Dzień z życia ze szczeniakiem

Fot. Patrycja Kowalczyk

Nenu jest naprawdę grzecznym i bezproblemowym szczeniakiem. Jednak wciąż – jest szczeniakiem, co oznacza mikro pęcherz, wyrzynające się ząbki i niesamowite pokłady uroku osobistego, dzięki którym wychowanie jej na porządnego obywatela kynologicznego świata jest coraz to trudniejsze. Zresztą spójrzcie na tą twarz skarconej krewetkiNo nie da się, prawda?

Tytułem wstępu – w priorytetach Nenu leży głównie zaspokojenie miłości swojej do członków stada, oraz sprawienie przyjemności mamie. No i prawowite przywitanie się z Panem Mężem. My najczęściej wstajemy o godzinie siódmej, PM wychodzi do pracy o 8, ja około 14.

Losowy dzień, losowego tygodnia.

 

5.30, Nenu wita się po raz pierwszy

Wybudzona z głębokiego snu bez konkretnej przyczyny zamieniam się w Wezuwiusz, a winowajca, który mnie obudzi jest Pompejami. Wiedzą o tym bliscy, oraz moje pieski. Ru i Baloo, w rzadkich momentach kiedy okazja niezręcznie ich przypili, stają cichutko z boku łóżka i gnąc paluszki, patrząc w bok, dyskretnie artykułują jaśniepani, uniżenie przepraszamy, my nędzne robaki pełzające po tym łez padole, czy łaskawa kierowniczka byłaby na tyle uprzejma i wypuściła nas do toalety? Całuję rączki! Nenu nie. Nenu nie posiada jeszcze zwierzęcego instynktu samozachowawczego, natomiast niezłomnie wierzy w swój urok osobisty i kucykową potęgę ciepłych relacji. Dlategóż około tej godziny słyszę ogon, który rytmicznie uderza o klatkę i w półmroku widzę twarz krewetki tygrysiej, zaciśniętą grinem tak, że mam wrażenie, że ma zbyt mocno zawiązany warkoczyk. Całą moc swej miłości kieruje w moją stronę. Otwierają się wrota piekieł, a naszą sypialnię w minutę skuwa lód, kiedy cedzę przez zęby ŚPIMY. Nieco zasmucony piesek powraca do swojego łóżka.

7:00 Nenu wita się, po raz drugi

Kto ma na stanie szczeniaka nieletniego najpewniej wie, że produkt ten zwykł przeciekać w najpiękniejszych momentach swojego życia. U naszego pieska moment ten składa się na poranek, kiedy to wszyscy szczęśliwie dopłynęli do bezpiecznej przystani następnego dnia. W momencie, w którym telefon Pana Męża wygrywa uspakajającą (która nawiasem mówiąc uspakajająca była jakieś 300 odegrań temu, aktualnie tylko powoduje mocniejszy zacisk szczęk i wewnętrzną walkę aby nie porzucić przedmiotu głęboko w czeluściach śmietnika), dla małego nakrapianego pieska rozpoczyna się nowy, wspaniały dzień. Na fali tęczowej mocy płynie do naszego łóżka. Najczęściej moja komenda mrozi ją mniej więcej na trzy sekundy przed skokiem prosto w splot słoneczny jeszcze niczego nieświadomego współmałżonka. Jedyne co udaje się uszczknąć pieskowi zanim zostanie wystawiona na dwór to wyczynowe chlapnięcie ozorem na oślep. Najczęściej nie trafia.

7:15 Nenu wita się z drzwiami

Zwierzątko opróżniło już zaworki we wskazanym miejscu, więc jest w pełni gotowe, aby rozpocząć procedurę powitania, jednak chętnych nadal brak. Nasza bohaterka jednakowoż nie zraża się tym wcale – skoro ma w dziennej rozpisce przywitać się z panem, to się z nim przywita. Choćby ten przebywał w toalecie, a ona wiła się przed krzesłem z jego bluzą powieszoną na oparciu. Podobnie rzecz się miewa z kurtką softshellową zawieszoną na przyrządzie do ćwiczeń. Aha, czas na siku!

7:30 Cel namierzony

Procedura powitania rozpoczęta. Składa się ona z bardzo dokładnego tańca miłości, który polega na jednoczesnym strzelaniu językiem w losowym kierunku, rozpadaniem się z radości na tysiąc kawałków, waleniem niedorzecznie długim ogonem, prób skakania na obiekt, następnie przypomnienie sobie, że nie wolno, usadzenie siebie na tyłku, jednocześnie wymachując ogonem, popiskując i zaciśnięcie twarzy w pięść. W ostateczności próby pokazania domyślnych ustawień szczeniaczka, które są wypadkową najtrudniejszych rzeczy, z którymi przyszło jej się mierzyć na krótkich sesjach. Najczęściej piesek przybiera bardzo poważną minę, szuka ofiary wzrokiem, a kiedy już wyhaczy ranną antylopę ze stada, mówi a teraz patrz! I cofa się o kroczek. Czeka na oklaski. Jeśli nikt nie zachwycił się, cofa się o kolejny. I następny. Czasem można tego nie zauważyć i dopiero wielkie uszy majaczące się gdzieś pod sąsiednią ścianą mogą nam podpowiedzieć, co autorka miała na myśli.

7:50 Posiłek

Ludzka część je, nigdy się nie dzieli, więc czas na rozgrzewkę. Polega ona na wyjmowaniu wszelkich przedmiotów przeznaczonych do zabawy i naparzanie nimi po jadalni. Wyobraźcie sobie nieopierzonego źrebaka, który zaczyna gryźć rzecz. Następnie na nią szczeka, pada na przednie łapy i zachęca do zabawy (w takich momentach wątpię w osąd Corena jakoby to była najinteligentniejsza rasa na świecie). Następnie (o ile jest to pusty wewnątrz róg krowy) wsadza niego pysk, i tak leży, udając nosorożca. Potem łapie coś w zęby, wybija się obónóż i bryka powarkując i podrzucając produkt po pokoju. Wciąż robimy zakłady kiedy uda jej się ustrzelić lustro albo telewizor.

Fot. Alicja Zmysłowska

8:00 Spacer

Spacer polega na tym, żeby jak najdokładniej obejrzeć wszelką trawę, która wystaje spod śniegu. Dodatkowe punkty bonusowe lecą za obuczenie tuj, człowieka z reklamówką, rur kanalizacyjnych oraz odpadów komunalnych. Wynik podwaja się, o ile po 40 minutach spaceru klocka postawisz we własnym ogródku.

9:00 Zajęcia w podgrupach

Trochę nuda, takie leżakowanie. Dobrze jest w tym czasie usiłować przynieść i pomieszać jak najwięcej par skarpetek porozrzucanych pod domu. Dobrze jest pomagać w porządkach. Power nap trwa maksymalnie pół godziny, ale dzięki niemu możesz robić więcej głupich rzeczy, w dłuższym okresie czasu!  Czy to nie pora na siku?

11:00 Do roboty

Czas na trening. Kluczem pracy jest najbardziej poważna twarz i delikatne wachlowanie ogonem. I powszechnie wiadomo, że jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o to, żeby się cofać. Cofanie ma przyszłość. Poważna twarz i cofanie to klucz do sukcesu w pracy z człowiekiem. Ach, i roll, jest niczym uścisk dłoni – tylko ten odpowiednio mocny i konkretny ma przyszłość.

14:00 Czas na kolejną drzemkę.

Przedtem wysikam się, tak dla pewności. Oho! Kupa!

Fot. Patrycja Kowalczyk

17:00 Nenu wita się po raz trzeci.

Mame wyjechało do pracy, ale na scenę wkracza pan. Procedurę powitania można uznać za zakończoną, jeśli udało się trafić jęzorem w oba ucha. Pan Mąż ma również wybitnie atrakcyjne klapki. Klapki te są elementem pożądania i złotym Graalem obu suk.

18:30 Loteria paragonowa

Pan Mąż najczęściej odpoczywa cisnąc sobie w peesa, ostatnio poszerzył działalność o gogle do wirtualnej rzeczywistości, dzięki czemu nie widzi niczego, co ma miejsce w rzeczywistej rzeczywistości. Dlatego Nenu bez oporów odnajduje wszelkie ulotki, paragony, zużyte chusteczki i metki, następnie znosi je na puzzle i tam w magiczny sposób dochodzi do ich rozmnożenia, jako żywo to przypomina również scenografię do Lwa, czarownicy i starej szafy. Lubi też czasem przeprowadzić wykopki w dogorywającej juce, to dla sportu.

21:30 Nenu wita się po raz czwarty

Jest to orientacyjna pora, o której mame wraca do domu. Powoduje to falę pisków, wygięcie ciała w przedziwne pozycje i grymas twarzy, który każe mi się zastanawiać czy ów wyraz pyska jest skutkiem czystej miłości, czy toksyny botulinowej. Następnie dostaje pokarm, który wciąż nie okazuje się mięsem, tylko granulkami zasypanymi pokarmem dla rybek z lekką nutką piwnego smaczku. Przełyka gorzkie łzy porażki i kulki. Po spożyciu, sprawdzeniu, czy aby na pewno żaden ozik nie zostawił kawałków mięska, może czas na siku?

Jak tam u Was? Macie podobne doświadczenia z wychowywaniem szczeniaka? Jak to u Was wyglądało?

10 komentarzy na temat “Dzień z życia ze szczeniakiem

  1. Oj podobne podobne! Ciekawe czy Milo zebrałby więcej punktów niż Nenu za klocka w ogródku po powrocie ze spaceru 😀 A w ogóle dzięki Tobie kupiłam psom rogi wołowe, widok małego nosorożca bezcenny 😛

      1. Taa, właśnie przed chwilą wrócilimy ze spaceru i zdobył punkciki 🙁 Rogi MEGA, oba psy je uwielbiają, są tanie, a starczają na długo, rewelka 🙂

  2. Mój pies jako szczeniak miał cały świat głęboko w poważaniu. Nie obchodziło jej jedzenie, ludzie, huki, zabawki, psy czy też inne zwierzęta. A ja byłam pierwsza na tej liście rzeczy do ignorowania :p Za Chiny nie można było jej do niczego nakłonić. Potem przeszła w tryb buntowniczej nastolatki i udowadniała, że nie liczy się wielkość tylko hardość ducha. Szczególnie nie mogła znieść owczarków niemieckich, takiego to by najchętniej rozszarpała. Oj, ona była taka śmieszna 😀 Teraz już jej przeszło, nie jest taka oporna i obojętna. Nawet już tak na ONki się nie rzuca. Tylko patrzy na nie z pogardą, powarkując pod nosem :p

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *