisbee, sztuczki, a na zajęciach w psiej szkole elementy obedience, agility, a nawet IPO. Mój pies lubi skrócić sobie slalom, a z drugiej strony ma rewelacyjne wyniki w ćwiczeniach związanych z warowaniem, ma też mocny chwyt rękawa chociaż oszukuje na tropieniu(szuka oczami). Ot taka magiczna mieszanka. Najlepsza jest zdecydowanie we frisbee. Pomijam co moi znajomi mówią widząc zdjęcia mojej suki wiszącej na rękawie pozoranta. To tak jak z tą aferą rasowy vs mieszaniec – stereotypy i bardzo powierzchowna wiedza.

  7. Kurcze, świetny artykuł, po raz pierwszy w życiu przeczytałam na ten temat coś, z czym zgadzam się w 100%. Wyważony, ale przede wszystkim głęboko przemyślany, widać, że na temacie zęby się zjadły:)miałam dwie znajdy- jeden prawie wisiał na drucie przywiązany do drzewa (blizny i fizyczne i psychiczne na całe życie. W wieku 7 lat, po traumie jaką przeżył po prostu zachorował i przestał nas poznawać – zaczął rzucać się i gryźć- po walce i próbach leczenia psychotropami niestety go uśpiliśmy; drugi uratowany od wora ze wsi- za pana obrał sobie mnie, resztę domowników tolerował, natomiast reszty świata już nie, co gorsza biedactwo było chorowite, ale nie dziwota- jak go brałam to robaki były wszędzie..odszedł nam z powodu dysplazji po 2 letniej walce. Wiem, że pewnie miałam po prostu pecha, teraz mam hodowlańca i jestem zachwycona:) pozdrawiam serdecznie, życząc dalszej owocnej pracy bo ludzi trzeźwo myślących z empatią po prostu brakuje. Olka

    1. chciałam jeszcze dodać, że zawsze uchodziłam za potwora, co to odradza pieski z adopcji, ale teraz wiem, że ilekroć ktoś będzie chciał psa,jakiegokolwiek, powinien OBOWIĄZKOWO przeczytać ten artykuł:)

    2. Jejku bardzo dziękuję za takie miłe słowa! Naprawdę jest mi strasznie miło, że komuś podoba mój tekst, to bardzo cenne dla mnie.

      Osobiście nie miałam aż takiego pecha jak Ty – pierwszy mój pies to była znajda odwiązana od drzewa ( ja miałam lat 10, on okolice 1,5 roku) – był to pies w typie charta perskiego saluki, więc trudna rasa do współpracowania z człowiekiem. Bardzo chorował – był bity, truty, stoczyliśmy długą walkę o jego zdrowie, na szczęście udało się nam i odszedł w pięknym wieku jak na dużego psa – 16 lat 🙂
      Kolejna była suka którą przyadoptowaliśmy jak byłam na 3 roku studiów, żyje i ma się dobrze do tej pory ( bardzo się nie lubią z Ru bo obie są zadziorne i zacięte, ale w większości przypadków po prostu się mijają bo nie tolerujemy bójek).

      Jestem strasznie ciekawa kogo teraz przyjęłaś do domu? 🙂

    3. Saluki to było moje marzenie jako małej dziewczynki, ale o ich charakterze nie mam pojęcia:)ale wiek piękny- pozazdrościć! My teraz mamy azjatę, który od szczeniaka towarzyszy nam wszędzie i wyrósł na spokojnego i zrównoważonego przyjaciela wszystkich bez skaz z przeszłości- nie boję się już, że głaszczący go straci kończynę, z wiekiem już jednak nad górskie wycieczki przedkłada relaks na tapczanie:D a od kiedy urodziło nam się dziecko to prędzej powierzę go w psie łapy niż ludzkie.Teraz w pełni możemy cieszyć się ja Ty to pięknie napisałaś przywilejem posiadania super psa:) jeszcze raz bardzo serdecznie pozdrawiam i mam nadzieję, że coraz więcej ludzi będzie poznawać Twoje publikacje:* Olka

    4. Oj to super, że tak dobrze zachowuje się w stosunku do dziecka! Balu kocha wszelkie maluchy, ale już na przykład Ru bałabym się pokazać dziecko…bardzo trudny socjal by był z nią i z maluchem, nie wiem jak to ugryźć…

    5. Odpowiedzialnymi rodzicami, przede wszystkim. Niby mój pies wszystkich kocha, ale mam ogromne obawy, kiedy startują do niego dzieci. Raz jednak udało mi się spotkać ze znajomymi i ich dziećmi w parku – w asyście mamy 2-latka była w stanie spokojnie pogłaskać psa, zamiast piszczeć, krzyczeć, etc. T. z kolei grzecznie wysiedziała całą operację. 🙂

    6. Tu bardziej chodzi o to, że ona na maksa najarana drze gumę tak jak popieprzona, szczeka, rzuca się – więc mało który rodzic przy zdrowych zmysłach pozwoli na kontakty :)(

  8. oj zgadzam się, sama się do tego przyczyniłam, kwestia uczuciowa, pośpiechu "rodzice się zgodzili, trzeba zabierać burka i uciekać, bo nie daj boże zmienią zdanie". nie byłam do końca świadoma, ale bez bicia przyznaje, że trochę zabrakło mi wtedy mózgu. w "hodowli" były rzeczy, które budziły mój niepokój, a mimo wszystko wzięłam stamtąd psa za niemałe pieniądze – 800zł, za "rodowód", który podarłam – matka, ojciec, reszta NN; za ok 1200-1500 kupiłabym westa rodowodowego. drugie tyle przyszło mi wpakować w leczenie i pewnie jeszcze wiele wpakuję, moralniaka mam do dzisiaj.
    miałam moment, kiedy chciałam "ratować świat" i kiedy tylko pojawiał się temat rasowego psa każdego starałam się uświadamiać, mówić o co chodzi w hodowli, mówić o pseudo. skończyłam kiedy zrozumiałam, że w naszym społeczeństwie to nie przejdzie… najbliższa osoba z mojego otoczenia, W PEŁNI ŚWIADOMA i powstrzymywana przeze mnie wzięła psa z parkingu przy biedronce za 300zł na hurra. dla mnie było to o tyle dołujące, że wylewałam wielkie potoki słów zupełnie na marne, jak grochem o ściane. patrząc psychologicznie robiłam to dlatego, że chciałam "odpokutować" swój błąd – przyłożenie ręki to problemu na ogromną skalę.
    w tym momencie staram się o tym mówić czasami i osobom, do których może coś dotrze, będę szczęśliwa, jeżeli chociaż jedna osoba dzięki mnie nie weźmie psa z pseudo, ale są na to nikłe szanse…
    mój następny pies jest decyzją przemyślaną na maksa, mimo różnych przeciwności losu. zbierałam na niego miesiącami (nie zarabiam, kupno psa z rodowodem z tego punktu jest dla mnie abstrakcją) ale wystarczy spiąć tyłek, posprzedawać niepotrzebne rzeczy, ktoś w okolicy ma coś do zrobienia i zawsze coś wpadnie. zdecydowanie wolałam poczekać, niż przerabiać to samo co przy Bado, wtedy kiedy czekać nie chciałam. znam hodowcę, utrzymuję świetny kontakt, szczeniaczek jest wychuchany, zsocjalizowany, a suka w świetnej kondycji, miałam okazję poznać rodziców, wiem czego mogę się spodziewać i z wyglądu, który nie ukrywam jest dla mnie ważny i z charakteru, który jest jeszcze ważniejszy.

    1. Brawa za odwagę, przyznanie się do błędu, mało kto tak potrafi ! 🙂 Ważne, żeby Bado sobie żył zdrowo i długo. Kolejnego błędu już tak łatwo się nie popełni 🙂

      Znam ból związany z odkładaniem – sama jeszcze oszczędzałam na studiach na Bala 😛

      Okropnie jestem ciekawa małego czekolada, nie mogę się doczekać aż go poznamy! 😛

  9. Ciężki temat, każdy ma odmienne zdanie. Znam mnóstwo osób z psiakami ze schroniska – tak zwany jak to pisałaś ,,akt miłosierdzia''. Szkoda tylko, że większość z nich jest tak ,,zniszczona'' psychicznie, że sami właściciele nie dają rady mimo szczerych chęci. I tak z spokojnego psiak do towarzystwa, który miał chodzić na spacerki i być grzecznym towarzyszem nabyli psa z lękami, schizami, który sprawił że dom wygląda jak pobojowisko… I czy taki pies mimo nowego domu jest szczęśliwy? Właściciele nie potrafią mu pomóc, siedzi zamknięty w mieszkaniu – ewentualnie wypuszczony na ogródek (lub co gorsza skończył na łańcuchu przy budzie), bo nie nadaję się do normalnego kontaktu. Tylko z drugiej strony co z takimi psiakami robić, bo w końcu schroniska są przepełnione i każda chętna osoba do adopcji jest na miarę złota. Sama byłam wolontariuszką w schronisku przez 3 lata i widziałam psy, które były oddawane po 6 razy z powrotem, bo skaczą, gryzą, szczekają. Zazwyczaj potem ,,gniły'' w boksie… Dlatego licencja o, której pisałaś jest strzałem w 10! Moje zdanie w tej sprawie pokrywa się z Twoim. Przydałoby się trochę większe uświadomienie społeczeństwa w psich tematach, bo jak na razie wiedza na ten temat leży i kwiczy :/

    1. Otóż to. Psiaki schroniskowe są cudowne, ale mogą zamienić życie przeciętnego Kowalskiego w piekło.

      I teraz – kto może podjąć taką decyzję czy oddać i szukać nowego domu, czy ukrócić cierpienie i nic z psa już nie będzie?

      Wszystko jest śliską sprawą, ale ktoś, kto podjął się wysiłku podejścia do egzaminu "na psa" i zdania go zdecydowanie bardziej nadaje się na przewodnika niż osoba, która wzięła psa bo jej pasuje do mebli.

  10. Dzieki za Twojego posta – jak dla mnie głos rozsądku.
    Ostatnio trochę strach przyznać się na psich stronach, że jestem hodowcą – od razu się obrywa. Podobnie – po zapowiedzią miotu na FB "nasłuchałam się" że tyle psów w schroniskach czeka na dom.
    Jasne, prawda, nie neguję, nie odwodzę od adoptowania psa – wręcz przeciwnie (zresztą- dziś o tym posta pisałam :D), ale wiem, że są ludzie (choćby ja), którzy chcą mieć psa rasowego. Z różnych powodów – mi np. odpowiada charakter berneńczyków, wygląd + jestem mocno wkręcona w temat wystaw 😉
    Nigdy nie namawiam ludzi dzwoniących/przyjeżdżających do mnie na szczeniaka z hodowli – raczej staram się słuchać, jakie pobudki nimi kierują, czego od psa oczekują i co planują z nim robić – i tak, zdarzyło mi się naprowadzić pewną rodzinę na adopcję.

    To, z czym powinniśmy walczyć tak naprawdę – to pseudohodowle, i te zrzeszone w tych wszystkich związkach "ja ze świagrem", jak i niestety w ZKwP…

    Pozdrawiamy!
    Śledź też pies

  11. aaa umknęło mi jakoś, że prowadzicie bloga! <3

    To prawda – nagonka na hodowców i nabywców psów rasowych przeszła moje najśmielsze oczekiwania.

    Zgadzam się z Tobą w 100 %! Wszelkie związki poza ZK są dla mnie z automatu traktowane z wybitną dozą podejrzliwości, a i naprawdę wnikliwie przeglądałam hodowle zrzeszone w ZK, żeby wybrać odpowiedniego hodowcę ( i nie żałuję decyzji!).
    Miałam moment, że rozmawiałam z hodowczynią z ZK o piesku do kupienia, po regularnej cenie rasowca – rodzice byli nieprzebadani. Gdy poprosiłam o to, żeby zrobili zdjęcie na HD – kontakt urwał się jak ucięty nożem. Dzięki temu mam opinię na temat tej konkretnej hodowli mam wyrobioną.

  12. Bo dopiero zaczęliśmy 😀 Az niesamowite, że ktoś nas kojarzy, strasznie to miłe 🙂

    Cieszę się, że się zgadzamy 🙂

    Pozdrawiamy!
    Śledź też pies

  13. Mogłabym się w 100% zgodzić z Twoim artykułem gdyby hodowcy bardziej skupiali się na zdrowiu i charakterze psów niż na ich eksterierze. I nie, nie jestem przeciwniczką hodowli, wręcz przeciwnie! Ale na prawdę nie mogę patrzeć na te ONki z tyłkiem przy ziemi czy charczące buldożki francuskie. Przepraszam jeśli kogokolwiek w tym momencie obrażam ale część ras jest po prostu kompletnie upośledzona. Nie potrafię tego inaczej nazwać.
    Ja na prawdę nie wiem czy mam takie szczęście że znam kundle grające w filmach, psy z odzysku z pseudohodowli stające na pudle na zawodach czy po prostu mam szczęście znać osoby które mają odwagę i serce żeby odkryć talent w takich psiakach.
    Mam kundla, za dwa lata mam nadzieję że będę mieć kolejnego psa i nie potrafię powiedzieć czy będzie to pies rasowy czy z mieszaniec z odzysku. To musi być TEN pies a to czy pojadę po niego do hodowcy czy schroniska nie ma dla mnie znaczenia. I to nie dlatego że nie mam sprecyzowanych oczekiwań bo mam. Pracuję z obecnym psem i będę pracować z następnym. Różnica pomiędzy psami z rodowodem a tymi ze schroniska polega na tym, że w tych drugich nikt nie doszukuje się żadnego talentu.

  14. Niestety i w ZKwP zdarzają się pseudo… Niestety biorąc Oziego nie zdawałam sobie sprawy z tego jak bardzo trzeba zwrócić na ilość psów w hodowli ( nie wierzę, że jedna czy dwie osoby są w stanie zająć się 17 psami +szczeniaki jak to było w naszej “hodowli” ). Jechaliśmy po niego do okolic Trójmiasta ( jesteśmy z południowego zachodu, więc kawałek był ) i dopiero na miejscu dowiedzieliśmy się, że matka została odebrana szczeniętom w wieku 4 tygodni… Jego karmą był Flatazor, który ma koło 70% zboża. Sierść Ozgarda była w przerażającym stanie… Matowa, sfilcowana ( najbardziej na spodniach ). Jako wyprawkę ( wyproszoną !!! ) otrzymaliśmy stare szelki ze smyczą i mniej niż pół worka karmy. A nie dość, że karele same w sobie są trudne to jeszcze wzięłam go z bagażem strachów, lęków i chorobami, których do dzisiaj nie udało się zweryfikować ( jak widać 4 weterynarzy to za mało ). Nam na szczęście powoli udaje się wyjść na prostą, ale wiem, że nie jedna co słabsza osoba już by się poddała. Także radzę sprawdzać parę razy zanim wybierze się odpowiednią hodowlę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *