5 pozasportowych umiejętności, których warto nauczyć psa (to ułatwi Wam życie!)

Śliczne zdjęcie – Alicja Andrukajtis <3

Trochę już wymiatacie. Koordynacja oko – ręka zrobiona, pies już mniej – więcej kuma o co chodzi. Na polanie przed blokiem bryka aż miło, filmiki z fejsbuka powalają ilością lajków i superów ( z drobnym odsetkiem heheszków), zaakceptowali Wasz post na “Fithelifiłorkingdogs” i macie tę moc. Ba, nawet wylicytowaliście na bazarku niebieską torbę Purina Dog Chow*. Jeśli to nie jest etap zapisania się na zawody, to już kompletnie nie wiem, co uznajecie za wyznacznik! 🙂 Tym niemniej niezwyciężona hartczakra śpieszy Wam z kubłem lodowatej wody. Całkiem na serio podpowiem Wam, co według mnie należy do tych arcyważnych, pozasportowych umiejętności ułatwiających życie na zawodach.

  1. Stróżowanie off

Czasem niemądre osóbki zamówią totalnie abstrakcyjny pokój, i potem w środku nocy muszą kombinować jak konie pod górkę. Kiedyś Wam opowiem całą historię, ale w skrócie – nie bądźcie jak my 😛

Podczas zawodów często nocuje się w hostelach przeróżnego sortu. Dobrze jest, żeby pies potrafił milczeć. Z zawodów wraca się o różnych porach, czasem może porwać jakiś melanż (mnie najczęściej porywa zestaw somersby + dzikie otchłanie łóżka). Nie zawsze uda nam się nocować w psiolubnych miejscach (dlatego zaraz płynnie przejdziemy do podpunktu drugiego), dlatego warto stonować psi zakres dźwięków do minimum. Bal już ma wtłoczony do głowy zakaz reakcji na śpiewy, krzyki, tańce i orgie pod drzwiami. Nie pozwalam na parskanie, bukanie i czkanie gdy usłyszy dźwięk kroków. Przyjął do wiadomości, stosuje.

2. Klatka, klateczka, klatunia.

Ciri powiada: umiejętność klatkowania to podstawa!

Arcyważna sprawa. Pozwala Waszemu zawodnikowi chociaż chwilę odpocząć, zrelaksować się i zregenerować między startami. A Wam daje czas na rozwój towarzyski 🙂 I tutaj muszę się z Wami podzielić moim najnowszym doświadczeniem – składana klatka Portable Dog Kennel, jakkolwiek poręczna by nie była nie zapewnia mojemu psu w stu procentach wygody i relaksu – po pierwsze, kiedy wymęczony pies chciał się wygodnie w niej ułożyć składała się jak parasol, po drugie nie izoluje wystarczająco od zewnętrznych bodźców. Nigdy nie miałam nic do zarzucenia mojemu psu jeśli chodzi o klatkowanie, ale na zawodach w Poznaniu okazało się, że w namiocie zawodników dzieje się zbyt wiele, przez co Balu lepiej wypoczywał w klatce bardziej zamkniętej (Baszkowej) niż w zielonym rachitycznym kołowrotku.

3. Praca w rozproszeniach

Niby oczywista oczywistość, prawda? Otóż nie. To praca w rozproszeniach level niewyobrażalny. Zdarzają się sytuacje nie do przewidzenia – oprócz pracy w tłumie, mijania psów na starcie i braku reakcji na cmokanie podczas przebiegu (Tak! Serio zdarzało się!) dopiszcie: brak reakcji na innego psa, który wbiegnie Wam na pole, totalny zlew na psa ujadającego i wyrywającego się ze smyczy tuż przy Was podczas obiegania na hardcorowej dystansówce Far Out(sędzia musiał zwrócić uwagę trzykrotnie pewnemu luzackiemu Januszowi), kontynuowanie aportu tuż przy psach gryzących się (oddzielała ich tylko banda), pracowanie podczas nieprzewidywalnego lądowania – czasem wiatr zawieje, czasem pies źle wyliczy – Baloo na tossie wylądował na piankowym znaczniku dystansu, ale gronek na LP Poznań nie miał już tak lajtowo – on zakończył swój skok na…kamerzyście, już nie wspominając o nagłych skokach w tłum gapiów, bo akurat tak dysk poleciał.

4. Umiejętności socjalne

Nawet na zawodach pytacie mnie, dlaczego nie biorę ze sobą Ru i tłumaczę zawsze, że nie dałaby sobie rady, nie sprawiłoby jej to przyjemności. I nie chodzi mi tu bynajmniej o to, że nie poradziłaby sobie z punktem 1, 2 czy 3, bo na tym polu nie mam do niej praktycznie żadnych zastrzeżeń. To podpunkt 4 jest dla niej hardcorem nie do przejścia. Ona po prostu nie czuje się pewnie w stadzie psów. O ile jechałabym sama, brałabym tylko ją i względnie Bala, może endżojowałaby choć troszkę wspólny wyjazd. Jednak w przypadku naszych klubowych wyjazdów to dla niej bardzo trudna sytuacja, w którą na razie nie chcę ją wrzucać. Nie czuje się komfortowo wśród innych psów, myślę, że najszczęśliwsza by była jako kochana i rozpuszczona jedynaczka, od której nikt by nic nie chciał 🙂 Tym niemniej warto, żeby Wasz pies czuł się dobrze wśród innych psów i nie stanowił dla nich potencjalnego zagrożenia. Wiem, że mogę Baloo czy Ciri zostawić samych w pokoju i oprócz ogólnej zabawowej rozpierduchy nic się nie stanie. Mogą spokojnie jechać na tylnym siedzeniu i wiem, że jeśli ktoś będzie chciał chwili spokoju to odejdzie, a nie zrobi się upierdliwy i reaktywny. W ogólnym zamieszaniu związanym z zawodami, treningiem, startami i spotykaniem znajomych to naprawdę ważna sprawa – jeden kamyczek mniej do zmartwienia.

5. Załatwianie się na komendę

Pieski scrollują fejsa, a ja czekam na Dobrusię wraz z wehikułem, aby pomknąć na drugi dzień zawodów.

Końcówka będzie przyziemna – czyli załatwianie potrzeb fizjologicznych. Przed startem warto zarówno o komfort psychiczny jak i zaplecze fizjologiczne. Dobrze od małego uczyć załatwiania się na komendę, dzięki czemu zapobiegniemy przykrym niespodziankom na polu startowym, albo w centrum zabetonowanego miasta. Wraz z psami nocowałyśmy tuż przy poznańskim rynku, przez co tak naprawdę pieski miały niewielkie pole do popisu. Bardzo nie chciałam, żeby załatwiały się tuż po wyjściu z hostelu, na chodniku naprzeciwko Subwaya, dlatego raźno zmierzaliśmy w stronę najbliższych skrawków zieleni, gdzie bez zbędnej zwłoki wypowiadałam zachęcające komendy na oddanie naturalnych produktów przemiany materii. Zapomniałam niestety komendy Ciri, więc po dojeździe na pole startowe siedziałam jak na szpilkach, czy aby przypadeczkiem temu pokemonowi nie zachce się dwójki, właśnie w momencie, w którym będę wyruszać na start. Pozostała dwójka raźno i chętnie skorzystała z mojej propozycji, dzięki czemu i my i psy czułyśmy się komfortowo 🙂

Według mnie to właśnie kilka tych czynników ułatwia starty i zapewnia komfort tak wytężonej pracy. Jestem ciekawa, czy macie swoje typy? A może zwracacie uwagę na jeszcze coś innego? Podzielcie się ze mną w komentarzach!

Pees:

Pamiętacie o konkursie

A może chcecie jeszcze na nas zagłosować w plebiscycie zooplus? Jeszce jest szansa! 🙂

*Wersja podstawowa, level: zawodnik dogfrisbee.

Spodobało Ci się? Podziel się z innymi, będzie mi ekstramiło!
Share on FacebookGoogle+Pin on PinterestTweet about this on Twitter

9 komentarzy na temat “5 pozasportowych umiejętności, których warto nauczyć psa (to ułatwi Wam życie!)

  1. All checked! 😁. Poza pktem 3 i 4 w relacji Nitro – obcy pies. Zawody obi czy agi powoduja u mnie oczy dookola glowy 😎. Wszelkie imprezy IPOwe luz blues, tam same takie Nitrowskie charakterki 😂

    1. Haha no tak, to prawda 😀 Fascynuje mnie, że nawet w świecie sportów kynologicznych widać rozbieżność wśród agilitowców, obikowców, IPOwców i frizbowców 😀

  2. Ciekawy, przydatny post 🙂 Muszę Mera nauczyć punktu 5, bo raz nam się na seminarium stało tak, że kiedy pies przebywał w klatce i nie mogłam go w tym momencie wziąć, to mu się zachciało “dwójki” i… już nie skończę xD Klatka przeszła gruntowne pranie. Pies też.
    Za to punkt 2, na praaaaawdę przydatny! Kiedyś rezerwowaliśmy pokój w Zakopanem na weekend. Przez telefon powiedzieli, że ze zwierzętami można. Na miejscu okazało się, że pies za duży 😛 (Tak, cocker był za dużym zwierzęciem, by mieszkać z nami w domku). I wtedy zadziałała nasza kochana klatunia 😀

  3. Świetny wpis. Niestety, poniekąd wpędzający mnie w czarną rozpacz – właśnie uświadomiłam sobie, że nigdy wcześniej nie pomyślałam o załatwianiu się na komendę. Zastanawiam się, jak wiele jest rzeczy, o których wcześniej nie myślałam.
    Proszę mnie pocieszyć w rozpaczy, że jak się ma mieć pierwszego psa, to nie wszystko trzeba wiedzieć od razu i jest jakiś margines błędu. Jeśli tak nie jest, to chyba psa mogę sobie darować.

  4. O komendzie przy punkcie 5 to jeszcze też nie słyszałem 🙂 Ale to już chyba od szczeniaka najlepiej tego uczyć.
    A odnośnie 1 pkt, może jakieś rady jak psa uspokoić w takim hotelu? Czasem wystarczy, że usłyszy z daleka jakiś szczek i już się zaczyna… Z góry dzięki!

  5. Tak, od szczeniaka. Ru mam od 9 miesiąca i jedynie udało mi się wyuczyć sikania na komendę, z kupą mogę zapomnieć 😀 Bal – pełen pakiet tłuczony od dzieciaka 😛

    Ja mam komendę “wystarczy” która oznacza, że od tej chwili ani słowa, bo łby urwę. Akurat przy stróżowaniu mocno chwaliłam zamilknięcie, i piętnowałam zignorowanie mojego polecenia, ściśle wg schematu tutaj: https://myheartchakra.pl/2015/12/moj-pies-mnie-wkurza-jak-radze-sobie-z-frustracja-podczas-szkolen/

  6. Poprzedni pies robił kupkę na komendę, choć nie było to właściwie do niczego potrzebne. No, do wygody, jak się trzeba było spieszyć;) Obecny nie umie, ale niespecjalnie nad tym pracujemy (inny typ sportu – bieganie – najwyżej będzie krótka przerwa, z której ja też się po cichu cieszę:P ). Natomiast umiejętność pracy w rozproszeniu – na razie marzenie, ale pracujemy nad tym 🙂
    Pozdrawiamy:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *