O Ruby, czyli jak w rok nie zabić psa.

_MG_0261Ruby jest już rok u nas (technicznie rok minął 14 listopada), jednak dopiero teraz miałam możliwość podsumować nasz wspólny czas. Adoptowaliśmy ją gdy miała dziewięć miesięcy i była piekielnym rudym podrostkiem.

_MG_0222

To nie byłby pies, którego wybieram z miotu. To nie byłby pies, który zachwyciłby mnie urodą na seminarium. Najpewniej przeszłabym obok niego obojętnie, ewentualnie zaczepiła chwilkę, no bo aussie, a potem pomyślała “o matko, jak to dobrze, że JA potrafię wychować psa”. Jest moim policzkiem w twarz, moim zejściem na ziemię i obuchem w łeb, że tak naprawdę nic nie wiem o psach, a o owczarkach w szczególności. Że kilka psów w życiu miałam, przebywam z nimi na co dzień, jest to moje hobby odkąd pamiętam (czyli w temacie “siedzę” dobrych ponad dwadzieścia lat), a to jest nieustająca zagadka, pies który na każdym kroku mnie weryfikuje.

ODZIELNIK

Jaka jest? Rozemocjonowana. Chaotyczna. Przytłoczona emocjami. Agresywna. Szybka. Psem czynu. Najpierw robi, potem myśli. Rozhisteryzowana. Robotna. Żarłoczna. Pracowita. Trochę pogubiona. Lubi sama decydować, ciężko przychodzi jej, że ktoś inny jest autorytetem. Chciałaby rządzić, ale jest za krótka w nogach. Skoczna, ale w zupełnie innym wymiarze niż Baloo. Dupowata. Problematyczna. Trochę zła. Niezależna, ale w swoim nastoletnim mózgu – czyli jej się wydaje, że bez rodziców, to by było ho ho! Ale kilka chwil potem okazuje się, że jednak nie, że nie da rady, że mamo ratuj.

_MG_0143

Wraz z jej nadejściem wiele rzeczy się zmieniło. W pewnym momencie praca nad nią przytłoczyła mnie do tego stopnia, że zrezygnowałam z grupowych treningów, bo nie radziłam sobie z nią, jej i moimi emocjami. Patrzę jednym okiem na sukę, drugim na Bala, i nagle okazuje się, że właśnie w tym ułamku sekundy, w którym spuściłam z niej wzrok, ona już znęca się nad Bogu ducha winnym papisiem. Nie dawałam rady. Układałam sobie w głowie kilka miesięcy, burzyłam, naprawiałam, zmieniałam relację.

Zweryfikowałam dość radykalne poglądy o tym, że zawsze, że tylko pozytywizm, bo Ruby uznała, że jeśli ja jestem miła, to może mnie zlewać ciepłym moczem, czy kąsać, upominać, bo dotknęłam ją stopą. Z nią nie można delikatnie, często trzeba huknąć, tupnąć i przekląć czy fizycznie sprowadzić na ziemię, bo łagodne bodźce nie zawsze są w stanie przebić przez grubą warstwę emocji.

_MG_0122

Przekonałam się, jak trzeba pracować nad sobą, nad swoim głosem, postawą i gestami. Jak uczyć się modyfikować pracę od jednego, do drugiego psa, być elastycznym. Być stanowczą, nie wk*wioną. Panować nad swoimi emocjami, zagryzać zęby, odliczać i wyobrażać sobie konstelacje, żeby nie rozsmarować psa jak dżemu morelowego na ulicy. Jak przełykać wstyd i wciąż i wciąż i wciąż…i wciąż przechodzić wzdłuż płotu z dyszącym, wrzeszczącym i rzucającym się psem na drugim końcu sznurka. Jak ignorować ludzkie dobroduszne genialne rady, lub komentarze, że to ja powinnam się wybrać do szkółki zamiast podnosić głos na psa (faktycznie, korekty u Ru na początku wyglądały dość hardcorowo, bo mało co dochodziło do mózgu, teraz wystarczy już położenie jej czy szarpnięcie smyczą i przekierowanie uwagi, ew szczyp w dupala :P).

ODZIELNIK

Sukcesy? Było tak (klik). Udało mi się wypracować autorytet. Nie znaczy to,  że wciąż nie próbuje, nie kombinuje i nie szuka obejścia panujących przepisów jak każdy szanujący się Polak, ale już gdzieś w jej główce jestem. Co za tym idzie – opanowałyśmy pilnowanie zasobów. Co prawda sucz nadal lubi mieć, ale potrafi pić z jednej miski z Baloo (podczas pobytu w obcym domu misek innych psów nie rusza wcale, wodę woli pić z kałuży), potrafią jeść obok siebie kolację bez dantejskich scen.

_MG_0149
Lubię mieć, to jest MOJE.

Emocji wciąż są na bardzo wysokim poziomie. Jednak impulsy mózgowe już dochodzą do rozhisteryzowanego musku. Cała drży, drze się i rozpacza w maksymalnym pobudzeniu, ale słucha moich komend, z wielkim bólem potrafi zastosować się do tego, o co ją proszę. Niestety wciąż z wokalizowaniem. Potrafi usiedzieć, podczas gdy inne psy biegają za piłką, bawią się (najczęściej odsiaduję karę za brzydkie zaczepki, ale cóż, życie).

Nauczyłam ją zabawy szarpakami, i już powoli niektóre stanowią nagrodę po treningu. Z bólem mamy aport (który czasem musi być  poparty soczystą panienką, gdyż, jak już wspomniałam – lubi coś posiadać), rzeczy ukradzione w domu przynosi do ręki i z wielkim żalem oddaje. Wypluwa na żądanie kupy gnoju, ogryzki, kanapki i inne “smakowitości”.

Klatkuje się, ale nie jest wielką miłośniczką, szczególne problemy pojawiają się podczas treningów z większą ilością piesków. Zna działanie klikera i coraz bardziej lubi po prostu pracować – czy są to figury obedience, czy kolejność przeszkód w agility czy zwykłe sztuczki. Cieszy się, długo potrafi w trybie pracy przebywać, choć na początku chwilę nam zajmuje wprowadzenie w niego i wyciszenie emocji.

Potrafi zostać sama w pokoju i być odizolowana, jednak w przypadkach trudnych (wysiadam z auta na placu treningowym ona zostaje, Baloo idzie sam na spacer/trening, ona zostaje w domu) wciąż pruje dziób w taki sposób, że ścina mi się białko w mózgu.

Oswojenie z bokserami. Wciąż nie. Boi się ich, kilka razy wdała się w paniczną bójkę, co wzmocniło jej strach, więc dalej pracuję nad nie histeryzowaniem gdy któryś chrapliwie westchnie (co niechybnie oznaczało przecież, że warknął!), ale z drugiej strony często wychodzi do nich z inicjatywą zabawy. Potrafi zostać z bokserami w domu beze mnie ( zawsze ktoś nadzoruje), ale spokojnie możemy wpadać z odwiedzinami do rodziców i czasem zostawać nawet kilka dni i pieski dają sobie radę.

ODZIELNIK

Życie z Ru to nieustająca sinusoida. Nigdy nie wiadomo czym mnie zaskoczy. Czy spowoduje, że poryczę się ze wzruszenia, czy szlag trafi mnie na miejscu. Czy tym razem powrócimy z tarczą, czy na tarczy. Czy za zakrętem zobaczę jak na mnie czeka, czy znajdę ją na środku jeziora, bo usiłuje dogonić kaczki. Czy tym razem odpuści, czy od razu wystartuje z zębami. Może zaskoczyć mnie siłą spokoju, albo powalić z nóg natężeniem histerii. Za każdym razem pokazuje inne kolory, czasem wydaje się, że jest już stabilnie, a potem napotykamy mur nie do przejścia.

Czy żałowałam swojej decyzji? Wielokrotnie. Czy kiedykolwiek ją oddam? Nie.

Głupolki też zasługują na miłość.

_MG_0310
“Takiego wała!” powiedziała Ru i pokazała język 🙂
Spodobało Ci się? Podziel się z innymi, będzie mi ekstramiło!
Share on FacebookGoogle+Pin on PinterestTweet about this on Twitter

37 komentarzy na temat “O Ruby, czyli jak w rok nie zabić psa.

  1. Ta Wasza przygoda bliska jest naszej przygodzie z Czarną Mańką. Zabrana jako 4-miesięczne szczenie z łańcucha, następnego ranka uciekła po pryzmie śniegu, wylądowała w schronisku, odnaleziona – wróciła ze wszczepienną nosówką. Po trzech miesiącach uciekła – wróciła po tygodniu ostatnim chyba tchnieniem ze złamaną łapą. Leczenie. Mimo tego wszystkiego – zero zaufania do mnie, zawsze stawia na swoim, zębami nieraz dotkliwie mnie złapała, psy (bo nasze stado wtedy liczyło trójkę – miały jej dość). Awantury z każdym innym psem na tych trzech łapach to norma, a z mojej strony czasami wręcz niechęć do niej.

    Ale minęły już cztery lata i nasze relacje stały się “nasze” – ja nauczyłam się Mańki, Mańka mnie, byłam niebywale nią zachwycona, kiedy sprawdziła się w warunkach ekstremalnych, kiedy z domu po lasem wylądowaliśmy w mieście – nauczyła się na tyle, na ile jej mózg i potrzeby (pies stróżujący) pozwala nie robić bydła. Czasem nawet więcej w niej ciepła, niż w moim ukochanym wyżle.
    Naszym sposobem było nieustanne moje gadanie, czasami mam wrażenie, że rozumie tak co trzecie zdanie złożone. Mańka też po tych 4 latach też ma ogromną potrzebę gadania. Jak nie pomagają pomruki, używa perswazji fizycznej: za pomocą “zaczepiania rączką” – łapa na moje kolano i szturchania nosem. Też jest pierwszym, tak innym psem, który kiedykolwiek budował ze mną stado, ale jest też dla mnie ogromną dumą, że udało mi się porozumieć z nią i to co 2, 3 lata temu wydawało się zupełnie niemożliwe – reagowanie na komendy (nawet siad – przy jej uszkodzeniu łapy) jest normalne. Oczywiście nie dało się w niej wyłączyć palmy do końca, ale ja też zapewniam jej dłuższą smycz mentalną, niż wyżłowi, z którym porozumiewamy się bez słów.

    1. Oj to miałaś zdecydowanie większy hardcor z nią! I to od szczeniaka! Ja Ru adoptowałam jak miała 9 miesięcy. Nie jest aż tak trudna. Ja mam po prostu bardzo sprecyzowane oczekiwania wobec psa i schemat jego wychowania i na tej płaszczyźnie wciąż się spieramy. Jestem dobrej myśli, bo jest z dnia na dzień coraz lepsza! 🙂

  2. mam podobne zdanie o mojej suczy.
    wiele razy żałowałam wyboru jej ale gdy mój M ( bylismy przez pewien czas w rozłące prawie 5 miesiecy ) powiedział że ją odemnie zabiera – bo przecież ja ją nie lubię, pokazałam mu środkowy palec i powiedziałam że nigdy w życiu jej nie oddam, mimo że nie potrafię się z nią dogadać.

    chyba by mnie cale życie męczyło, kto ją ma, czym karmi, co z nią robi, lub czy żyje…

  3. Nie myślałam, że mieliście problemy takiego kalibru. Raczej zdawało mi się zawalone wychowanie a nie problemy iście z charakterem. Łatwo nie mieliście, nie macie i pewnie zawsze już zostanie jej łatka, że może coś odwalić. Z tego co opisałaś o Ru to jakby sklejka moich dwóch Owczarów, aż dziw mnie bierze, że tyle tego umieściło się w jednym “małym” piesku. Do tego dochodzi fakt, że to jest suczka, a one mają często odmienne zdanie niż przewodnik.
    Ale ciągle jesteście krok dalej niż poprzednio i tego się trzymajcie, przecież każdy pies ma jakieś odchyły i wyskoki. Tego się nie uniknie, a najważniejsze to cieszyć się z sukcesów, a z porażek wyciągać wnioski. Życzę Wam jeszcze więcej zrozumienia i wspaniałej komunikacji i wieeeeelu wspólnych lat razem 🙂

    Ps. ja też czasem stosowałam brutalne korekty na Soni, ale lepsze to niż być np. wciągniętym pod samochód. Takie jest życie…

    1. Na początku Ru hasała na tęczy i nie miała ograniczeń, a poza tym była w durnym wieku i przez to była zwykłym, rozwydrzonym nastolatkiem 🙂 Teraz już poznała reguły i zasady, więc moim zadaniem jest teraz nauczenie jej jak radzić sobie z jej emocjami. To będzie długa droga.

  4. Kurczę, jak tak to czytam to prawie jakbym czytała o moim łaciatku 😛 On też ma różne odpały, raz ma dobry humor, a raz zły i wystarczy mała iskierka, aby wybuchł pożar. Mamy sporo problemów, zawalony socjal, pies chce stanąć mi na głowie i rządzić, pilnowanie zasobów w sumie też, bo jakby coś chapnął na spacerze to prędzej by chyba mi rękę odgryzł niż coś oddał 😉 Przy zabawie teraz też nam się zawaliło, bo bierze zabawkę i ucieka i odda dopiero za smaczka. A wcześniej ładnie przynosił. My też mamy sporo do pracy, Majlo też potrafi doprowadzić mnie do takiego stanu emocji, że po prostu zaczynam ryczeć, wyklinać go i po prostu mam go dość, ale potem przychodzi pora opamiętania i myśl, że nie ma co beczeć i trzeba się wziąć w garść. Z nim też nie ma co delikatnie, bo jak w klatce drze ryja to mówi mu się spokojnie : cicho, spokój, idź spać, zostań i inne , a on i tak ma to w dupie i robi swoje, a jak już się raz porządnie krzyknie to do tego łba mu coś dociera i jednak słucha ( może i jestem okrutna, ale … do tego psa często nic nie dociera ) Często puszczają mi nerwy, mam tego wszystkiego dosyć, mam ochotę urwać mu ten nieznośny łeb. Ale co jest to już będzie i się tego nie cofnie, a jedyne co można zrobić to starać się to naprawić i nie poddawać się. Osobiście nie lubię jakoś dzielić się tymi porażkami w wychowaniu, nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że zaraz wszyscy będą patrzeć jak na jakichś … takich co sobie w ogóle nie umieją poradzić ( ? ) , nie wiem jak to ująć 😛
    Sporo już osiągnęłaś z Ruby, życzę jeszcze wiele sukcesów w naprawie, bo sama wiem jakie to ciężkie. 🙂 Trzymam za was kciuki!

    1. Oj to ja nie wyobrażam sobie, żeby pies mój własny, wychowany od małego próbował ze mną takich numerów! Nie daj się 🙂 Ru przez pierwsze trzy miesiące tak ze mną próbowała, ale szybko jej to wyperswadowałam z głowy. Trzymam za Was kciuki!

  5. Jak ten czas leci, nie? Przed chwilą z Wami zamieszkała, a tu śmignął rok… U nas w styczniu miną dwa lata z pomiotem szatana… Ogólnie jest dobrze, czasem bywa niedobrze, czasem się podskakuje z radości, czasem się rwie włosy z głowy i przedwcześnie siwieje, ale myślę, że taki pies jak Ruby czy Raven bardzo, bardzo dużo uczy 🙂

    P.S. Raven na wczorajszym (skądinąd – zajebistym!!!) treningu dostała wpierdel, jak postanowiła pożreć Pana Mietka z Rowerem, który niespodziewanie wbił na JEJ (od godziny!) boisko i cmokał na pieski. Mam nadzieję, że nikt tego nie nagrał i nie wysłał do TOZu 😛

    1. Ot, idealne podsumowanie życia z tymi oszołomami: “Ogólnie jest dobrze, czasem bywa niedobrze, ” 😛 Oj uczy mnie, dużo mnie uczy, przede wszystkim to pokory, bo po świetnym, miłym do życia, wychowanym od szczeniaka Baloo pomyślałam, że phi, takie tam, wychowanie psa 😀 No to mam 😀

      Ps do ps 😛 Też czasem zjebując Ru do trzech pokoleń wstecz mam nadzieję, że mnie do TOZ nie wyślą 😛 Ale jak coś, to im pokażę Bala i zapytam czy w ramach łapóweczki nie chcą Ru 😀

  6. Wniosek z tego, że dobra zjeba nie jest zła 🙂
    Ruby jest królową moich internetów. Dużo już osiągnęłyście, a fakt, że jesteś świadoma istnienia problemów i pracujesz nad tym na pewno będzie procentował.
    No i hej, psy-koszmarki uczą najwięcej, bo trzeba poruszyć niebo i ziemię, żeby dojść do sedna problemu.

      1. Cóż, powodów królowania Ru jest wiele:
        – ma suka charakter, tym ciekawszy, że nie muszę się z nim mierzyć,
        – podoba mi się przeokrutnie;
        – ma faktyczne problemy, a czytanie o nich i próbach ich rozwiązania jest po prostu przydatne;
        – towarzysząc bohaterowi literackiemu w jego zmaganiach zaczynamy się do niego przywiązywać – tutaj działa podobna zasada; nie znam suki, ale obchodzi mnie jej los;
        – z jakiejś przyczyny wciągnęłam się w Twojego bloga od pojawienia się Ru, więc mam sentyment;
        – lubię czytać o prawdziwym funkcjonowaniu z psem, naznaczonym rysami i chęcią mordu;

        Krótko mówiąc – Ru jest ciekawa, a do tego ma mega ładne umaszczenie. I choć z wielkim podziwem mogę patrzeć na psa, który jeździ na deskorolce, robi salta i wykonuje operacje na otwartym sercu, to znacznie ciekawsze i ważniejsze jest dla mnie to, czy mały szalony Rubiczek ładnie minął się z kotem, czy nie.

        1. Jejku bardzo Ci dziękuję za ten komentarz! Bardzo mnie podniósł na duchu, i takie chwile dodają mi powera do dalszej pracy z tym betonem, bo nie raz przez nią płakałam, czy zagryzałam zęby. Napisałaś o tym tak miło i ciepło, że ach <3 Cudownie mi teraz!

          Dziękuję najśliczniej!

  7. O matko! Miałam wrażenie jakbym czytała o mojej suczy, też Ruby. Moja ma wprawdzie dopiero niecałe 11 miesięcy, a ze mną mieszka od 9-ciu, ale wielokrotnie dała mi popalić. Jako szczeniak była owszem mocniejsza od swoich dwóch braci, w zasadzie prawie każdym względem, ale nigdy nie sądziłam, że aż tak zajdzie mi za skórę. Z dnia na dzień coraz bardziej zniechęcam się do uwielbianych przeze mnie Cavisiów. Sama nie wiem czy to brak doświadczenia z mojej strony, jakimś cudem ,,pseudo gen”, czy ona po prostu taka jest i będzie, co najmniej przez kilka najbliższych lat. A może to zasługa imienia, które zmienia psy w diabelskie istoty? 😀
    Oczywiście kocham ją bardzo mocno, ale niestety nasza więź (jeśli można to tak nazwać) nie ma w swoim składzie zaufania, a to fundament prawdziwej więzi.

  8. Gratulacje za cierpliwość i wytrwałość w budowaniu relacji z Ru. Niestety zdarzają się psiaki, które są bardzo niezależne. Ogi też czasami próbuje kombinować jak tu obejść nasze polecenia. A w zeszłym tygodniu po 4 miesiącach spokoju znowu dobrał się do kanapy! Bez cierpliwości ani rusz:)

  9. Bardzo podziwiam Waszą pracę i jednocześnie dziękuję za wszystkie posty, można z nich naprawdę wiele wynieść. Pozostaje życzyć Wam powodzenia, chociaż i bez tego świetnie sobie poradzicie! 🙂

  10. Niezły diabeł z tej Twojej Ru. Dobrze czyta się takie posty, bo wtedy można dostrzec, że nie tylko własny pies czasami doprowadza do “białej gorączki”. Zdarzają się różne psy, bo każdy z nich jest indywidualnością. I to chyba w psach jest najlepsze, że są tak od siebie różne 🙂

  11. Ja wiem, wstyd na całej linii, że nie wiem. Ale jak to się stało, że Ruby trafiła do Was? Wcześniej była w hodowli, czy ktoś sobie z nią nie radził i postanowił oddać? Może kiedyś gdzieś o tym pisałaś, ale nie jestem z Tobą (niestety!) od początku, a nigdy nie wpadłam na pomysł, żeby poprzeglądać stare posty 🙂 Pisałaś o tym? Jak tak to podlinkuj, albo chociaż streść historię 🙂
    A co do Waszego roku, widzę że było ciężko! Tym bardziej podziwiam za cierpliwość (może nie anielską, ale kto by miał przy takim potworze 😀 )

    1. Rozglądałam się za drugim psem do domu – szukałam aussie, ale niestety oba mioty na które się zapisałam nie doszły do skutku 🙁 Potem nagle pojawiło się ogłoszenie o Ru – dokładnie w momencie, w którym zdecydowałam, że w takim razie już nie szukamy. Takie o zrządzenie losu. Ludzie oddali ją do adopcji, bo sobie nie radzili.

  12. Dzielna jesteś niesłychanie – przyznam, że ja raczej nie odważyłabym się na adopcję psa w okresie hormonalnej burzy i naporu, bo roboty z tym jednak co nie miara, a obrywa rezydent… Podziwiam Was bardzo! 🙂

    1. To raczej nie ma co podziwiać 🙂 Jak już napisałam, gdybym wiedziała co nas czeka, to raczej nie zdecydowałabym się na nią. Jest tym psem, o którym pisała Żakla w swojej notce 🙂

  13. Znowu mnie natchnęłyście do mema, ale to jutro, dzisiaj już nie mam siły przekopywać się przez własne zdjęcia 🙂
    Co do samej Ruby miałam to pisać kilka dni temu ale napiszę dziś – trudne psy TEŻ są potrzebne. Właśnie takie, które nam pokażą, że wielkie G wiemy o tym jak się zwierzaki wychowuje, jak je szkolić, jak nagradzać, jak z nimi pracować.
    Po pierwsze: Expimy na mistrzowskim levelu!
    Po drugie: Nikt nam nie zarzuci, że oszukujemy i przechodzimy życie na poziomie easy.
    Po trzecie: Nie mądrzymy się udając, że wiemy wszystko o pozytywnym szkoleniu i że każdego pieska mozna nim naprawić, bo wiemy JEDNO – bullshit! 😀

    Ja dostałam takiego KOPA (bo to nie był prztyczek) za pośrednictwem Miszona. Czy żałuję? Kilka razy na treningu jak mi się zawiesiła i zafiksowała na orajeczkuspierdalajmywtrymiga – MOŻE. Ale doświadczenie jakie miałam wcześniej w kwestii psów – czerpane, hm… łyżeczkami… podczas dwóch naszych ostatnich lat można powiedzieć że przyspieszyło do wlewania wiadrami. Wannami 😀 W moją głowę.
    DziQ approves!

    1. No! Takiego powera potrzebowałam. Też tak uważam, że potrzebowałam dostać w dupę od losu, żeby spokornieć. Dzięki temu moja wiedza poszerza się. Poniekąd jestem wdzięczna. A satysfakcja w momencie, w którym pieseł specjalnej troski zachowuje się jak normalny pieseł…dla tego warto żyć 🙂 Chociaż mój bezproblemowy, cudowny synuś to ten, który będzie psem mojego życia 😉

  14. Pewna mądra kobieta powiedziała, że nie mamy psa jakiego chcemy mieć, tylko takiego jakiego potrzebujemy. Mi osobiście jest czasem cholernie trudno egzystować z moją potrzebą 🙂

  15. Ona dopiero zaczęła hodować komórki mózgowe, kiedy trafiła do Ciebie 😉 niestety jeśli psa aktywnego i emocjonalnego zostawi się samemu sobie to takie są skutki. A Ty naprawiasz. Powiem więcej. Naprawisz. I będziesz dumna z siebie i z niej. Taki plusik- dzięki takim psom człowiek dopiero uczy się jak być dobrym trenerem.

  16. Brawo Wy! Mam nadzieję, że jesteście z siebie dumni, bo zdecydowanie jest powód 🙂 Też czasem łapię się za głowę, jak to nasz pies zmienił się w ciągu 4 lat. Może nie pracujemy jakoś szczególnie nad nim i nad sobą, wciąż jest w jakiś sposób nieobliczalny, ale czasem wspominamy sobie jak to było, szczególnie w rozmowie z osobami, które widziały go na początku, a przy spotkaniu po latach. Łezka się w oku kręci 🙂

    A tak w ogóle od paru dni nucę sobie “Ruby, Ruby rydz” 😀

    1. O kurczę, dobra przyśpiewka! 😀 Będzie mi po głowie chodzić 😀 To jest duży plus pracy z psami po przejściach. Ale ja chyba jednak podziękuję na przyszłość za takie atrakcje, bo mam inne oczekiwania wobec mojego czworołapnego towarzysza 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *