Pies reaktywny: instrukcja obsługi

pies reaktywny

Pisałam Wam wielokrotnie, że z Nunusią nudzić się nie da. Ba, więcej jest momentów i słów nienadających się do druku, niż tych słodkich i puchatych. Parafrazując popularny obrazek – życie z psem reaktywnym jest jak jazda na rowerze. Przy czym pali się rower, pali się ziemia, palisz się Ty i przebywasz w piekle. Tak pokrótce można podsumować te gorsze dni 😛 A czasem jest miło, kucycznie, rozpiera Cię duma i sobie myślisz “o w mordę, ale ze mnie PRZEWODNIK“. No, a potem jedna iskierka i….wiadomo 😛

Dla psa reaktywnego zwykłe rzeczy mogą okazać się trudne. Niektóre przerasta przechodzenie obok węzła tramwajowego, inne za nic nie wejdą do piwnicy, a część mocno przeżyje rozłąkę z właścicielem (nawet tą chwilową). Psie spędy dla nich to przedsionek piekła, a najdrobniejszy zakaz to koniec świata. Pamiętacie wakacje z rodzicami, kiedy mieliście naście lat i okres buntu? To bardzo podobna sprawa, przy czym tym razem Wy jesteście rodzicami. Najszczersze kondolencje.

Pies reaktywny najpierw robi, potem myśli. Dlatego przewodnik takiego psa musi wyprzedzać zdarzenia, przeczuwać sytuacje i wyłapywać najdrobniejsze punkty zapalne. Odpowiednio balansować między pobudzeniem a wyciszeniem. Tak, żeby psa nie zadusić (nie bywa łatwo, czasem najchętniej zrobiłabym to gołymi rękami :D), żeby w miarę dobrze się bawił, ale żeby nikomu nie stała się krzywda.

Pies reaktywny ma większy problem z panowaniem nad sobą w emocjach. Przy czym musicie wiedzieć, że “większy problem” to eufemizm. Tak naprawdę wybicie psa z wysokich emocji wymaga wielkiej siły ducha, sprytu i mocnego głosu. A często – poparcia swoich słów wykrzyknikiem, czy też słowem powszechnie uznawanym za obraźliwe. I, aby być w stanie dotrzeć do zagubionego móżdżku, trzeba mieć wypracowany autorytet, bo taki piesek doskonale wyczuje, że na tą osobę można sobie, powiedzmy oddać mocz i bimbnąć, a z tą lepiej nie żartować, bo inaczej nogi z dupy powyrywa i wsadzi do gardła.

Próg pobudzenia psa reaktywnego jest śmiesznie mały. Wystarczy na przykład drobne uniesienie warg innego pieska. Albo poczucie niesprawiedliwości na świecie. Albo zmęczenie materiału. Albo za duża presja. Albo za małe wymagania. Praca i wyjście do ludzi z pieskiem reaktywnym, przypomina wiosenny spacer po osiedlowym skwerku – odrobina nieuwagi i już się jest po pas w gównie.

Pies reaktywny wymaga stałej kontroli. Może nie kontroli – monitoringu. Nie liczcie na pełen chill na spacerze z pieskami i chłonięcie pierwszych wiosennych promieni. Kontemplowanie przebiśniegów? Zapomnij – na spacerach należy wyposażyć się w pastylki od bólu gardła (na wszelki, bo nigdy nie wiadomo, w jakich okolicznościach i czy trzeba będzie poprzeć swe słowa panienką), dobry humor, dobre jedzonko i…okulary korekcyjne, albowiem jeśli posiadasz więcej niż jednego psa problematycznego i/lub lubisz widzieć gdzie idziesz/z kim rozmawiasz, niechybnie dorobisz się zeza. Rozbieżnego.

Typowa Gosia na spacerze z pieskami.

Nic na siłę – nie zawsze gra jest warta świeczki, ba, na siłę dokręcanie śrubki w najlepszym wypadku może skończyć się buntem, a w najgorszym regresem, czy wyuczeniem niepożądanego zachowania. Dla smaczku, na drugim biegunie, gdzie jest pełen luz, blues i pomarańcze, odkręcenie korby i poluzowanie warkoczyków może skończyć się ofiarami i wysraniem mózgu za drzewkiem – wszystko z wyczuciem, żelazny uścisk w jedwabnych rękawiczkach. Z doświadczenia wiem jednak, że nie warto w szybkim czasie przesuwać granic, że zajechanie psa fizycznie do granic możliwości znacznie obniża jego próg tolerancji, a zmęczenie mięśni przekłada się na sporą dysfunkcję mózgu. Wiem, że po długim spacerze z  innymi psami, gdzie zwierz musiał się pilnować, radosna posiadówka wśród innych piesków, to za dużo dla półmóżdżku i w takiej sytuacji lepiej pieska odizolować w klatce i nie zmuszać do dalszej przemiany czarnego jak węgiel charakteru w piękny diament. Na to przyjdzie czas. Albo i nie.

Nie wolno iść na łatwiznę – najczęściej pieski reaktywne są dość inteligentne, ba, aby dobrze, wymiernie pracować potrzebują odpowiedniego stopnia trudności i czytelnych sygnałów. I dobrze, wciąż pracować, kontrolować zawartość mózgu w mózgu i wrzucać w nieco trudniejsze sytuacje. Pilnować, żeby były odpowiednio wzmacniane, pokazywać inne drogi wyjścia z konfliktów.  Okazywać mądre wsparcie. To chyba ta najtrudniejsza kwestia.

Jasne kryteria pracy i pożądanych zachowań to podstawa Waszej koegzystencji. Trzeba uzbroić się w nienaruszalne schematy, sygnały, które ostrzegają i te, które mówią, że na ten tychmiast pies ma się zmaterializować w Waszej okolicy, bo inaczej ręka noga musk na ścianie. A słowo klucz Waszej wspólnej drogi, uważajcie, to: KONSEKWENCJA. Zawsze, choćby skały oddawały kał, a efekty tegoż z nieba leciały, reguły musza pozostać nienaruszalne.

Siła kryje się w rytuałach. Oprócz jasnych i czytelnych sygnałów takie psy potrzebują jeszcze bardziej rytuałów – ustalonych schematów kiedy spacer, kiedy jedzonko, kiedy odpoczynek. Zaburzenia takiego harmonogramu mogą powodować niepokój a czasem to, czego tak bardzo chcemy uniknąć – nadmierne pobudzenie, stres i wzmożoną reaktywność.

Jak widzicie – to nie jest lekki kawałek chleba. Ba, taki zwierzak bardzo dużo wymaga od swojego przewodnika, nie jest łatwo temu sprostać i nie da się odnosić na tym polu nieustających sukcesów. Życie z psem reaktywnym to życiowa lekcja ucząca przede wszystkim pokory, potem czytania swojego psa, wsłuchiwania się w jego potrzeby, charakter i umiejętności. Momenty wzlotów, chwile, w których coś wyszło po naszej myśli są fantastyczne! Jestem na początku ścieżki, nie napiszę Wam, że jest warto, bo uważam, że można sobie wybrać łatwiejszego pieska i się z nim nie użerać – po prostu. Ale jak już mam tą swoją kulkę z gnojem, to sobie ją toczyć będziemy – czy pod górkę, czy z górki. No bo kto, jak nie my?

Bądźcie jak żuk Tomek!

Jakie są Wasze doświadczenia z psami reaktywnymi? Macie swoje przeboje w życiu i pracy z takim psem? Czy macie jeszcze jakieś spostrzeżenia z placu boju?

 

Spodobało Ci się? Podziel się z innymi, będzie mi ekstramiło!
Share on FacebookGoogle+Pin on PinterestTweet about this on Twitter

22 komentarzy na temat “Pies reaktywny: instrukcja obsługi

  1. Tak bardzo prawdziwe… Najgorsze w życiu z psem reaktywnym są spacery, bo mało kto rozumie, że taki pies potrzebuje odrobiny przestrzeni. Ludzie sa głusi na moje prośby o zabranie/odwołanie/nie spuszczanie psa, bo moja suka nie bedzie sie witała/bawiła z każdym psem. Każdy najmniejszy jednak sukces cieszy i to bardzo, to prawie jak wygrana w totka. Łatwo nie jest, ale dzięki Tajdze stałam się innym człowiekiem i nigdy nie zamieniłabym jej na innego “łatwiejszego” psa
    pozdrawiam 🙂

  2. Ja osytatnio stwierdzilam, że Cleo wcale nie jest aż tak reaktywna. Wystarczyło zrezygnować z agility a wszystko inne sie ułożyło i jest święty spokój.

  3. Dobrze, że piszesz o tym jaka jest Ru. Bo ja o tym ze są na świecie psy reaktywne dowiedziałam się jak jedna z szajki zamieszkała u mnie w domu, czyli zaliczyłam terapię szokową 🙂

    1. No bo w sumie, jakby nie patrzeć, nie jest czym się chwalić 😛 Ale zawsze dobrze wiedzieć, że to nie tylko ja się męczę i zagryzam zęby, że jest nas więcej! 🙂

      1. No nie wiem czy nie ma się czym chwalić. Ogarnąć “normalnego” psa to pikuś, ale reaktywnego to już wyższa szkoła jazdy 🙂

  4. Soł tru. Wiem, że to ogólnie mało śmieszne, ale ubawiłam się setnie czytając tę notkę – dzięki!

    Najgorsze dla mnie w życiu z reaktywnym psem (oprócz samego psa, roweru i ognia piekielnego etc., wiadomo) jest radzenie sobie z otoczeniem. Czasem to mnie wszystkie członki ciała opadają z głuchym plaśnięciem. Jak mówię po raz fyfnasty rodzicom/teściom/gościom, żeby NIE ZWRACALI UWAGI na psa w jakichś okolicznościach, gdzie mózg psa robi PSSST! i już go nie ma, ale pracuję nad tym (ostatnio kuzyn postanowił zrobić młodej PAC PAC PAC po głowie i zdziwił się, jak zaprezentowała mu pełne uzębienie z pomrukiem z głębi trzewi – CHCIAŁA MNIE UGRYŹĆ! – chciała, nie chciała, powstrzymała się pięknie, a mogła zabić!). Jak mówię ludziom, żeby wypindalali ze swoim Reksiem puszczonym samopas, który się przysrywa do psa balansując po cienkiej linii, bo będzie grubo (aj tam, przecież nic mu nie zrobi/a niech mu zrobi to się nauczy, o!). Jak obcy ludzie na ulicy zamiast psa zwyczajnie po ludzku zignorować (pies to pies, cnie? psa nie widzieli?), zachowują się jak jacyś ułomni – zastrzelił mnie ostatnio pan mijający nas w wąskim przejściu – zamiast przejść normalnie obok psów równających na komendę przy nodze od zewnętrznej strony (jeśli mam możliwość to zawsze odgradzam psy sobą), zaczął się czaić i miotać (w głowie młodej już oczywiście DING DING DING!) i wybrał – a jakże – przejście obok Raven, niemal szurając jej siatką po łbie. Noż kyrieelejson.

    1. Oooo tak. Tłumaczenie rodzinie/znajomym nie róbcie tego i tego, a najlepiej to ją olejcie nie działa. No po prostu nie, i gadki z cyklu “mój jest wychowany nie to co to, “mój to nie reaguje jak mu tak robię”. I sugerowanie, że robię źle, bo zabieram psa gdy zaczyna fiksować. Ponoć robię też źle, bo karzę psu skupiać się na sobie gdy trzy inne biegają samopas. I nie daje mu się wybiegać tylko go męczę jakimiś komendami. Przechodnie na ulicy to w ogóle bajka. Cmokają do psa po czym padają teksty w stylu: “o jejku jaka ona agresywna!”. Nosz trafia mnie pierun z jasnego nieba w takich momentach. Teraz już pies nosi kaganiec dla bezpieczeństwa swojego. Dostaje w nim +10 do groźnego wyglądu, bo bez to jest takim słodkim pieskiem, którego każdy chce zaczepiać.
      I te wszystkie sytuacje na spacerach. Odciągam swojego psa na bok, zajmuję mu uwagę a mijany nas york szczeka jakby go diabeł przypiekał żywym ogniem. I szczeka, i szczeka, bo właściciel nie potrafi go odwołać. Szkoda, że jak mały piesek szczeka i goni większego to jest ok, a jak większy się odgryzie to zaraz padają głosy, że agresywny i źle wychowany.
      Po kilku miesiącach pracy z psem przynajmniej przestałam wypłakiwać oczy po powrocie ze spacerów. Nie wiem tylko czy to pies się poprawił czy ja się już uodporniłam 😀 W każdym bądź razie mój psychiatra trochę się martwi, że spadną mu przychody.

    2. U mnie na szczęście nie ma tego problemu, z prostegu względu, że Puczineczka żyje i oddycha miłością do obcych ludzi, na szczęście, bo jakby do jej reaktywności względem psów dorzucić jeszcze tą wobec ludzi – paniejezu umarłabym ze zgryzoty 😛

  5. OMG. Sama prawda.
    H. jest moim pierwszym psem – w schronisku przedstawiono go jako idealnego kandydata na pierwszego w życiu psa – spokojny, ułożony, tolerujący inne psy i dzieci. Po tygodniu w domu wyszło szydło z worka i tym sposobem zaliczyłam swój “chrzest bojowy” życia z psem, mając pierwszego psa mocno reaktywnego.
    Jesteśmy dopiero na początku wspólnej drogi, ale już po tych 4 miesiącach widzę, że nie będzie nudno. 😀
    A tak poważnie – ile już łez wylałam to wiem tylko ja, no ale nie poddaję się i mam nadzieję, że uda nam się przepracować choć część problemów i nieco “wychillować”.

  6. Tak bardzo to wszystko prawdziwe, że aż nie wiedziałam, czy się śmiać czy płakać 🙂
    Ja ostatnio postawiłam na taktykę “rób co chcesz, tylko-kur…-nikogo nie zjedz” i w sumie jakoś częstotliwość różnych nieprzyjemnych ‘akcji’ zaczęła nam ładnie spadać. Dlatego powoli przygotowuję się na nieuchronną katastrofę, która na pewno sprowadzi mnie na ziemię :D.

  7. Szczerze? Już nic nie wiem. Czym dla Ciebie jest ”pies reaktywny”? Spotkałem się z tym terminem, ale raczej w stosunku do tzw. leash reactivity, czyli reaktywności smyczowej, która polega na zachowaniach niepożądanych (czasami agresywnych) na smyczy wobec pewnych obiektów (zwierzęta, przedmioty, pojazdy, ludzie).

    Natomiast w Twoim wpisie można wywnioskować, że reaktywność to jakaś cecha charakteru lub miara temperamentu? Czy coś źle zrozumiałem? Jestem zdziwiony, ponieważ mam psa z dość głęboką agresją smyczową (reaktywność smyczowa), więc zawsze ten termin kojarzył mi się trochę inaczej.

    1. Reaktywność to jest dość powszechnie znana cecha charakteru psów (albo jak faktycznie ładniej to nazwałeś: miara temperamentu), a opcja smyczowa, to jej wariant, może być również pakiet ‘deluxe’, z którym mam do czynienia na co dzień, co nie przekłada się bynajmniej na reaktywność smyczową (odnoszę wrażenie, że częściej reaktywność smyczowa związana jest z przenoszeniem emocji właściciela na psa).

      Tutaj pokrótce:
      https://psy24.pl/psy,ac84/psy-jakie-sa,ac103/reaktywnosc-emocjonalna-u-psow,291

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *