Mity dotyczące kastracji.

Zazwyczaj staram się omijać  tematy okołozdrowotne na blogu szerokim łukiem. Temat jednak w psim środowisku jest wciąż żywy, i uważam, że nadal należy się rozprawiać z krążącymi stereotypami. Pominę jednak wzgląd oczywisty – kontrola nad liczebnością psów i kotów, bo uważam to za oczywistą oczywistość 🙂

Jakby ktoś pytał, to miałam w sumie w swoim życiu trzy psy kastrowane i dwa niekastrowane (jeden, z przyczyn zdrowotnych był kastrowany w podeszłym wieku) 🙂 Jakąś pulę do oceny mamy. Gotowi? To zaczynamy:

„Suczkę się sterylizuje a psa kastruje”

Nie do końca. Jeśli chodzi o stricte medyczne terminy, odzwierciedlające te działania kastracja to sterylizacja ze skutkiem nieodwracalnym (czyli usunięcie samych jajników /ovariectomia/, macicy z jajnikami /ovariohysterectomia/ czy usunięcie jąder /orchidectomia/). Sterylizacja odwracalna to ta farmakologiczna (bardzo niepolecana u samic) czy podwiązanie jajowodów lub nasieniowodów (również niepolecane).

„Suka raz w swoim życiu powinna mieć młode”

No, nie. Temat tłuczony milion razy, nie, suczka nie patrzy na inne szczenięta i nie płacze przed szybą, że zdążyła być w Koluszkach i Zakopanem, ale nie zdążyła mieć 8 małych pasożytów przyssanych do cycka. Podobnież nie uchroni jej to przed ropomaciczem i nowotworami listwy mlecznej. Serio, serio. Kobieta też nie musi mieć dzieci i raczej od tego nie umrze.

„Kastracja suki może uchronić ją przed wszelkimi chorobami w późniejszym wieku”

Przed niektórymi – oczywiście tak. Na pewno nie dojdzie do ropomacicza, na które zapada wiele suk w starszym wieku. Kastracja wykonana przed pierwszą cieczką* znacznie obniża ryzyko powstawania  nowotworów listwy mlecznej (najczęściej złośliwych). Niestety z drugiej strony brak hormonów płciowych może uwrażliwić zewnętrzne narządy płciowe na infekcje, oraz z czasem może dochodzić do pokastracyjnego nietrzymania moczu. O tym mówi się rzadziej, a też jest ważne.

*niektóre źródła podają, że do 2 roku życia

„Wczesna kastracja psów ma wobec tego same zalety.”

Otóż nie. Trzeba liczyć się z tym, że nic za darmo. Zbyt wcześnie wykonany zabieg (w Stanach Zjednoczonych wykonuje się go do 14 tygodnia życia) ma też swoje wady. Należą do nich zaburzenia wzrostu (więcej tu), nietrzymanie moczu u suk ( ze względu na wpływ hormonów na zwieracze cewki moczowej), nowotwory układu moczowego. Pojawiają się też głosy,  że kastracja samców zmniejsza ryzyko nowotworów jąder (duh!), mówi się, że psy częściej zapadają na złośliwe nowotwory prostaty, jednak dotarłam do informacji, że  „Nie ma statystycznie znaczącej różnicy w występowaniu raka gruczołu krokowego u psów kastrowanych i niekastrowanych (Obradovich 1987). Różnica występuje jedynie w szybkości rozprzestrzeniania się nowotworu do płuc u kastrowanych psów (Bell 1991). Natomiast kastracja wyklucza występowanie wszystkich innych schorzeń prostaty (Krawiec 1994).” (źródło). Kastracja powoduje również spowolnienie metabolizmu, o czym należy pamiętać, ale o tym w następnym podpunkcie.

„Mój pies na pewno przytyje po kastracji”

Mam dwa psy po kastracji. Jedzą dość dużo (sesje treningowe, szkolenia, spacery + 1 x dziennie posiłek), żadne jednak nie jest grube, co więcej, cały czas usiłuję utuczyć Baloo (21, 5kg). Ruby co prawda jest w górnej granicy mojej normy (20,8 kg), cały czas staramy się zejść z tłuszczyku na żeberkach (i u mnie i u niej :D), ale ona była dość tłustawa jak do nas trafiła i udało jej się i tak schudnąć 🙂 DA SIĘ psa nie zatuczyć po kastracji! Dlaczego Twój pies przytył po tym zabiegu? Ano dlatego, że Ty tego nie dopilnowałeś 🙂

Tak wyglądają moje psy po kastracji :

mity dotyczące kastracji
Mokry Baloo wygląda tak. Przy dotknięciu dupki czuć kości biodrowej, a na żebrach można prać majtki.

 

kastracja
Puczinka mogłaby trochę zrzucić z żeberek, ale i tak figurkę ma niezłą, w porównaniu z tym, co było 🙂

„Nie ma medycznych wskazań, żeby kastrować samców.”

Nie do końca prawda. Ale zgadzam się z tym, że u samców nie jest to takie ważne jak u suk. Gdybym miała inny wybór, tobym Bala jeszcze nie kastrowała (umowa z hodowcą – pies niewystawowy). Samca, o ile zdrowie mu pozwoli, można wykastrować w każdym wieku. Obcięcie jajec to stosunkowo łatwy i prosty zabieg, a rekonwalescencja jest dużo krótsza , niż u suczek ( jak pamiętacie, nie u nas, ale my jesteśmy wyjątkowi :P).  Są medyczne wskazania do kastracji, choć pojawiają się badania, że i wtedy bezpieczniejsza jest ta chemiczna, nie chirurgiczna. Najczęstszym wskazaniem jest łagodny przerost prostaty, która w przeciwieństwie do mechanizmu u mężczyzn, rozrasta się ekscentrycznie, czyli „przytyka” światło części jelita grubego. W efekcie mamy staruszka z parciem na kał, któremu w końcu robi się przepuklina.

„Mój pies mnie nie słucha, jest agresywny, gryzie mnie, wykastruję go, problem zniknie.”

A figę. Nic nie zastąpi odpowiedniego wychowania. Ucięcie jajec magicznie nie spowoduje, że pies będzie lepiej słuchał i szanował przewodnika.  To nie lobotomia 🙂 Owszem, agresja na tle płciowym („TO JEST MOJA SUKA WARA!!!”)  może ulec stłumieniu, jednak bez odpowiedniego prowadzenia, cudów nie zrobi. Z kolei suczki generalnie po pierwszej cieczce mogą się wzmacniać psychicznie i okazać się dużo twardszymi niż były do momentu osiągnięcia dojrzałości płciowej, Dam przykłady z własnego podwórka: Balowi zdarza się podchodzić do obcych psów na kozaka – to znaczy po łuku, ale naprężony, ogon w górę uszy do przodu, ale wystarczy, że pies warknie, i mówi mu: „okej, to ja sobie idę„. Staram się go cały czas tonować i zabraniam mu działań agresywnych – nie wolno mu rzucać się, pieklić, powarkiwać, napinać, a jeśli pies jest wobec niego nieuprzejmy, to ma odejść, a nie wdawać się w bójki. Zabraniam mu także być wielkim hombre na podwórku (obszczekiwać sąsiadów, najeżać się, poburkiwać) i wymagam, żeby przestał stróżować na moje polecenie. Tak było przed kastracją i tak jest teraz – teraz już nie muszę go tonować, schładzać i ogarniać, że nie trzeba. U suk agresywnych, po kastracji może dojść do jeszcze większego wzrostu agresji – brakuje damskich, łagodnych hormonów i górę biorą te męskie, testosteronowe. Zdarzają się nawet suki, które unoszą łapę przy sikaniu! 🙂 Akurat w tej kwestii Ru się nie zmieniła, udaje mi się powoli tonować jej agresję (wg mnie na tle lękowym) i uczy się coraz fajniej ogarniać te złe emocje.

„Nie chcę kastrować psa, bo zmieni mu się charakter”

Nie wiem, skąd to przekonanie. Moje psy są takie same, tak samo chętne do roboty, do zabawy jak wcześniej. Potrafią spać lub robić całe dnie i nie ma problemu. Nie są osowiałe i ospałe, nie stały się miękkimi gilami i lanymi kluskami, tylko wciąż mają te same wady i zalety. Gdyby ktoś mi je wyciął cichcem po zmroku, nie wiedziałabym do tej pory. Mentalnie zupełnie się nie zmieniły.

„Chcę mieć drugiego takiego cudownego Fafika!”

Hm, no z tym nie ma co się kłócić. Jednak oprócz Fafika Drugiego będzie też Pusia-Która-Zginęła-Pod-Kołami, Azor-Co-Nie-Bał-Się-Schronu i Roksi-Co-Produkuje-Piesków-Sto.  Nawet jeśli Twój pies jest, daj Bug, z hodowli zrzeszonej w FCI (moje zdanie o tu, tak na marginesie :)) to wcale nie oznacza, że trzeba go jużzaraznatychmiast pomnożyć.  Jestem zdania, że każdy miot powinien udoskonalać rasę, powtarzanie w czambuł, bez pomysłu „Księżniczka Sisi x Książe Ferdynand” może dawać miłe pieski na kolanka z DCM, EIC czy innym świństwem. Po cóż?

 „Nie chcę okaleczać swojego Przyjaciela!”

Nie chcę okaleczać przyjaciela, więc daję mu do miski byle g** z supermarketu, robię z nim dwa kółka dookoła bloku, zatuczam go do nieprzytomności i pozwalam mu dymać zabawki. Ale jajec nie wytnę, bo co to, to nie!

„A mój piesek długo się wybudzał i bardzo cierpiał!”

Często to zależy od zdolności chirurga, oceny anestezjologicznej przed zabiegiem (echo serca, badanie krwi), środków użytych do znieczulenia i poinformowania właścicieli zwierza, że psy bez zagrożenia MDR1 będą najprawdopodobniej znajdowały się na tripie w innym wymiarze wszechświata. Rzadziej dotyczy to kwestii osobniczych, choć i tego nie można wykluczać (Bal był nieznośny). I popiskiwania, parcie na ścianę i generalny kac w pierwszej dobie po zabiegu to rzecz dość częsta. Teraz kastrację suki robi się z mikro nacięcia (5-8cm) i pięknie się zaszywa. Samiec natomiast jest gotów do przygód już dnia następnego ( u mnie oba stety-niestety musiały obyć się bez narkotykowego tripu, więc do użytku były już wieczorem tego dnia 🙂 ). Oczywiście u mnie nie mogło być normalnie więc mądra właścicielka na 6 dobę po operacji wpuściła sucz w gustownym wdzianku do jeziora, a Balu Frasobliwy dramatycznie umierał w kołnierzu, więc nie wytrzymałam i mu ściągnęłam szwy na 7 dobę po zabiegu 😛

Więcej stereotypów nie pamiętam – może słyszeliście jeszcze jakieś inne?

Daleko mi oczywiście do wciskania każdemu kastracji  – jestem zdania, że każdy powinien po swojemu przekalkulować jak to widzi i ocenić wady i zalety tego zabiegu. Trochę się naoglądałam starszych schorowanych suk, więc Ruby bezwzględnie kastrowałabym w tym wieku, w którym była (10 miesięcy), natomiast Bala nie kastrowałabym (chyba, żeby wyeliminować samcze memłanie sików, które doprowadzało mnie do wrzenia), tylko pilnowałabym, aby swoich prześwietnych, szczerbatych genów nie posyłał dalej. Jak jest u Was? Macie zwierzaki kastrowane, czy nie? Macie mocne poglądy dlaczego tak/dlaczego nie?

50 komentarzy na temat “Mity dotyczące kastracji.

  1. O Boże, ile ja się na słuchałam „odciąć psu jajka?! Jak możesz! Pójdziesz do piekła! Pies musi sobie użyć, dla przyjemności!” Każdy typowy polaczek powinien przeczytać ten post 😀

  2. Koleżanka zapasła (okej, jej rodzina) psa do rozmiarów tucznika i twierdzi, że to wina kastracji. Owszem, przed cięciem zapierniczał wszędzie węszyć cieczki (luzem po wsi…) i opierdzielać inne samce, więc nie miał czasu na żer – teraz ma, a że teraz się toczy, to nie chce mu się chodzić na długie spacery. Ale nie, to wina kastracji.
    Ogólnie mity okołopsie są silne w narodzie. Jak ktoś jeszcze miał psy całe życie, to już za cholerę nie przetłumaczysz, bo on WIE. No i pieski takie ładne będą NA BANK znajdą domy.
    Ostatnio pan się ze mną pokłócił, bo mojej (wyciętej) suki nie chciałam skojarzyć z jego psem (swoją drogą NIGDY nie widziałam tak ładnie ofutrzonego psa – w typie DONka, ale włos miał tak obfity i długi, że niejeden szkot takiego nie ma), a takie zachwycające szczunki by z tego były.

  3. Kastracja to indywidualna sprawa każdego właściciela psa – szkoda jednak, że tak wiele osób podejmuje te decyzje na podstawie nierzetelnej wiedzy (wspomnianych mitów). Ja jestem za, pomijając kwestie medyczne, po prostu ze względów praktycznych i życiowych. Pilnowanie Tytanii podczas cieczki to koszmar – i dla niej i dla mnie. Wolę ciachnąć i uniknąć tego pasma frustracji.

    1. Też jestem takiego zdania i uważam, że warto przeczytać zarówno wady i zalety tego zabiegu. I popieram – sama z suką cieczce oszalałabym. Nienawidzę samców jarających się sikami, nie wiem jak toto miałabym odganiać…a jeszcze akurat u suczek zabieg ma prozdrowotne działanie, więc tym bardziej warto. Trzymam kciuki, żeby tym razem już poszło gładko!

  4. Memłanie sików. Haha, mój kastrat nadal to robi… :D. Emet był kastrowany w okolicy pierwszych urodzin. Co do zachowania, nie wiem jak to na niego wpłynęło, może byłoby gorzej, nie wiem. Wtedy był zachowaniem typowym szczeniakiem więc nie zauważyłam żadnej zmiany, zresztą zaczął dorastać po 2 roku życia. Co do problemów które mamy, bardzo dominuje inne psy, głównie samce przy sukach ale nie tylko, wczoraj na przykład nie mogłam go oderwać od 3-miesięcznego szczeniaka. Pewnie gdyby nie kastracja, trochę zwalałabym winę na jego jajka. Ale teraz..robię co mogę, a on swoje. Najgorsze jest to, że jakiego łomotu bym mu nie zrobiła on ma to głęboko gdzieś, w jego oczach to on jest tym najważniejszym, pewnie to kwestia wychowania za młodu chociaż ostatnio zastanawiałam się,co bym mogła zrobić żeby uniknąć aż takiej niezależności ale kurcze, szczerze to nie wiem. Tyle lat fajnie dogadywał się z psami a tu nagle bum psa do ziemi :(.

    1. Balu ma zadatki na takiego kozaka, ale ja to bezlitośnie trepuję, bo nie będzie mi kozaczył, bo nie i już. Nie musiałam używać zbytniej awersji, bo jest miękki – jemu wystarczy ton mojego głosu, postawa ciała i już trochę się ogarnia – w amoku samczym wśród suk nie reagował, teraz jest pod tym kątem lepiej. Ale musiałam trochę się nawalczyć, bo ma tendencje do obchodzenia łukiem obostrzeń 🙂

      Memłania sików nie znosiłam i doskonale o tym wiedział, bo jak się zawąchał, to jak tylko podchodziłam ze zjebą to tylko nadymał paszczę pełną śliny i wyłupiał oczy 😛

  5. U mnie suki wszystkie kastrowane. Od zawsze, na zawsze. Po pierwszej cieczce, jakos tak mi się z dojrzaloscia kojarzy. Natomiast synu nie kastrowany. Właściwie to nie wiem czemu, bo do hodowlanki go nie przygotowuję. Chyba po prostu nie widzę potrzeby. Psa łatwiej upolować, żeby się nie rozmnozyl. A u suk cieczki doprowadzaly mnie do rozpaczy zawsze. Koty mam obydwa kastrowane, obojga płci.

    1. Ja bym się zastanawiała nad kastracją syna poważnie, gdyby nie umowa z hodowcami (nie ma 6 zębów, zwrot jak za peta, ale z obowiązkiem kastracji :)). A suki, cieczki, inne niepilnowane samce…to nie na moje nerwy 😀

  6. Ja jeszcze znam mit, że jak się psa wykastruje, to na pewno nigdy już nie będzie znaczył terenu. Och, żeby to była prawda!

    I jeszcze drugi mit, że jak się psa nie wykastruje, to naturalnym jest, że znaczy teren (również w domu) i nic się z tym nie da zrobić. Serio, true story, czasem pies wpadnie w gości do kogoś, podleje ściany albo kominek, albo dywan, a w okresie Bożonarodzeniowym choinkę. Cóż, niekastrowany 😉

  7. Ja coraz poważniej szukam kliniki/gabinetu gdzie ten zabieg wykonam. Bo oczywiście, okazało się że w moim mieście w klinice (współpracującej ze schroniskiem!) zabieg kastracji psa, niezależnie od wielkości kosztuje 300zł+ antybiotyki osobno + kołnierz + koszty wizyty na ściągnięcie szwów. Podejrzewam że w 500zł bym się nie zamknęła, a przerażeniem napawa mnie perspektywa „powikłań”. Musiałabym chyba dom zastawić….
    Ja Czarka chcę ciachnąć by zablokować skażoną linię genetyczną (choć hodowczyni jego matki ma to gdzieś). Weterynarz rzeczowo stwierdził że jego łysienie jest prawdopodobnie przeniesione w genach (bo nie nabyte) więc nie chcę, pisząc czarny scenariusz, wpakować kogoś na minę. Bo co jakbym jednak nie dopilnowała, i by dorwał jakąś sunię? Dobry człowiek przygarniający kundelka po tym romansie mógłby mieć później problemy….
    Za to suczkę kastrowałabym/sterylizowałabym na momencie. Niedawno wprowadziła się do naszej klatki taka amstaffka z cieczką. I doszłam do wniosku że lepiej pilnować jednego ^&ja niż całe osiedle 🙂

    1. Otóż to, nie wyobrażam sobie iść z suką i całą czeredką napalonych samców dookoła – bo przecież chłopcy będą się przepychać, walczyć o sukę, kosmos, szczególnie na wsi takiej jak nasza 🙂

  8. Jakieś trzy lata temu miałam ogromną chęć wykastrowania Mora – był mocno zaczepny do innych psów, przy czym totalnie nie umiał się obronić. Nie ugryzie, bo tchórzy. Był to czas wielkich zmian w psim móżdżku, kiedy to dowiedział się, że z człowiekiem można „coś” robić i te „cosie” są całkiem fajne. Na szczęście do kastracji było mi nie po drodze, bo tylko zrobiłabym psu krzywdę. Całkiem niedawno ponownie zastanawiałam się nad kastracją, bo mi się pies młodszy się jednak nie robi (chociaż ciągle wygląda jak przerośnięty roczniak 😉 ) i chciałam uniknąć nowotworów i innych niefajnych dolegliwości. Drugim argumentem za było to, że za jakieś pół roku (teraz termin się wydłużył co najmniej trzykrotnie) ma do nas dołączyć kolejny członek psiej bandy, tym razem suczka i to z zamiarem rozmnażania. Wszystko to jednak nie jest na tyle ważne, żeby Mora wycinać. Kastracja chroni tylko przed niektórymi chorobami, więc mój pierwszy argument jest inwalidą. Po za tym Mora całkiem nie ciągnie do suk w cieczce. Oczywiście dla bezpieczeństwa raczej bym go z takową nie zostawiła, ale zagrożenie jest minimalne. Rudzielec czasem sobie tylko pomemła siuśki (jest mocno „EJany” za to, ale go to chyba nie rusza za szczególnie) i powącha jaką suczkę, ale innych problemów nie sprawia. Próby samobójcze się skończyły, psów innych nie zaczepia z nieodpowiednich powodów. Po za tym mógłby źle znieść narkozę, bo z głupiego jaśka wybudzał się za długo.
    No i nie wiem, jak kastracja wpływa na masę mięśniową, ale jako, że jest to pies bardzo duży i jednocześnie sportowy, nie chciałabym, aby doszło do jej zmniejszenia. A tycia się nie boję, bo Moro zawsze był szkieletorem. Teraz żeber ani kręgosłupa mu nie widać, bo nieźle przypakował (i oby tak zostało), ale kiedyś wyglądał jakbym go wacikami karmiła 😛

    Bardzo fajna notka, porusza ważny temat i wiele uświadamia 🙂
    Pozdrawiamy! 🙂

    1. No dla mnie takim głównym argumentem za samczą kastracją jest obecność „pełnoprawnej” suczki w domu 🙂 No bo można oszaleć z jajecznym w pokoju, a suczką w kuchni na przykład, podziwiam jak sobie radzą hodowcy :))

  9. O taaak, kocham jeszcze „pies musi być jajka, bo to tak jak by facetowi obciąć”. A tak swoją drogą, to mój pies po kastracji schudł 😛

  10. A wiesz może czy kastracja u psa powoduje, że pies przestanie uciekać z pola startu na zawodach lub po prostu nie będzie uciekać do zapachów? Ostatnio pewna osoba mi pisała czy myślałam nad kastracją Kentucky’ego, bo jej pies też kiedyś zwiewał z pola podczas zawodów i w końcu go wykastrowała i przestał. Znam też taki przypadek, że pies też został wykastrowany a i tak dalej ucieka z toru… Osobiście znam psa, który jest wykastrowany i też bardziej zainteresowany jest zapachami a słyszałam, że gdy psa się wykastruje pies już nie jest zainteresowany zapachami 😛 Ja jak na razie nie chce kastrować Kentucky’ego 😉 Mam na razie wobec niego plany, ale czy się zrealizują nie wiem. Jak na razie nie jest oficjalnie wpisany w ZKwP jako reproduktor i jak na razie nim nie będzie 😉

    1. Wydaje mi się, że tu akurat to kwestia szacunku i 'drajwa’ psa do roboty 🙂 Nie sądzę, żeby kastracja pomogła niestety – w nawet największym szale suczkowym Baloo wchodził w tryb pracy i nic się nie liczyło (a już szczególnie, jeśli wyjmowałam dekle – wtedy świat może nie istnieć :)). Dlatego jeśli tylko to chcesz wyeliminować, to boję się, że się rozczarujesz 🙂

      1. Dzięki za odpowiedź! 🙂 Tak jak pisałam nie zamierzam kastrować Kentucky’ego a co najważniejsze to i tak widzę poprawę w zachowaniu Kentucky’ego 🙂

  11. A u mnie jedna suka wycięta, druga nie. I im dłużej się waham, tym gorzej mi podjąć ostateczną decyzję. Patrząc na to, jaki młoda ma charakterek, gdyby mi jeszcze „zsamczała” po utracie macicy i reszty to chyba bym miała wieczne piekło w domu między dziewczynami i przyznam szczerze, że trochę peniam.

    W czasie cieczki Raven ma lekki autyzm, ale do przeżycia (OK, raz zostałam wciągnięta w krzaki z rowerem, bo MATKA, KAWARERRRR – starszy od węgla dziadunio ON), stosuję też profilaktykę na ewentualne urojki i nie ma dramatu. Nawet z płodnym samcem pod jednym dachem. Cieszę się, że nie wyciachałam przed pierwszą cieczką, mimo nacisków kilku różnych wetów (!), bo suce dojrzewanie wybitnie pomogło na mózg. Moim zdaniem nie ma co się spieszyć z zabiegiem – większość plusów kastracji suki „działa” nawet po 2-3 cieczce i fajnie, gdy pies ma możliwość odpowiedniego rozwoju, bo hormony płciowe to nie tylko popęd seksualny.

    Mierzi mnie natomiast trochę oszołomstwo, co by wycinało wszystko i wszystkich, najlepiej już teraz zaraz wczoraj, a tam, że suka ma np. 6 miesięcy i jest dużej rasy i jest totalnym bachorem – nieważne. Nieco się naczytałam o skutkach wczesnych zabiegów i nie byłabym taka hop do przodu, patrząc chociażby na badania amerykańskie. Niestety, u nas dopiero za X lat będzie płacz… Chyba nie potrafimy korzystać z cudzych odkryć.

    1. Suki cięłabym po pierwszej cieczce, ze względu na nowotwory listwy mlecznej, które bardzo chętnie przerzucają się do płuc i nie ma co zbierać z psa 🙂 Natomiast w szczenięctwie ciachanie dla mnie jest barbarzyństwem.

  12. Świetny, obfity post – zgadzam się w 100%! Żeby tak jeszcze reszta naszego społeczeństwa go przeczytała, to może wszystkie mity odkręciłyby się w ich łepetynkach 🙂 Abi też jesienią pójdzie pod nóż – mam dość martwienia się przy każdej cieczce i odpędzania zgrai psów na spacerach, no szału można dostać :/

  13. Swojej suki nie kastrowałam i pluję sobie w brodę. W 2012 miała pierwszą operację wycinania guzów z listwy mlecznej, w 2014 drugą, teraz nie ma żadnego sutka. W tym roku miała lekkie, ropne zapalenie macicy, przez pół lipca jechała na antybiotykach.
    Jestem pewna, że następna sukę poślę na stół.

  14. Eh na otwarciu ( przeniesieniu ) strony mnie nie było, więc muszę nadrobić 😉

    No ale przejdę do tematu, Sara nie jest kastrowana, ma już 4 lata a w swoim życiu nie miała jeszcze żadnych szczeniąt, problemów z psami również nie mamy, więc jeśli dalej tak pójdzie to kastracja/sterylka będzie zbędna.

    Chociaż z niektórymi mitami jestem zgodna, np. z tym, że wykastrowana suka może zsamczeć. Po prostu giną jej „hormony” dlatego jeśli jest suką agresywną tylko do suk, a po kastracji również i do psów to się nie dziwię.
    Co do sylwetki psa ko kastracji, zależy wszystko od właścicieli, dobrze utrzymany pies to po prostu dobrze utrzymany pies i przed i po zabiegach 😉

    Mam pytanie mogę wiedzieć na jaką stronę przeniosłaś bloga? Pytam ponieważ, ze względu na nowego przybysza mam zamiar za nie długo również przenosić bloga 🙂

    1. Masz rację, ale też o tym napisałam: „Co więcej, u suk agresywnych, po kastracji może dojść do jeszcze większego wzrostu agresji – brakuje damskich, łagodnych hormonów i górę biorą te męskie, testosteronowe. Zdarzają się nawet suki, które unoszą łapę przy sikaniu! „.

      Strona jest własna, silnik wordpress.

  15. Jezu, to że suka musi mieć raz młode usłyszałam już dwa razy w tym roku, wtf? Świetny kontrargument z tym „okaleczaniem” psa! 😀

    No a jeśli chodzi o mit rozwiązania problemów, to u nas kastracja na serio rozwiązała największy nasz problem – posiadania nas głęboko pod ogonem i notoryczne ucieczki. Pół roku spacerów w grupie (żeby zobaczył, jak zachowują się domowe psy), smaczków, wołania, próbowania zwrócenia na siebie uwagi, konsultacje i NIC! Kompletnie nic, to była załamka. Kastracja i obrót o 180 stopni w miesiąc.

  16. Dwie sprawy. Wprawdzie nie na temat tego postu, ale nie wiem czy czytasz komentarze do starszych wpisów.
    1) Uchwyt rowerowy z biedronki – przetestowany na 23 kg zrywnej suki. Nawet jak poczuła zew sarenki to przesunęła rower o 20cm w bok, ale nie przewróciła ani nie zachwiała równowagi. Zwykłe hamulce rowerowe(typu v-break) są w stanie zatrzymać psa. Polecam! Okazało się, że mój pies chyba oglądał ze mną filmiki z Igorem Traczem i inne bikejoringowe(polecam!) na youtube, bo od razu wiedziała o co chodzi. Trochę gorzej z zakrętami w prawo, ale do przeżycia.

    2)Link w podpisie na dogomanii prowadzi do starego bloga.

    Pozdrawiam 🙂

  17. Ja znam.
    „Ale ja mam psa po co mu kastracja, szczeniaków nie będzie mieć!”
    Ot choćby po to aby nie bzyknął jakiejś suni w cieczce beztrosko wyprowadzanej na spacer. Do tanga trzeba dwojga.
    Dziabong miała jedną cieczkę, więcej bym nie zniosła.
    A jaką linię miała taką ma nadal. Charakter ten sam.

    Problem chyba polega na tym, że ludzie identyfikują swoje narządy plciowe z tymi psimi.

    1. W tym, że to jest obraz frustracji psa. Czy to w kwestii emocjonalnej, czy po prostu niewystarczającej stymulacji fizycznej/psychicznej. Nie jest to w żadnym stopniu normalne. Ru na początku nie radziła sobie z emocjami i próbowała dymać szczeniaki czy pieski mniejsze od siebie, ale szybko jej pokazałam jak można inaczej radzić sobie z emocjami. To wyraz bezradności psa.

  18. Ja nigdy nie miałam żadnego problemu z ideą kastracji, tym bardziej się zdziwiłam, kiedy w schronie powiedziano mi, że Bąbel taki łagodny, że nie trzeba. W końcu jednak został wykastrowany, bo jego amory były bardzo uciążliwe i nie chciałam, żeby przysłużył się niechlubnie wzrostowi populacji bezdomnych psów. Kastracja Bąbla ma swoje ogromne zalety, bo jest dużo bardziej skupiony, może się bawić z suniami bez wiadomo jakich zachowań, ale z drugiej strony stał się dużo bardziej wyszczekany i nie dogaduje się już ze wszystkimi samcami (a przed kastracją się dogadywał i nie miał nawet konfliktów na tle „to moja suka” ;)). Tak czy siak nie zmieniłabym decyzji przenigdy!

  19. Aż mnie w środku ściska, jak słyszę tego typu mity. Najgorsze jest to, że ludzie naprawdę wierzą w te głupoty i nie da się przemówić im do rozsądku, przez co psy i koty cierpią.

    Co do wczesnej sterylizacji/kastracji, to moja kotka miała całkowitą sterylizację w wieku bodajże 12 tygodni. Zabieg odbył się bez problemów, a kociasta wyrosła na pięknego, zdrowego kota (ma już ponad 6 lat). 🙂

  20. Mam psa Tofika. Wzięłam go od mojego sąsiada , niestety oni również zatrzymali pieska , brata Tofika. Ucieka on z podwórka aby pobawić się z bratem . Nie wiem czy kastracja pomoże mu aby nie uciekał i siedział na swojej posesji . prosze o rade

  21. Post stary jak swiat, ale moze jakims cudem przeczytasz ten komentarz i się odezwiesz 🙂 Super tekst, w ktorym przedstawilas dwie strony medalu (w przeciwienstwie do wiekszosci typu TAAAK! KASTRUJ, INACZEJ BEDZIESZ SIAC ZLO I ZGORSZENIE lub NIEEEE, NIE NISZCZ PSU ZYCIA). Znam jeszcze dwa mity i w sumie nie wiem u kogo je potwierdzic/obalic, pomozesz? 🙂 1. Psom dlugowlosym po kastracji pogarsza sie siersc (bardziej sie filcuje i koltuni, nie jest taka blyszczaca, przypomina bardziej welne). 2. Psy ras duzych powinny byc kastrowane dopiero kiedy calkowicie przestana rosnac, bo zbyt wczesna kastracja niekorzystnie wplywa na kostnienie szkieletu i moze prowadzic m.in. do dysplazji.

  22. 1 – mam pieski po kastracji i w sumie nie zauważam, żeby jakoś znacznie pogorszył sie głos, choć uważam, że kastracja może mieć wpływ na jakość włosa, bo hormony mimo wszystko poprawiają ogólny wygląd zwierzaka 🙂 Ja mam psy na barf, i są suplementowane, więc podejrzewam, że może dlatego nie zauważam problemu.
    Ad 2 – to jak po części prawda – u psów ras dużych i olbrzymich nie zaleca się kastracji wcześniej niż po zakończeniu procesu wzrostu. Faktycznie, jeśli pozbawimy psów hormonów płciowych możemy doprowadzić do problemów z układem ruchu faktycznie.

Skomentuj Lena Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *