Seminarium obedience z Magdą Łęczycką w Skoczowie.

seminarium obedience
Jak wyznęcać się nad psem, dzień drugi czyli treningi grupowe.

Pisałam już wcześniej, że seminaria z Magdą to jest sama przyjemność, cud mniód i orzeszki, nie? 🙂 Dzięki niezastąpionym dziewczynom z Psiej Kości (każde spotkanie to uczta, powiadam uczta! <3) miałam możliwość znów spotkać się z potęgą posłuszeństwa sportowego na własnym, śląskim podwórku. Co robiliśmy, jak nam się podobało i czy udało nam się przełamać nasz obidjensowy impas? Sprawdźmy! 🙂

ODZIELNIK

seminarium obedience
Dzień pierwszy. Halloween Pumpkin za drzewem, Reset prawie w kadrze, a Bal jak zwykle jest ciorany przez kobiety 😛

Dzień pierwszy powitał nas zadymą, zawieją i zamiecią. Mnąc w ustach przekleństwa prułam autostradą po resztę naszej radosnej ekipy. Składała się (tu myślę bez zaskoczeń) li i jedynie z owczarków. Trzech australijskich i jednego węgierskiego rodzynka – Kluski.  Chłopcy bardzo kulturalnie przywitali się, zostali wpakowani do bagażnika i mocno zdegustowani ułożyli się w nim. PUPAMI do siebie, no bo wiadomo, fuj, obcy facet w bagażniku, mamo no.

seminarium obedience
Otesanek, Kluska i Baloo oraz Reset w postaci wilka ze względu na niesubordynację koleżanki N., która nie stawiła się na czas na zdjęcie grupowe. O.

Udało nam się przebyć wiślankę w dość dobrym tempie (a plotki i ploteczki skutecznie umilały i skracały nam oczekiwanie) i zjawiłyśmy się akurat na czas, tak, żeby rozłożyć klatki, rozsiąść się, podkapować kierowcę i podstępem wrzucić go na drugie miejsce na liście (nie będę wymieniać z nazwiska, Pach, zawstydź się jak mówię do Ciebie!). Oprócz naszej owczarkowej ekipy, z I grupy były jeszcze bordery Julii – Sid i Gin, BOS oraz czarny ONek. Poza tym – pełna dowolność, co mnie niesamowicie cieszyło. Otóż było kilka miksów, kooikerhondje (czy udało mi się dobrze napisać nazwę rasy?) i…jamnik, który podbił moje serce. Był bardzo zaangażowany i zmotywowany do pracy ze swoim przewodnikiem, a pace i kice w jej wykonaniu budziły sporo kontrowersji na naszej ławeczce, bo nie byłyśmy pewni, czy dziewczyna jeszcze siedzi, czy już stoi. 🙂

seminarium obedience

Pierwszy raz brałam udział w seminarium, które miało miejsce w szkole. A dokładnej w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Ustroniu. Ćwiczyliśmy na obszernym korytarzu, a naszej pracy towarzyszył nieustający szum…wodospadu, który znajdował się tuż za oknami, co dodawało egzotyki temu miejscu (i znacznie zwiększyło moją częstotliwość wizyt w toalecie:P). Podłoże zastane (kafelki) nie było zbyt miłe dla psich łap, toteż dziewczyny przyniosły specjalne rolki wykładziny, która z czasem stała się jeszcze większym rozproszeniem niż “zwykła” trawa.

Biedna Magda walczyła ze wstrętnym choróbskiem, więc jej postwa była godna podziwu. Serce się krajało, bo osobiście miałam ochotę zarządzić przerwę i nie katować instruktora dalej. Niestety szoł had to goł on i ruszyliśmy z kopyta podtykając naszemu instruktorowi tabletki na gardło i ciepłe napoje. A mogła odwołać! Brawa dla tej pani!

ODZIELNIK

Jeszcze dobrze się nie rozsiadłam, jak musiałam wchodzić. Na szczęście w kajeciku miałam skrzętnie zapisane co bym chciała przepracować, gdzie mamy nasze słabe punkty. Na pierwszy ogień poszły te nieszczęsne zmiany pozycji.  W efekcie mamy brand-nju pięknęgo, buchającego paca, takiego, co to jak Bal pacnie, to tumany kurzu się unoszą i trąby anielskie grają, ziemia trzęsie się w posadach, a chmury w przyspieszonym tempie odsłaniają słońce. Do tego bez gestu, na samą komendę głosową. A wystarczyło tylko dać małą, cichą i drobną przedkomendę. No czary i magia! Poza tym zostałam kupiona, gdyż Magda bardzo pochwaliła naszą pracę i generalnie naszą relację. Po dwudziestu minutach odpłynęłam  na różowej chmurce w stronę ławki nadmuchana jak balon z helem.

seminarium obedience

Może nie jest to tak spektakularne leżeć jak u Kluski – gimnastyczki, tym niemniej robi robotę 🙂

Jak to życie ma w zwyczaju (a moje życie, to już w szczególności tak lubi), po południu przekłuło mi tę bańkę mydlaną w której sobie żyłam radośnie i mocno wpadłam obunóż w kupę. Bal na drugim wejściu okazał przykre objawy braku kontaktu z bazą. Wszystko zaczęło się od tego, że w przerwie mieliśmy wykład o podstawach pracy nad posłuszeństwem sportowym (wykład poprzedzony był obiadkiem przepysznymi naleśnikami z pobliskiej naleśnikarni, o mamo jakie to dobre było! <3), więc zostawialiśmy psy w klatkach i udawaliśmy się w miejsce odosobnienia. Niektóre pieski nie były w stanie znieść afrontu, więc dość mocno ujadały i płakały za właścicielami, co trochę rozwaliło Bala. Pech ( i Pach też, cholera!:P) chciał, że nasze drugie wejście miało miejsce tuż po wykładzie, gdzie nastąpiło pospolite ruszenie psów na spacer. Długo zajęło mi odzyskanie jako takiego zaangażowania w robotę bez zerkania na to, co robią pieski, z zaangażowaniem ciała i ducha, bez frustracji, upociłam się, wpieniłam i tkwiłam w mentalnej kupie do późnych godzin wieczornych. Smutny fakt jest taki, że mnie chwalić nie wolno, bo się od razu spinam stresuję i denerwuje. Lepiej mnie rypać  jak burą (rudą) sukę najwyraźniej 😀

seminarium obedience

Zestaw na ukojenie nerwów – kajecik, nóżki jelenie i seniorka 😀

ODZIELNIK

Nic dziwnego zatem, że drugi dzień powitałam ostrożnie. Zapytałam Bala jak jego mózg, czy nigdzie nie uwiera, czy synapsy odświeżyły się przez noc, a impulsiki hulają pod czachą. Przez chwilę nawet spojrzałam pytająco na Ru, która akurat była na etapie drapania się po uchu, jednocześnie próbując ugryźć się w łapę i mając wzrok tęskny za inteligencją (taki to pies multizadaniowy), więc moja szalona myśl oddaliła się truchcikiem w stronę czajniczka z kawą. Była szósta rano.

seminarium obedience

Znów przywitałyśmy się z dziewczętami, chłopcy skinęli sobie głowami na znak uprzejmości nie podszytej zbytnim entuzjazmem. Ruszyliśmy w stronę wschodzącego słońca trajkocząc w najlepsze.

ODZIELNIK

Dzień drugi, wejście pierwsze. Trochę z duszą na ramieniu, trochę zawstydzona wyjęłam ciapka z klatki, wydałam standardową komendę na rozpoczęcie roboty i po prostu stawiłam czoła ewentualnym zakłóceniom. Tym razem postawiłam na podrasowanie naszego arcyważnego “STOP”. Wyszło nam dużo fajniej niż było, pieseł wbija przednie nogi w podłoże i wręcz staje z piskiem opon oczekując na dalsze dyrektywy. Też wystarczyło dwadzieścia minut aby poprawić nasz “wykon” kilka oczek w górę. No wielkie wow. I Bal znów powrócił do swojej standardowej, fajnej formy pracy, współpracy i spijaliśmy sobie z dzióbków nawzajem.

seminarium obedience
“…i dlatego lubię robić z tobą” 🙂

Kryzys został zażegnany a wcześniejsze problemy potraktowałam jako nauczkę, że i mój wspaniały pieseł też nie zawsze jest w dobrej formie, nauczyło mnie to trochę pokory i nabrałam więcej szacunku dla pracy którą dla mnie odwala. W ostatecznym rozrachunku uważam, że w tamtej chwili nawaliłam jako przewodnik, powinnam była przerwać sesję, bo widziałam, że Baloo całą sytuacją się mocno sfrustrował. Powinnam była odpuścić wejście, poprosić, żebym mogła odrobić je później, odizolować a następnie wziąć go na spuszczenie pary i trochę bardziej go wesprzeć. A tak zrobiłam mu nieprzyjemny overtraining i w sumie niewiele z tego miałam, poza tym, że postawiłam na swoim i po pięciu minutach znów włączyliśmy się w tryb roboty.

ODZIELNIK

Następnym punktem programu były treningi grupowe. Podzielono nas na dwa zespoły – ten początkujący i ten bardziej zaawansowany. Oba zestawy ćwiczeń podobały mi się niesamowicie! Pierwsza grupa najpierw ćwiczyła pracę psów w rozproszeniach – wprowadziliśmy trochę atmosfery zawodów, psy wchodziły po kolei za sobą i zostały sadzane w niewielkich odległościach od siebie. Następnie dziewczyny ćwiczyły z nimi trzymanie pozycji.

seminarium obedience
Otesan, Vuko, Beza i Myszka 🙂

Drugim zadaniem było wzmocnienie przywołania. Dostępu do kochanej pańci bronił szpaler ludzki. Zabawa była przednia!

seminarium obedience

Z kolei w naszej grupie mieliśmy za zadanie również zmiany pozycji, ale z…rozproszeniami w postaci Magdy, która wykrzykiwała komendy. Bal pierwszy raz miał do czynienia z tak wyrafinowaną formą tortury, więc nieco zdezorientowany dostawił się do nogi obcej cioci, no bo przecież prosiła! 🙂 Dopiero za trzecim razem nie dał się nabrać! 🙂

seminarium obedience
Zdjęcie dzięki uprzejmości iPach FOTOGRAFI 😀 Od końca Baloo, Reset, Sid, Nacho i pyszczek Kluski 🙂

Naszym drugim zadaniem była zabawa w…słoneczko – czyli zmiany pozycji bardzo blisko innych psów i przewodników, połączona z trudnym ćwiczeniem socjalizacji – do psa pracującego podchodziły obce osoby mówiąc miłe rzeczy i kusząc, że zaraz dadzą jedzonko.

seminarium obedience
iPach FOTOGRAFI 😀
seminarium obedience
iPach FOTOGRAFI 😀

Po wyczerpujących ćwiczeniach znów zarządzono przerwę na regenerację (i zjedzenie naleśniczków, serio, wielka miłość i tysiąc serc w ich stronę!). W tym czasie mieliśmy możliwość podpatrzeć jak Magda przeprowadza szybki trening – najpierw na scenie pojawił się Zuko, a na koniec Wei pokazał nam jak pracuje nad patyczkami.

seminarium obedience

seminarium obedience

ODZIELNIK

Podczas naszego ostatniego wejścia postawiłam na szlifowanie świeżo naprawionego równania. Na deser znów otrzymaliśmy kilka krzepiących pochwał i dużo mądrych porad i ćwiczeń na wzmocnienie tej pozycji. Oprócz tego dowiedziałam się, że jesteśmy na takim etapie, kiedy mogę zacząć się zachowywać bardziej “egzaminowo” a mniej “szkoleniowo” czyli osiągnęliśmy fajny poziom motywacji i czas pokazać psu, że czasem bywa poważnie i już bardziej w stronę startów i treningowych przebiegów.

seminarium obedience
Zaklinacz psów! iPach FOTOGRAFI 😀
_MG_0789
Uniżenie Cię słucham Magdo! 😀 iPach FOTOGRAFI 😀

ODZIELNIK

Podsumowując – dzięki tym warsztatom znów wróciła mi chęć do pracy z posłuszeństwem sportowym. Udało nam się pokonać kilka przeszkód, upewniłam się w tym, że z Balem mamy fajną, zdrową relację, która ma automatyczne przeniesienie na dobrą współpracę. Co więcej, efekty porad Magdy pojawiły się natychmiast! Oprócz tego tradycyjnie z niezastąpioną ekipą seminariową uśmiałam się, nagadałam i poplotkowałam po wsze czasy. Love dziewuszki! <3

seminarium obedience
Julia z Gin <3

Nie muszę chyba wspominać jak świetną robotę odwala Psia Kość? Myślę, że wystarczy zerknąć w naszą zakładkę “wydarzenia”- oprócz Annówki każde nasze zaplanowane seminarium ma miejsce właśnie tam. Żeby daleko nie szukać – już za tydzień wybieram się z rudołaciatym patałachem na mantrailing 🙂 Poza tym Kasia i Julia są tak fajnymi dziołszkami, że po prostu chce się tam wracać! Super, że jest takie miejsce! 🙂

Na deser podrzucam Wam filmik złożony właśnie przez Julię 🙂 Jak widzicie było wesoło i pracowicie! 🙂

 A już w tę sobotę…zmagania z nosem Ru na kolejnym seminarium. Trzymajcie kciuki! 🙂

22 komentarzy na temat “Seminarium obedience z Magdą Łęczycką w Skoczowie.

  1. Skoro odzyskałaś motywację to rozumiem, że w tym sezonie spotykamy się na zawodach? :>
    Swoją drogą, a propos obidjęsowych seminariów, to ogromnie jestem ciekawa pracy z Asią Hewelt i już ostrzę sobie zębiska na seminarium z wyżej wymienioną w Warszawie. <3

    1. Planuję jakoś na lato/w drugiej połowie roku ruszyć zerówkę. Nie wiem tylko, czy nie zrobię czeskiej, bo tak się z Kasią zastanawiamy.

      Właśnie ja z kolei nie wiem dlaczego mam opory przed seminarium z Asią.

  2. Uśmiałam się przednio, masz dar do pisania!
    Seminaria to bardzo fajna sprawa, można się wiele nauczyć i miło spędzić czas.
    To teraz ruszycie z kopyta do przodu i niebawem pewnie zawitacie na jakieś zawody.
    Pozdrawiam

  3. Przypomniałaś mi, że i my musimy podszkolić (czyt. zacząć od nowa) nasze równanie , bo jest tak żenujące, że brak słów…
    Chyba jednak wybierzemy się na jakieś seminarium, ale najpierw trzeba popracować nad wyciszaniem się, bo bez tego ani rusz.
    Fajny, motywacyjny post, zamawiam kolejny! 🙂

  4. O super! 😀 Ważne, że motywacja wróciła! Teraz będzie łatwiej. 😉
    Mnie po seminarium z Claudią Fugazza też motywacja wróciła, do ćwiczenia ale trochę od drugiej strony. 😉 Tylko ja to tak bardziej dla siebie niż na zawody, czy aby osiągnąć mistrzowskie poziomy. 😉 Po prostu coś trzeba robić, by nie zgnuśnieć. 😉

  5. Kluska <3 <3 <3
    Hmm ja słyszałam różne opinie o semi z Magdą dlatego nie byłam pewna czy zgłaszać się na jedno z nich w tym roku, ale zorganizowanie semi z Kamilą załatwiło moje wątpliwości :D. Do Magdy postaram się wybrać kiedyś jako obserwator.

    1. Chodziło mi o to, że póki co semi z Kamilą mi wystarczy, gdyby nie było żadnego to może jeszcze raz rozważyłabym Magdę. Nie wszyscy są zadowoleni z seminariów z nią, dlatego nie zapisywałam się w ciemno.

  6. Świetna relacja 🙂 najbardziej w tego typu wpisach podoba mi się to, jak opisujesz (a co najbardziej kosmiczne pamiętasz) swoje przeczucia, odczucia, uczucia i inne czucia 🙂

  7. Super relacje z seminarium! Ja chciałabym baardzo jechać na jakieś semi z rally-o, ale muszę jeszcze trochę ogarnąć psa bo teraz nie możemy za bardzo pojechać, ciężko by było. A nasze równanie to jedna wielka żenada, ostatnio to zaniedbałam przez co psu trochę się zapomniało co to znaczy… 😛
    cztery-lapy-jeden-nos.blogspot.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *