Ciemniejsza strona BARF – 3 powody, dla których trudno jest dobrze karmić

Opowiadałam Wam już, jak z podkulonym ogonem wróciłam ze ścieżki karmy bezzbożowej na surowiznę raz jeszcze, prawda? Jestem daleka od polecania tego typu żywienia wszystkim, bo sama najlepiej wiem, jakie uciążliwe, kosztochłonne i pracochłonne to potrafi być. Tym niemniej, dziś postanowiłam wymienić Wam kilka kwestii, z którymi nie mogę dojść do porządku, albo inaczej – staram się, ale jakkolwiek bym sobie nie pomagała – zawsze coś się zawali. Zapraszam!

1. Zabójstwo w afekcie

Myślę, że gdyby Pan Mąż nie był oazą spokoju, oceanem, kwiatem lotosu oraz kropką nad i w wyrazie “cierpliwość”, mógłby być posądzony o morderstwo, w każdy dzień roboczy w okolicach 20 – 21. Omamiona pięknymi skandynawskimi wnętrzami, oczadzona świetlistą bielą, głucha na mądre perory Kochanej Mamusi, uparłam się jak kozioł – biała kuchnia być musi. To mam. Malownicze smugi krwi z osoczem, gdyż Ruby lubi na bogato, wyjąc mięcho z miski i umaziać nim 3 metry kwadratowe pomieszczenia, zanim weźmie się do roboty. Balu z kolei preferuje dziarskie przemarsze z ociekającym płynami ustrojowymi połaciami, aby bezpiecznie zawinąć do przystani – psiej minikanapy, zakupionej troskliwie przez Pana Męża. Codziennie tłumię przekleństwa, siedzę zrezygnowana na zydelku, a potem zachęcam nieumiejętnie, aby wyczyścili ślady zbrodni. Działa, albo i nie. BARFiarze radzą sobie rozkładając prześcieradła i zwijając je do prania tuż po posiłku. Ja rozkładam drybedy, choć niestety, nie zasłaniają one wszystkiego. Podobnie ma się sprawa z rozmrażaniem mięsa i przygotowaniem go przed podaniem. Rzeźnia, panie.

2. Wstrząśnięte, rozbełtane

Czasem, gdy mięsko jest niedobre, wolno wchodzi, a bardzo szybko wraca. Balu miewa tak z mocno ścięgnistymi kawałkami wołowiny (i wołowym sercem), Ru swoją love-hate relationship ukierunkowała na ryby oraz na rosołowe mięsko indycze. Wyżej wymienione je niczym własne ciało, a następnie pieczołowicie wybiera najtrudniej spieralną tkaninę w całym domu i tam oddaje hołd naturze. Podobno to naturalna kwestia mięsożernych – ich przełyk jest tak zbudowany, aby w razie “w” łatwo dało się pokarm zwrócić, podejrzewam, że podłoże jest bardzo jasne – otóż nie smakuje im, łykają większe kawałki, które w efekcie drażnią mechanoreceptory odpowiedzialne za odruch wymiotny. Jak temu zaradzić? Najczęściej BARFiarze mielą te mniej lubiane elementy i podają w papce.

3. Nie takie znowu twarde dowody

Ten podpunkt można by było podsumować BARF – nie dla wrażliwych. Początki żywienia surowym mięsem, to często lawirowanie pomiędzy konsystencją, częstotliwością a jakością kup. W okresie letnim, rozmrażanie mięsa może nieść za sobą przeróżne reakcje. Oprócz tego każdy osobnik reaguje inaczej na kostne kawałki w diecie (zbyt wielki odsetek powoduje zaparcia), a duża ilość podrobów skutkuje niezapomnianą nocą na dworze, wraz z bardzo nieszczęśliwym pieskiem na drugim końcu smyczy. Ta wątpliwa przyjemność przydarzyła miałam miejsce się kilka razy, i z pomocą przyszło nam ColoCeum firmy ScanVet.

To preparat w formie pasty, zawierający w sobie prebiotyk ( który stymuluje rozwój fizjologicznej mikroflory jelit), elektrolity (wyrównanie niedoborów wodno-elektrolitowych spowodowanych biegunką), dekstrozę (źródło łatwo przyswajalnej energii), L-glutaminę (zawiera substancje odżywcze dla enterocytów) oraz smektyt (absorbent, który wiąże szkodliwe toksyny, powlekając śluzówkę jelit). Oprócz leczniczego działania na jelita, preparat można stosować podczas antybiotykoterapii, w przypadku psów rekonwalescentów i w sytuacjach stresowych. Co ważne dla mnie, jako właścicielki psich sportowców, dzięki zawartości dekstrozy i elektrolitów, można traktować ją jako zastrzyk energii w przerwie pomiędzy startami na zawodach. Przez jeden majowy weekend, mieliśmy gościa – małego rekonwalescenta. Pasta szybko pomogła szczylkowi opanować problem i już po 1.5 dnia regularnego podawania wszystko wróciło do normy. U dorosłych piesków, z reguły już po dwóch podaniach problem znika. 

W związku z tym, wiąże się śmieszna anegdotka (ciężko uwierzyć w to, że na temat kupy również potrafię przytoczyć dykteryjkę, nieprawdaż?:P). Otóż Balu zawsze jest bardzo zakłopotany, kiedy musi w nocy wyciągnąć mnie z łóżka. Ja zazwyczaj śpię czujnie jak zając, więc najmniejszy dźwięk dreptania pazurami po panelach budzi we mnie chęć mordu (niestety, jestem wybitnie nerwową jednostką, jeśli chodzi o wybudzanie mnie ze snu, wiedzą to wszyscy, że budzi się we mnie wtedy pierwotny szatan), domyślacie się pewnie, że wychodząc z łóżka nie jestem radosną wróżką. Razu pewnego nawet w półprzytomnej walce o włożenie kończyny w rękaw szlafroka przed wyjściem w rozgwieżdżoną noc, złamałam palec u nogi. Jakby nocne wstawanie nie było bolesne samo w sobie. Ale do meritum. Otóż po każdej takiej nocnej akcji, Balu natychmiast po oddaniu naturze co naturalne, zamiast pędzić szybko pod łóżko, gdzie jego miejsce, pędzi do kuchni, gdzie jest psia apteczka. Aplikuję do mordy lek, i uradowani wracamy w objęcia Morfeusza. Zazwyczaj wtedy Puczi trochę płacze, bo przespała nocną przekąskę – dla niej parówka czy pasta na biegunkę nie jest w tej chwili istotna, zawsze chętnie ustawia się w kolejkę, nie pytając za czym owa stoi. Prawdziwy smutek jest wtedy, kiedy brzuszek pozostaje pusty.

Także już po pierwszym zwiastunie kłopotów jesteśmy w stanie szybko zadziałać i zacząć pracować nad wyeliminowaniem problemu. Oczywiście, nie zachęcam do podawania preparatu na własną rękę – w takich przypadkach na pierwszym miejscu należy się poradzić lekarza weterynarii. ColoCeum podaje się wprost z tubo strzykawki do pyska psa, dwukrotnie w ciągu doby. Zwykle po 3 dniu podawania pasty można zmniejszyć dawkę o połowę. Jeśli chodzi o smakowitość, to moje psy mają mieszane uczucia. Ruby zjada łącznie z plastikową tubką, Balu jak zwykle grymasi i kręci nosem, a szczeniak miał mocno letnie uczucia względem produktu. Reasumując – podać się da, ale nie oczekujcie cudów 🙂 EDIT: Dziś pozostawiłam pastę w opakowaniu, jeszcze nie używaną na stole i pojechałam do pracy. Po powrocie spotkałam rozerwany karton i pogryzione kawałki plastiku porozrzucane wszędzie i skruszonego psa – ColoCeum skusiło Ciri do poczęstowania się podczas naszej nieobecności 😛

Tabela dawkowania ze strony Scan Vet

Moim zdaniem produkt tego typu to niezbędnik w apteczce psiarza – wyjazd na wakacje czy zawody nie skończy się nerwowym bieganiem od apteki do najbliższego weterynarza który raczy nas przyjąć w niedzielę tuż po sumie (sprawdzone info, własne psy najczęściej chorują piętnaście minut po zamknięciu lecznicy, a objawy pojawiają się do godziny po powrocie od weterynarza, gdzie nastąpiło cudowne ozdrowienie).

 BARF to nie zawsze jest bajka, to dużo płynów ustrojowych, szklanka częstego sprzątania, garść wyzbycia się obrzydliwości i podstawa zaopatrzenia w odpowiednie środki, które pomogą nam szybko uporać się z problemem (u nas ColoCeum firmy Scan Vet). Nie taki BARF straszny jak go malują, prawda? 

 

Wpis powstał przy współpracy z marką Scan Vet.

6 komentarzy na temat “Ciemniejsza strona BARF – 3 powody, dla których trudno jest dobrze karmić

  1. U nas BARF sprawdza się tylko u jednego psa. Haszczak sobie surowe mięsko wcina, a mniejsza Mikuśka omija surowiznę szerokim łukiem, dlatego w jej przypadku zrezygnowałam i zajada się mięsnymi mokrymi karmami.
    Problem brudu w kuchni pojawia się tylko w momencie porcjowania. Psy jedzą na zewnątrz, więc brudzi się jedynie kostka lub trawa.
    Punkt drugi z Twojej listy obserwuję u swojego kota. Nie mam pojęcia od czego to zależy, bo czasem potrafi przez kilka dni jeść tą samą mokrą karmę i jest wszystko ok, a nadchodzi taki moment, że zwraca. O surowym w jego przypadku nie mam co marzyć, bo jest niezjadliwe, a jeśli nawet przemycę odrobinkę zmielonego, to na bank mogę obstawiać, że będzie pawik.
    Drugi kot surowe uwielbia, ale nie wyszło przestawienie go na BARF. Jest alergikiem i po podaniu dwóch suplementów na próbę, niestety powróciły objawy, więc dalej nie kombinowałam. Je sprawdzone mokre i czasami dostaje surowe mięsko jako dodatek.
    Numer 3 z listy u nas nie występuje. Wszystko w tej kwestii przebiega idealnie, choć po karmach suchych niejednokrotnie różnie bywało.

    1. To u mnie główne rewolucje od dupy strony dzieją się po puszkach. Po mięsie rzadziej, ale właśnie z naciskiem na te dni, kiedy przesadzę z podrobami. U mnie tak naprawdę Baloo trochę cierpi na BARF – obserwuje to dość często na zawodach – zawsze trochę płacze, że inne pieski w pokoju jedzą suchą karmę, a on znów musi męczyć mięcho 😛

  2. Ja na żołądkowe dolegliwości, biegunki podaję kaolin. Zwykle działa już po pierwszym podaniu 🙂
    Pkt 1 prawie nas nie dotyczy, porcje są małe więc łatwo rozmrozic je w lodówce, a wymioty to tylko jak Terror po jedzeniu nieco poszaleje 😊

    1. Myślałam nad kaolinem, ale jak poczytałam, że to trzeba najpierw odpowiednio przygotować, odczekać, a najczęściej sprawa zaskakuje mnie w środku nocy, to…zapomnij pani 😛

      1. Prawdę mówiąc nigdy nie spotkałam się z tym by odczekać. A odmierzenie i wymieszanie z wodą zajmuje moment :p
        No ale jednak w nocy, to może już być problematyczne jak łóżko woła “wracaj” 😀

        1. Ale właśnie nie ma się tego mieszać z wodą, masz w instrukcji : “Odtruwająco – przypisaną masie ciała zwierzęcia dawkę produktu umieścić w szklance (250ml) świeżej, chłodnej wody, po opadnięciu produktu na dno, podawać w formie pitnej wodę bez osadu.” Krótko – panie zapomnij w nocy, że będę takie rzeczy robiła 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *