Zanim zaadoptujesz rasowego psa

πd

*Uwaga, sprostowanie musiało powstać, bo kilka osób popłynęło ze swoją interpretacją. Ten tekst NIE ma służyć przekazaniu Wam, że tylko pieski kupione są czegoś warte (wciąż nie dowierzam, że muszę Wam to napisać i wytłuścić). Jest to zbiór luźnych stwierdzeń, które być może pomogą komuś podjąć przemyślaną i dojrzałą decyzję na temat przygarnięcia psa.*

Czy zdarzyło się Wam kiedyś marzyć o konkretnej rasie, a następnie zauważyć pieska w typie do adopcji? Bo mnie się zdarzyło. Byłam zapisana na dwa mioty, oba niestety nie doszły do skutku. Zniechęcona poszukiwałam trochę na siłę kolejnego psa, aż pewnego poranka na grupie owczarek australijski pojawiło się ogłoszenie. Tego samego dnia wieczorem już jechaliśmy po Ru. Jak już wiecie wciąż pracujemy, wciąż walczymy i próbujemy sił, nie jest miłą, wdzięczną suczką, a raczej typowym przedstawicielem swojej rasy. Ma całą plejadę wad, z których jako rasowy lajkonik wtedy nie zdawałam sobie sprawy, a nie słuchałam opinii mądrzejszych i starszych stażem – a i tak trafiłam na dość młodego pieska i mądrego poprzedniego właściciela, który w porę zdecydował, że czas się rozstać. Dziś zapraszam na kubeł zimnej wody – właśnie dla Ciebie, bo może tego potrzebujesz. Przed ostateczną decyzją, przeczytaj proszę ten tekst, i zastanów się dobrze. Raz i drugi. A potem zapytaj osoby mądrzejszej od Ciebie. I jednej i drugiej. I pamiętaj, że…

 

Ludzie kłamią

To głęboka, życiowa mądrość, którą wyniosłam z serialu “Dr House“. Lata pracy zawodowej tylko upewniła mnie w tym jakże prostym stwierdzeniu. Dodałabym tylko jeden aspekt – kłamią nie tylko z premedytacja Tobie. Kłamią również przed sobą,  że gdyby nie trudna sytuacja życiowa, czy alergia to wszystko byłoby inaczej. Pies nie sikałby w domu, nie zjadał tapet i nie warczał na męża. Może im wewnątrz jest wstyd, może trochę musza pogodzić się z faktem ze życie to nie je bajka a może są niemądrzy jak stodoła. Nie wiesz i nigdy się nie dowiesz. Nie ufaj opisom. Ludzie kłamio – im wcześniej się tego nauczysz, tym zdrowiej.

Cena gra rolę

Nie piszę o zadośćuczynieniu względem poprzedniego właściciela. Może być tak, że kwota, którą przyjdzie Ci zapłacić za Twojego nowego członka rodziny Cię zaskoczy. I niekoniecznie myślę o zabaweczkach klateczkach i rzeczach, dzięki którym dostaniesz pińcet lajków na grupie “maniacy psich akcesoriów”. Raczej mam na myśli atrakcję typu szkoleniowiec, nowe ściany i wódka dla sąsiadów. A to najpewniej będzie kropla w morzu potrzeb – psy z pseudo lubią ze sobą przynosić cała plejadę przeróżnych chorób – począwszy od wad rozwojowych na alergiach i pasożytach skończywszy. Może okazać się tak, ze wizyty lekarza weterynarii pochłoną część budżetu, a przysłowiowe zaoszczędzone tysioncpincet na shit su okażą się najgorzej zainwestowanymi pieniędzmi w życiowym kasynie

Nie oddaje się psów bezproblemowych

Zdecydowana większość psów, których człowiek się pozbywa to psy mniej (Twój epic win) lub bardziej problemowe. Właściciel niekoniecznie może sobie zdawać sprawę z całego garnituru problemów i problemików z którymi będziecie musieli się zmierzyć (Puczineczka opisana była jako piesek bardzo lubiący pobratymców, a pierwszego dnia postanowiła rzucić się Balowi do gardła, a następnego na stosunkowo najmniej groźną suczkę w Madzonowym stadku i to tak, żeby uczynić z wyżej wymienionych piesków dżem porzeczkowy) – i niekoniecznie to musi mieć związek z jego świadomością kynologiczną, wystarczy odmienność potrzeb. Zdarzają się osoby, które perfekcyjnie szczęśliwe są służąc za tą obciążająca część parkowego tandemu z flexi – i dopóki zadyszany jamnik nie narusza strefy komfortu mnie i moich psów – nic mi do tego. Tym niemniej, jeśli chcesz z pieskami, nie wiem, wybrać się na seminarium, a już – boże uchowaj – zawody – sytuacja, gdzie Twój Tofik wisi u fafla podirytowanego mastino neapolitano może Cię co najmniej zaniepokoić. W psim światku, część niedzielnych kynologów przytłoczonych ogromem wiedzy pobieranej na osiedlowych skwerkach, nie jest w stanie pojąć jakiż cudem piesek, który jak oparzony biega osiem godzin wzdłuż płotu, a następnie otrzymując za wykonanie dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty parującej michy makaronu z wątróbka,  nie ma zaspokajanych podstawowych potrzeb. To, że panu Marianowi z naprzeciwka po piątej godzince radosnych harców Majla skacze oko i puszcza żyłka na skroni nie jest żadną kartą przetargową. Żadną. W odwecie za donosy do straży miejskiej Majlo, podczas jednego ( i jedynego w całym tygodniu) weekendowego spaceru wyciśnie klocka tuż pod wypielęgnowanym klombikiem bukszpanu uformowanego w kształt Kupidyna. Niech wstrętny Marian spod piątki ma. Hejter piesków. Drodzy moi, mój Aport goni samochody, na ulicy – co robić?

Pojęcie problem jest względne

via People for Pet Ownership

To ze komuś przeszkadzały klaki na kanapie czasem może oznaczać ze niespecjalnie zauważył pierwsze symptomu leku separacyjnego. Albo śmieszne atakowanie odkurzacza może być miłym preludium do gonienia samochodów. Nieświadome osoby nie zawsze w stanie są namierzyć i rozpoznać co tak naprawdę jest sprawą wagi państwowej, a co śmieszną błahostką. Co więcej – nie zawsze warto zawierzać domom tymczasowym, bo nie wszyscy pracujący w taki sposób ludzie mają faktyczną wiedzę na ten temat. Może niekoniecznie uważam, że jedynym rozwiązaniem jest kupowanie szczeniaka, ale jadąc poznać psa dobrze wybrać się z osobą, której osądowi ufasz i wiesz, że będzie Ci w stanie na chłodno doradzić (ja – nie słuchałam :P).

To nie będzie czysta karta

Najczęściej zastajecie psa w pewien sposób “zapisanego”. Może mieszkał na dworze w kojcu – wtedy problemem  może być syndrom kojcowy i traktowanie całego domu jako nowobogackiej toalety. Może wcześniej pies był u zwolennika prowadzenia twardą ręką, i bać się będzie rozkładania gazety, a może po prostu radośnie będzie kradł wszystko ze stołów i spożywał wszystko, co na swojej drodze napotka. A może nie był nauczony żadnych granic i ugryzienie człowieka to dla niego chleb powszedni. Musisz brać pod uwagę możliwość (a często wręcz pewność), że zwierz był nieświadomie dobierany, prawdopodobnie brany pod uwagę był głównie  wygląd i miejsce na liście oczekujących. Genetyki nie oszukasz, a nie zawsze masz możliwość dotrzeć do rodziców twojego nowego członka rodziny. Czy byli agresywni? A może mieli padaczkę?

Adopcja psa rasowego to zupełnie to samo co adopcja mieszańca

To, co ich odróżnia, to fakt, że przy podejrzeniu rasy możesz choć w przybliżeniu określić ewentualne problemy wynikające z przynależności do danej grupy psów ( teriery, pierwotniaki, myśliwskie, pracujące okiem?) i tendencje do chorób (MDR1, niedoczynność tarczycy, alergie). Poza tym? Najczęściej wolna amerykanka – nie wiadomo kim byli rodzice, jak wyglądali, i czy faktycznie byli z tej samej parafii, czy tylko kolor się zgadzał – a tak naprawdę rzadko kiedy jesteśmy w stanie dotrzeć tak daleko, aby móc dowiedzieć się sensownych, interesujących nas rzeczy na temat rodziców naszego podopiecznego.  Często oddawane psy są naprawdę zwichrowane i problematyczne, a zdarza się, że Wy nie stajecie się ich drugim domem, tylko trzecim, czwartym…

Za adopcje psa rasowego nie idzie się do nieba

Ha, tu Ciebie mam, chytry polaczku! Chciałoby się być człowiekiem z kryształowym serduszkiem, co to brzydzi się kupnem psa rasowego, a fajnie przyszpanować na dzielni dobermanem, c’nie? Wygląda jak świetny plan na biznes? Przeczytaj wszystkie akapity raz jeszcze. Do skutku 🙂

 

Konsekwencje wzrostu popularności rasy są niestety bardzo łatwe do przewidzenia – nadmiar psów w typie w schroniskach i domach adopcyjnych. Cześć osób bardzo chętnie dociera do takich psów, mając mylne przeświadczenie ze nie dość ze uratuje zbłąkana duszyczkę, to jeszcze będzie miała rasowego pieska za darmo. Otóż, jak zdaje się przemawiać głęboka mądrość życiowa hartczakrowego  Ojca Szanownego : “nie oczekuj od rzeczy więcej niż za nie zapłaciłaś” nabiera nowego głębokiego sensu. Ja trochę nie myślałam wtedy, nie zdawałam sobie sprawy. Dziś już po burzy, jest stabilnie, ale początki były bardzo trudne i obciążające, wiązały się z rezygnacją z wielu rzeczy, stresowymi sytuacjami i frustracją. Dziś może choć dla was jest nadzieja. Idźcie i bądźcie rozważni! Albo dobra, nie. Bądźcie mąrzejsi niż Gosia, po prostu! 🙂

Spodobało Ci się? Podziel się z innymi, będzie mi ekstramiło!
Share on FacebookGoogle+Pin on PinterestTweet about this on Twitter

19 komentarzy na temat “Zanim zaadoptujesz rasowego psa

  1. Ja mam psa rasowego z adopcji, nigdy nie będę żałować swojej dyskusji, choć wymaga sporo pracy. Ale jak na bordera, który przez 4,5 lata mieszkał sam na podwórku, a na spacer wychodził raz na miesiąc (?) to jest całkiem normalnym pieskiem 😀 Wiem jednak że następny będzie szczeniak 😀

  2. Ale ile taki piesek nauczy! 😀 i jak motywacja do nauki 😀
    I te rady na grupach “Adoptuj, będzie ci wdzięczny do końca życia” 😀 Taaaaaa 😉
    – Gosiu, jak bardzo jest Ci Ru wdzięczna, opowiedz nam o tym! ; p

  3. Ja pomimo problemow ktore mialam z Cleo od czasu do czasu to teraz moge ze spokojem powiedziec, ze jestem z kundla zadowlona. Nigdy nie bedzie mistrzem frisbee ani zadnego innego psiego sportu, nigdy nie bedzie odwaznym psem ale ma inne talenty. Nikt nie jest idealny 😉 Zamiast nie kupuj adoptuj proponowałabym: kupuj i adoptuj – świadomie. W schronisku czy fundacji też można znaleźć zajebiste psy. Choć wiele osób w to nie wierzy. Nie radzę popadać w skrajności. Skrajności są do dupy.

    1. Ale ja nigdzie nie pisałam żeby nie adoptować czy żeby nie kupować. Uczulam w tekście na to, ze podjęcie decyzji o adopcji psa rasowego nie różni się niczym od decyzji o adoptowaniu psa ze schroniska.

  4. Adoptowałam dorosła sukę ze schroniska z klasyczną kundlowo-wiejską przeszłością: łańcuch, ciąża, porzucenie, otarcie się o śmierć głodową(do mnie trafiła już tylko z lekką niedowagą). Przepracowałyśmy wiele problemów i ta praca wciągnęła mnie w kwestie szkolenia. Nie nauczyłabym się tyle na zwykłym szczeniaku z hodowli. A z psami jest tak, że im więcej w nie wkładamy pracy, czasu, troski tym więcej dostajemy. Nie wdzięczności, ale doświadczenia, zrozumiena pewnych spraw, uczymy się nowych rzeczy czy akceptacji pewnych spraw. Adopcja dorosłego psa, szczególnie jeśli wiemy lub podejrzewamy problemy to jak podróż po wyboistym szlaki. Są tacy co lubią wyprawy w góry i są tacy co wolą spacer wzdłóż witryn w galerii handlowej. Nie ma w tym nic złego, ale trzeba sobie szczerze odpowiedzieć na pytanie kim się jest i czego się szuka. Spacerku w klimatyzacji na szpileczkach czy raczej potu, błota, wysiłku i niezapomnianych przeżyć. Moja suka nie jest dość zdolna, czy nie posiada odpowiednich popędów i warunków by brać udział w zawodach. Jednak dla mnie jest mistrzem świata i okolic ze względu na drogę jaką przeszła by stać się grzecznym, posłusznym, całkiem dobrze przeszkolonym psem, a przy tym nie straciła swojego pazura.

    A z tym “rzeczy są warte tyle ile zapłacisz”… Pierwszy właściciel Ruby przecież ją gdzieś kupił, zapłacił i co? Skończyło się oddaniem psa. Moja kuzynka kupiła w renomowanej hodowli aussie szczeniaka i ma psa agresywnego, z pogryzieniami ludzi na koncie. Zwierzęta to żywe istoty i nigdy nie masz pewności 100% co z nich wyrośnie, ani co my sami wyciągniemy i wzmocnimy w ich charakterach. Może to też warto docenić? Że jednak nie są rzeczami i nie uginają się jak plastelina w naszych rękach? Mają własną wolę, różne charaktery – a nie są seryjnym produktem z półki o standardyzowanej zawartości popędów/predyspozycji/pewności siebie etc.

    1. Zdecydowana większość moich wpisów jest wlasnie o tym, co dała mi Ru, i jak razem walczymy i pracujemy. W tym tekście nigdzie nie umniejszam pracy z takim psem, ani tym bardziej sensu czy wartości pracy z nim. Zauważam tylko dosc oczywisty fakt, który większości ludzi zazwyczaj umyka – za adopcja pozostanie adopcja – trudna decyzja o przyjęciu wielkiej niewiadomej pod swój dach, niezależnie czy ten papier jest, czy go nie ma.

  5. Dobry wpis. Każda adopcja musi być mocno przemyślana. Pracując w schronisku często spotykałam się z ludźmi, którzy chcieli rasowca za free i dziwili się, że jest wykastrowany/sterylizowana. Niestety prawda jest też taka, że z moich doświadczeń wynika, że znacznie większy odsetek psów “w typie” trafiając do schroniska ma problemy niż ma to miejsce u kundelków. Oczywiście kundelki też bywają lub są problemowe i niektóre bardzo, ale w przypadku “rasowców” jest to 99 %. Mało kto daje 2 tysie za psa by się go pozbyć, jak nie ma z nim problemów. Sięgamy tu zatem głębiej (prawdziwa incepcja): rasowiec w schronisku <- właściciel bez wiedzy/szpaner <- pseudohodowla nie dbająca o to kto psa kupuje byle kupił. Mam wrażenie, że prawdziwe hodowle nie dopuszczają do tego by ich psa kupił człowiek który o cane corso wie tylko tyle, że im się podobają, a o yorku, że mieszczą się do torebki. Ja mojego Manu wzięłam ze schroniska i choć to kundelek mocno wybrzydzałam. Miał swoje drobne problemy, ale nic czemu nie dało się zaradzić samemu, albo pod okiem Patrycji 🙂 wzięcie Manu było mocno przemyślane i to była najlepsza decyzja jaką podjęłam. I mimo, że to kundelek obrywało się nam od "zbawicieli świata", że wzięłam za młodego, za ładnego, za mądrego. Takie psy powinni brać ludzie niedoświadczeni (i je zniszczyć), a ja powinnam wziąć na siebie brzemię starego, brzydkiego i problemowego. W nosie to mam. Nie zbawiam świata tylko biorę psa i dlatego jestem za kupowaniem i jestem za adopcją, ale mądrą i przemyślaną. Nie wiem czy mój kolejny pies będzie adopciakiem, czy BC za miliony. Nie zamykam sobie żadnych opcji. A Wam gratuluję, że wzięliście na klatę wszystkie adoptowane problemy i że (choć pewnie nie raz to mega trudne) podchodzicie do tego z humorem i miłością. Edukujcie dalej swoim przykładem – co wiąże się z adopcją i jak sobie radzić jeśli problemy się pojawią. Brawo!

  6. Jakieś niecałe 2 lata temu moim oczom ujrzał się mudik do adopcji. Zdrowy przepiękny chłopak tyle że z jakąś mutacją genu, właściwie chodziło tylko o włosy na uszach. Szczerze gdybym miała samochód już bym po niego jechała, chociaż pośrednio załatwiałam już przewóz. Nie udało się, trochę też przez rodzinę itp i może nawet dobrze, bo mając okazję nieco przebywać z rasą moich marzeń, mogłabym być zawiedziona jeśli czekałoby mnie tyle pracy co z Emetem. Dlatego miejsce na mudika czeka i będzie czekać, innej rasy nie biorę pod uwagę, ewentualnie jest opcja z adopcją kundelka ale wtedy z myślą że to znów loteria. Poza tym jaki pies nauczy mnie więcej niż on, wystarczy tego ciężkiego żywota :D. Mudi wymaga dużo, ale to jednak inna forma współpracy.

    1. Taak to prawda, psy wymagające, adopcyjne uczą myślę bardzo dużo – a najwięcej to Ru nauczyła mnie…pokory. Dziś po 3 latach pracy i walki powoli tak naprawdę zaczynamy się kochać i rozumieć. Nie sądziłam, że nasza relacja wciąż będzie ewoluować i coraz więcej w niej miejsca na miłość i mizianki na kanapie, a coraz mniej opierdzielu.

  7. Najlepsze w tym wszystkim jest właśnie to, że coś co jest zaletą dla osoby A może być wadą dla osoby B. Mam adopciaka. Nie mam pojęcia, jak dogadywał się z poprzednimi właścicielami ale po pierwszej adopcji został znaleziony błąkający się…
    Taki pies to wielka przygoda. Odkrywasz w nim kolejne warstwy, kolejne rzeczy wynikające z minionych doświadczeń. I to jest piękne!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *