[Psi savoir vivre] Goście goście – jak przygotować psa do odwiedzin?

15032079_834272616714987_8687103369061715266_n
Początki wizyt dla Ru nigdy nie są łatwe, ale z czasem, kiedy emocje opadają robi się naprawdę miło!

Zbliża się okres intensywnych wizyt – nie zawsze są sprzyjające warunki na grupowe spacery czy treningi. Poza tym święta są coraz bliżej (nie myślicie chyba, że zapomniałam? :D), co najczęściej wiąże się z maratonami towarzyskimi – czy to święta, czy Sylwester, czy karnawał. Moje psy są moją rodziną, dlatego kiedy tylko jest to możliwe zabieram je z nami wszędzie tam, gdzie są mile widziane (a ja upewniam się, że będę w stanie im zapewnić komfort i poświęcić choć chwilkę czasu na zaspokojenie podstawowych potrzeb). Od momentu, w którym uznałam, że jesteśmy gotowi na podbój salonów udało mi się kilka rzeczy wypracować, znaleźć trochę bardziej naturalny odpowiednik relanium dla tej umartwionej główki. Dlatego przedstawiam Wam dziś kilka wskazówek jak radzimy sobie podczas trudnych (i nieuniknionych) towarzyskich spotkań.

logo_kwadrat2

Ja wiecie, Ru ma duże braki, nie zawsze potrafi zapanować nad emocjami (a pomoc w chwilach słabości jest bardzo trudna). Mimo wszystko na tyle mamy już pewne kwestie opanowane (pamiętacie wychodzenie ze strefy komfortu?), że w pewnym momencie postanowiłam podwyższyć poprzeczkę. Oznacza to ni mniej ni więcej tylko wizyty. Coraz częściej zapraszamy pieski do nas do domu (nie tylko na kilka godzin, ale zdarza się również, że pies pomieszkuje z nami kilka dni w ramach samopomocy koleżeńskiej), często też wychodzimy spotkać się z innymi psiarzami u nich w domu. Oczywiście nie robię tego tylko ze względu na Ru – nie mogąc sobie pozwolić na żadne spotkania czułabym się po prostu nieszczęśliwa. Poza tym pewne kwestie są nieuniknione – czasem musimy podrzucić psy rodzicom, którzy na podorędziu mają parkę bokserów.

20160611_113818
Ciri mieszkała u nas niecałe dwa dni – bez żadnych zgrzytów, wojen czy dramatów. Ruby ufa Ciri, nie boi się jej i zdarza się nawet sytuacja zabawowa w ich wykonaniu!

Nie wyobrażam sobie również, żebym nie mogła podjąć gości wraz z psami na naszym terenie – wychodzę z założenia, że to nie pies płaci rachunki, z tegoż względu to nie pies będzie decydował kto jest a kto nie jest mile widziany. Z drugiej strony staram się mocno pilnować, aby rudemu pieskowi wizyty gości nie kojarzyły się ze stresem, dużą trudnością i ograniczaniem praw w “swoich” czterech kątach. Przez te dwa lata razem udało mi się choć trochę przygotować i ułatwić Ruby przyjmowanie do wiadomości, że różne sytuacje się zdarzają, życie psa również nie jest totalnie bezstresowe i wciąż trzeba z przeróżnymi sprawami mierzyć się, godzić i przechodzić do porządku dziennego jednocześnie przekonując, że nie taki diabeł straszny i obecność obcych piesków może wiązać się z fantastyczną imprezą. Jak przygotowuję ją do tego arcytrudnego zadania? O tym niżej.

logo_kwadrat2

W odwiedzinach.

Przed zaplanowaną wizytą staram się zmęczyć ją psychicznie i fizycznie. Przydaje się spacer czy łamigłówki umysłowe typu Pet Pocket. Niby prosta sprawa, prawda? Niekoniecznie. Diaboł białolicy, jeśli jest zbyt zmęczony, przeładowany, wyżuty i wypruty po prostu robi się ultrazjadliwa. Buczy, warczy, sadzi fochy, traci łączność z umysłem, jak zmęczony dwulatek wchodzi na coraz to wyższe i wyższe obroty. Dlatego aktywność muszę dobierać ostrożnie (najczęściej decyduję się na długi spacer po stosunkowo mało ekscytującym środowisku – stała trasa, bez obcych psów). Ważne, żeby była przyjemnie zmęczona, ale gotowa na wyzwania.

img_2674
Podstawowy zestaw wizytowy: klatka, zabawki wypchane po pachy pysznym jedzonkiem, ulubiona zabawka do ciamkania.

Do wizyty przygotowuje się również materialnie – oczywiście na tyle, na ile jest to możliwe. Jeśli idziemy do psiarza – zazwyczaj pytam, czy mogę wziąć klatkę – to jej azyl, kawałek własnego domku, w którym czuje się bezpiecznie. W niej mogę odizolować Ru, dać jej smoczek (czyli konga wypchanego jakimś fast foodem), dzięki czemu może chwilę odpocząć i zająć się czymś, co pomoże jej spuścić emocje. Dodatkowo biorę ze sobą piłkę – glamajkę wersję mini. Takie coś, co miło się ściska w szczękach ale niekoniecznie łatwo wypada z pyska – wtedy istnieje ryzyko, że inny pies złapie zdobycz  i afera gotowa. Czyli moje wyposażenie podstawowe to klatka + kong wypełniony czymś pysznym + glamajka. Na filmiku widać jak Ru sobie metodycznie i z pasją wylizuje zawartość bakłażana (który nawiasem mówiąc, w sytuacji awaryjnej może zastąpić glamajkę). Klatkę postawiłam na uboczu, tak, żeby pieski nie przeszkadzały w wyciszaniu się.

W trakcie wizyty obserwuje jej emocje i na początku moja uwaga w stu procentach skupia się na niej. Ograniczam wybuchy histerii (ktoś nowy wszedł do pokoju, pies przeszedł koło naszej torby). Nie pozwalam, żeby innne psy ją zaczepiały, najczęściej jest na smyczy ułożona pod moimi nogami, obserwuje teren, a ja nagradzam każde rozluźnienie napiętych mięśni, miłe zachowanie względem innego psa, brak reakcji na emocjonującą sytuację. Staram się przemawiać spokojnie, głaszczę ją łagodnymi ruchami. Unikam wysokich tonów, popiskiwania, nakręcania jej. Najtrudniejsza jest pierwsza godzina (sic!) wizyty. Z czasem Ruby rozluźnia się, czuje się coraz lepiej, zaczyna próbować wchodzić w przyjazne interakcje z innymi pieskami, przestaje popiskiwać. Cały czas mnie szuka, staram się udzielać jej wsparcia (zazwyczaj po prostu jest koło mnie), ale nie pozwalam na mocno histeryczne zachowania (jazgot kiedy opuszczam pokój, wskakiwanie mi na ręce i lizanie twarzy kiedy wracam). W takich momentach nie reaguje na jej szał, wracam dopiero kiedy się uspokoi a nie odpowiadam na próby wymuszenia pogłaskania czy poużalania się nad straszną sytuacją w której się znalazła. Mocno premiuję każde spokojne i stabilne zachowanie.

15095519_835501653258750_691692091889181956_n
Po dwóch godzinach w gościach Ru mówi “zajebista impreza, wpadam w następny czwartek!” I tak naprawdę tylko dzięki temu wiem, że nasza praca ma sens 🙂

W domu.

14938214_831270927015156_7739824475394425438_n
Balu jest wielkim fanem Sheldona. Ru nie ufa żadnemu krótkopyskiemu pieskowi, więc kładziemy nacisk na spokojne ignorowanie pieska. Niestety Sheldon darzy Ru nieustającą atencją i bardzo cierpi, że musi zostawić ją w spokoju 🙂

Zasady są podobne – to znaczy staram się wymęczyć psa przed (czasem decydujemy się po prostu na spacer z psami przed herbatą i ciachem). Jest łatwiej i zarazem trudniej, pies czuje się pewnie na swoim terenie, więc też może pozwalać na troszkę mniej niż w obcym miejscu – od tego jestem ja, żeby uważnie kontrolować stan rudej i modyfikować go podając coś do jedzenia, albo chwilowo dając jej wypocząć w klatce z dala od zgiełku (klatka okryta kocem znajduje się w sypialni, gdzie jest ciszej, ciemniej i spokojniej niż w pokoju dziennym  nie pozwalam też obcym psom tam zaglądać, gdy zachodzi taka potrzeba zamykam również drzwi).

15036630_829972430478339_6012275292486583675_n
Iso należy do nielicznych suk – kumpelek Ru. Nie zwraca uwagi na jej niestabilne wyskoki, potrafi ją rozbroić. Ruda naprawdę się cieszy (z merdaniem ogonkiem i w ogóle!), kiedy się spotykają.

Zauważyłam też, że Ru lepiej znosi powitanie, kiedy jest w ogródku, ma swoją obleśną piłkę i może spuszczać emocje, niż wtedy kiedy zamykam ją w klatce, daje czas na oswojenie się gościom z domem i dopiero potem ją wypuszczam – wtedy emocje buzują. Najczęściej daję jej chwilkę na oswojenie się z sytuacją (ona świetnie sobie pomaga piłką), następnie wołam ją i daję kusząco pachnącego gryzaka do klatki i zostawiam ją na trochę. Co jakiś czas, (to zależy od sytuacji i chęci Ru) wypuszczam ją (pilnując letnich emocji, nie pozwalając wypadać jak dzika świnia w błoto) monitorując bacznie jej zachowania i reakcje na moje ewentualne korekty czy wskazówki. Unikam mocnych korekt, nie podnoszę głosu, staram się wspierać ją w trudnych sytuacjach (odgradzając ją od natrętnego pobratymca, oferując kuszące bonusy za grzeczne zachowania, entuzjastycznie przystając na próby zaprzyjaźnienia się czy sygnał, że potrzebuje teraz odpocząć w klatce).

14910469_823652191110363_881378467786314512_n
Bardzo trudna sytuacja, dużo nieznanych psów – Ru została w domu, wzięłam Baloo, który czuje się wyśmienicie przebywając z innymi psami.

Kiedy wiem, że sytuacja może być za trudna, suka jest zbyt zmęczona albo ma gorszy dzień całkowicie rezygnuję z wymuszana jej obecności na wydarzeniu. Wychodzę z założenia, że ma prawo czuć się niekomfortowo, nie musi dobrze się bawić w każdej sytuacji w którą ją wrzucę. Staram się, żeby każde trudne doświadczenie kończyło się naprawdę fajnymi wnioskami tak, żeby pokazać jej, że czasem po prostu można się postarać i bywa trudniej. I wciąż pamiętam, że kiedyś rezygnowałyśmy ze “zwykłych” treningów w Madzone, a wybranie się na seminarium pozostawało w sferze pobożnych życzeń. Z podobnych względów wiem, że jeszcze nie jest gotowa na wybranie się na zawody – zbiorowy transport, spanie stadem w obcym miejscu, przebywanie w klatkach, dźwięki, bodźce, hałasy a potem praca na najwyższych obrotach  – to wciąż troszkę za dużo na jej główkę. Wierzę, że i tam kiedyś dojdziemy – na razie cieszę się z tego, co udało nam się osiągnąć!

logo_kwadrat2

Mam nadzieje, że nasze pomysły, triki i wskazówki przydadzą się również i Wam. Na koniec dodam, że warto wciąż pilnować komfortu i stanu zmęczenia psychicznego psa – tak naprawdę podstawą jest odpowiednie dawkowanie bodźca, małe sukcesy i pozytywne wrażenia. Kluczową sprawą jest przekonanie psa, że pod naszą opieką nic mu nie zagraża (to mi się udało, teraz próbuję przekonać rudzielca, że warto czasem się odczepić od mojej spódnicy i wyjść się pobawić:P) oraz opowiedni dobór psich towarzyszy. Dobrze zsocjalizowany brat, który pokaże, że z pieskami da się bawić i wygłupiać również nie zaszkodzi. U nas wciąż nie jest idealnie, ale mocno wierzę, że wraz z upływającym czasem, pracą i dojrzewaniem móżdżku Ru będzie coraz lepiej. No doprawdy, gdyby nie adopcja Ru, tobym nie miała o czym do Was pisać! 😉

logo_kwadrat2

A jak to wygląda u Was? Wasze pieski przyjmują gości bez problemów, czy też musicie nad tym pracować? A może macie jakieś swoje sposoby i chcecie się podzielić z nami? 

Spodobało Ci się? Podziel się z innymi, będzie mi ekstramiło!
Share on FacebookGoogle+Pin on PinterestTweet about this on Twitter

6 komentarzy na temat “[Psi savoir vivre] Goście goście – jak przygotować psa do odwiedzin?

  1. Oj miałabyś co pisać na pewno … ale zobacz ile niesamowitych doświadczeń i wiedzy zdobyłaś dzięki Rudej Diablicy 🙂
    Ja ostatnio współpracuję jako handler i biegacz z bulterierami i amstaffem – duża agresja jednej sztuki w sytuacji mega stresowej tzn. występ na wystawie, na finałach, wśród jazgoczących jorków (Jorki wg. Cristal uchodzą za lekką przekąskę przed posiłkiem…). Na szczęście jest to ten przypadek, gdzie siłą miłości i drapania jestem w stanie ją zrelaksować na tyle, aby przestała czuć rządzę mordu a zainteresowała się moją osobą. Jest to bardzo trudne, gdy pracujesz w taki sposób z nie swoim psem, którego masz “doprowadzić do porządku” w krótkim, ekstremalnie krótkim czasie. Sądzę, że Cristal jest po prostu pieszczochem a jej agresja wywodzi się jeszcze z “nieobycia” i stresu.
    Miłego 🙂

  2. Mega przydatna notka! Fajne pomysły, na pewno nam się przydadzą w naszym pierwszym przyjmowaniu gości u siebie 😀 Mamy za sobą odwiedziny w gościach i było całkiem ok. Jednak jak do nas przyszli panowie od internetu było już nieco gorzej, tym bardziej, że jeden z nich miał strasznego pietra i nie mogłam puścić Apacza na zapoznanie. Poszczekał chwilę (myślę, że bardziej ze strachu niż z agresji) i się uspokoił i położył ale pod ciągłą moją kontrolą. Niestety nie mamy tak wielkiej klatki żeby pies mógł się do niej schować a w dodatku jest takim strasznym niejadkiem, że kong też nie robi na nim wielkiego wrażenia 🙁 Przed nami parapetówka i troszkę się obawiam jak Apacz przyjmie kilka dorosłych osób w ‘swoim’ mieszkaniu. O psich gościach póki co nie muszę myśleć, uff 😉

    Ściskam! :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *