BARFne smakołyki część pierwsza.

_MG_0052

Wielu z Was prosiło mnie o post z BARFnymi przysmakami, często zapytujecie mnie w mailach czy prywatnych wiadomościach czym skarmiam psiaki na treningach. Pozbierałam trochę materiałów i zobaczyłam, co mi się najczęściej sprawdza.

UWAGA – nie jestem barfnym ortodoksem, czasem podczas sesji zdarza mi się nagradzać psa próbką karmy/parówkami/wysmarować kong pasztetem. Ale wiadomo – staram się robić to jak najrzadziej, i jeśli tylko finanse i czas mi pozwalają stawiam na stuprocentową naturę.

NA TRENING:

OPCJA 1.

Surowe, ale jędrne 🙂

Czyli żołądki, serca wołowe czy drobiowe. Pokrojona pierś z kurczaka. Wątróbka z kury, indyka. Nerki wołowe, śledzionka.

Nie lubię tej opcji, nie lubię tego, że pod wpływem ciepła ciała w saszetce tworzy się rosół, nawet w stosunkowo chłodnie dni. Nie lubię przecieków i brudnej z krwi odzieży. Pewno jestem sierotą boską, ale osobiście nie potrafiłam higienicznie ogarnąć naszej wspólnej pracy, nie wspominając już o upapranych paluchach i poklejonych kawałeczkach mięsa, które spadały na ziemię (bonus dla samokontroli w trzymaniu pozycji!). No po prostu, no nie (uwaga, wulgaryzmy! Gosie lubią wulgaryzmy :)).

A od tego zaczynałam! 🙂

OPCJA 2

źródło:http://www.zooplus.pl/

Suche, przemysłowe.

Optymalne rozwiązanie, z którego najczęściej korzystam. U mnie sprawdzają się na przykład suszone rybki, suszone śledziony, wątroby (“treserki”). Mamy tego od groma w sklepach, choć cenowo nie zawsze się opłacają. Osobiście bardzo lubię używać suszonych rybek z zooplusa – bardzo dobrze (i wolno!) się u mnie zużywają, dodatkowym plusem jest to, że są w miarę chętnie jedzone, czego nie można powiedzieć o surowych rybach, które im serwuję (jaki pan taki pies, sama rybę też jem rzadko:P).

OPCJA 3

zrób to sam!

Wraz z zakupem suszarki do produktów spożywczych nasze treningi poznały nową, lepszą jakość! 🙂 Koszta są nieco niższe (choć jeszcze nie przyszedł rachunek za prąd!:P), smakowitość jest bardzo wysoka, pożeralność sięga kosmosu.

Minusem jest dość żmudne przygotowywanie (nienawidzę kroić mięcha!) i długi czas suszenia (około 8 godzin – zależy od wielkości kawałków).

Jak to wygląda u mnie?

  1. Przygotowuję i myję pod bieżąca wodą podroby, żołądki i serca. Wykrawam tłuszcz (inaczej smaki nam szybko zjełczeją).

_MG_0013

2. Staram się pilnować, aby smakołyki były  w miarę równej wielkości. Na szczęście mam nad sobą dwóch pełnomocników do spraw jakości, inaczej strasznie bym się rozpuściła 🙂

_MG_0022

3. Kawałki układam w równych odstępach na sitku.

_MG_0019

4. Włączam suszarkę na noc, najczęściej na 2 stopień natężenia. Najczęściej wtedy rozpoczynają się pielgrzymki i nocne psów podróże w pobliże suszarki 🙂 W zależności od widzimisię suszę mięcho na wiór, albo zostawiam lekko wilgotne, miękkie w środku – wtedy staram się je jak najszybciej zużyć.

page

5. I voila! Gotowe suszki przesypuję do saszetki, a ich nadmiar trzymam w lodówce. U nas nie dotrzymują tygodnia, więc nie mam doświadczenia jak długo są świeże, na grupie pojawiały się głosy, że dają radę do dwóch tygodni. Zastanawiam się nad opcją pozostawienia smaków w zakręconych słoikach, ale jeszcze się nie odważyłam.

20160220_065426

Ot, cała filozofia. W drugiej części cyklu przedstawię Wam nasze pomysły na żujki, glamajki i inne kości pomagające wyciszyć psa i dać święty spokój właścicielowi.

Mamy na sali trenujących barferów? 🙂 Może znaleźliście fajne smaki, które dobrze sprawadzają się w psim BARFie?

35 komentarzy na temat “BARFne smakołyki część pierwsza.

  1. ja też niedawno kupiłam suszarę, po miesięcznych modłach do opinii na portalach, wzięłam pierwszą z brzegu w galerii i właśnie też MPM, w weekend postaram się ją uruchomić i zobaczymy czy cokolwiek mi obeschnie. najlepiej żeby to było mięso oczywiście:)
    do tej pory jako smaki na wyjazdy typu góry sprawdzały się … suszone kawałki wołowiny z biedry- tanie i mięsne więc czego chcieć więcej, poza możliwością podzielenia tego na małe kawałki.
    A zabieranie na treningi surowizny , przepraszam ale kojarzy mi się z krwią cieknącą po rękach , po kieszeniach i do butów. taka wizja z wyobraźni ale wolę nie sprawdzać 🙂

    1. No ja tak ze dwa razy spróbowałam…i podziękuję 😛 Bo mnie szlag trafiał 🙂

      A rzuć pliz linka do tych biedronkowych kawałków, nie widziałam wcześniej, a wydaje się być to cudownym pomysłem!

      1. a wiesz , że na biedronkowej stronie tego nie ma? smaki są z serii Active Pet, w paczce są 2-3 paski wołowiny (skład sama wołowina) , cena .. ze 2 zł? czerwona paczka, na razie mamy wyjedzone , więc zdjęcia nie zrobię 🙂 , a na stronie maja tylko karmy. Polecam się przejść i zobaczyć, sama się zdziwiłam. Maja też suszone uszy i jakieś coś prasowane kurak+wołowina tu ktoś widzę że wrzucił tego zdjęcie http://swiatmoichzwierzakow.blogspot.com/2014/10/recenzja-smakoykow-activ-pet.html tego pufiok nie jadł przez super alergie, ale wołowinka , na wyjazdy ..mmmm. No i biedra jest wszędzie , więc jak przystało na złą, zapominalską matkę tym uzupełniam zapasy smaków na wyjazdach 😛

          1. ciężko się dzieli, to fakt, ale fajnie mieć w zapasach czy na wyprawę takie coś 😀 ot, lenistwo 🙂
            właśnie suszą mi się płucka, borze drzewiasty jakie to paskudztwo gąbczaste! ale schnie w tempie 🙂

  2. Wprawdzie na barfie nie jesteśmy ale ćwiczymy na surowiźnie 🙂 Zawsze ale to zawsze surowe jest w śniadaniówce i stamtąd pobieram. Cały czas myślę o uszyciu sobie do nerki jakiegoś wkładu z ortalionu czy czegoś podobnego bo naprawdę zapach odrzuca 😉

  3. My ćwiczymy na treserkach naturalnych z zooplusa (dramat cenowy) i treserkach z e-psa (mniejszy dramat cenowy, ale zdarza sie dramat z podzieleniem kawałków na mniejsze). Pachnie to tak cudnie, ze maman w trakcie wizyty udała sie badać podeszwy butów. Nerka ze smakami wisiała obok. 😁

    1. Ooo poka te naturalne treserki z zooplsa? Z epsa też według mnie wychodziły drogo 🙁 Zresztą jak ja jestem w epsie, to niby tylko troszkę nawrzucam do koszyka i dziwne pieniądze tam wydaje 😛 Niebezpieczne:P

      1. Na zooplusie jest cała plejada naturalnych, wybierałam sprawdzając skład. Jestem właśnie na etapie selekcji, które się łamią łatwo, a które nie.
        Z epsem mam ten sam problem z przeładowanym koszykiem, jednakoż sucz lubi no to co ja zrobię? No co?
        A poza tym jak się tak naładuje do koszyka to wychodzi ekonomicznie bo nie trzeba za przesyłkę dwa razy płacić. 🙂

  4. Jezus maria suszenie przez 8h wątróbki przekracza granice mojej wytrzymałości. NIENAWIDZĘ zapachu wątróbki i nawet 20min pieczenia treserek w piekarniku przyprawia mnie o odruch wymiotny.
    Podziwiam Cię. Choć psy extra zadowolone 😉

    1. Ee a wiesz, że nie? 🙂 Na drugim biegu w mojej suszarce nie czuć wątróbki (też nie znoszę tego zapachu!). Roznosi się taki nieokreślony zapach, ale nie jest to smrodek mięska, bardziej kojarzy mi się z pieczeniem mięsa czy pasztetu.

  5. cuchnace smaki! aaahhhh
    ktory psiak je nie lubi ?
    moje byly na barfie przez 2 lata, potem juz ja nie dalam rady, obecnie sa na suchej ale widac to teraz efekt powrotu , otylosc itp.;/

  6. Bardzo podoba mi się wizja dawania psom na smaksy takich mega-naturalnych frykasów, ale zazwyczaj są one koszmarnie drogie albo jest ich w opakowaniu tyle co nic… Pomysł z suszarką niezły, daj znać jak przyjdzie rachunek za prąd 😀
    Co do suszonek, to polecam zajrzeć do Rocco na Zooplusie oraz Vitakraft, ceny całkiem spoko i można to pokroić na mniejsze kawałki.

  7. My na BARFie i surowiznę dostają tylko jako spalanie miski, czyli z mojej miski do ręki i psiego pyska. W życiu nie włożyłabym tego do nerki, bleee 😉 Najczęściej smaki to u nas idzie albo sucha karma albo gotowce kupne jakieś. Czasem jak robię zakupy suszków to płuca czy wątrobę im pokraję, ale roboty z tym i ręce bolą… jedne nożyczki umarły właśnie na płucach wołowych -_-
    Albo gotowałam im serduszka, żołądki czy ogólnie mięso. Potem na ręcznikach suszyłam, wycierałam a i tak potem cała ufajdana w tym byłam. I im bardziej wymyślałam, tym pies robił się wybredny, takiego gagatka mam.

    Zdaj proszę relacje, jak przyjdzie rachunek za prąd, bo jeśli jest względnie to mogę się poświęcić i suszyć, ale jak różnica jest znaczna to zapomnij 😉

  8. Opcja nr 1 się u nas sprawdzała – tylko zamiast tak po prostu wrzucać surowiznę do saszetki, to najpierw zalewałam ją na chwilę gotującą się wodą :). Z wierzchu mięso się ścinało, więc potem można to było normalnie ogarnąć, a w środku w dalszym ciągu było fajne i surowe :D.

  9. Nie mogę…no po prostu umarłam i kocham ten filmik <3 nie zliczę, ile razy już go w kółko odtworzyłam 😀
    Ja tam ortodoksem barfnym nie jestem i fakt, nie trenujemy niczego poza nie spuszczaniem łomotu osiedlowym chłystkom, ale poza suszeniem lubię też kupić normalne smaczki, wiadomo, jak najmniej zbożowe i chemiczne. Kocham wygodę i nie wyobrażam też sobie suszenia co chwile małej porcji. Jakby przerób był większy to i owszem 🙂
    Boże, czy ty to widzisz 😀

    1. U nas zajęte są wszystkie sitka suszarki, na dwa psy na średnio dwa treningi w tygodniu. Nie ma źle. Nawet zostało mi trochę tych zrobionych na seminarium 😀

      Też kocham ten filmik – muszę chyba obejrzeć film, bo nie widziałam go :))

  10. Nie jestem barfowcem, ale używałam surowego mięsa jako nagrody. Jeden z patentów to przemieszanie go z suchą karmą(miałam wtedy mocno kruszącą się). Surowe mięso nabierało suchej otoczki i mniej się sklejało. Obrzydliwe było tak samo, ale psu nie wpadały do ryja gratisowe kawałki. Myślę, że dla barfowców dobrym smaczkiem byłoby surowe jajko z tubki albo mix surowe jajko z olejem z łososia.

  11. Kiedyś przyszło mi do tej pustej główki wziąć na spacer saszetkę z suszonymi żwaczami. Po rozpakowaniu na świeżym powietrzu nie było jeszcze tak źle – a białe były zachwycone. Z mega zapałem wykonywały każdą moją komendę. Zadowolona włożyłam rozpakowaną saszetkę do kurtki, a później ruszyliśmy do znajomych. Prawie spaliłam się ze wstydu, gdy po wejściu do ich domu uświadomiłam sobie jak okropnie pachniemy (moja kurtka, ja i psie pyszczki). Ech… nigdy więcej 😀

  12. O matko, nie ważne jak pięknie by pies chodził na surowych kawałkach mięsa, nie włożyłabym ich do nerki. Aż się wzdrygam na sama myśl. Brr!
    Ale myślę, że suszonych rybek muszę poszukać na zooplusie – nawet nie wiedziałam, że są. Ostatnio głównie zużywam pozostałości z zeszłego roku i jedynie na przywołanie kupuję śmierdzące “paluszki” z rossmanna.

  13. Super sprawa z tym postem, od niedawna zastanawiałam się nad barf’em, ale niestety póki mieszkam w domu rodzinnym nie mam gdzie przechowywać mięcho.:/ Spodobał mi się pomysł z suszonkami i po prostu tak bezpośrednio (tymi rosołowymi, cytatowanymi ‘no po prostu kurwa no nie!’ :D). Myślę, że w domu sprawdzą się dobrze, natomiast te pierwsze będą świetnie się sprawować poza domem.:)

    1. Cieszę się, że Ci się spodobało! 🙂 Rozumiem, mieszkając w domu z rodzicami może być trudno, sama na studiach fretki na BARF prowadziłam i miałam kilka dyskusji z Umiłowaną Matulą 🙂

  14. Emet był kiedyś trenującym barferem, mimo wszystko u nas przeważały lekko podgotowane serca z kurczaka, żeby mniej krwi było. I to trafiało do saszetki. Poza tym też suszyłam mięso ale przy tym ile Emet zjada na treningach, musiałabym codziennie wstawiać taką suszarkę :D.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *