Ultra socjal.

…czyli najprościej w świecie, rodzice wyjechali na narty, a myśmy zostali poproszeni do pilnowania i ogarniania domu. Oznacza to nie mniej ni więcej tylko cztery psy i trzy fretki pod jednym dachem 🙂

 

Zakazane ryje witają 🙂


Stali czytelnicy wiedzą, że Ruby od początku miała problem z bokserami. Nie rozumiała ich, bardzo się ich bała, obszczekiwała na każdym kroku. Ouzo jest łagodny, starał się tonować konflikty, ale też Ru w swoich działaniach była bardzo agresywna, głośna, bezczelna i niegrzeczna. Mojito z kolei nigdy nie należała do cierpliwych i tolerancyjnych suk (generalnie nie przepada za innymi psami, znosi, bo my jej mówimy, że ma znosić,ale raczej unikamy sytuacji 😛 ), więc kilka razy zdarzyło jej się odpyskować rudej. No i na tej płaszczyźnie mieliśmy pole do popisu. Nie wymagam oczywiście, żeby się kochały, wymagam, żeby siebie ignorowały, a jeśli coś się nie spodoba – mają odejść zamiast brać się za fraki. O ile z Mojito znamy się lat kilka, i słucha mnie jak świnia grzmotu, o tyle z Ru wciąż mozolnie pracujemy nad autorytetem.

Ru patrzy w stronę światła, znaczy się, jest nadzieja!
No i stało się. Pierwsze dwa dni weekendu był względny spokój. Ale już w poniedziałek bomba poszła – Pan Mąż wybrał się na spacer z psami, ja robiłam śniadanie. Nagle słyszę charakterystyczny wrzask Ru, który oznacza ni mniej ni więcej tylko pieśń wojenną. Wypadam na dwór a tam Ru wraz z Mojito sczepione ze sobą. Dość brzydko wrzasnęłam, więc Ru natychmiast odskoczyła i pobiegła w długą, bo wiedziała, że z agresora stała się ofiarą i lepiej teraz się do mnie nie zbliżać, co oczywiście doprowadziło mnie na skraj furii. Jako że śnieżnobiała kryza Ru ubrudzona była z krwi natychmiast dokonałam oględzin staruszki – na szczęście nic nikomu się nie stało, kropelki krwi to kwestia zerwanego, przesuszonego naskórka na nosku Mojito. Uff. Emocje opadły.
To ta mroczna strona Ru, która knuje i spiskuje.
Potem nastąpił względny spokój, nastał czas, abym wyruszyła do pracy. Psy oczywiście ze względów bezpieczeństwa na czas naszej nieobecności były bezwzględnie izolowane – Ru wraz z kongiem wędrowała do klatki, a Balu został dla towarzystwa zamykany z nią w pokoju.

 

 
Na potrzeby chwil – osiągnęłam wysoki poziom ekwilibrystyki w napychaniu kongów, myślę, że wpiszę sobie to do CV 🙂
Niestety, tego samego dnia, po powrocie z mojej pracy doszło do kolejnego spięcia – przy powitaniu mnie Ru znów stwierdziła, że ja jestem jej Zasobem Ostatecznym i że plebs trzeba spacyfikować. Dlategóż w myśl jej postrzegania świata została za fraki wyprowadzona w miejsce odosobnienia. Patrząc teraz z dystansu, chyba przemówiłam jej do małego, fistaszkowego rozumku, bo kolejnych incydentów przez następne sześć dni nie było. Suki były w stanie żyć obok siebie, względnie się tolerować, wychodzić razem na spacery i nie wdawać się w pyskówki. Niestety, zdaję sobie sprawę, że sprawa wciąż jest gorąca, wszystko jest w chwiejnej równowadze, i w dalszym ciągu muszę być przygotowana na sytuacje konfliktowe. Ale jestem gotowa, coraz bardziej mimo wszystko rudej ufam ( ufam, to za dużo powiedziane – powoli jestem w stanie w jakikolwiek sposób tonować jej zapędy – długa wyboista droga przed nami, ale już na szczęście pierwsze kroczki mamy za sobą).
Dla rozluźnienia atmosfery – boksery i wschód słońca nad jeziorem 🙂

Tym niemniej jej obycie z bokserami oceniam na plus (pamiętajcie, że startowaliśmy z poziomu glina, muł, pięć metrów piasku i rów mariański 🙂 ). Nie zdarzają się już nagłe zerwania i dramatyczne wrzaski, oszczekiwanie, krzyki i ogólne dresiarskie zapytania “czy chcesz w*pdol” (bo i tak było). Jeszcze od czasu do czasu na dziwny dźwięk wydany przez boksera Ru zrywa się jak oparzona i pędzi sprawdzić co zacz, ale a) jest to nieagresywne, b) daje się odwołać natychmiast, ba jestem w stanie spowodować, że zrezygnuje z eksploracji.

Ale ale! My tu sobie gadu gadu, a najważniejsze zostało przemilczane – otóż Ru zaczęła zaczepiać Ouziaka do zabawy, ba, podbiegać, kłaniać się przed nim! Co więcej, dochodziła do takiego poziomu bezczelności, że trącała go nosem, żeby się ruszył 🙂 Balu co prawda nie pochwalał takich sytuacji (nie wiem, czy o tym wspomniałam, ale zdarzało mu się ustawiać Ru i odganiać/ odciągać za fraki w momentach, w których zachowywała się napastliwie względem bokserów – ot stróż) i reagował na nie bardzo nerwowo – natychmiast stawał między Ouzem a Ru, szczekał, usiłował przekierować na siebie jej uwagę i odganiał ją za wszelką cenę od boksera. Dlatego, żeby spokojnie mogły się bawić, Balu musiał pozostawać ze mną, a sama zamykałam drzwi i obserwowałam ich wspólne harce po ogrodzie.

 

 
Niestety – z przyczyn obiektywnych – zdjęcia robione przez szybę 🙂 jak tylko wychodziłam gołąbeczki spłoszone zaprzestawały zabaw 🙂

Także z Ouzem dogadywali się względnie – jedynie podczas jedzenia ich izolowałam i też nie dawałam zabawek, których boksio mógłby pilnować ( z Ouzem mam słabą relacje – rodzice przygarnęli go, gdy już nie mieszkałam w domu – zna mnie tylko weekendowo). Zdarzyły im się dwa spięcia ( przy żarciu – coś spadło w kuchni na podłogę, Ouzo pogonił Ru ) – udało mi się natychmiast Ru z kuchni wywalić i uspokoić  – byłam z niej bardzo dumna. Drugi raz też coś niuchał i chciał ją odgonić, zainterweniowałam, Ru odeszła spokojnie, nawet się trochę przestraszyła. Przy czym podkreślam, że Ouzo jest niesamowicie ciapowaty i dupowaty – praktycznie sam wychował Bala. Ale ma swoje zasady – nigdy nikomu nie zagląda do miski (poważnie, zdarzyło mi się wieczorem wydzielać karmę do misek bokserów i je pomylić – postawiłam miskę Mojito przed Ouzem i w ogóle nie ruszył jedzenia, mimo, że Mojito sama szamała ostro z jego michy) i tego wymaga od innych 🙂

 

Wspomnień czar – zdjęcia sprzed roku – wujek Ouzo i mały Balutek.

Poza tym było dobrze – już wiem  na pewno, że stan posiadania czterech psów, to dla mnie o 2 za dużo 🙂

Ach ach i Ru  ma coraz lepsze przywołanie – podczas któregoś ze spacerów w dziczy dała się CUDOWNIE odwołać od pogoni za spłoszonym bażantem! Oprócz tego coraz chętniej wchodzi do wody. Jak już pisałam na FB wróciliśmy do joggingu – ze względu na to, że psy są starsze biegam z nimi na pasie. Pierwszy trening okazał się Sodomą – mijając spacerowiczy Ru wyślizgnęła się z szelek! Co oznaczało, że musiałam znacznie zwężyłam jej obwód, gdyż zdolności wyłażenia z wszelakich tego typu patentów – czy to norwegi czy Y zaczęły przywodzić mi na myśl Houdiniego.  Tym niemniej wyślizgnęła się z Y i rozdarła bez pamięci japę na bogu ducha winnych ludzi. Wstyd. W międzyczasie zdążył nawalić mi minutnik, odtwarzacz muzyki, Ru porwała podczas biegu i z lubością skonsumowała gówno ( do tej pory zapytuję JAK?!), a na koniec potknęłam się i obiłam sobie kolana. Oj zdecydowanie pierwszy trening nie był tym najlepszym 😛

Poza chwilami, gdy ktoś usiłuje nas zamordować, tandem bardzo ładnie się spisuje.

Stopniowo, z czasem coraz bardziej ogarnia komendy “go,go!” czyli naparzaj do przodu, “wooolniej” czyli zwolnij i “prrrrr!” czyli z biegu przechodzimy do marszu. Na razie jesteśmy na tym etapie, potem zaczniemy się uczyć kierunków 🙂 Przy kolejnym treningu już byłam mądrzejsza – zwolniłam, przeszłam koło rowerzysty ze smaczkami i było względnie dobrze – tylko krótko rozdarła japę i mogliśmy kontynuować przebieżkę. Z racji tego, że wiosna robiła się przepiękna pozwoliłam Baloo na krótkie spławianie (u nas polega na wyrzucaniu kijka do wody, wtedy ozik wpada pełną parą i płynie po kijek). Biedna Ru próbowała powtórzyć to, co Balu zrobił, niestety chyba nigdy nie pływała, więc bardzo się przestraszyła i szybko starała się wrócić w stronę trzcin. Potem już pozostała wierna wersji “do kolanek”. Jestem pewna, że w lecie nawrócimy ją na dobrą drogę 😉

Ru vs. fretki – jest lepiej – to znaczy, że już nie jara się tak totalnie bez mózgu i nie planuje ich zjeść tylko obserwuje i wącha. Czasem jej puszczają emocje, ale wtedy zostaje wyproszona z pokoju. Czyli jest lepiej, znów widzę, że coraz łatwiej jej opanowywać te lżejsze emocje.

Baloo z Muffinem się kumplują – tu widać toaletę – Mufek lizał Baloo po oku. nie pozwalam na zbyt częste karesy, bo właściciele fretek doskonale wiedzą że u nich od miłości do gryzienia krótka piłka 🙂 

Z kolejnych nowości – zdecydowałam się wrócić do BARFa. Wciąż uważam to za optymalny sposób żywienia zwierząt ( i psów, i fretek – freciaki kiedyś pięknie barfowały!). Wcześniej zrezygnowałam, bo Balu był jeszcze jedynakiem i strasznie grymasił przy jedzeniu. Nie przeszkadzało mi to przy suchej karmie, kiedy mogę z powrotem zsypać do pojemnika, natomiast zaczęło gdy tak wyrzucałam kaczkę czy innego królika do kosza. Na razie je chętnie – dzięki Ru apetyt podniósł mu się o 100%

IMG_8066
“Melduje obecność żwaczy na blacie!”

 

Ćwiczenia z samokontroli.

Podsumowując: ten tydzień obfitował w przeróżne wyzwania, niecodzienne sytuacje i momenty upadków i chwały (patetycznego tonu nigdy za wiele! :P). Ale suma summarum jestem zadowolona z tych doświadczeń, a widzę, że Ru wciąż się uczy i coraz lepiej sobie radzi ze stresującymi sytuacjami. A kolejne intensywne dni nadciągają – w ten weekend czeka nas impreza rodzinna z małymi dziećmi (podobno pięta Achillesowa Ru, a z kolei Balu kocha nad życie ludzkie szczeniaki i najchętniej by zalizał – tylko totalnie nie ma wyczucia i z nadmiaru miłości przewraca maluchy, więc będę musiała mieć oczy dookoła głowy, żeby ich tonować 🙂 ), a za dwa tygodnie najprawdopodobniej czeka nas wyprawa w góry!

PS. Zrezygnowałam z Disqusa – pojawiły się głosy, że toto niewygodne, że niedobrze się komentuje – i faktycznie ilość komentarzy od Was (które uwielbiam i są dla mnie mega ważne!) znacznie spadła. Za głosem tłumu – powracamy do “normalności” 🙂

36 komentarzy na temat “Ultra socjal.

  1. Po pierwsze – jaką Balu ma pięęękną miskę na żarcie! A po drugie – tak się składa, że my takża mamy problem, i to nie mały, z kontaktami z dziećmi. Dla suczy mojejte małe, biegające stworzonka to zło wcielone, mordercy, potwory wydające z siebie nieludzkie, piskliwe dźwięki… chociaż NIE – zdałam sobie sprawę, że nawet jak dziecko kroczy sobie swobodnym krokiem i tak trzeba je zaatakować, tak "na wszelki wypadek". Dno, dno. Parę razy próbowała ugryźć malca, najczęściej jednak kończy się jedynie na wydzieraniu się. Jestem ciekawa, jak Ru będzie się zachowywała w stosunku do dzieci i mam nadzieję, że dowiem się jakie będą Twoje sposoby na zażegnanie konfliktu dziecio – psiego. A co do starego sposobu komentowania – dzięki Bogu! 😉

    1. A dziękuję! Uwielbiam ją – zakupiłam w TK Maxx, wtedy jeszcze nie planowałam drugiego psa, więc tylko jedną – okropnie do dziś żałuję – już zamówiłam 2 miski takie same, a ta będzie służyła do wody, bo mnie wkurza, że każda jest z innej parafii 😛

      Ja słyszałam nieprzyjemne historie i wiem, że raz zerwała się z lamentem i szczekiem jak czekała z mężem na mnie pod sklepem i dziecko przechodziło. Natomiast ja kilka razy napotkałam na mamę z wózkiem która szła chodnikiem, schodziłam z ozikami na bok i skarmiałam je smaczkami – do żadnego incydentu nie doszło. Na treningu raz też pojawiło się dziecko, które zignorowała – więc totalnie nie wiem jak się zachowa – zobaczymy! 🙂

      Bardzo doceniam, że nawet mimo Disqusa się starałaś, dziękuję! <3

  2. Jezuuu! Ale wy macie sliczny dom! 🙂 zazdroszcze! Super zdjecia ze spacerku. My na razie nie jezdzimy na rowerze bo mam zapalenie pluc 🙁 a ile bym dala zeby pojechac na taki spacerek! 😀
    Dawaj post o waszej psiej szafie! 😀
    I zapraszamy na nowy post! ^^

    Pozdrawiamy
    Laura&Shira

  3. Wooow… Brawo, przeogromne gratulacje dla Ru i dla Ciebie, że ogarniasz! I powodzenia w dalszej robocie!
    Twoje bieganie bardzo motywuje, Ania z Dog's Paths wrzuciła zrzutkę z Endomondo z wyliczeniem, że w lutym chodziła/biegała z psem przez ponad 40 godzin… Ja chyba też obiecam, że wrzucę swój wynik marcowy, to się zmotywuję do nabijania.

    1. Ha dla mnie bieg bez endomondo się nie liczy! 😛 teraz mam jakąś taką lipną komórkę (zabiwszy ajfona na treningu :() która jednocześnie nie jest w stanie obsługiwać endomondo i minutnika, więc trochę mi to uprzykrza treningi :/ ale faktycznie zdjęcia innych, dokonania mega motywują 🙂

  4. No to była pełna chata 😉 Co do dzieci, to mój Habsterski też miał z nimi problem. Jest już znacznie lepiej, ale pamiętam, jak to było, gdy zbliżał się dzieciak,a on fafla zmarszczona, warczenie i wszelkie oznaki, które pokazywały, dajcie mi spokój, idźcie ode mnie. Zazdraszczmy wypadu w góry, bo marzy mi się już on od jakiegoś czasu, no ale jakoś dojść do skutku nie może dojść.

    Pozdrawiamy,
    Ola i Habs

    1. U Was pewno jest trudniejsza sprawa, bo Habs ma wygląd takiego dobrego i miłego pieska ! "Goldeny przecież to sztandarowe psy rodzinne, jego sensem życia jest kochać dzieci! " Dobrze, że udało Wam się wypracować "potwory" 🙂

  5. U Was nie może być nudno! 🙂 Dobrze, że wyjazd nie okazał się porażką, a przy takim stanie emocjonalnym Ru takie wypadki są pewnie póki co całkiem realne. Tyle psów, szczególnie że nie każdego zna się na 100%,na pewno ciężko jest ogarnąć. No i fretki do tego! Ważne, że sobie poradziliście a Ru jeszcze wyrośnie na grzecznego pieska,w końcu ładna jest to i grzeczna musi być! 😀
    Ja niestety mam problem z rozdzielaniem Emeta, ostatnio zdarzył się mały wypadek, kiedy dwa samce w tym Emet chciały podnieść z ziemi kawałek karmy- momentalnie się na siebie rzucili. Ten drugi pies wisiał na rękach, a ja dookoła goniłam Emeta bez skutku, próbując złapać go za tylne łapy. Nie miał właściwie żadnego zagrożenia, bo tamten pies był unieruchomiony, a mimo to atakował nadal. Baaaardzo przejmuję się takimi sytuacjami, szczególnie że mogłabym się drzeć a to na nim nie robi wrażenia. Myślę,że z zazdrością bardzo pomógłby nam drugi pies, ale na to będę czekać pewnie kilka lat.

    1. Oj nie…aż czasem się w głowie kręci od nadmiaru wrażeń ! 🙂 Jasne że są, dlatego na razie na spotkania z obcymi psami będzie chodziła w kagańcu – dla ich bezpieczeństwa 🙂

      Emet to też jest kawał chłopa – ja się bardzo cieszę, że zazwyczaj da się Ru ryknięciem na nią zniechęcić do walki – bo jednak rozdzielając już walczące psy można zostać nieźle poturbowanym, zupełnie przez przypadek. Ja też ogromnie się przejmuje, szczególnie, że po prostu to moje rude półdiablę jest konfliktowe jak mało co. Cóż, taka się trafiła, muszę kochać i już 🙂

  6. Brawo Ru! Świetnie, że się przekonała do Ouza 🙂
    Macie jakieś plany jak przeprowadzić spotkanie z dziećmi? Smycz, kaganiec? Instruowanie osób trzecich i dzieci?
    U nas niestety takie spotkania mają sens tylko jeśli są przeprowadzane bez udziału innych dorosłych. Niestety, gdy nad Cookim wiszą rozedrgane matki i ciotki z wypisanym na twarzy "o jezus maria, o jezus maria!", co i rusz pytające "co ja mam robić? co mam robić? Mów co mam zrobić! Moje dziecko! Moje dziecko!" nigdy nic dobrego z tego nie wynika. I trudno się dziwić, że pies reaguje szczekaniem i "budowaniem dystansu"…

    Trzymamy za Was kciuki i pozdrawiamy!

    1. Ja też się cieszę – wtedy naprawdę łzy mi w oczach stają – jak robi coś, czego ją mozolnie uczyłam, jak widzę że się stara i walczy ze starymi nawykami! 🙂

      Na razie ciężko mi mieć jakiś plan – bo tak naprawdę nie wiem z czym mam do czynienia. Na pewno najpierw wezmę je na długi, porządny spacer, żeby się nieco wymęczyły. Oprócz tego psy wprowadzę osobno, na smyczy. Jeśli będzie ok to pozwolę się przywitać, a jak nastąpi wielka histeria, to postaram się odwrócić uwagę smakołykiem, zabawką. O tyle dobrze, że będzie to impreza w domu rodziców, więc wezmę klatkę i oddeleguję zbyt pobudzony egzemplarz do niej wraz z kongiem. Jak będzie w miarę ok to poproszę dzieci, żeby smakołykami skarmiały pieski. Wszystko na razie jest wielką niewiadomą – bo jak wcześniej pisałam – przy moim mężu wyskoczyła na dzieci z jazgotem, a jak myśmy zeszli na bok i karmiłam smaczkami to nawet nie zwróciła uwagi na dzieci.

      Myślę, że moja kuzynka akurat jest całkiem normalną mamą, a ja mam duży kredyt zaufania, więc powinno być w porządku. Ale jak tak myślę, to na pewno wezmę kaganiec ze sobą, na wszelki wypadek 😛

  7. No to tydzień był ciekawy!
    Fajnie, że powoli dogadujesz się z Rudą. Ona też widzi, że nie dasz sobie w kasze dmuchać i dobrze. Musi wiedzieć kto tu rządzi. 😉
    Powodzenia w pracy nad aktualnymi "poprawkami" i tymi nowymi. 😉 No i wytrwałości w bieganiu. 😉

  8. Ru z twoich opowieści, wygląda na niezłe ziółko, maksimum kombinatorstwa, bazę emocji z domieszką złośliwości i nudą niepewności. A to zdjęcie z knuciem – no genialne! Niby biała część twarzy, czysta i niewinna, a tu takie zło się czai – mrożące krew w żyłach spojrzenie 🙂 podziwiam, że opanowaliście sytuację z poziomu dno i kilometr mułu na wspólną koegzystencję. Miałam kiedyś taką sytuację ze szczepionymi psami, które były pod moją opieką, jak pracowałam w hotelu dla psów: 90kg dog niemiecki i 40kg labrador…po tej sytuacji już żadne walki psów mi nie straszne, tak mi się wydaje. A Bal trochę jak Bohun – taki negocjator, rozdzielacz towarzystwa, pies ogrodnika 😀 Fretki u nas nawet nie zdążyły wyjść z klatki, mogę dać sobie obciąć wszystkie członki, że zostałyby zjedzone, albo zabite. A tak bym chciała kota. Widzę bieganie, to kiedy startujecie w dogtrekkingu? 😉 BARFa też bym chciała, ale przy naszym trybie życia i częstych wyjazdach, jest to mission impossible. Tym bardziej, że jak pies dostał szyję indyczą to wzgardził z obrzydzeniem, ale wołowinę z biedry na stek zjadł w mgnieniu oka.

    1. O to to! Dokładnie taka jest, zawsze kombinuje, jak by tu zrobić żeby swoje miała na wierzchu 🙂

      O kurde, to musiało być niezłe starcie tytanów! :/ Jak się skończyło? bardzo byli pokiereszowani?

      Haha napawdę? Bohun nie wygląda na takiego co by jadł fretki – one nieprzyjemnie pachną, może to by go odstraszyło? 😛

      Haha ja nie mam w ogóle nutki współzawodnictwa…także ten…moooooże kiedyś – choć Pan Mąż wyraził chęć na wzięcie udział w takiej imprezie, więc kto wie, kto wie…:)

      My już tak często nie wyjeżdżamy – wakacje, odwiedziny u rodziców – zawsze można gdzieś tam przemycić mięso, nie ma dramatu. Mam drugie podejście, tak łatwo się nie poddam! 🙂

    2. Starcie tytanów skończyło się kilkoma niegroźnymi dziurami od kła w ciele labradora…oczywiście dog bez szwanku, ja miękkie nogi i łzy z nerwów nie do opanowania, masakra. Najgorzej, że trzeba było je rozdzielić, a dog rzucał labradorem jak szmaciana lalką. Koszmar.

      Bohun to zawodowy morderca żab, wykopuje mysie nory i zjada inwentarz, a fretkę mieli znajomi – była jak obsesja, a ten zapach szczególnie.

      A co do dogtrekkingu to wiesz, my idziemy na luzie, kanapeczka, foteczka, pogaduszki, zawsze ostatni 😛

    3. Chyba muszę poważnie rozważyć wpis pt "a co tam Bohunek ma za uszami", bo coś mi się wydaje, że co niektórzy mogą przeżyć poważnie rozczarowanie spotkaniem w realu :]

  9. Ja też pierwsze co spojrzałam na miski! Świetne, aczkolwiek jak porównam sobie Wasze i Terrora to mój pies nie je prawie nic 😀 Jego miski są jakieś… mikre w porównaniu do Twoich :p

    1. Haha wszystko rozbija się o gabaryty! 😛 Ale też kwestia żywienia – jak daje Barfa to musi się mieścić 05 kg miecha do miski 🙂 Jak dawałam karmę to około 300 g 🙂

  10. Przeczytałam wcześniej, ale komentuję dopiero teraz. Życie.

    Wiesz, powiem Ci, że zachowanie Ru wygląda naprawdę nieźle. To znaczy, doskonale rozumiem, że każde spięcie to dla Ciebie frustracja i złość, ale myślę, że naprawdę dobrze idzie Ci wyprowadzanie rudej na prostą, a do tego macie dobre tempo. Przecież czasem takie rzeczy odkręca się latami!

    A co do biegania – podziwiam, ja się nie porywam na takie rzeczy, bo jak T. się rozkręci to nim zdążę ją wyhamować stracę zęby a zyskam nadmierną ilość dziwnych, niefizjologicznych zgięć w kończynach. 😛 Spróbuj aplikacji run-log. Jest mniej obciążająca niż endo, powinno brykać nawet na najgorszym telefonie. 🙂

    1. Dziękuję za miłe słowa! Sama też widzę efekty, coraz bardziej czuję, że powoli mamy jakąś naszą więź, że może jednak idzie ku dobremu…Trzeba być dobrej myśli, bo suczka coraz bardziej widzi, że warto. Moje zadanie to ją tylko przekonać do dobrej strony mocy 🙂

      Mnie bieganie coraz bardziej wkręca – fajny sposób na szybkie spuszczenie energii z młodych oszołomów 🙂 A oprócz tego buduje relacje, robi socjal (mijanie obcych ludzi, mijanie szczekających płotów) – tylko w szybszym tempie:) No i zdrowo! Ale też ja mieszkam praktycznie na wsi, więc jest wygodniej, bo tylko chwila i jestem w polach. Jakbym mieszkała w mieście, byłoby zdecydowanie trudniej.

  11. Super, że biegacie, z dwójką musi być czad! Tylko raz biegałam z dwójką, jak uczyliśmy suczkę znajomej o co chodzi w ciągnięciu i jak załapywała to tempo było nieziemskie!

    1. oj tak, czasem muszę ich tonować, szczególnie na początku, bo ciągną jak alaskany, byle szybciej, byle mocniej! 😛 Największego stracha miałam, jak biegaliśmy na śniegu – oczami widziałam siebie odjeżdżającą na butach gdzieś w dal, w krowie łajno 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *