Cześć, kozaku.

Ostatnio coraz bardziej zadziwia mnie tendencja kształtująca się w psich internetach. Martwi i fascynuje jednocześnie fakt magicznej wirtualnej zasłony, która przeobraża fotelowe fafiki w krwiożercze bestie czyhające tylko na jeden podejrzany krok metaforycznej antylopy. O czym dziś będzie? Ano o szczekaczach internetowych. Na rozgrzewkę – mądry cytat:

Zdaję sobie sprawę, że za moich, mchem porośniętych czasów, pierwszych sygnałów rodzącego się internetu (palec pod budkę wszyscy, którzy  kojarzą charakterystyczny dźwięk modemu łączącego się z internetem) daleko do rozbuchanej tętniącej życiem wiecznej imprezy do białego rana jaka ma miejsce dziś. Jestem reliktem czasów, kiedy pierwsze romanse zawiązywało się przy pomocy opisów na GG, rozdzierające wybory czasu spędzonego “na kompie” dzieliło się pomiędzy grę  w Simsy, Tomb Raidera i gadki na IRCu. Te dzikie, ociekające spandeksem i kreszem lata 90 i początek XXI wieku jednak różniły się nie tylko topornym przesyłem danych i pierwszymi, nieporadnymi stronami internetowymi. To był tez szalony czas for internetowych, złoty okres ich rozkwitu – dziś już niestety odchodzą do lamusa, przegrywając z grupami na twarzoksiazce. Tym niemniej te upojne lata charakteryzował się czymś wydaje się niespotykanym – kulturą wypowiedzi i szacunkiem do rozmówcy.

Rozumiecie, hehe, corgi to jest internetowy kozak, kapucha jest alegorią niczego nieświadomych rozmówców.

Lubię poszerzać swoją wiedzę, wśród znajomych znana jestem jako koneserka fejsbukowych grup wszelakich. Uważam to za bardzo fajne źródło łatwo dostępnej wiedzy, jednak coraz częściej szkliwo pęka mi w zębach kiedy obserwuje estetykę wypowiedzi osób. Coraz łatwiej anonimowym Annom Kareninom czy Bastianom Ale Maszryja prowadzić dyskusję w sposób daleki od kultury. Zadziwia mnie pewnego rodzaju zacietrzewienie które niekoniecznie idzie w parze z rzeczywistą wiedza. Co smutniejsze, najczęściej dotyczy osób młodych i bardzo młodych, a weryfikowane jest w prześmieszny sposób podczas spotkania wyżej wymienionych na seminariach czy zawodach – okazuje się, że Pierwszy Bojownik Fejsbuka jest drobną blondyneczką z aparatem na zębach skrzętnie notującą coś w swoim kapowniczku.  Jako żywo wtedy przed oczami staje mi fantastyczne porównanie pieseczka za ogrodzeniem.

Wchodzę w polemikę jeśli uważam, ze jestem w stanie wnieść do niej coś mądrego, podchodząc do interlokutora z dużą dozą szacunku i pokorą. Staram się być otwarta na dyskusję i czyjeś rację, szczególnie ze uważam ze człowiek uczy się całe życie i durny umiera (kolejna mądrość wyniesione od Starego Hartczakrowa). Tym bardziej nie rozumiem młodych osób (czydziestka na karku zbliża się nieublaganie) czy tez klientów świeżych w temacie (najczęściej zaopatrzonych w przeglądarkę z Wikipedią i opis profilu  “Sarkazm Mym Ojcem a Ironia Matką“), które wypowiadając się wpadają w pewnego rodzaju trans, gdy coś pójdzie nie po ich myśli siecząc na lewo i prawo aluzjami, żarcikami i heheszkami tylko po to, aby następnie nafukać na rozmówców, tupnąć noga i z trzaskiem zamknąć przeglądarkę. Następnie zatrzeć rączki i pomyśleć “ale wszystkim poszło w pięty!” i wrócić do odrabiania zadania domowego z matmy.

Zaczyna się niewinnie – ktoś dajmy na to wrzuci zdjęcie psa ubranego w strój pielęgniarki. Wnet pojawiają się amatorzy świeżej krwi (materializują się natychmiastowo, niczym Pucznik przy papierzaku). Etap wstępny poprzedzają standardowe komentarze:

“Szok. Jak TY byś się czuła ubrana w strój pielęgniarki.” (Boże biedne zwierzę. Co za człowiek. Jakim człowiekiem trzeba być żeby nakładać czepek na psa. Płaczę nad upadkiem człowieczeństwa. Halo, TOZ? Proszę przyjechać na fejsbuka!),

“Nie wydaje mi się żeby tak rasa miała popęd pomagania ludziom…? :-)” (Głupiutka, głupiuteńka Osobo. Bardzo mi Ciebie rzal, łączę się w bulu, zaraz napiszę Asi komu Kunegunda sprzedała psa looool, ale będzie roftl, czaisz?) , 

“Ciekawa jestem gdzie byli rodzice?” (Jeszcze dwa miesiące do osiemnastkiiiiii krejzi krejziiiiii!),

“Wydaje mi się, że ten pies nie czuje się komfortowo, ale rozumiem, że masz odmienną opinie :-)” (to takie TYPOWE totalnie nie zna się na rasie, na potrzebach i behawiorze, dobrze, że są ODPOWIEDZIALNI przewodnicy tacy jak JA. Fap, fap.),

“Ale słodki piesek! Z jakiej hodowli pochodzi?(MAM INTERNET!!1one! ALE FAJNIE!!!)

A nie lepiej przebrać psa w czerwonego kapturka? Nie rozumiem ludzi którzy przebierają w pielęgniarkę, jak tak można(SERIO? PIELĘGNIARKA? Ale beka. Że też ludziom nie jest wstyd jeszcze bawić się w pielęgniarki. Kapturek powinien mieć więcej lajków niż pielęgniarka, to jakieś nieporozumienie. Unieszczęśliwianie psów i oszukiwanie samych siebie, ale cóż, jak kto woli.)

Biada wymienionej Osobie, która ośmieli się wejść w polemikę z Jaśnie Oświeconymi Fejsbukami. Wtedy rozpoczyna się etap, w którym część Wyjadaczy Mediów Społecznościowych prześciga się we wklejaniu prześmiesznych (jeśli myślicie, że było to śmieszne w 2014, to szykujcie się na szaloną jazdę bez trzymanki w 2017!) gifów z popcornem – w zależności od wariantu jeść go może Puszin, Tony Stark, Michael Jackson, bądź lemur katta. To tak zwani Wymiatacze Gównoburz. Są jeszcze Adepci Pierwszego Stopnia (stawiający Taktyczne Kropki Obserwacji) lub Koneserzy, którzy już wiedzą, że fejsbuk zaopatrzony jest w funkcję “włącz powiadomienia” –  nieśmieszne.

Kolejnym punktem zapalnym są Persony. Persona posiada najczęściej wybitną jednostkę danej rasy, której inne osobniki mogą jedynie lizać poduszki. Co haha, najśmieszniejsze, każdy kolejny pies kompletnie innej rasy, okazuje się również wybitny (i bardzo w typie!)! No Persona sama nie wie, jak to się dzieje – to po prostu taki dar – i jednocześnie – brzemię. Warto dzielić się z innymi na grupach, choćby ku przestrodze, do czego można doprowadzić będąc tak wybitnym przewodnikiem. Persona już wie który krokiet, wyskakujący raźno spod ogona dobrze rokującej suki okaże się jednym jedynym przedstawicielem rasy który otrzyma Pokojową Nagrodę Nobla. I Wy wkrótce się dowiecie, nie lękajcie się!

 

Hasztag codzienne problemy Persony.

Podczas swoich bezkresnych żeglug niechybnie napotkacie również na Strażnika Internetowej Galaktyki (all rights reserved by Alusia). Z takim to generalnie żarty na bok. Najczęściej to człowiek ponury jak projekt budżetu, ale prawilny. Z chytrością baby z Radomia wyszukuje wszelakich oznak rozpusty i upadku obyczajów w temacie dobrostanu psów. Jedzenie? Tylko Barf! Trening? Tylko bezwietrznym wieczorem, maksymalnie do 20 stopni Celsjusza, na terenie płaskim jak EKG denata. Jakiekolwiek odchyły traktowane są jako RAŻĄCA nieodpowiedzialność. W wersji lite możemy mieć do czynienia z pogardliwym prychnięciem, i/lub ikonką nienawiści (według moich nauk jest to 🙂 i 😉 ), w wersji hard – uuuu wtedy możecie nawet dostać ikonkę “wrr” i cierpki komentarz.

Są również kliki Młodych Wilków krążących wokół słabszych wbijające drobniutkie szpilki raz za razem, byle doebać, żeby sobie nie myślała że w ogóle warto brać się za pisanie/trenowanie w jej przypadku. O ile dysputy szeroko pojętych dorosłych rządzą się swoimi prawami ( Prawo Podchodu, Prawo Strzelenia  z Dupy, etc), o tyle ilość jadu, nienawiści i buty, którą obserwują wśród początkujących psiarzy jest czymś nowym. Zastanawiam się tak naprawdę w czym rzecz, skąd to sparszywienie obyczajów najeżone jednocześnie masa błędów ortograficznych, gramatycznych, merytorycznych, interpunkcyjnych oraz rzeczowych. Czy to wina Harrego Pottera? Czy zawinił Tinky Winky? Gdzie podziała się kultura wypowiedzi i szacunek do rozmówcy?

Bardzo łatwo i przyjemnie choć na chwilę podczas złego dnia wbić komuś szpilę, podważyć jego zdanie, odebrać przyjemność z pierwszych kroków w sporcie/ dumie z nowego czworonożnego członka rodziny, czy pracy, którą ktoś włożył aby uzyskać taki efekt. Każde słowo jednak ma swój wydźwięk, którego się nie cofnie. Nie zawsze można, nie zawsze warto, nie zawsze trzeba i nie zawsze powinno  wypowiadać  się na każdy temat. Jeśli nie masz odwagi powiedzieć czegoś osobiście , najpewniej nie powinieneś tego mówić w ogóle. Internet nie zapomina, a konsekwencje raz wypowiedzianych słów mogę okazać się nie do przewidzenia. Niemądrze robić sobie z gęby cholewę jednocześnie działając na dwa fronty – w pewnym momencie można obudzić się z głupią miną siedząc po łokcie w nawarzonej przez siebie zupie, która jako żywo zapachem przypomina pomyje. Warto pamiętać, ze frustracja i ciche obrabianie dupy pierunsko źle wpływa na cerę* – ciężko wypielęgnować dwulicowe oblicze. Tak tylko.

 

 

 

  • (Spójrzcie tylko na hartczakre- trzydziestka na karku i ani jednej zmarszczki – polecam temperament choleryka odziedziczony po Ojcu Szanownym, czule pielęgnowany podczas długiego związku z Panem Mężem – Oazą Spokoju.)

29 komentarzy na temat “Cześć, kozaku.

  1. Wpis dla każdego, kto dopiero odkrył internet 🙂 Niestety strony www dały nam dużo dobrego, ale również teoretyczną anonimowość, więc wiele osób korzysta z tego pełnymi garściami.

    Nie ukrywam, że nigdzie indziej nie da się spotkać takiego betonu intelektualnego, jak na niektórych forach i grupach fb 🙂

  2. Inaczej bym tego nie ujęła Gosiu! Prawda jest taka,że to co teraz dzieje się na psich fejsbukach sprawia, że szkliwo pęka z żalu. Dlatego strach teraz cokolwiek publikować, chwalić się swoimi małymi i dużymi osiągnięciami, bo zaraz możesz narazić się na falę hejtu i rozpętać kolejną “gównoburzę”. A wtedy czar dumy i radości z pupila znika tak szybko jak pomidor na kanapce z majonezem. Teraz lepiej nawet nie prosić o pomoc czy poradę, bo pod postem nagle pojawia się gniewna dyskusja tych co się “znają” i “znają bardziej”. Temat poruszony akurat w bardzo dobrym momencie 🙂

  3. Z jedej strony się zgadzam, a z drugiej włos się jeży jak się czyta/ ogląda/ scrolluje psie zakątki Internetów. “3 miesięczny szczeniak ugryzł na spacerze próbując złapać zabawkę? Przyciśnij go do ziemi! Tylko mocno, do pisku!”. “6 miesięczny pies i robienie flipów na śniegu łapiąc śnieg w wykonaniu szkoleniowca? Super, przecież kursantów trzeba uczyć bezpiecznej zabawy z psem.” “Rozmnażanie suki z zapaścią? Spoko, byleby był fajny kolorek”.
    Ja jestem cholerykiem, omijam wiele tematów, ale jak widzę taką perełkę to nie potrafię się powstrzymać przed napisaniem tego co myślę. Z jedej strony autorowi teorii mam ochotę urwać głowę, a z drugiej może ktoś nieświadomy to przeczyta, pomyśli, nie powtórzy..?

    1. Trochę taka utopia, ale czasem zdarza mi się odezwać, właśnie po to, żeby spokojnie komuś wytłumaczyć, zamiast od razu się oburzać i podnosić krzyk, bo z doświadczenia wiem, że takie zachowania nie przynoszą żadnego pozytywnego efektu.

  4. Właśnie mnie uświadomiłaś jak dużo mnie omija (ale nie to żebym płakała z tego powodu). 😉 Jednak dobrze, że nie zagłębiam się w niektóre czeluście internetu, bo jeszcze bym się przeraziła ludzkim zachowaniem i co gorsza, zaczęłabym myśleć, że źle postępuję. 😛 A tak żyję w nieświadomości, błogie uczucie. 😀

  5. Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości i w tej kwestii nie mam nic do dodania (bo z reguły mało się udzielam w internetach), ale piszę ten komentarz dla Puczinki 😉 Jak będziesz jej dawać karmę, to powiedz koniecznie, że jedna kulka jest od wielbiciela – ozika Ferro z dalekiego Szczecina 😀

  6. Jestem pewnie parę lat młodsza od Ciebie (25 lat niedługo styknie) i moje początki z Internetem i wyrazaniem opinii w nim to były roznorakie fora internetowe, które z perspektywy czasu były całkiem spoko nauczycielem, bo forma komentarzy dłuższa, rozmowy bardziej przemyślane, a i o bana od admina zazwyczaj nie było trudno, więc trzeba było się hamować. Fejsbunia założyłam dosyć późno,bo dopiero na studiach, i to już po rozpoczęciu przygody z blogami i namietnym romansem z internetowymi fandomami na tumblrze. I powiem Ci, że przez to znajduje w sobie oazy spokoju jeśli chodzi o dyskusje na Facebooku, bo juz to wszystko widziałam, tylko w lagodniejszej formie – zarówno jeśli chodzi o potrzebę angażowania się w nie, jak i w pewien sposób rozumienie, skąd się biorą w nich takie a nie inne osoby. Łatwo jest kreować swój wizerunek w Internecie, podwyższyć nim swoje poczucie wartości i upic się poklaskiem lajków. Myślę, że gdybym miała 13 lat i odkryła Facebook, to też bym mogła taka być – w końcu nadal walczę z byciem nieznosnym know it all.
    Mnie bardziej przeraża odwrotnosc – to ile osób jest dla siebie miłym na Fejsie (serduszka, lajki, jednorozce rzygajace tęcza), a w rzeczywistości totalnie obrabia dupe. I weź człowieku bądź mądry i wybierz szkoleniowca. Nie mówiąc o tym, jak to działa na moją anxiety i jak potem mam schizy, że ludzie za plecami mówią o mnie rzeczy, których w komentarzu do mnie nie napiszą.
    Ale tl,dr zgadzam się z Tobą, myślę, że 2 zasady: 1. Czy powiedziałabym to tej osobie w cztery oczy?, i 2. Czy mój komentarz jest konstruktywna pomocą?, dużo by zmieniły w internetowych dyskusjach.

    1. Bardzo, ale bardzo zgadzam się z Twoim postem – mam wręcz identyczne przemyślenia w tym temacie – widziałam już niejedną, widziałam jak się rozpętują i wygasają i po prostu wiem, że nie warto. Ale mimo wszystko mam wrażenie, że kiedyś było trochę bardziej kulturalnie i rzeczowo.

  7. Pięęęęęknie napisane <3

    Ostatnio mamy z narzeczonym taki zwyczaj, że gdy na psim internetku pojawi się gównoburza to zasiadając do obiadokolacji streszczam ukochanemu o co tym razem poszło i przytaczam najlepsze cytaty. Smutne to, że całkiem często mamy gównoburzowy temat przy obiedzie… ostatnio nawet przedwczoraj, a dziś poleci kontynuacja. 😛 Dziś będąc w pracy tak właśnie myślałam, dokąd to wszystko zmierza??

    1. Ja tak mam z innym światkiem. Babskie forum: wizaż: intymnie <3 O boże jak to kocham! Szczególnie ciepło wspominamy wątek pod tytułem "kąpałam się a mój TEŻECIK wszedł robić kupę" 😀

  8. O, właśnie to, co J. zauważyła, wydaje mi się, że ludziom na fejsie łatwo przychodzi pisanie głupot, bo to wielki off topic i nie ma admina, który może wlepić bana :D. Chociaż fora internetowe, a przynajmniej te o tematyce zwierzęcej też nie były takie święte nawet mimo obecności modów i adminów. Do dziś pamiętam, jak ludzie postrzegali dogomanię, znaną z wielu gównoburz i niezbyt miłego nastawienia do początkujących użytkowników, chociaż to i tak małe piwo przy fejsbuniu :P.

    Ja mocno ograniczam wypowiadanie się w sieci na różne tematy mimo, że często mnie korci. Na fejsie jestem człowiekiem lajkiem, czy jakoś tak haha. W większości przypadków dyskusja nie ma sensu, bo nawet jak ma się coś mądrego do powiedzenia, to i tak z kimś przekonanym o swojej racji nie wygrasz, a dodatkowo pewnie zostaniesz uraczona salwą bluzgów. Jak ktoś jest na to mniej odporny to łatwo wdać się w głupią wymianę zdań i zepsuć sobie nastrój.
    Poza tym uważam, że mimo jakiegoś tam doświadczenia nadal nie wiem zbyt wiele i nie chciałabym komuś źle doradzić. Chyba każdy z nas jest mocniejszy w jakimś temacie, a w innych już mniej. Rozbrajają mnie osoby, które są za to ekspertami w każdej dziedzinie. W poniedziałek czytam złotą radę takiego eksperta, a w niedzielę kolejną, która jest zaprzeczeniem tej pierwszej. Nikt nie jest alfą i omegą, dlatego zanim wypowiemy się na jakiś temat warto zastanowić się czy koniecznie musimy, a jeśli już to jak to dobrze ubrać w słowa.

    1. Mam bardzo podobnie jak Ty 🙂 Też jestem raczej człowiekiem – lajkiem, chyba, że mam coś więcej do powiedzenia. Dogomania rządziła się swoimi specyficznymi prawami i w mojej opinii to ona jest właśnie kolebką fejsbukowych gównoburz 😀 Winię Dogo!
      Naprawdę mam wrażenie, że kiedyś (a dużo udzielałam się na przeróżnych forach, bywałam nawet moderatorem) kultura wypowiedzi była zupełnie inna. Abstrahując już od kulturalnej wymiany zdań oraz konstrukcji i treści tychże.

  9. Jest takie mądre przysłowie. Łatwiej założyć buty, niz próbować owinąc dywanem cały świat.
    I myślę, że o wiele łatwiej będzie kazdemu z nas, przestać się przejmować opinia innych ludzi (którzy zawsze będa mieć powód, żeby coś skrytykować czy to internetowo, czy to publicznie, bo taka jest juz natura człowieka-że każdy wie lepiej), niż próbować wprowadzać ład i zasady kultury na zgromadzenia internetowe.

    🙂

    1. Nie znałam go! 🙂 Natomiast nie do końca się z nim zgadzam – uważam, że dużo lepiej i milej byłoby na świecie, gdyby panował ład i porządek, a już wcale nie mam zamiaru dostosowywać się poziomem do innych ludzi 🙂

  10. To, co przede wszystkim chcę powiedzieć… Kocham to poczucie humoru i styl pisania! A temat bardzo dzisiejszy, faktycznie. Jestem w tym wszystkim pośrodku raczej, bo z jednej strony nie pamiętam odgłosu modemu, za to kompletnie nie rozumiem, dlaczego tak… “popularne” jest teraz skakanie sobie do gardeł, tylko dlatego, że ktoś jest anonimowy i może to bezkarnie zrobić, nie zwracając kompletnie uwagi na to, jak wygląda jego wypowiedź… Być może to ten spadek kultury osobistej, chociaż obracałam się też bardzo długo poza sferą psiarzy, między innymi w gronie ocenialni blogowych (ach te czasy prawie dziecięce!), gdzie to głównie oceniające – osoby wypowiadające się bardzo ładnie i estetycznie, rzekomo powołane do pomagania tym mniej doświadczonym – rzucały sobie kłody pod nogi na każdym możliwym kroku. Jeden głupi błąd innej oceniającej i zaczynała się cała, że tak powiem, gównoburza i hejtowanie. Naprawdę nie rozumiem tej zawiści, bo też co to za przyjemność? Zwłaszcza, że same zarzuty i argumenty bywają nieraz tak śmieszne, że – niestety – nie pozostaje nic innego, jak zrobić ten popcorn i śmiać się do łez.
    Pozdrawiamy cieplutko!

    1. Bardzo dziękuję 🙂 W mojej opinii internety uwidoczniają najgorsze wady ludzkie i pozbawiają naturalnych i zdrowych hamulców społecznych, plus często wypowiadają się osoby niedojrzałe emocjonalnie, które w normalnej konwersacji dostałyby odpowiednią nauczkę, a tutaj są kompletnie bezkarne.

  11. Dobra gównoburza z rana do kawy jest lepsza niż czytanie Pudelka ukradkiem na komórce w toalecie.
    A jak już mam zły dzień i chcę pokazać wszystkim jaka ze mnie suka to piszę zjadliwy komentarz. Ociekający jadem. A potem go kasuję zanim go nawet wyślę. Wątroba zdrowa, bo nie duszę w sobie żółci, a wszyscy dookoła też szczęśliwi.

  12. Świetny wpis, idealny na wieczór przy kubku kakao. I genialny temat wzięty pod uwagę. Taka jest niestety prawda, szczególnie, że w dzisiejszych czasach Internet daje możliwość anonimowości. Ale tak na dobrą sprawę… Internet Internetem, tak wiele się w nim dzieje, szkoda, że w realnym życiu tak niewiele. Albo to tylko w moim mieście. Zabrzmię teraz staro, ale “za moich czasów” dzieci na podwórkach i osiedlach było pełno, a dziś każdy wertuje Facebooka i świata poza nim nie widzi. Czasem to się nawet zastanawiam jak te “dzieciaczki” odnalazłyby się kiedyś, kiedy telewizor śnieżył, konsole były tylko na kasety, a podstawowym telefonem była Nokia – do grania w węża…

  13. Powiem tak, niedawno dobrze przekonałam się, o czym piszesz. Nie było to bynajmniej środowisko psiarskie, post był z prośbą o napisanie opinii nt. filmu. Odezwałam się (komentarz był pochlebny, jako że film mi się podobał), autor podziękował i tu powinno się wszystko skończyć. O nie, oczywiście jakby na wezwanie wkroczyła osoba trzecia. Z jej wypowiedzi wynikało jedynie tyle, że przeszkadza jej sam fakt, że się odezwałam. Miałam jej odpisać, ale porzuciłam tę myśl, domyślając się, że pewnie szuka zaczepki i będzie to dyskusja całkowicie jałowa. Tutaj też mogło się wszystko zakończyć, ale pojawiły się kolejne osoby, które zaczęły się z tą dziewczyną kłócić (dyskusja pod moim komentarzem skierowanym tylko i wyłącznie do autora postu…). Postanowiłam się nie odzywać, niech się tam zjedzą i będzie spokój, jedynie od czasu do czasu sprawdzałam powiadomienia. W czasie tej cyberjatki dowiedziałam się ciekawych rzeczy na swój temat, cytuję: “nie wszyscy zasługują na szacunek”, stwierdziła to osoba, która mnie bynajmniej nie znała, przeczytała jedynie mój jeden jedyny komentarz zawierający pozytywną opinię nt. normalnego filmu. Przyznaję, aż mnie zatkało i przed oczami stanęła mi jedynie sylwetka znana z historii… Dodam, że była to adminka grupy, która teoretycznie powinna wyznaczać jej poziom, tymczasem ona na lewo i prawo rzucała błotem, a inni jej przyklaskiwali.

    Podziękowałam w duchu danej grupie i ją zostawiłam, na szczęście znam jeszcze inne, do których bardzo lubię wracać. Naprawdę, pojęcia zielonego nie mam skąd się bierze tyle w jadu nie w niektórych, a w praktycznie w każdej społeczności. Czyżby bycie zwyczajnie chamskim stało się modne? Jeśli tak, to ja jak zwykle wolę nie iść za modą. 😉

  14. Świetny wpis choć przyznam że jak niekiedy czytam różne rzeczy na facebookowych grupach/stronach to mam ochotę wziąć zrobić ten popcorn i płakać ze śmiechu nad niektórymi wypowiedziami(i nie, nie dodaje znaczku że to robię; jak dla mnie to zaśmiecanie postu). Kiedy sama mam gorszy dzień to powiem szczerze w 4 literach mam to co ktoś uważa i wyłączam się z internetów, nie widzę sensu bym robiła jakieś gunwoburze. Ktoś dodał post by pokazać śmieszne zdjęcie/zapytać się o coś a ktoś z postu pod którym chciał dowiedzieć się czegoś wartościowego robi spam z którego nie da się nic wywnioskować; 500 komentarzy jest ale co z tego że żaden nie jest wartościowy? Wolę jak post ma 2/3 komentarze ale one rzeczywiście coś wyjaśniają. Ale wiadomo każdy jest odważny kiedy nie stoi się twarzą w twarz…
    Gdy nie mam nic do powiedzenia to się nie wypowiadam.

  15. Kocham Twoje posty i sposób, w jaki piszesz! Jak zwykle trafiłaś w dziesiątkę, zgadzam się praktycznie ze wszystkim. Osobiście lubię czasami poczytać gównoburze, żeby się pośmiać i “dowiedzieć” nowych rzeczy ;), ale raczej nigdy nie biorę w nich udziału, żal mi na to siły i czasu, lepiej wykorzystać go bardziej produktywnie. 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *