BARF and back again – czyli porównanie karmienia suchą karmą i surowizną.

Jakieś 2 lata pieski żyły sobie na barfie. Wszystko było cacy, choć od czasu do czasu odczuwałam jakiś niepokój, czy na pewno zapewniam im wystarczającą ilość składników odżywczych, to użerałam się z dostępem do dobrej jakości mięsa (tak, przyznam się, że częściej psy dostawały ochłapy z Lidla niż prosto od rzeźnika), no i cenowo różowo nie było. Teraz zmagam się z wielkimi worami, zmiataniem żarcia w dwie sekundy i dolewaniem wody do miski. Zapraszam na subiektywne (!) porównanie dwóch sposobów żywienia : BARF vs. suszki.

BARF

No nie:

Wcale nie takie ekonomiczne

Przynajmniej w moim przypadku – BARF wcale nie wypadał taniej. Moje psy dziennie pochłaniały 500 g mięsa na sztukę, na mniejszych dawkach, przy naszym trybie życia po prostu chudły. To daje kilogram na dzień, 7 kilogramów tygodniowo. I wiecie co? To jest kupa mięcha, którą trzeba jakoś zdobyć (a następnie poporcjować i włożyć do zamrażarki). Logicznym jest fakt, że najlepiej karmić mięsem ze sprawdzonego źródła, nie z tacek od sympatycznego owada, ale akurat w moim przypadku było to bardzo uciążliwe – aby zdobyć mięso odpowiedniej jakości musiałam przejechać całe miasto i wstrzelić się w jeden z dwóch dni, w których targ miał miejsce, albo specjalnie kombinować transport do miasta wojewódzkiego, żeby załapać się na zbiorową rozbiórkę.

Brudno wszędzie, co to będzie.

Nie jest to najhigieniczniejszy sposób żywienia. Podając surowe mięso trzeba liczyć się z tym, że brudne będzie wszystko – posadzka, legowiska, zlew, deska do krojenia, noże. Ciężko jest sprać krwiste popłuczyny, jeszcze trudniej wyszorować hemoglobinę z białych kafelek, nie wspomnę już o puszczeniu malowniczego pawia na łóżko (dlaczego, dlaczego zawsze rzygają na kanapę/łóżka?).

Co robię ze swoim życiem?

Czyli liczenie, przeliczanie, sprawdzanie – dla mnie łączyło się to z ciągłym stresem – martwiłam się, czy nie za bardzo obciążam nerki fosforem, czy zachowuję odpowiedni stosunek kości do mięsa, czy dobrze suplemetuję, czy podczas pałaszowania mięska nikomu nie stanie się krzywda (przeżyłam naprawdę wielki stres, kiedy to Baloo połknął wielki kawał szyjki indyka w całości i zaczął się dusić, wymiotować śluzowatą pianą i prosić mnie o pomoc, na szczęście moja szybka akcja połączona z odpowiednim uchwytem i wsadzeniem palców do psiego przełyku uratowała sprawę, ale kilka chwil dłużej wahania i mogłoby nie być tak różowo).

Wyjazdy

Wbrew powszechnemu twierdzeniu – ja problem z podaniem mięsa na obozie, wyjeździe czy zawodach miałam ZAWSZE. Nawet, po głupich zawodach w Warszawie, wieczorem zajechałyśmy do sklepu, chciałam Balowi kupić dodatkowo mięso, za pracę podczas występów i mięsa nie było. I nie mówię tu o bylejakim spożywczaku. Żadnego jadalnego mięsa (nie wieprzowiny) nie było w Lidlu. Serio. Podobnie na wyjeździe w Borach Tucholskich żaden ze sklepików w pobliskiej mieścinie nie miał na stanie surowego, nieprzyprawionego mięsa.

Wyższa Szkoła Kombinatoryki

Czyli cóż by wymyślić, żeby wziąć na trening, a żeby nie zamaśliło całej saszetki i okolic. Kupować suszarkę i suszyć mięcho całą noc, żeby było akurat na jedno seminarium. Robić doktorat ze składów gotowych przysmaków i szukać kompromisu między portfelem a odpowiednim żywieniem.

“Lubię dużo jeść i prowadzić długie debaty na temat celowości życia”

 

Tak, tak tak!

Super zabawa

Dobrze oglądało mi się “mękę” naszych psów podczas jedzenia – widać było, jak pracują, ile mięśni jest zaangażowanych w drobne oporządzenie kości. Dodatkowo taki posiłek zajmował ich na przynajmniej 40 minut, więc mogłam zaplanować taką kolację wtedy, kiedy bardzo potrzebowałam świętego spokoju. Widać było, że frajdę sprawia im to nieziemską!

Różnorodność

Dobrze kombinowało się, co dziś pieski zjedzą, planowałam “trudniejsze” posiłki wtedy, kiedy chciałam wieczorem zająć psy. Wymagało to trochę więcej kreatywności i zabawy niż puste wsypanie groszków do michy.

Jakość

Wiedziałam na pewno jakie mięso daję, czułam, że robię wszystko co mogę, żeby zapewnić psom jak najlepsze pożywienie. Dogadzałam im jak tylko miałam czas i mogłam. Kurczę, no tęskni się za tymi czasami! 🙂 Co ciekawe – nie zauważyłam specjalnej zmiany w kondycji sierści i mięśni u psów – może ze względu na to, że akurat zmiana przypadła na okres o ograniczonej treningowo aktywności.

KARMA

No nie:

Druga strona z perspektywy ogona

Czyli kupy. Kupy barfowe to wspomnienie, to nikły bobek. Kupy na suchej karmie, jakakolwiek by nie była, to już większy konkret, co będę Wam kłamać.

WODY!

Czyli już totalnie zapomniałam ile wody schodzi z michy przy żywieniu suszkami. Co więcej trzeba dolewać przynajmniej raz dziennie! Szok i niedowierzanie.

To tylko suche groszki

Żaden fun ze “zdobycia” mięsa z kością, mięśniami, picuś glancuś. Brak radości, kiedy to słychać jak chrupią i mlaskają rozdrabniając kości. Ot, wsypać, i w sekundę po jedzeniu zostało wspomnienie. Meh.

Czy na pewno tak różowo?

Skład mamy, czarno na białym. Ale tak naprawdę jakości sprawdzić nie sposób. Do tego, tak naprawdę dobrej jakości karma bezzbożowa to podobny koszt jak BARFowanie minus uganianie się i polowanie po sklepach.

Głodni foreva

Moje psy na suszkach są wiecznie głodne. Gdy wybija magiczna godzina kolacji, zaczyna się szał, a w sekundę po posiłku Baloo zbiega do spiżarni i szuka, czy w drodze nikt nie uronił żadnego groszka.

“Jedzonko? Jestem jak najbardziej ZA!”

Tak tak tak!

Pełna ekonomia

Taniej, wygodniej, tylko jeden klik dzieli mnie od zamówienia dobrych rzeczy dla tałatajstwa. Żadnego uganiania się po sklepach, przepraszania, że znów jemy mięso z biedronki, lakonicznych i odrobinkę niepokojących komunikatów SMS od Mamusi Kochanej “mam dwie szyjki i jedną pierś”. Człowiek nigdy nie wiedział jak to interpretować.

Wygoda

Fast food nabrał nowego znaczenia. Dziś wystarczy leniwe pytanie znad pada do Pana Męża – kto dziś je karmi. Delikwent, który przegra, bierze miski pod pachę, tupta w dół po schodach, mocuje się z drzwiami i przynosi groszki spanikowanym i omdlewającym z głodu psom. Wot, i cała filozofia. Nic z romantyzmu.

Wyjazdy

No tu to fakt, wygoda na sto dwa. Mam. Sypię. Psy jedzo. Wielkie mecyje.

 

 

Podsumowując – kurczę pisząc te wszystkie plusy i minusy doszłam do wniosku, że mimo wszystko, w gruncie rzeczy tęsknie za BARFem. Widzicie jak warto do Was pisać? Same pozytywy! 🙂 Co więcej, jestem pewna, że jeszcze chwila – moment i podejmę kolejną próbę powrotu do Barfa, bo trochę tęskni się za tym rozkminianiem. Ten tekst pozwolił mi przewartościować sobie pewne sprawy. Nie ma jednej jedynej słusznej diety – wszystko to kwestia możliwości finansowych i chęci. Mam tylko jedno zastrzeżenie – jedzenie, jakie by nie było musi być dobrej jakości (odpowiednie do wieku, zapotrzebowania i indywidualnych cech pieska).

A jak Wy karmicie swoje psy? Wolicie suszki czy surowiznę? A może wybór nie należy do Was? Zapraszam do komentowania!

Spodobało Ci się? Podziel się z innymi, będzie mi ekstramiło!
Share on FacebookGoogle+Pin on PinterestTweet about this on Twitter

54 komentarzy na temat “BARF and back again – czyli porównanie karmienia suchą karmą i surowizną.

  1. Znasz jakieś doniesienia o chudnięciu psów na BARFie? W sensie znasz Fafika i Sonię i Murzyna, które miały tendencje do nadwagi i na BARFie schudły? Z jednej strony mam nadzieję, że BARF dałby większe poczucie sytości mojemu psu, wszyscy twierdzą, że na BARFie psy chudną i robią się wyżyłowane oraz umięśnione. Z drugiej odważona porcja granulek daje mi poczucie większej kontroli nad tym ile pies je. Do tego dochodzi problem ćwiczeń – większą część porcji dziennej skarmiamy na treningach i spacerach oraz element niepodlegający kontroli – mąż dokarmiający psa pomimo wyraźnego zakazu. Co wybrać? Czy jest sens próbować?(mieszkam na zadupiu i z dostarczaniem mięsa na pewno będzie problem, Biedronka to najlepiej zaopatrzony w mięso sklep w okolicy; gotowym mixom BARFa dostępnym w necie nie ufam ).

    1. Szczerze mówiąc – trochę tak, trochę nie. Bo Ru jak przyszła do mnie była zapasiona. Natomiast praktycznie od razu przeszliśmy na Barf, i zaczęła treningi i jakoś zgubiła. Teraz znów na suszkach, i nie ma tendencji do tycia. Przy czym ja miałam duży problem w drugą stronę – moje psy były za chude na barfie i wręcz dostają zawyżone dawki wg standardów.

  2. Moja sucz wlasnie konczy Ostatni Worek Suchej Karmy i przechodzimy na BARF. Nie chcialam karmic w ten sposob rosnacego szczeniaka przerazona wizja niedoborow, chorob, balansu i w ogole to sodoma i gomora… Teraz mlodziez ma rok i prawie dwa miesiace czas sprobowac surowizny. Zakupilam wiec pol kompletu wolowego, ktory to niemalze zapchal mi jedna z az dwoch szuflad zamrazarki (skrzetnie powazony i podzielony, halo tu sie zaczyna!), zaraz sie zbieram po jakies indykowate, wolowinke z zamowienia grupowego sie skombinuje i jadymy z tematem, o matko bedzie jazda 😀 Suche kulki chcialam dawac jak nejlepsze, wiec 170-200 zl za worek to byl taki mocny kompromis miedzy sumieniem a portfelem… A jesli bede w stanie brac mieso w takich cenach, jak teraz poznajdywalam, to zywienie futrzaka wyjdzie mnie max 100 zl na miesiac. A do tego pewnosc, ze pies je to, co pies jesc powinien. Ja jeszcze jestem na tyle rabnieta tam pod beretem, ze lubie sobie kroic i dzielic miecho, zawsze po zakupach sobie wszystko z radoscia porcjuje pod przyszle obiadki 😀 Bardzo jestem ciekawa jak bedzie wygladac i czuc sie mloda na miesku. Na wyjazd wakacyjny pewnie wrocimy na chwile na kulki czy tam puszki (nie bic, nie mordowac, w Rumunskich gorach nie ma sklepow miesnych!), co tez mnie przeraza, ale zawsze mozna wrocic do workow z jedzeniem znikajacym w pol skundy (mloda nie jest pieskiem, tylko jamochlonem). No streszczajac sie, bedzie jazda, ale jestem szczerze podekscytowana, a Nitra na bank bedzie zadowolona. Iza od Nitry (jeszcze troche i brak polskich znakow bedzie moim symbolem w internetach… 😀 )

    1. No właśnie ja bardzo nie lubię kroić, doprowadzało mnie to do szewskiej pasji, no i rozmnażanie mięcha w białym zlewie, jedzenie na białej podłodze…witaj przygodo! 😛

  3. W sumie psa karmię aktualnie suchym i puszkami, niestety przy suchym padliśmy na Royala, jednak będziemy w marcu zmieniać na Alpha Spirit 7 week menu, który ma naprawdę fajny skład patrząc na cenę. Z puszek aktualnie wcina Wolf of Wilderness i Dolinę Noteci Junior, ale prawdopodobnie zmienimy na Lukullusa, chociaż pewności nie mam. Niestety budżet ucznia nie pozwala na szaleństwo w tej kwestii. Prócz tego zamówiłam aktualnie Alpha Spirit półwilgotną, będziemy próbować, chociaż pewnie przy niej nie zostanę. Zapatrując się na 30kg bestię mam obawy przed finansowym wykończeniem przy tym żywieniu. BARFa znam, BARFujemy z kotami (co powiem ci od razu jest baaardzo trudne, wydaje mi się nawet trudniejsze niż u psów, ale może to temu, że dłużej barfuję z kotami i już w miarę ogarniam) i w sumie bardzo polecam wszystkim tą formę, owszem, nie zawsze jest bajkowo, ale zauważyłam znaczną poprawę sierści jak i samej żywotności u moich kociaków. Chociaż jeden niezbyt chętnie konsumuje tą dawkę suplementów. W sumie zapewne z psem skończę na BARFie w momencie jak będę miała auto i duuużą zamrażarkę. Łap okazje i mróź ile wlezie – motto przy BARFie. 😀

    1. UU Alpha spirit to mój hit, niestety nie na moją kieszeń żeby karmić cały czas. Strasznie fajna, bardzo lubię. Dużej zamrażarki nie mam i do zakupu wciąż mi nie po drodze, stara nieekonomiczna, nowa dość droga 😀

  4. Muszę przyznać, że BARF do mnie przemawia, jeżeli chodzi o zalety, jakie ta dieta ma dla psa. Niestety, pewnie szybko u mnie nie zagości, o ile w ogóle. Dla mnie BARF to opcja tylko i wyłącznie dla osób, które mają bardzo stabilne, bardzo uporządkowane życie, a do tego samochód i dużą zamrażarkę. Krótko mówiąc, wyklucza mnie z każdej strony. 😉

    1. Ja się przyznaje, że niewyobrażam sobie teraz innej diety dla swoich psów niż barf. Ale przyznaje też rację, że bez samochodu i przynajmniej dwóch szuflad w zamrażarce to staje się mega kłopotliwe. Nie wiem czy bym potrafiła się zmobilizować, żeby robić zakupy co tydzień i ciągle kombinować czy starczy mięsa psom. Na wyjazdach też się da ale zawsze trzeba mieć jednak na uwadze, że nie jest to takie proste. Uwielbiam barf ale logistyczne wypada bardzo na minus.

    2. Hahahaha <3 Z jednej strony Warszawa prezentuje morze możliwości wyżywienia piesków, a z drugiej storny jakbym tam mieszkała i miała poruszać się autem, tobym chyba płakała i zagryzała zęby noc w noc 😛

  5. Karmię w sposób, za które ortodoksyjne osoby z obu stron barykady pewnie to mnie by zjadły. Karmię głównie suchą karmą, plus daje dużo mięsa jako nagrody w czasie spacerów czy treningów, surowe szyje indycze żeby psa zmęczyć i zadbać o zęby (z racji mini rozmiaru psa zadlawienie jej nie grozi), do psiego żołądka wpadają także jajka, owoce, warzywa… W sumie wszystko co nie jest szkodliwe dla psów. Póki co żyje i wyniki badań ma dobre, więc chyba jej aż tak nie szkodzę. Kiedyś jej gotowałam, ale stwierdziłam, że różnicy nie widzę, a zachodu za dużo. Podziwiam barfujace osoby, bo ja się czuje zmęczona kombinowaniem przy samym czytaniu. 😉

    1. Ja takiego stylu również nie pochwalam, bo widziałam dużo ofiar takiej “samowolki” 😀 Mnie meczyło, dlatego wzięłam urlop, ale potrzebuję powrotu, z nowym zapałem jak widać 😀

  6. Koty karmie barfem, psy jedzą dobra karmę wysokomięsną i puszki też dobrej jakości. Serce mam rozdarte. Chcę przejść na barfa z psami ale….nie wiem gdzie kupować jedzenia. Koty jedzą marketowe mięso bo tam zawsze jest i w dobrej cenie. U rzeźnika ceny mnie czasem powalają …gdzie dostać zróżnicowane mięso bez straty czasu, którego mi brak…..co z kośćmi….Jak podawać, maszynka jest droga. Gdzie to trzymać…kupić dodatkowa zamrażarke? Przy 7 czworonogach to bardzo istotne …co z sunia uczuloną na kurczaka, indyka…karmę przyswaja z jagnięcina. Gdzie ja będę owce kupować…. co z wyjazdami, psy, koty, dziecko i przyczepa z lodówką 😂 jestem za barfem ale boję się, że nie dam rady. Przy kotach dzielenie mięsa zajmuje mi dużo czasu, a co dopiero z psami.

      1. Niby tak ale porcje są zdecydowanie mniejsze. Gorsze jak nie masz co dać 😂 psa zabierzesz na spacer zmeczysz i zapomni jak mu powiesz, że dostanie później. Koty zbierają się o swojej godzinie i się drą, krzyczą i nie przestają 😂dodatkowo moje koty jedzą jak leci. Nie bawię się w porcjowanie co do grama. Jak mam coś z kością to daje jak jest i zjadają wszystko aż trzaska, a już widzę jak moje psy się duszą, wymiotują i zapewne u jednej suni wieczny problem pt kupa jak woda. Teraz jest na Acanie z jagnięcina i kupy są piękne choć wiadomo większe niż barfowe.

    1. To prawda, z takim majdanem jaki prezentujesz BARF to wyższa szkoła jazdy 😀 Zamrażarka dodatkowa jak masz tyle głów do ogarnięcia to faktycznie mus, ja z 2 czworonogami i 2 ludziami już mam problem :/

  7. Ja właśnie ostatnio mam rozkminy BARFowe. Trzeci raz zmieniam markę suchej karmy – Oreo wcina teraz Acanę Regionals i ogólnie jestem zadowolona, ale gdzieś z tyłu głowy mam wyrzut sumienia – mimo, że karma z tych lepszych, to może dla własnej wygody odbieram coś psu? Z drugiej strony boję się, że zwyczajnie nie ogarnę BARFA, co jakiś czas próbowałam podrzucać frykasy od rzeźnika – np. koński ogon, kości cielęce i… Oreo to odchorowywał, a ja hmm… cierpiałam razem z nim. Jedyna opcja to wołowe kości szpikowe. Więc tu i strach o mój nieogar i nieogar żołądkowy psa. Z suchym nie ma tego problemu. W dodatku muszę go mocno suplementować na sierść, bo po chorobie jest łysawy miejscami – zastanawiam się czy na BARF-ie inteligentnie, mocno pokombinowanym nie zacząłby być zdrowszy, lepiej wyglądać etc. No i 3 sprawa – mnie jego figura pasuje, ale słyszałam kilka razy sugestię, że najszczuplejszy to on nie jest – na BARFie mógłby zlecieć z wagi. Ale znów – z racji na chwilowy szał życiowy, mogę po prostu nie ogarnąć BARF-u, a czasem z dobrej jakości mięsem jest różnie. Rozkminy tak ciężkie.

    1. Myślę, że nie ma co się przymuszać, a tym bardziej nie ma co mieć wyrzutów sumienia. Każdy karmi swojego psa, tym, na co może sobie pozwolić – i uważam, że w tej kwestii nie ma tych bardziej i mniej kochających. Acana dobrą karmą jest przecie! Jak już wspomniałam – ja miałam problem z przytyciem psów na BARF 😛

  8. Ja karmię Poczwary BARFem, ale chwilami odbija mi się to czkawką. Zwłaszcza wtedy jak mi się nic nie chce, a tu mam kurczaki do rozbiórki. Albo jakieś mięso do pokrojenia, które idzie mi mega topornie. Czasem z lenistwa mrożę w całości i mówię sobie, a co tam, jak rozmrożę to poporcjuję im na bieżąco, a tu akurat przypada posiłek na rano i czasu nie ma. Albo w ogóle czad jest, jak zapomnę wyciągnąć z zamrażarki żaru, żaru a psy tupią łapami, że gdzie ta kolacja? I jeszcze to suplementowanie. Jeszcze przy jednym psie to jakoś idzie, ale przy większej ilości oszaleć można z tym żarłem 🙁
    No, ale na suszki raczej ich nie przestawię, także co się wyżaliłam to moje <3

    1. Ostatnio mi się śniło, że wstaje w nocy wyjąć jedzenie dla kotów bo zapomniałam i rano miauczaly tak strasznie na mnie się darły. I wiecie co. Rano zrozumiałam, że naprawdę wstałam wyjąć to jedzenie 😂

    2. O właśnie – te chwile niechcemisie i spektakularne bełty i ogólny brud mnie zniechęcają. Plus suplementacja i stres z tym związany 😛 Dokładnie wiem co czujesz 😀

  9. Polecam BARFne grupy zamówieniowe na fejsie, od wołowiny przez jagnięcinę do sarniny, wszystko można dostać prosto z ubojni.
    My jesteśmy na BARFie, kupy małe, z pyska nie śmierdzi, pies ma futro takie, że każdy mówi “wow”, kamień na zębach też się nie robi.
    A jak już się wsiąknie w BARFa to po jakimś czasie przestajesz wyliczać wszystko co do grama i uświadamiasz sobie, że już nie jesteś niewolnikiem reklam suchych karm i “zbilansowanych” posiłków, a pies żyje i ma się dobrze.
    Czy ktoś z Was wylicza co do grama składniki sobie albo swoim dzieciom? No właśnie.
    Wyjazdy upierdliwe – i tak, i nie, na kilka dni zjeżdżamy z różnorodności, nie bawimy się w suple. Serio, pies nie-musi-mieć-zbilansowanego-każdego-posiłku-tak-że-ja-pierdziele.

    1. E, nieprawda, ja 2 lata byłam z psami na BARFie i wciąż się stresowałam i świrowałam 😀 Zamówienia grupowe w moim przypadku są o kant tyłka, bo odbiór tylko w mieście wojewódzkim, w porach w których jestem w pracy i musiałam ojca zaprząc do tego, żeby odebrał mi mięso psie i wracając z pracy podrzucił do domu, no paranoja 😛

    1. Znam, należę do grupy, zakupiłam 🙂 Choć trochę sama postać pani Izabeli mocno kontrowersyjna jest i mnie nie odpowiada jej sposób bycia, co nie przeczy temu, jakim fachowcem jest w tej dziedzinie.

  10. duza/druga zamrazarka? Bez zadnego problemu mieszcze w zamrazalniku oprocz ludzkich rzeczy 10-15 kg miesa w 1 szufladzie co przy dwoch psach jest porcja na polowe miesiaca. Problem z dostaniem miesa? Raz czy dwa w miesiacu na slasku sa grupowe zamowienia tanszego miesa sprawdzonej jakosci + co najmniej jeden sklep przy ubojni, wiec nie widze problemu ze znalezieniem czasu na 1-2 wyprawy po mieso. Utrzymanie czystosci? Nauczyc psy jesc w klatkach ktore myjesz na biezaco po kazdym posilku, a noze/naczynia chyba tez nie problem wyparzyc po umyciu. Kto zabrania nagradzania przy szkoleniu suchymi smaczkami? To jest jakis grzech czy jest moze niezgodne z barfowymi guru? badania krwi tez robisz co tydzien/miesiac i kontrolujesz paramerty ukladajac im idealna diete? Jedyny plus karmy to latwosc w karmieniu/dostepnosc, nic wiecej.

  11. Też karmię barfem. Widzę różnicę w wyglądzie psa i przede wszystkim zachowaniu. Marta po zjedzeniu śniadanka lub kolacji tupta zadowolona, oblizuje się, a potem namula okropnie, żeby się z nią natychmiast bawić w szarpanie, rzucanie, w coś! Widać, że jest najedzona i zadowolona. Ma mnóstwo energii. Jest fajnie umięśniona, przebiega bez problemu długie dystanse (10 km standard), sierść ma błyszczącą. Kości gryzie z niesamowitym zaangażowaniem. Bez problemu nauczyłam ją jeść w kuchni na podkładce lub jej bezpośredniej bliskości, tak więc nie mam problemu z krwawymi smugami. Ponieważ nie potrafi gryźć dużych kawałków mięsa i kilka razy podgrzewała sobie obiad, to kroję jej porcje na mniejsze kawałki.
    Jedyną upierdliwością jest przytarganie mięsa raz na miesiąc i akcja porcjowanie, ważenie, dziabanie i upychanie. Jednak zajmowanie się tematem raz na miesiąc nie jest jakoś szczególnie upierdliwe. 🙂
    Karmienie barfem wychodzi mi zdecydowanie taniej niż karma, głównie dzięki warszawskiej grupie zamówieniowej. Aktualnie mamy systemy wsparcia transportowego i temat fajnie działa.
    Na treningach w zimie (a trenujemy sporo i nagradzam na spacerach) używam suszonego mięsa (np. plucek, które sama suszę w piekarniku), latem po prostu jedziemy na surowym mięsie w torebce strunowej z Ikea. Jako ścierka do rąk występuje smycz (polecam: Warsawdog – jest niesamowicie chłonna 🙂 ) . Przez to mięso i wspólne spacery kilka psów na barf przestawiłam 🙂
    Na wyjazdy pakuje kilka porcji w termotorbę z wkładem i koniec. Nie suplementuje na wyjazdach, bo tak jak napisała Ham, nie każdy posiłek musi być odmierzony z aptekarską precyzją.

    1. Jak już wspomniałam – u mnie jakiś wybitnych różnic nie było, i właśnie ze względu na rzygi zwątpiłam przez chwilkę w celowość futrowania psa. Miałam sobie 3 miesiące na przemyślenie i zaraz kończymy worek i wracamy na z góry upatrzone pozycje 😀

  12. Suszem i w dodatku podobno podłym. I psy zdrowe, kudły błyszczące, nie pierdzo, nie rzygajo, itp. Niemniej co jakiś czas jakaś surowa wołowinka im wpada.

    Ciekawostka – mam dwa psy tej samej rasy (basenji), pi razy oko podobnej wagi. Jeden je zawsze połowę (serio, po prostu odchodzi od michy, i przy około 1/2 – 2/3 dziennego zapotrzebowania “wg opakowania” trzyma pół kilo nadwagi. Problemów ze zdrowiem nie stwierdzono), drugi wpieprza wszystko w zasięgu wzroku. Jeden drobi małe bobeczki, drugi wali gówna jakby udawał przygrubawego labradora…

  13. U nas cały czas suche i mam przez to wyrzuty sumienia, które muszę ciągle tłumić, żeby nie paść z żalu. Bardzo podoba mi się idea barfowania, ale przeraża mnie trochę fakt, że mogę źle zbilansować dietę i narobić więcej szkody niż pożytku. Mam też wrażenie (możliwe, że niesłuszne), że przy małych psach jest więcej zachodu z kośćmi. Dodatkowo mimo, że mieszkam sobie na wsi, to wcale nie jest łatwo dostać tu spoko mięso w dobrej cenie, a większych zapasów na razie nie miałabym gdzie przechowywać :c.

    1. Mnie właśnie ten stres towarzyszył całe dwa lata, Wszystkie te minusy które piszesz też odczuwam, stąd chwila odpoczynku. A dobrze mi się wydaje, że któraś z Twoich dziewczyn do tego wszystkiego jest alergiczką?

  14. Zdecydowanie surowizna 🙂 Po trzech i pół roku nie wyobrażam sobie karmienia psa czymś innym. Zwłaszcza, że po takim okresie jest to dla mnie już całkiem wygodny sposób karmienia. Jasne, może i tracę dwie godziny miesięcznie na porcjowanie, ale to dość małe wyrzeczenie ;).

  15. Nasz 8-miesięczny tornjak od początku jest karmiony BARF-em, ale takim trochę zmodyfikowanym (z dodatkiem gotowanej kaszy jaglanej i w nieco innych proporcjach). Strasznie się nad nim trzęsę, czy aby na pewno ma wszystko, czego potrzebuje, ale postanowiłam nieco odpuścić – waży teraz 36 kg, kupki ładne, pies zadowolony, w dobrej kondycji. Trochę mam obawy co do podawania kości, bo zdarza mu się łykać spore kawałki, ale od czasu do czasu dostaje żeberko cielęce dla radochy. Psią wołowinę zamawiam w lokalnym mięsnym, mielę, porcjuję i mrożę, a inne cuda kupuję w necie. Koszt miesięczny przy dziennej porcji mięsa ok. 0,7 kg to około 300 zł, czyli jak karmienie suchą karmą wysokiej jakości, np. Orijenem. Problemem może być zorganizowanie żarcia na tygodniowy wyjazd, podkradnę chyba pomysł z termotorbą + wkłady chłodzące.

    1. No właśnie – dla mnie również koszta nie są jakieś wybitne fantastyczne, a dość często się o tym trąbi. U mnie ta kwestia wypada dość słabo, ale myślę, że zrobię kolejne podejście.

  16. W Polsce karmimy barfem, ale bez tego całego szału suplementacyjnego…tylko podstawowe. Robimy regularne badania i jest wzorcowo 🙂 W Norwegii z musu karmimy granulatem (Carnilove) jest jak jest… dupy nie urywa. Finansowo wychodzi podobnie, a czasem nawet drożej, pies niezadowolony, głodny,robi KUPY, a nie kupki i jest tak se…buuuu…

  17. Jedza barfa 40 minut? To co Ty im dajesz, cegly zamiast miesa xd ? Tez tak chce… U mnie to trwa max 2 minuty, a czarna sie i w 15 sekund potrafi z korpusem rozprawic

  18. Karmię barfem moje dwie psice. Pierwszą od około 8 miesiąca życia,a drugą od pierwszych dni pojawienia się u nas,bo w sumie zaczęła z nami mieszkać, że tak to ujmę “za czasów panowania barfa w naszym domu” 😀 Plusy i minusy? W większości muszę przyznać,że odczuwam plusy do których należą m.in. prawdziwa radość z posiłku, co bardzo mnie motywuje do wymyślania im smakołyków i polowania za fajnymi kąskami 🙂 Smród i brud? Rzeczywiście surowizna trochę brudzi nam mieszkanie, ale staram się te najbardziej brudzące posiłki podawać im na ogródku, balkonie lub po prostu w klatce, z której na czas jedzenia wyciągam posłanko 🙂 A tego prawdziwego smrodku czyli po pierwsze z psiego pyszczka,a po drugie nieświeżych powiewów powietrza wyłąniających się z tylnej części ciała psa pozbyliśmy się na zawsze! Dzięki temu nie musimy chować w końcu swoich nosów pod kołdrą np.w trakcie wieczornego oglądania filmu 😀 Przy karmieniu karmą psie pocałunki i odtylnie wydobywające się psie zapachy nie należały do najprzyjemniejszych. A i zęby wydają się bardziej zadbane po oczyszczaniu ich w trakcie obgryzania kości.
    Sierść to absolutny nr 1 z plusów widocznych na pierwszy rzut oka. Już o Vesper czyli pierwszej naszej suczce słyszałam często pochwały odnośnie lśniącej i zadbanej sierści, ale nie przypisywałam specjalnie tego sukcesu barfowi, myślałam sobie, że to po prostu taka jej uroda. Przy Stelli czyli młodszej dowiedziałam się, że ta piękna sierść to rzeczywiście zasługa barfa. Stellcia naprawdę niesamowicie wyróżnia się sierścią wśród swoich rówieśników tej samej rasy,ale karmionych suchą karmą. Naprawdę nie spodziewałam się nawet takiej różnicy. Sierść jest bardziej wyrazista, napigmentowana, puszysta,lśniąca i gęsta. Ok teraz pokrótce,bo trochę się rozpisałam. Przy suchym wiadomo,że łatwiej było ją przechowywać, wystarczała na dłużej przy zakupie jednego dużego wora, łatwodostępna, nie brudzi nam rąk,saszetek itd. Ale…mi osobiście i tak zajmowało dużo czasu wczytywanie się w etykiety ze składem karm, zastanawianie się czy te składy są na pewno w porządku, czytywanie wpisów na forach odnośnie najlepszych składów i na koniec łączenie dobrego składu karmy z dobrą ceną. Co do zakupów barfowych to przyznam, że mam je trochę ułatwione dzięki temu, że mieszkam bardzo blisko tzw. giełdy rolno-towarowej, a tam jest po prostu wszystko czego potrzebuję i to w dobrych cenach. I być może gdyby nie to, to bardziej narzekałabym na trudy wkładane w barfowe zakupy. Co do przeliczania odpowiedniej ilości posiłków to staram się po prostu nie przesadzać, robię to mniej więcej na oko po tym jak na samym początku naczytałam się na forach i nazbierałam trochę wiedzy na temat barfowania. I tak sobie myślę, że nawet jeśli wyspecjalizowana grupa ekspertów, dużo bogatsza w wiedzę w tym temacie ode mnie, przelicza i wylicza odpowiednie dawki witamin i minerałów, które powinny się znajdować w karmie dla psów z odniesieniem do wagi, wieku, ilości dziennej porcji itd. to te moje trochę mniej czy trochę więcej,ale pochodzące z natury nie powinno wpłynąć na zdrowie moich psów,a raczej wręcz przeciwnie. Mam nadzieje, że się nie mylę. Po prostu nie chcę dać się zwariować. Choć ciekawe czy nie nadejdzie taki dzień, że wrócę do suchego, póki co nie planuję, ale niewykluczone.

    1. “Plusy i minusy? W większości muszę przyznać,że odczuwam plusy do których należą m.in. prawdziwa radość z posiłku, co bardzo mnie motywuje do wymyślania im smakołyków i polowania za fajnymi kąskami” To prawda, to jest jedna z moich podstawowych motywacji żeby wrócić do barfowania – właśnie ta uciecha z posiłków. No i świadomość, że robię co mogę, żeby pieski były szczęśliwsze 😀

  19. Witaj! Może nieładnie tak spamować, ale chciałabym, by nasz nowy blog dotarl do większej ilości osób. Jest (a właściwie będzie, bo uzupełniona została tylko zakładka o mnie) o naturalnym jedzeniu oraz metodach czym zastąpić chemię, która nie jest dla naszych futer obojętna. Śledzę twojego bloga od bardzo długiego czasu, aczkolwiek póki co, nie chcę się w całości ujawniać 🙂 zapraszam, gdybyś była zainteresowana takimi metodami 🙂 https://naturalnypies.wordpress.com/

  20. Ja po przeczytaniu masy artykułów i badań jednak jestem zdania, że gotowa, sucha karma to najgorszy syf jaki może być. Może nie każda – zapewne znajdą się jakieś ”zdrowe” marki, ale większość to jednak zły wybór, jeśli chodzi o zdrowie.

    My teraz jesteśmy na tym BARF i naprawdę nie rozumiem skąd te problemy u wszystkich. Wcześniej Legion była na gotowanym – po prostu przestaliśmy gotować, a zamiast węglowodanów (ryże, makarony itd.) daliśmy po prostu więcej mięsa. Do tego porcja warzyw, trochę podrobów, jakaś większa kość (chociaż nie dużo, bo zaparcia gotowe) i tyle?

    1. Moim zdaniem racjonalnie i dobrze prowadzony BARF (szczególnie, jeśli mam psy sportowe, które są przygotowywane do zawodów) to wcale nie takie hop-siup a już na pewno warto przyjrzeć się poprawnej suplementacji.

  21. My karmimy chrupkami…nie wiem czy dalabym rade na Barfie 🙁 wlasnie tez z obawy, ze czegos bedzie mu malo. Dodatkowy problem, ze tutaj nie ma rolnikow i ubojni dostepnych. Mieso albo z marketa, ewentualnie od rzeznika ale tam ceny powalaja.
    Dostaje chrupki jako karme a od czasu do czasu jakiegos konga z bananem, jajko. Duzy plus u naszego rzeznika jest taki ze kosci dostajemy za free wiec w prezencie na weekendy mlody dostaje taka wolowa kostke do memlania, ale musimy uwazyc bo kiedys sobie jakas ja tam skruszyl i polknal i byly problemy z zyganiem 🙁

  22. Uwielbiam Twoje posty, super się je czyta no i można się uśmiać 😛 Co do tematu posta – ja karmię Nele suchą, ponieważ myślę że nie dałabym rady z barfem, jednak za dużo babrania się z tym – te obliczania itd, no jednak zostanę przy tych suchych groszkach. Oraz ta suplementacja… Mimo wszystko ten barf mi się bardzo podoba, chodzi za mną od dłuższego czasu, ale wiem że nie podołam 😛 Nela też chodzi wiecznie głodna i tak samo jak Baloo po zjedzonym posiłku idzie sprawdzić, czy czasami po drodze coś się gdzieś nie wysypało. Pozdrawiamy!

  23. Bardzo mi miło, cieszę się ogromnie! <3 Jasne, BARF jest uciążliwy i upierdliwy, nikomu nie polecę ot tak, nie zamierzam wciskać, bo wiem, że nie warto 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *