Zachowania Niewybaczalne czyli co wolno, a czego nie wolno moim psom.

_MG_0011HC
Fight your dark side, Ru!

Ilu właścicieli tyle opinii. Jedni są zdania, że pies to tylko dobrze ukrwiona maskotka, służąca głównie do zabawy z ich potomstwem. Inni sądzą, że “burek to ma być w kojcu” (wersja optymistyczna) i nie dopuszczają do siebie myśli, że ktoś może zwierze wpuszczać do domu, czy – o zgrozo – do łóżka. Na drugim biegunie znajdują się właściciele, którzy rozbrajająco rozkładają ręce mówiąc “on tak ma“, chowając pogryzione ręce za siebie i zapraszając nas do salonu, przez który niechybnie przeszedł tajfun.

Oczywiście przedstawiam Wam skrajności – gdzieś pośrodku zdarzają się egzemplarze którym wolno/nie wolno lizać po twarzy, które nie mają wstępu do któregoś z pokoi, które po spacerze równo maszerują do klatek i tam ociekają. Jesteście ciekawi jakie są zachowania, których nie toleruję ja i na które nie pozwalam? Oto moja lista.

ODZIELNIK

1.Nie będziesz japił przy płocie (najlepiej nie drzyj pały w ogóle).

Bo nie wytrzymam i wyjdę i opieprzę. Gdy wypuszczam na sika/jestem w ogrodzie dozwolone jest hasanie z piłeczką w pysku lub zabawa w zapasy. Nienawidzę obszczekiwania przechodniów, sąsiadów czy (o zgrozo!) innych psów za innymi płotami. Zakaz, szlaban, nie wolno. Jest to bardzo ciężkie do dopilnowania gdy mnie nie ma w ogrodzie, bo mam dość szczekliwe egzemplarze, jednak w domu mają prawo do jednego, góra dwóch szczeków (i to tylko dlatego że nasz dzwonek lubi nie działać, a pan listonosz jest moim największym przyjacielem). Na komendę “wystarczy” ma być cicho jak na cmentarzu, inaczej krew się poleje. To samo tyczy się zabaw – drobne przepychanki są dozwolone, ale gdy emocje zaczynają szaleć oziki ustawiają się w równy rządek i czekają pod drzwiami żeby wypuścić je do ogrodu. Tam mogą targać się za kłaki do upojenia, bardzo proszę.

2. Nie weźmiesz pokarmu nie swojego do pyska.

IMG_8070

Gdy wychodzę z pokoju i zostawiam kanapki na stoliku lepiej, żeby leżały nietknięte gdy wrócę. Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby pies zjadł coś z mojego talerza podczas mojej nieobecności, jednak zdarzały się sytuacje, kiedy Pan Mąż wracał z pracy i okazywało się, że obiad był wyparował razem z kostką masła i kanapką z szynką (ta z dżemikiem pozostała wzgardzona). Na tą chwilę sytuacji bezczelnego złodziejstwa nie stwierdzono, jednak historia pokazuje, że wcześniej takie momenty miały miejsce. Podobnież gdy psy jedzą swoje posiłki do miski współtowarzysza można zajrzeć dopiero wtedy, gdy ten od niej odejdzie. Rzekłam i wciąż tego pilnuje.

3. Nie będziesz obrażał swojego bliźniego za płotem.

Bo nie będą mną psy targały od płotu do płotu dysząc śliną i nienawiścią, jednocześnie wdając się w słowne potyczki ze sfrustrowanymi nieszczęśnikami za płotem. Gdy mijamy przypłotowego ujadacza dozwolony jest spokój, a jedyna rzecz która może rozbrzmiewać to moje radosne “idziemy, idziemy” i dźwięk donośnego mlaskania pyszności po spokojnym minięciu jazgotów.

4. Na wołanie przyjdziesz zawsze.

_MG_0056

Uuuuu spróbuj tylko zignorować przywołanie. Ogień. Lepiej nie dopuść do tego, żebym musiała po Ciebie pójść. Mówię serio. Jedyna usprawiedliwiona sytuacja zignorowania przywołania,  to połamane wszystkie cztery łapy i/lub utrata świadomości.

5. Nie będziesz gonił innych stworzeń.

Nienawidzę głupiego wpędzania się w emocje i łączącej się z tym utraty mózgu. Plus nie chcę, żeby moje psy stresowały mieszkańców pól, na które chodzimy. Dlatego prowadzimy całkowity zakaz pogoni za kotami, sarnami, zajączkami, bażantami, jeleniami, dzikami czy słoniami.

6. Nie stracisz umysłu bezpowrotnie z błahego powodu.

Kontynuacja punktu 5. Ru pokazuje mi często, że owszem, że straci (vide – wczorajsze początki rowerowania), ale bardzo staram się to ukrócić. Bal wie, że psy agresywne trzeba ignorować, że to, że wróciłam do domu i odchodzi od zmysłów z radości nie oznacza totalnego ignorowania komend wszelakich, Ruby się tego uczy. I się nauczy.

7. W trybie pracy robić będziesz.

_MG_0045
A po zajęciach…socjal!

Zebraliśmy się po to, żeby cokolwiek konstruktywnego porobić. Nie będzie tak jak na studiach podczas grupowego robienia prezentacji (“zamówmy pizzę!”, “widziałaś, w co się Halinka ostatnio ubrała”, “ta Kunegunda to chyba sypia ze wszystkimi”) czyli nie przyszliśmy na trening/seminarium/obóz na popierduchy, tylko do roboty. Zabawa i socjal z pieskami owszem, ale po pracy. Nie moja wina Ru, że bycie miłą wśród innych zwierząt to też dla ciebie praca, sorasy.

8. Kwiatem lotosu wśród agresywnych staniesz się.

Czyli nienawidzę agresji. Nawet jeśli zbliża się do ciebie napakowany po dach, dyszący i nienawistny jork nie wdajesz się w pyskówkę, tylko odchodzisz. Chyba, że jest już po ptokach, i tamten zaczął, to jestem w stanie wybaczyć. Ale każda sytuacja napięta ma być złagodzona, nie toleruję atakowania “bo się piesek zmarszczył” “albo bo ma piłkę, którą ja może będę chciała mieć”, albo bo jest przy piłce, którą miałam siedem dni temu”, “albo pilnuję tych kartonów, bo są puste”. U mnie to proste jak budowa cepa – coś cię drażni, nie podoba się = odchodzisz. Balowi tego tłumaczyć nie musiałam, z Ru wciąż i wciąż wałkujemy, ale mamy kilka zażegnanych konfliktów ‘z dupy’, więc może jesteśmy na dobrej drodze i w 80% przypadków nauczy się reagować jak instruktor jogi.

9. Szanuj właściciela swego, możesz mieć gorszego.

Czyli żadnego przepychania się w przejściu, wpadania na mnie w zabawie. Gdy niechcący nadepnę na włoski w ogonie nie życzę sobie rzucania mi się do gardła (początki z Ru), tylko komentarz “stara, no ała, pacz gdzie stajesz” = piśnięcie i odejście. Planujemy kiedyś mieć swoje dzieci, nasi znajomi mają dzieci, żodyn nie będzie strzelał zębami gdy coś zaboli (rzecz jasna, dzieci też nie mogą zajeżdżać i męczyć piesków, to działa w dwie strony).

10. Wszelkie zabiegi znosić będziesz.

28ef2d81-f151-489e-aac5-5636e81c6ce8
Zdjęcie dzięki uprzejmości p. Jacka Gałuszki 🙂

Do tego zaliczam kąpiele, obcinanie pazurów, pobieranie krwi, zastrzyki, akupunkturę. Mamy umowną komendę, która oznacza “zaraz coś zaboli, ale potem będzie nagroda“, wtedy następuje wkłucie/czy co tam bądź nieprzyjemnego, a potem jest wielki jackpot i kraina szczęśliwości. Nie lubię histerii i chcę, żeby psy możliwie dzielnie znosiły wszelkie zabiegi, bo kiedyś może to im uratować życie. Nie mieści mi się w głowie sytuacja w której nie mogę pomóc psu usunąć sobie patyk z podniebienia czy kleszcza, czy opatrzyć ranę, bo próbuje mnie ugryźć czy ucieka.

ODZIELNIK

Ścieżka wstydu – co im wolno?

To takie głupotki, które dla innych ludzi są irytujące, a ja pomimo poczucia przyzwoitości, że nie powinnam na to pozwalać, nie znalazłam w sobie siły, żeby to odpracować.

Oto moje zachowania wstydliwe: włażenie na kanapę, skakanie przy powitaniu, dzika radość przy powitaniu, szczeki przy powitaniu (nie znoszę tego, ale w alternatywie musiałabym się nie witać z synusiem w ogóle)…generalnie bolączką jest powitanie 😛

Pozwalanie na wpełzanie pod siebie, gdy człowiek pracuje w pozycji klęczącej/kucającej (“czeeeeeeeść co robisz? pomóc Ci? Naprawiasz nóżkę? Obrabiasz kabelki? Pielisz ogródek??“), poranne przytulasy w łóżku z buziaczkami i gnieceniem klatki piersiowej (Pan Mąż czasami cichaczem ociera pianę i jad toczący się mu z pyska…love! 🙂 :* ), nieufność wobec obcych (nie znam cię=nie lubię cię), lizanie po twarzy, wokalizowanie przy nakręcaniu psa na wykonywanie czegoś szybciej, jazgotanie przy frisbee(choć staram się to ukrócić), durne przepychanki ze sobą, wystawanie ze mną w kuchni, gdy przygotowuje posiłek (czasem coś spadnie z blatu…)….więcej grzechów nie pamiętam! 🙂

ODZIELNIK

A jak to jest u Was? Jaka jest Wasza “nienawistna dziesiątka”? A może pozwalacie na jakieś zachowania, które dla mnie są nie do przyjęcia?

55 komentarzy na temat “Zachowania Niewybaczalne czyli co wolno, a czego nie wolno moim psom.

  1. Mam pytanie, jak sprawiłaś, że oziki zawszeomatuluwnocypociemkuteż przebiegają na zawołanie? Pytam się, bo mam problem ze swoim… Tak, Yorkiem (właśnie ostentacyjnie przeciąga się koło mojego łóżka “No wstawaj stara, no.”).
    Nie mogę nakręcić przywołania, no nie mogę. Kiedy jest ode mnie dalej niż dziesięć metrów, ON NiE BĘDZIE SIĘ MĘCZYŁ, i truchta tym swoim kłusem na sztywnych łapkach, często nudzi mu się po drodze. Kiedy uciekam, on zatrzymuje się i ” ty uciekasz, to ją też mogę; nara!”. Ratuj ;-;
    Ps. Bardzo lubię twojego bloga, jest ładny i minimalistyczny, i na wiele pomniejszych, ale też super tematów: ogrodnictwo na przykład. Zawsze czekam do poniedziałków 🙂
    Pozdrawiam :))

    1. Myślę, że ciężko tak na szybko coś doradzić, według mnie najlepiej pokazać, że alternatywy po prostu nie ma, a jeśli jest – to mało nęcąca. Mały papi w okresie buntu pracował na lince po prostu, a podczas gdy szalał z innymi pieskami i po dwóch razach nie przyszedł do mnie po prostu szłam po niego i nie było ze mną żadnej dyskusji.

      Ru z kolei lała na mnie ciepłym moczem i spieprzała, więc też chodziła na sznurku, do tego miałam zawsze zakładnika – coś co kocha (zielona piszcząca żaba z JW Pets), do tego sojusznika w postaci ultragrzecznego już wtedy Baloo (do tej pory przy odwołaniu od pogoni za sarnami najpierw się ogląda czy Bal zawraca, franca jedna).

      Czyli dużo konsekwencji, blokowanie alternatyw, budowanie świetnych skojarzeń z powrotem, sznurek 🙂

  2. “Nie będziesz mordy wkładał w talerz mój, gdy jem” – to dla Poczwara zasada nr 1. Ma paskudny zwyczaj wiszenia nad talerzem, kiedy ludź coś je i baaaardzo mocno z tym walczę, bo mnie to zwyczajnie brzydzi.
    “Nie będziesz targał mną jak szmatą, bo wzięłam piłkę” to za to główne niewybaczalne Miczelskiego, ale sukcesywnie udaje mi się ukrócić ten proceder. Tylko Bad Cuz jeszcze tak na nią działa.

    Natomiast na ścieżce wstydu jest u nas darcie japy w domu (na spacerach mam to w nosie), ale to nie dlatego, że pozwalam – nie umiem oduczyć. A co gorsza, Micza wkręca w to Poczwara i radośnie heblają ryjami, jak tylko coś się za drzwiami dzieje, fuja!

      1. Wygląda super, ale to psu chyba nie robi różnicy 😀 Piszczałka jest bardzo wytrzymała, u nas żyje od DDD a Micza się nad nią po prostu pastwi. Guma jest sprężysta i chyba to ją najbardziej podnieca, generalnie polecamy.

        Heblanie ryjamy rlz! 😀

        1. Nelka też uwielbia Bad Cuza ale niestety piszczałka zmarła podczas zabawy kontrolowanej :(. Może jakiś wadliwy egzemplarz.
          PS. Twój blog jest jednym z moich ulubionych ??

  3. Muszę przyznać, że w większości wyznajemy podobne zasady. Albo inaczej, dążę do tego, aby idealnie osiągnąć wszystkie punkty powyżej, a ta droga jest długa, męcząca i mety nie widać. Ja nienawidzę sępienia przy stole, burczenia przy misce na innego psa, czy burczenie między samcami, a już totalnie oszczekiwania przy płocie, tudzież piłowania ryjła, bo piesek sobie idzie na spacer. Po uszach za to nie raz zgarnęły, ale to jest skomplikowany problem i nijak do naprawienia.

    Choć jak chwilkę pomyślałam to te moje mają sporo zakazów, czego to im robić nie wolno.

  4. Mamy identycznie! Nawet ścieżka wstydu taka sama, z tym, że ja Miszonowi pozwalam też na żebractwo – szczególnie, że wszyscy na mieszkaniu wiedzą, że jeżeli nie chcą towarzystwa Owczarka przy jedzeniu to wystarczy jej rzucić komendą “idź do siebie” no i sobie pójdzie 🙂
    Pozwalam jej też na ciągnięcie na spacerach (ale tylko kiedy jest na szelkach, na obroży Ordnung must sein), szczególnie, że z tym ciągnięciem mamy niesamowity problem i ciągnąć nie chce (a fajnie by było kiedyś z psem iść do lasu na biegówkach albo wybrać sie na jakiś dogtrekking czy coś 😀 Bo na bikejoring już nie liczę nawet) 😀

    Z tej ścieżki wstydu pozwalam jej też na kradzież i kitranie zabawek/skarpetek leżących na podłodze do jej klateczki 😀 Mi to nie przeszkadza, Miszon jara się za każdym razem tak samo jak coś jej się uda zwinąć do siebie (a nie niszczy tylko kolekcjonuje), więc niech ma 😀

    1. U nas ciągnięcie na szelkach to wyraz mojego wygodnictwa podczas długich wypadów w góry czy gdzietam 🙂 Ale ja wciąż uparcie ścieram się o nie ciągnięcie na obroży – dla Bala to chyba jest rzecz nie do ogarnięcia 😛

  5. Mogę się podpisać, nasz dekalog jest identyczny 😀

    Dzisiaj rano Mieszunio próbował złamać 4 przykazanie. Tzn złamał. Doszedł do wniosku że to był zły pomysł jak tylko postanowiłam przekroczyć próg tarasu by po niego pójść. Przybiegł w podskokach i z miną “pańcia, patrz, już jestem, tylko tak wolno szedłem bo mnie nóżki bolały”

    Śledziowe buziaki!

    1. U mnie to samo dziś na spacerze było 😀 Zawołałam dwa razy “Ru” a ta dalej wąchała, więc powiedziałam “stara!” co oznacza, że teraz to już pała została przegięta i będą konsekwencje, ruszyłam w jej stronę i zrobiła natychmiast minkę”ale ja nic niewiemococichodzi, przecież szłam już!” 😛

        1. Zależy od przewinienia – jeśli to drobne zgięcie pały, to tylko słowna reprymenda. Jeśli mocno mnie wkurzą, to unieruchamiam komendą “leż” dopóki zwierzę się nie uspokoi. W domu po pierwszym ostrzeżeniu zazwyczaj już się uspakajają, ale jeśli nie ma reakcji w mózgu to najczęściej odsyłałam na miejsce/ do klatki na tak zwanego karnego jeżyka.

  6. 4 i 5 punkt…jakby to mój pies miał świadomość, że mogę go tak opieprzyć że nie opłaca mu się uciekać. Cóż, póki co daleeeeeko mu do takiego myślenia :D.
    Ogólnie podoba mi się Twoje podejście, jestem za tym żeby wyznaczać psu granice 🙂

    1. Balu nie może znieść myśli, że może sprawić mi przykrość, więc nawet jak zjebuję któregoś psa to on przeprasza, więc myślę, że po części dlatego natychmiast do mnie wraca. A Ru kilka razy przekonałam jak bardzo nie opłaca się nie przyjść 🙂

  7. U nas po adopcji psa, była jasno powiedziane (ja – trochę mniej i mąż – stanowczo), że pies nie spał z nami w łóżku, ani na nie wskakiwał, aż do czasu kiedy to mąż bo kilku głębszych sam zawołał psa do wspólnego spania. Od wtedy Shusha sypia z nami 😉
    Poza tym bardzo podoba mi się punkt 4 😉 z którym u nas jest tragedia jeśli chodzi o dziką zwierzynę.
    A tak nawiasem mówiąc bardzo lubię czytać Twoje posty, myślę, że albo jesteś po kreatywnych kierunku studiów albo po jakimś ciężkim, który potrafił pozytywnie uderzyć do głowy ;D

    1. Bardzo się cieszę, że lubisz czytać mojego bloga! Z rasami myśliwskimi jest dużo trudniej myślę niż z owczarkami. Po cięzkim jestem, po ciężkim, żałuję czasem, że nie wybrałam czegoś bardziej kreatywnego i luźnego…

  8. Fantastyczny post. U nas podobnie z tym co mogą a czego nie. U Taja walczymy z gonitwami za innymi zwierzami a od Mii wymagamy przymknięcia ryjła w wielu sytuacjach, strasznie się babsko na starość rozwrzeszczało 🙂

  9. Twoje zasady brzmią bardzo twardo 😉 Oczywiście również swojemu psiakowi nie pozwalam na wszystko, ale nie ukrywam, że wpadki się zdarzają.

    Takich ”pierdół” – nie żebranie o jedzenie, nie wchodzenie do łóżka, nie przeszkadzanie w pracy – nie mam serca zabraniać.

    1. Nie narzekam na naszą relację, a większość zasad, których się trzymamy ma na celu ich bezpieczeństwo – w takim przypadku według mnie nie ma miejsca na kompromisy.
      Żebranie o jedzenie drażni mnie niesamowicie, co więcej nie wyobrażam sobie zaprosić gości i dopuścić do tego, żeby psy ordynarnie próbowały wyrwać im jedzenie z ręki i brudziły cichy – no nie wchodzi w grę 🙂 Co kto uważa za stosowne – ja staram się, żeby moje psy były jak najmniej uciążliwe dla środowiska nie przepadającego za psami i już.

  10. W sumie trudno powiedzieć. Na pewno najważniejsze są dla mnie zasady, których złamanie zagraża bezpieczeństwu psu, i to je staram się najwięcej wpajać. Ze skutkiem różnym. Reszta zasad, czyli rzeczy które pies może/nie może robić, z zależności czy mi one zwisają, nawet jeśli dla kogoś innego mogą być denerwujące, i na odwrót, jakoś się tak sama wypracowała w codziennym życiu z psem.
    Co do “agresji”, to zależy. Mam generalnie naturalnie niekonfliktowego, socjalnego psa, więc nie muszę się specjalnie o jakieś bójki martwić, natomiast zakładam też, że czasem ma prawo dobitnie powiedzieć “ej, stary, weź się odwal, bo jak nie…”, w sytuacji kiedy inny pies namolnie ignoruje odchodzenie/warczenie/inne grzeczne formy komunikowania, że jego towarzystwo nie jest mile widziane.
    Po nadepnięciu mojego psa następuje litania przeprosin, pokazywania brzucha, machania ogonem, lizania i innych CSów, co jest może obrazem jakiego mam psa, jeśli chodzi o wrażliwość, i czemu ostre karcenie jest u nas absolutnie nieskuteczne. Aż mi jej czasem szkoda, bo zdaje się nawet nie rozumieć, że nadepnięcie było całkowicie przypadkowe, mimo, że nigdy świadomie jej nie sprawiłam bólu.

    1. Ja mam bardzo podobne podejście jak Ty – o czym napisałam 🙂

      Widzisz, bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – ja mam emocjonalnego, agresywnego i reaktywnego psa – więc siłą rzeczy u niej agresja musi w 100% zostać przeze mnie wytępiona, bo inaczej eskaluje. Pozwalam jej na drobne warki w sytuacjach usprawiedliwionych (natrętny pies, inny pies zrobił jej krzywdę, ktoś próbuje jej zabrać posiłek), ale z zastrzeżeniem, że nie ma to być wybuch agresji tylko zwykłe “kurka daj spokój!”.

      1. No jasne, jeśli takie zachowanie nie jest częścią normalnej psiej komunikacji, tylko eskaluje w coś bardziej niebezpiecznego, to absolutnie rozumiem potrzebe pracy nad nim.
        Swoją drogą, wkurzaja mnie właściciele, których kiedy proszę o to, żeby zabrali psa, bo się nie odwala po tym jak młoda wyraźnie mówi, że chce mieć spokój, reagują “Niee, a niech go ugryzie, przynajmniej się nauczy!”. No spoko, ale może ja wolę żeby mój pies się nie nauczył, że dopiero użycie zębów jest czymś co działa. =.=

  11. racja, racja i jeszcze raz u nas tak samo 😉 z tym, że mam problem z “poszanowaniem osób słabych” tj dzieci, staruszkowie, bojaźliwców itp… jesli tylko wyciągną rękę do piesa, ten potrafi strzelić zębem – nie gryzie (obdarłabym ze skóry i zrobiła gustowny dywanik,,,) tylko właśnie uderza zębami w rękę, lub przytrzymuje ją zębami wyraźnie dając do zrozumienia “nie tykać”,,, ech…. jak żyć?

    1. A to franca! U nas Balu całym sobą pokazuje, że nie podoba mu się głaskanie przez obcych więc się cały kuli i uchyla, odchodzi, podchodzi po łuku – takie zachowania wzmacniałam, a myślę, że to akurat mu fajnie zostało po przodkach- dogoterapeutach 🙂

  12. U nas z przywołaniem jest totalna masakra i Kentucky strasznie olewa mnie :/ Ostatnio jeszcze tako jako przychodził, ale teraz ponownie ma mnie gdzieś. Mogłabyś napisać co robiłaś w nauce przywołania i co robisz gdy któryś z psiaków Cię nie posłucha? Chętnie przydałaby mi się rada, bo nie wiem już w jaki sposób go uczyć 🙁 Bardzo fajny post 😀 Na szczęście mam takiego egzemplarza co wcale nie boi się weta, ostatnio miał pobieranie krwi i widział tylko smaki i nie zareagował kiedy mu wbito wenflon 😛

    Pozdrawiamy: Dominika&Kentucky 🙂

    1. Przywołanie to temat-rzeka i ciężko coś doradzać nie widząc jak wygląda na co dzień Wasza relacja, w jakich sytuacjach występuje nieposłuszeństwo…Tak na szybko, to moim kluczem było przekazanie, że olanie mnie NIE JEST OPCJĄ – czyli gdy szczyl Bal hasał sobie z innymi pieskami i ani myślał do mnie podchodzić wołałam dwukrotnie, za trzecim razem jest hasło, które oznacza “no gniesz pałę, idę po ciebie!” i po brałam za fraki (obrożę, szelki) i kończyłam imprezę. Jeśli Ru usiłowała uciekać zimno egzekwowałam, że ma natychmiast do mnie podejść. Nagrody sypią się często i gęsto, a no i staram się zawsze mieć przy sobie jackpota – czyli gumową, piszczącą żabkę, która jest ostateczną nagrodą za odwołanie od pogoni, zapachu, odwołanie z daleka, odwrócenie uwagi od innych piesków.

  13. Blagam powiedz jak ogarnelas wszelakie zlodziejstwo i kradziejstwo. Wszystkie inne punkty są w miarę okey, ale to jest nasza bolaczka. I juz za cholerę nie wiem jak przemówić do zakutego lba ! Jak jesteśmy sami to jeszcze w miarę dajemy rade, ale niech tylko przyjdą goście o zgrozo

    1. Z zaskoczenia 😀 Podczas gdy wychodziliśmy do pracy głowny niszczyciel i złodziejaszek (znów mowa o Ru) zostawała w klatce. A czasem po prostu odchodziłam, obracałam się i ktoś próbował się jedzeniem zainteresować, wyskakwiałam z zaskoczenia. Czasem zdarza mi się też tłumaczyć “po psiemu” czyli gdy zanadto zbliżają się do mojego pokarmu po prostu wydaję z siebie pomruk 🙂 Działa 🙂

      1. Najgorsze tylko, ze to często Rico bierze nas z zaskoczenia… Potrafi przez kilka godzin być grzecznym pieskiem i nagle w najmniej spodziewanym momencie rzuca się na stół.. :p ale będziemy walczyć dalej, dzięki za rady 🙂

  14. Jak tak czytam, to mam wrażenie, że Frida jest bezproblemowym, łatwym w obsłudze psem. Nie szczeka, nie skacze, nie wykrada jedzenia ze stołu (ja wiem, że wzrost, ale przy stole też nie wystaje godzinami gdy jemy). Jedyne co mnie irytuje to wystawanie w kuchni, ale to tylko przy mamie (o dziwo jak ja się tam kręcę to nie śledzi każdego ruchu), a trudno jest to wyeliminować. 😉

  15. Cudny dekalog 😀 U nas też jest dużo zasad, których wymagam, żeby pies przestrzegał, no było w naszym życiu dużo niepowodzeń i więcej one zdarzyć się nie mogą dlatego muszę nad tym wszystkim pracować i pracować, ale długa droga przed nami. Szkoda, że zaczęłam chcieć to naprawiać tak późno i ustalać reguły, a nie pies. 😛 No, ale cóż jak to mówią “Lepiej późno, niż wcale”.

    1. Hm, myślę, że podobnie. Tylko trochę mocniejszy bodziec musi być, czyli na przykład nachylam się nad nią tworząc presję (Bal by się popłakał i wrócił do domu jakbym mu tak zrobiła), a Ru dopiero wtedy przestaje się śmiać i dla przyzwoitości kuli uszy :p

  16. Trudne pytanie :/
    Czego nie wolno (chyba tego jest więcej niż 10): wchodzić na łóżko rodziców i na kanapę (chociaż jak mamy nie ma to się zdarza (wczoraj pierwszy raz od kilku miesięcy spał na łóżku rodziców, mama nie była zadowolona)); ogólnie próbujemy walczyć z przebywaniem psa przy stole gdy jemy (szczególnie ja i mama, tata tylko wtedy gdy ma zły humor (są coraz lepsze efekty)); nie ma prawa na mnie skakać i drapać gdy mam np.: prasowaną kostkę w ręce (niby podniecony, ale jego pazury sprawiają ból); możesz interesować się innymi psami (wszystkie na smyczy), ale nie masz prawa reagować na jego zaczepki, po prostu idziemy dalej; nie masz prawa atakować innych psów przez ogrodzenie (zaczął reagować na “zostaw go, chodź idziemy dalej”) , chyba że przy okazji się wybiegasz (biegnąc wzdłuż) to ok (a i tak jak mu pozwalam to chwile poszczeka i traci zainteresowanie); nie będziesz gonił żadnych zwierząt gdy jesteś bez smyczy (on jeszcze o tym nie wiem, bo nie było takiej sytuacji), na smyczy też nie, bo nie chce mi się biegać: ZAWSZE będziesz przychodził na zawołanie (szczególnie gdy w okolicy jest obwodnica i wieś z ludźmi); nie masz prawa chodzić po panelach i dywanach gdy jesteś mokry (no ja czasem pozwalam, mama już nie); nie masz prawa straszyć/atakować miłych ludzi (jeśli się mnie czepiają/denerwują to możesz (tak wiem, to nie jest za dobre, ale kto lubi agresywnych ludzi?)); nawet nie próbuj szczekać gdy jem lub gdy ty chcesz jeszcze dokładkę; a tylko spróbujesz zwymiotować się na dywanik lub posłanie, od tego masz terakotę; wiadomo, że nie ma prawa jeść żadnych skarbów na dworze i śniegu (ostatnio zjadł to zwymiotował śniadanie…); musisz znosić różne zabiegi (kąpiele znosi, wkładanie tabletek do gardła też, krople do oczu nie lubi, krople do uszu nie znosi, ścinanie sierści na brzuchu w miarę, na łapach nie cierpi).

    A co może: kłaść się na moim łóżku; szczekać na ludzi przychodzących do naszego domu (dzięki temu nikt nie wchodzi bez pukania do domu (no u babci trzeba zamykać drzwi, bo gdy psa nie ma to ludzie wchodzą i wychodzą, a jak jest to nikt o tym nie wie); może szczekać na powitanie (a bardziej wydawać dziwne dźwięki (jego szczekanie nie brzmi jak szczekanie)).

    1. O i może patrzeć co robię do jedzenia (tylko mi to nie przeszkadza, a nawet śmieszy jak pod otwartymi drzwiczkami od lodówki widzę jego główkę i oczka wpatrujące się to we mnie, to w jedzenie).

  17. W naszym życiu również mamy wiele zasad, których bacznie się pilnujemy, ale ostatnio w niektórych coś się zepsuło i pracujemy, naprawiamy – powoli, ale do celu!
    Ogólnie mamy problem z psem za płotem, nie tyle moja sucz się rwie do niego, a pies sąsiadki szczeka jak opętany jak tylko widzi naszego psa… Normalnie, idzie dostać szału w czasie wakacji, kiedy chce się wypocząć na świeżym powietrzu, a za płotem dziamga piesek od 2h. W tym roku osłoniliśmy całe ogrodzenie, bo inaczej siedzenie na ogrodzie staje się męczarnią zamiast przyjemnością.. Jeśli chodzi o problemy jakie miewam z moim psem to obrona zabawek, z którą walczymy zaciekle od długiego czasu (całe szczęście, że nikomu jeszcze krzywda się nie stała i oby nigdy do niczego nie doszło). Jeszcze taka zmora, nad którą aktualnie pracujemy to posłuszeństwo na spacerze. Ostatnio w terenie pies traci mózg, zabawki ani smaczki nie pomagają, ba… ma wszystko w głębokim poważaniu włącznie ze mną, co nie powinno mieć miejsca. Przywoływanie jest na 100%, ale kiedy próbuję wykonać jakąś sztuczkę to jakbym mówiła sama do siebie. Nie wiem czy problem w pogodzie (ostatnio mamy bardzo silne wiatry), czy coś innego wpłynęło na nieposłuszeństwo psa w rozproszeniach.

  18. Zdecydowanie, ale to zdecydowanie mogłybyśmy być sąsiadkami. Nie znoszę szczekających na głupoty psów, nie znoszę obszczekiwaczy z którejkolwiek strony płotu, nie pozwalam na bezmyślne dziamganie i go zupełnie nie toleruję. Przynajmniej miałybyśmy spokój i ciszę 😀

  19. Rewelacyjny tekst! 🙂 Świetnie mi się czytało (“pilnuję tych pudełek, bo są puste” <3) i podzielam Twoje zdanie. Niebawem planuję napisać tekst o dziwnym pojęciu miłości do psów – "mój pies może wszystko, bo go kocham". Aghr. Nie znoszę takiego podejścia.

    Naszą największą bolączką jest szczekanie. Joy jest lękliwa i w ten sposób reaguje na sytuacje, które ją stresują. Koszmarnie szczeka np. na gości. Staram się to kontrolować, ale średnio wychodzi. Za to udało nam się zdobyć kontrolę nad pochłanianiem śmieci/kup/padliny na spacerach i mogę powiedzieć, że Joy nieźle przychodzi na zawołanie (choć irytuje mnie, gdy nie robi tego pełnym galopem :p). Nie znoszę też żebrania przy stole. Pies może leżeć obok, gdy jem, ale nie ma się we mnie wgapiać ze śliną kapiącą na podłogę. Usiłuję też ogarnąć spokojne mijanie psów za ogrodzeniem i nie oszczekiwanie przechodniów, gdy Joy jest wypuszczona na podwórko. A, i jeszcze – nawet, jeśli inny pies jest niegrzeczny to nie znaczy, że ona również może. Generalnie może ma ciężej niż wszystkie rozpuszczone Fafiki, ale dzięki temu jest bezpieczna i nieuciążliwa dla otoczenia. A to dla mnie najważniejsze.

  20. Generalnie moja dziesiątka wygląda prawie tak samo jak Twoja. Nie znoszę darcia mordy przy płocie bez powodu, zżerania kanapek ze stołu, ujadania na widok innych psów… nie, nie i nie! Inną sparą jest to, że nie mieszkam sama i to co mi się nie podoba, inni domownicy olewają i cichutko pozwalają sobą manipulować…
    Ehhh.. takie to życie w stadze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *