Zapraszam Was do Oczka!

Dobry duch Puczinki unosił się cały czas nad wyjazdem 😀

Jest kilka takich miejsc w naszej pięknej Polsce, gdzie natrafimy na psie El Dorado : chyba najbardziej znanym psioprzyjaznym domem jest wielkopolska Annówka. Bardzo żałowałam, że jest tak daleko, tymczasem okazało się ze i u nas znajdziemy miejsce, gdzie poczujemy ten wyjątkowy klimat psich obozów i seminariów. To dom prowadzony prze czynnego agilitowca Beatę Bawer, znajdujący się w malutkiej miejscowości i dość wdzięcznej nazwie: Oczko.

Szczerze przyznam, że do momentu ogłoszenia seminarium nie wiedziałam, że tuż pod nosem (raptem godzina drogi od nas) mamy takie miejsce. Wybraliśmy się tam na seminarium z Asia Korbal wraz z madzonową ekipa, z samego rana w sobotę. Jak powszechnie wiadomo, nasze auta są z gumy, więc na każdym etapie trasy dołączało coraz więcej psów i bagaży, a Ru  dla bezpieczeństwa innych jechała między moimi nogami. Początkowy plan był zgoła inny: przećwiczyć z Balem pod okiem Asi sekwencje przed debiutem we Wrocławiu, wziąć Ciri i endzojować jak każdy inny wyjazd. Jak wiecie, sprawa się rypła, toteż musiałam skorzystać z planu nawet nie B, ale Z: wziąć Puczinkę w nieznany świat, pełen piesków i trudnych sytuacji, skupić 100% uwagi na niej tak, żeby dobrze się bawiła, a ja nie zostawiła jej w Częstochowie na egzorcyzmach. I wiecie co? /spoiler alert/ Plan się udał!/koniec spoilera/ Rozumiecie mnie zatem, kiedy będąc głęboko w szoku opuszczałam Oczko zastanawiając się, co tym razem poszło po mojej myśli i jak sprawić, żeby chwila trwała. Jak wiadomo, w przeciwieństwie do porażki, sukces ma wiele matek. Po pierwsze myślę ze to sprawka Beaty, która oprócz pokoi w domu (podobnie jak w Annówce), ma tez tuż obok mniejszy domek z trzema łóżkami, lodówka i toaletą. Własnie tam umieściła naszą rozochoconą ekipę, wraz z pięcioma psami (borderki Caro, Baszka, Lulu i Nami oraz papillonka Saszka). Po drugie – naprawdę fantastycznego flow mózgowego Ru. Zaczynam wierzyć, że BARF cuda czyni z ogólnym stanem tego organu u rudego pieska!

Na początek, pozwólcie, że przybliżę Wam magię tego miejsca. Oczko jest bardzo fajnie pomyślane. Jest podzielone na kilka terenów, oddzielonych od siebie furtkami. Każdy tworzy osobną część, na początku to trochę jak odpakowywanie prezentu i odkrywanie nowych jeszcze fajniejszych terenów w grze. I tak najpierw mamy dom i domek dla gości wraz z basenem dla ludzi (!).

O, skórzana kanapa, papillon, basen, dwa bordery bawiące się, Ruby z głupią miną i bagażnik pełen frizbi. Standardowy weekend w sezonie.

Następnie przechodzimy przez śluzę i mijamy woliery przeznaczone dla kotów Beaty (Ru mówiła: ” wowowow cuda, dziwy, koty za kratkami“). Następnie mamy ścieżkę koło stajenki – tu w przyszłości maja stanąć domki dla gości.

Dudu pędzi na swoje wejście. Na prawo widać stajenkę. To trzeci z pięciu terenów. Aparat spędził wyjazd bezpiecznie w torbie, podobnie jak gopro, obiecuję poprawę!

W dalszej kolejności mamy uroczą ścieżkę z brzozami, a potem, tuż przed polem treningowym, największy patent…staw dla piesków.

Ruby daje naprawdę wielką okejke dla stawu.

Potem mamy olbrzymi plac treningowy (jako, ze Oczko na razie agilitowcami stoi, mamy tutaj milionpincet przeróżnych przeróżnych tuneli, hopek, kladek, palisad, strefek i reszty narzędzi tortur, których jako agilitowa dziewica nie pomnę). Za ogrodzonym.terenem mamy…las. Na całym terenie oczka porozrzucane są…piłki tenisowe i stoją kosze na śmieci/kupy.

Piłek tenisowych na terenie nawet więcej niż piesków 🙂

Brzmi jak tak dla psiarzy, prawda?

I tak jest.

Jednak to nie wszystko. Po pierwsze – Beata fan-ta-sty-cznie gotuje ( na każdym semi zadaje pytanie czy przygotować warianty wegetariańskie posiłków, fun fact: podobno gro agilitowcow jest właśnie roślinożercami, czego nie można powiedzieć o frizbowcach :P)! Pierwszy raz w życiu jadłam chłodnik, który uprzednio jawił mi się jako po prostu “zimny barszcz”, a teraz awansował do rangi “wow ale zupa”.

Po ciężkim dniu mega posiłek a w charakterze uczty umysłowej, fascynujące dywagacje nad wariantami dodatków do pierogów. Są tacy (nie pokaże palcem), co sypią cukier do pierogów z mięsem. Potwierdzone info!

Po drugie: mamy niepowtarzalną atmosferę – uroczego grzywacza Witolda, który głownie śpi pod kocem, albo chodzi za gośćmi na dwóch łapach (podobno wiele grzywków ma to w pakiecie), niesamowicie ekspresyjna pudliczka Megi i dwie borderki: matką z córką Baila i Morena  (no #niemoge z tego zestawienia imion <3 ). Całości dopełniają trzy koty : sfinks Waldek, brytyjka  Gwendolina i ragdollka Pelagia.

Waldemar obrał sobie mnie za cel, siedział i patrzył oczami. Albo machał gołym tyłkiem przed twarzą. Strach się bać.

No i sama ekipa naszego seminarium – podczas ćwiczeń rzutowych spłakaliśmy się ze śmiechu (szczególnie strona “seniorzy frizbi”), a rozmowy podczas obiadu groziły zadławieniem. Szampański nastrój nie opuszczał nas przez dwa dni. Asia już na LP okazała się cudnym towarzyszem rozmów, a naprawdę fajny prowadzący z dystansem i zamiłowaniem do przekazywania wiedzy to niemal pewnik sukcesu.

A jaka była Ruby? Pisałam wcześniej ze nie zawiodła, ale to byłoby niesprawiedliwe względem niej. Była bardzo dzielną suczką. Normalnym psem do pracy i życia. Co prawda pierwszego dnia, pechowo, trochę przed naszym wejściem rozległy się strzały, których suczinka mocno się boi. Dlatego część rozgrzewki musiałam poświęcić na powrót mózgu na miejsce – z sukcesem, za co jestem jej mocno wdzięczna.

Miała troszkę rozbiegany wzrok, była pobudzona i dyszała, ale wykonała sekwencję, powtórzyła back vaulty i pokazała wszystko, czego nauczyłyśmy się na naszych treningach. Na drugim wejściu (ćwiczyliśmy jednego z japońskich overów), już po odpoczynku, sprawowała się wyśmienicie, odzyskała swój komfort i dawała z siebie sto procent.

Trochę się obawiałam czy przebywanie na małym metrażu wśród obcych psów nie spowoduje u niej dyskomfortu, ale była wspaniała. Pilnowała się, ja starałam się również przestrzegać jej stref komfortu, wzmacniać, wspierać i pomagać wyciszyć (nawet zaplanowałam taki posiłek na wieczór, który wymagał od niej dłuższego żucia i obgryzania, żeby mogła spokojnie spuścić emocje). Podejmowała nawet próby zabawy z papillonka (ma słabość do małych piesków), wobec innych psów starała się być przyjazna lub obojętna.

Drugiego dnia nie stwierdziłam żadnego spadku formy, pracowała równie dobrze jak pierwszego i uzyskała dość wysoki wynik podczas przebiegu frizgility (125pkt i to tylko dlatego ze podczas odliczania spietralam i zwołałam ją do siebie, zamiast wykonać kolejny rzut :P). Przez to wszystko zaczęłam się poważnie zastanawiać czy nie wystartujemy we frizgility w Sopocie! Jeden wyjazd, a tak namieszać mi w  głowie… 🙂

Reasumując: Puczi była bardzo mądra, ani troszkę nie reaktywna, dzielnie sobie radziła, ignorowała zaczepki i pięknie odpoczywała w klatce.  Jestem strasznie dumna z tego mismarkowego pyska, jestem dumna z nas i drogi, która przeszłyśmy. Myślę ze jeszcze dużo nauki przed nami, wciąż ma swoje ograniczenia których nie przeskoczymy, a których forsować nie zamierzam. Dla mnie cała radością w  tym wszystkim było to, ze była normalnym pieskiem w dość trudnych warunkach. Całuje ten piegowaty nos no!

Powrót do domu, “mame, potrzymaj misia, żeby nie ukradli, a ja się troszkę zdrzemnę, oki?”.
A Oczko? Gorąco polecam, wszelkim psiarzom. Dość powiedzieć, że za dwa tygodnie znów tam jedziemy, tym razem incognito, tylko madzonową ekipą, potrenować, poczillować i porelaksować się z pieskami. Na pewno będę wypatrywać kolejnych seminariów w tym miejscu.
A na koniec, chciałabym ogłosić wyniki naszego mini – konkursu “Wszystko w porządku!”. Przede wszystkim bardzo Wam dziękuję za wszystkie prace – wybór nie był latwy! Nagrody wędrują do Darii  od Haszczaka oraz Gosi i Ruby (nie, nie przyznałyśmy sobie z Pucznikiem nagrody za wspólny wyjazd, zbieżność przypadkowa :D). Bardzo proszę o informacje, adresy wysyłki na mail (aboutmyheartchakra@gmail.com) albo PW na fanpage 🙂

16 komentarzy na temat “Zapraszam Was do Oczka!

  1. Wowow, Oczko wydaje się być rajem dla psiarzy! Jednak płaczę, że nikt nie wymyślił czegoś podobnego na Pomorzu. Myślałam o wyjeździe w te strony, ale nie jest to najfajniejsza opcja na tenczas z psim boidudkiem, który zamiast się zrelaksować będzie tylko jęczał i grzebał w torbie w poszukiwaniu psiego żarełka. Dlatego wielkopolska zostaje naszym planem C, kiedy już będzie możliwa wspólna jazda komunikacją, postęp w adżilitkach lub zdanie prawka 😀

    A wam serdecznie gratulujemy ogroma sukcesów i życzymy powodzenia na przyszłość!

    PS
    Przeogromniaste dzięki, zupełnie się tego nie spodziewałyśmy ❤ w końcu będę wyglądać jak normalny człowiek, w nieubrudzonych od trawy, błota, piaskui Bóg wie czego jeszcze ubraniach 😛

  2. Mój mąż marzy o stworzeniu czegoś takiego i w sumie doskonale go rozumiem, ale jakoś kurde, nadal nie otrzymaliśmy milionów w niespodziewanym spadku 😛

    Taki dzielny Puczuś <3 W ogóle ostatnio był klon Ruby na sprzedaż i aż pożałowałam, że dwa psy to moje obecne maksimum, bo słów nie mam na to, jak mi się rudzielec podoba. A paps miał nawet biczfejsa w pakiecie 😛

    Pieski bez mózgu mają chyba lepszy okres, Pandziocha wczoraj spotkała się niespodziewanie nos w nos z czymś a'la szmatsu – a właśnie miniaturom zawdzięczamy problem z psami, wszak "on nic nie zrobi i nie potrzebuje smyczy" – i nie zeżarła, nie rozszczekała się, tylko zdziwiła, powąchała, polizała w nos i poszła <3 Fakt, że u nas kończy się (i skończyć nie może) pierwsza cieczka i pewnie hormony dużo poukładały w uszatym łbie, ale i tak ach, och 😀

    1. Tak, dla mnie to też fantastyczna sprawa! Choć myślę, że nie miałabym na tyle umiejętności interpersonalnych, żeby podołać takiej ilości gości z różnym podejściem do psów 😛

      Kurczę, uważam, że suczka byłaby śliczna, gdyby miała obie łatki. A tak to z jednej strony jest ładniutka, a z drugiej…no tak jak jej charakterek 😛

      Oby dobra passa trwała jak najdłużej 😀

  3. Szukałam na mapie… Czy to jest to Oczko? https://www.google.pl/maps/place/Oczko/@50.6183893,19.23993,17z/data=!3m1!4b1!4m5!3m4!1s0x4717319ab292bb77:0xde454acb67ad0e5!8m2!3d50.6183893!4d19.2421187?hl=pl
    A Ruda Panna widać wreszcie dorasta! 😀 Kiedyś taki wyjazd wydawał Ci się nierealny – może jeszcze Cię zaskoczy i to co dziś wydaje Ci się nieosiągalne, za rok lub dwa będzie już możliwe. Tego Wam bardzo mocno życzę i trzymam kciuki. 🙂

    1. Wygląda na to, że tak, pamiętam, że jest przy ulicy Miłej właśnie 😀

      Dziękuję bardzo, Puczinka dalej troszkę móżdżek traci, dość często i skrzętnie z jego braku korzysta, ale jest też dużo lepiej, niż bywało 🙂

      1. Chodziło mi o to, czy to ta miejscowość, bo pisałaś, że to godzina jazdy , a Googl twierdzi, że prawie trzy z Warszawy (zakodowałam sobie, że Wy jesteście spod Stolycy, ale może mię się coś pomieszało). Dlatego nie byłam pewna lokalizacji. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *