[zawody] Latające Psy – 3- 4.09.2016, Warszawa

zawody Latające Psy
To 6/8 naszej ekipy. Na zdjęciu brakuje Freda i Fruga 🙁 Od lewej: Baszka, Madlene, Ciri, Sorin, Baloo i Lulu.

Ciężko będzie napisać mi jak było. Ująć atmosferę, złapać esencję tego wydarzenia. Pierwszy raz brałam udział w takich wspaniałych zawodach, a wracając z nich czułam się tak, jakbym wracała z najfantastyczniejszego obozu na świecie. Czy to kwestia łączącej ludzi pasji, świetnej organizacji, oprawy muzycznej, pogody, konkurencji…ciężko stwierdzić. Jedno jest pewne – bez mojej ekipy nie byłoby tak cudownie! <3

Na naszych pierwszych zawodach poległam. Nie wydoliłam technicznie i psychicznie. W rezultacie pieseł pociągnął cały występ, ale sam daleko nas zaprowadzić nie miał prawa. Dlatego na planowany występ w Warszawie chciałam podejść delikatnie – zgłosić psa tylko do Dog Divingu, bez spinki, na luzie. Na szczęście Karolina Niuchaczowa przegadała mnie, wirtualnie wzięła za fraki i zaciągnęła na zapisy – stanęło na dystansówce ThrowNGo . Chyba nigdy nie przestanę jej za to dziękować!

logo_kwadrat2

Do stolicy ruszyłyśmy w piątek – ze względu na liczebność naszej ekipy podzieliłyśmy się na dwa auta i dwie pory, w których podbijemy Warszawę. Droga płynęła gładko, pląsom nie było końca. Dotarłyśmy do Warszawy (Dobrusiu jeszcze raz wielkie propsy za tak wspaniała miejscówkę!) i wiadomo jak to po długiej podróży przed ważnym wydarzeniem – krótkie przywitanie, wymiana ploteczek, nieustająca psia impreza…i czas było spać, żeby wstać świeżym i rześkim na poranną rejestrację (w teorii cała impreza zaczynała się od 8 rano).

14211994_789231771219072_776063611453764585_n

logo_kwadrat2

Rejestracja jak rejestracja – mistrz logistyki znalazł odpowiednie miejsce, namierzyłyśmy nasz namiot (rzutem na taśmę rozstawiony przez naszą ekipę dzień wcześniej).  Rejestracja przebiegła szybko  – wystarczyło wręczyć paszport (uwaga – obowiązkowo podczas zapisów podczas każdych zawodów z serii Latające Psy!), uiścić opłatę startową, oraz odebrać magiczny pakiet (kamizelka Dog Chow, kubek termiczny oraz bardzo niefortunne gumowe ‘frizbi’). Jak już wiecie startowaliśmy w dwóch konkurencjach – opłata za DD wynosiła 40zł, a za TNG 20. Eliminacje psich skoków do wody zaczynały się o 9, więc praktycznie od razu zostaliśmy, *uwaga suchar* rzuceni na głęboką wodę :P.

DOG DIVING

W tej dyscyplinie liczy się potęga skoku psa. Pierwszy etap to eliminacje – czyli sprawdzian, czy pies przekroczy magiczną odległość 3 metrów. Następnie mamy do czynienia z rundą kwalifikacyjną – do półfinałów wchodzi pierwsza piętnastka najlepszych wyników. Nam, z wynikiem 6.35 metra udało się zakwalifikować do niedzielnych półfinałów. Sama konkurencja okazała się spełnieniem marzeń Baloo (choć sens konkurencji załapał rzutem na taśmę przy trzecim skoku – wcześniej usiłował wybijać się z widocznych na filmiku schodków). Dzięki niekłamanemu urokowi tej dyscypliny ciapek ma mnóstwo fantastycznych zdjęć <3! W niedzielę niestety jedyne co nam się udało, to powtórzenie rewelacyjnego wyniku z soboty – ostatecznie na zawodach zajęliśmy miejsce 8/50. Nasz kumpel Frugo załapał się do ścisłego finału – pierwszej piątki najbardziej skocznych piesków, więc i tak mieliśmy kogo dopingować popołudniu. 🙂

Poniżej macie filmik na którym widać nasz występ na półfinałach – taką fantastyczną niespodziankę zrobiła mi Olivia P. dzięki, dzięki, dzięki! <3

THROWNGO

To już stricte frizbowa dyscyplina. Cytując za oficjalną stroną Latające Psy: “Celem konkurencji jest współdziałanie człowieka, wyprowadzającego rzuty lub rollery, z psem, chwytającym dyski, w strefach o różnej punktacji, dla zdobycia jak największej ilości punktów.” Moim zamysłem było po prostu wystąpienie pod presją czasu, przy dużej publiczności i nie utrudnianie pracy psu. Czyli oddanie w miarę stabilnych rzutów, które umożliwiały psu chwyt. Z tego co mi się wydaje były one zbyt wysokie, i Misio musiał rozsądnie panować nad sobą i pracować móżdżkiem, ale efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania – nie doprowadziliśmy do tego, że była sytuacja bez chwytu – 6/6 złapanych!

źródło: imokotów.pl

Oprócz tego, niósł nas fantastyczny flow w porównaniu z letnimi Dog Games – ja nie widziałam nic poza psem, podczas każdego oddanego rzutu mocno go dopingowałam. Baloo uwielbia startować, każde wiwaty, okrzyki i oklaski działają na niego bardzo motywująco, więc to wystarczyło, żeby pracowało nam się bardzo dobrze. Zmieniłam również taktykę – na treningach zauważyłam, że Jagoda ma poważny problem ze śledzeniem dysku, gdy wydaję mu komendę ‘GO‘ – to znaczy wtedy, kiedy wypuszczam go w przód zanim wyrzucę dysk – bez obiegania moich nóg. Taka sytuacja mocno utrudnia psu śledzenie dysku i najczęściej kończy się bezsensownym wyskakiwaniem na pałę. Tym razem olałam czas (nie oszukujmy się, w Time Trialu jest on zdecydowanie bardziej istotny) i postawiłam na spokojne oddawanie dysków do ręki i znaną Balowi komendę ‘obejdź‘. Myślę, że to złożyło się na nasz sukces na polu łapalności. Powiem tak – cały czas usiłowałam wycelować w Sweet Spota, udało mi się w ostatnim rzucie nie został on jednak zaliczony przez moje gapiostwo. Niepotrzebnie wyszłam na pole z dwoma dyskami – myślałam, że będę musiała przyspieszać powroty Baloo (jest chlubnym wyjątkiem aussie który nie robi outrun’ów), jednak atmosfera, publiczność i wiwaty niosły go na takiej tęczy, że dwukrotnie podczas naszego występu jego pęd i oddawanie mi dysku do ręki skończyłoby się moimi wybitymi zębami. W ostateczności Baloo, ćwiczony głównie na treningach freestylowych widząc kolejny dysk w mojej ręce z automatu wypuścił dysk przed linią startu a ja…o nim zapomniałam. Dopiero po odliczeniu czasu okazało się że przez moje sieroctwo Sweet Spot nie został zaliczony – przez moment obawiałam się, że nie zaliczono nam całego występu, ale ostatecznie wylądowaliśmy na wysokim (w mojej opinii jak na pierwszy sezon, drugie zawody) 18 miejscu na 70 startujących osób. Do tego wszystkiego Dobrusia z Baszką wymiotły fantastycznie pole, dzięki czemu stanęły na pudle z numerkiem trzy! Gratulacje! <3

Dzięki kolejnemu doświadczeniu wiem nad czym musimy popracować – na tą chwilę będziemy trzepać śledzenie dysku bez możliwości obiegu, bo to nam mocno kuleje oraz wciąż i wciąż stabilne backhandy. W przyszłym sezonie starty są obowiązkowe – powoli powoli zaczynam myśleć nad figurami do freestyle 🙂

logo_kwadrat2

Abstrahując od startów – atmosfera, okolica, towarzystwo było po prostu wspaniałe. Miałyśmy swój mini obóz, w którym pieski miały chwilę aby odpocząć, najczęściej między konkurencjami wyglądały tak:

14232574_789618917847024_2501184094867981586_n

Oprócz tego w sąsiedztwie terenu zawodów znajdował się staw z fontannami, restauracja, przeróżne stragany z popcornem, watą cukrową i fantastyczną kawą. Pola Mokotowskie to naprawdę świetne miejsce do spędzania czasu na wolnym powietrzu wraz z czworonogiem, naprawdę byłam pod wrażeniem! W przerwach między startami udało nam się też zebrać całkiem pokaźne stadko aussie, dzięki czemu powstało to oto zdjęcie :

IMG_0423
Od lewej: Bols, Setka, Nutella, Baloo, Lucek i Hoshi 🙂

Jak nam się podobało? Napiszę krótko: plan był taki – zrelaksować się, przyzwyczaić do atmosfery startów, rzucania pod presją czasu, oswoić z wieeelką widownią (o dziwo Baloo, o czym już wspominałam na zawodach czuje się jak w swoim żywiole) i…odmłodnieć o kilka lat. Plan wypalił w 120%. Po prostu nie mogę się doczekać kolejnego sezonu i troszkę szlocham, że tak późno zdecydowałam się na rozpoczęcie startów. Było fantastycznie, zresztą spójrzcie na ten filmik – choć trochę poczujecie się, jakbyście tam byli:

(dodatkowy plus – na filmiku jest część naszej ekipy – Frugo, Basza, Ciri, Madlenka i Baloo – ten ostatni przewija się aż trzy razy!:P).

Powrót do domu był wyzwaniem – arcytrudne pakowanie (osiem osób, osiem psów, bagaże, klatki namioty, dwa auta!), psy zmęczone do granic możliwości, oberwanie chmury, cała logistyka…ale warto było! Serio, nawet jeśli dogfrisbee Was mierzi i nie planujecie startów, naprawdę warto się wybrać choć raz – jest wspaniale!

14079554_1103130889722195_3260120388225063969_n
Najlepsze zdjęcie z zawodów – dzięki niezawodnej Pocahotas!

logo_kwadrat2

Byliście na Latających Psach w Warszawie? Braliście w nich udział, czy tylko kibicowaliście? Jakie są Wasze wrażenia? 

25 komentarzy na temat “[zawody] Latające Psy – 3- 4.09.2016, Warszawa

  1. Dobra, przekonałaś mnie! W przyszłym roku musimy tam być jako obserwatorzy 😀 A tego co robią niektórzy ludzie z frisbee na filmu… no nie skomentuję 😮

    1. Dopytam fumfelę i uzupełnię – na pewno to był hostel – pani była zachwycona ilościami piesków, strasznie fajny, polecam z całego serca! 🙂

      Ja na semi nie stresuję się w ogóle. Na zawodach tylko przed startem. A potem jesteśmi niesieni falą tęczy i muzyki – naprawdę niesamowita sprawa – jesteś tylko ty i Twój pies, współpracujecie razem. Nie do opisania.

  2. Ja tam byłam drugi raz, ale następnym razem już chyba nie pójdę. Jeśli ma się dużo psich znajomych to na pewno jest to mega fajne jak można się spotkać z nimi, pofocić, kibicować. Też bym tak chciała. Ale jeśli się jedzie samemu z psem i widzi tylko grupy psiarzy sławnych w internecie a jest się sam palec, to jest to mega dołujące 🙁

    1. Od czegoś trzeba zacząć – właśnie od nawiązania nowych znajomości 🙂 Im większa i zgodniejsza ekipa, tym fajniej i zupełnie inaczej jest przeżywać zawody, kiedy wiesz że gdzieś tam jest silna grupa wsparcia, która dopinguje Wasz występ 🙂

  3. Zgadzam się w 100%, niesamowita impreza! Mam to szczęście, że mieszkam 15 min autem od Pól Mokotowskich, więc spędziłam tam 1,5 dnia obserwując i kibicując, lepszej miejscówki na takie wydarzenie w Warszawie nie ma.
    Oglądanie takiej więzi między psami i ich przewodnikami i radochy z wspólnych występów to coś niesamowitego i sprawiło, że tym bardziej nie mogę się doczekać kiedy mój szczyl osiągnie pełną dorosłość i będziemy mogły zacząć rzucać dyski 😉 świetną niespodzianką dla mnie (zupełnie początkującej w psich sportach) była konkurencja Dog Diving! Moja sucz uwielbia wskakiwać do wody, więc za rok wystartujemy na pewno!

    Cieszę się, że tylu Warszawiaków oglądało te zawody chociażby będąc przypadkiem w ten ciepły weekend na Polach i mam nadzieję, że wielu z nich natchnęło to do rozpoczęcia jakiejś aktywności ze swoim psiakiem, bo wydaje mi się, że niestety gros psich opiekunów uważa, że 2 kółka wokół bloku 3 razy dziennie psu wystarczą, a jak ma ogród to już w ogóle, przecież jest wybiegany!

    Podsumowując – wspaniałe zawody, super atmosfera, doskonała miejscówka i rewelacyjne psio-ludzkie teamy! Gratulacje dla wszystkich uczestników! <3

    1. Przede wszystkim – jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za nakręcenie tego filmiku <3 Fantastycznie, że Ci się podobało - faktycznie atmosfera zawodów i ta niesamowita współpraca, jedyna w swoim rodzaju to coś, czego nie da się ot tak opisać. Bardzo się cieszyłam, że mogłam być częścią tego wydarzenia!

  4. Wowo, a jednak … dogdiving!!! 😀
    W tym roku nie udało mi się tam być, bo miałam inne plany, ale mam nadzieję, że w następnym będę już mogła być i poczuć tę atmosferę na własnej skórze 🙂

  5. Oj tak te zawody miały wspaniałą atmosferę :D. Chciałam obfocić Baloo podczas rundy ThrowNGo- swoją drogą super wam poszło!- ale aparat się zbuntował i mam tylko jedno niezbyt wyraźne chociaż zabawną minę strzelił misiek :D. A no i strzelam focha za nieprzetrzymanie żadnej różowej obróżki, musiałam pocieszyć się smyczą xD.

    1. O mamo, ale fantastycznie! Cieszę się ogromnie, zapomniałam się w końcu z Tobą dogadać, bo chciałam poprosić o zdjęcia z rudny frizbowej, głupia ja 🙂 W przyszłym roku! 🙂

  6. Również uwielbiamy LP! Ta atmosfera, tyle ludzi z psami i te superowe pokazy! Muszę się kiedyś wybrać na Latające Psy do Warszawy 🙂

    Pozdrawiamy justbobik.blogspot.com 🙂

  7. A ja napiszę jak to wyglądało z punktu osoby jedynie obserwującej a nie biorącej udziału w zawodach i jest to opinia nie tylko moja ale również kilkorga moich znajomych. A więc do rzeczy 😉 Pola Mokotowskie jak to Pola Mokotowskie mają swój urok i były niezaprzeczalnym atutem zawodów. Cieszyła oko również bardzo duża liczba psów (i tych startujących i tych obserwujących) oraz licznie przybyli widzowie bez psów (w tym mnóstwo rodzin z dziećmi zachwyconymi obecnością czworonogów). Niestety na tym byłby koniec bo najzwyczajniej w świecie niewiele dało się zobaczyć. Jedyne miejsce gdzie można było coś obejrzeć to plac gdzie odbywało się min. frizgility, a to dzięki temu, że obok znajduje się skarpa z której można było obserwować zawody. Niestety takie dyscypliny jak np dog diving czy też zaganianie owiec i kaczek mogły podziwiać tylko osoby które stanęły w pierwszym lub 2-gim rzędzie. Reszta mogła tylko posłuchać. I to był największy minus zawodów. Po prostu nie było możliwości ich zobaczenia 🙁 Mam nadzieję, że w przyszłym roku organizatorzy pomyślą o jakiś podestach itd, na których widownia mogłaby usiąść lub znajdą takie miejsce gdzie będzie więcej poletek ze skarpą obok 🙂

    1. Dzięki za ten komentarz! Zawsze dobrze spojrzeć na to, jak to wygląda z drugiej strony – ale na pociechę powiem, że i zawodnicy nie mieli łatwo – nasza część ekipy już dzień wcześniej rozłożyła bambetle, żeby mieć szansę na dobre miejsce 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *