Potęga psich spacerów

Wychodzę z założenia, że spacer (taki dłuższy niż fizjologiczny sik pod blokiem) ma stanowić dla mojego psa relaks i kompletny restart dla umysłu. To czas tylko dla nich i dla mnie. Mimo, że w założeniu temat ma być luźny, to zawsze staram się wprowadzić kilka zasad i reguł mimo wszystko obowiązujących ZAWSZE I WSZĘDZIE choćby psu urwało łapę, albo zagubił ostatni neuron łączący (rudy) umysł z bazą. Nie ma dyskusji ze mną, jestem w tej kwestii wyznawcą totalitaryzmu, koniec i kropka.

Spacer to jedna z najważniejszych kwestii, spełniający cały wachlarz potrzeb nie tylko fizjologicznych, ale też i behawioralnych. Niby najprostsza i dość oczywista sprawa, często może być źródłem eskalacji problemów na linii przewodnik – pies, albo pogarszać relacje pies – pobratymcy. Wielu behawiorystów ocenia rzeczywiste zachowanie psa i relację z przewodnikiem właśnie podczas przechadzki. Czy pies zwraca uwagę na drugi koniec smyczy niezależnie od bodźców? A może ślepo czeka aż samobieżny dyspenser smakołyków wyda parówkę/piłeczkę? A może biega napięty i szuka guza? Albo wciska nos do kieszeni i najchętniej spędziłby na rączkach właściciela długie lata swojego życia?

Według mnie idealny psi spacer ma kilka składowych, i dwa warianty. Jeden, to opcja my plus pies (ewentualnie stado, choć czasem dobrze spędzić czas osobno z każdym z członków Waszej paczki), a druga to spacer ze (sprawdzonym!) gronem psich przyjaciół. Oba są bardzo potrzebne dla harmonijnego rozwoju, jednak mimo wszystko uważam, że ten pierwszy, codzienny wypad to sprawa najwyższej wagi.

Zacznę od tej mniej częstej opcji, czyli spacer zbiorowy. Dla mnie najczęściej to dobry sposób na odpoczynek, przegadanie wszelkich życiowych zawiłości, problemów, zdrowego opieprzu, kopnięcia w tyłek i zebrania się do kupy przy jednoczesnym wytrenowaniu (statystycznie dużo więcej galopu i podbiegów niż podczas samotnych spacerów) i wymęczeniu fizycznym i psychicznym piesków. Co prawda, ze względu na rozkosz moich ócz, łupinkę od przepysznego orzeszka, krem nutella na grzance, Puczineczkę, nie zawsze jestem w stanie w stu procentach odpocząć (a kiedy już naprawdę nie mam energii, a jej malutki zwój kompletnie nie domaga, męczę ją w inny sposób, a na zbiórkę stawiam się z  normalnymi na umyśle, dwoma niebieskimi pieskami), jednak w większości przypadków i biało rudy piesek ma szansę się wykazać. Raz, że jest mi niemożebnie jej żal, dwa, że mimo jej wszelkich uchybień i poważnych ubytkach w neurologii (które nadrabia wysoce irytującą fonią), uważam, że takie rzeczy są jej troszkę potrzebne. Co prawda doskonale zdaję sobie z tego sprawę, że ruda suczka najwspanialej czułaby się w mieszkaniu “Latarnika”, jednakowoż życie to nie je bajka, nie składa się z posiadania crocsa właścicielki, ale też przebywania wśród innych i ZACHOWYWANIA SIĘ. Dla szczeniątka i podrostka to cenna nauka komunikacji z pieskami, które nie stanowią jej podstawowego stada, więc mogą mieć inne zachowania, inny zakres tolerancji na nastoletnie odpały, inną mowę ciała – to arcyważna kwestia mądrego socjalu. Myślę, że właśnie wspólne spacerowanie za szczyla jest spowodowało to, że Bal jest tak bezproblemowy wśród innych zwierząt. Od dzieciaka zapoznawał się z mądrymi psami, hasał z nimi, jeździł jednym autem, dostawał przeróżne nauczki i reprymendy, które rzeczywiście miały uzasadnienie i stanowiły nauczkę na przyszłość.

Z drugiej strony uważam, że taki typ przechadzania się bardzo obciąża zarówno psychicznie jak i fizycznie, dlatego wydaje mi się, że już dwa takie spacery na tydzień to dużo. Na co dzień preferuję opcję sam na sam.

 

Naszym chlebem codziennym jest czterdziestominutowy spacer w polach. Najpierw maszerujemy na smyczach  (pod pręgierzem przyznam się, że 2/3 psów zachowują się jak ogary piekielne i muszę ich obsztorcować kilkukrotnie podczas spaceru, nie chcę konkretnie piętnować kto, ale brawo Nenusiu, jesteś grzeczną suczką 😛). Następnie dochodzę do pól, odpinam karabińczyki, wymagam uwagi, i imiennie (albowiem jestem człowiekiem na wskroś wstrętnym) wymagając użytkowania gąbki pod czaszką, zwalniam do biegania. Następnie kroczę tam, gdzie mnie nogi poniosą. Pozwalam pieskom hasać, wąchać, tarzać się, skubać świeże zboża, dokazywać, fikać, szaleć z patyczkami i generalnie endżojować spacer na pińćdziesiont sposobów. Zależy mi na tym, żeby nie pobudzać ich dodatkowo (nasz sport, to jakby nie patrzeć praca na pobudzeniu), zapewniać całkowity odpoczynek i pozwolić, żeby każdy mógł robić to na co ma ochotę (w granicach oczywiście żelaznych czterech zasad. Ale wiadomo, jestem wyluzowana jak wszystkie złe matki razem wzięte, potrzymajcie mi piwo). Tak naprawdę wiele problemów psich mózdżków zaczyna i kończy się na spacerach – a to pompowanie w opasłe psiaki adrenaliny (pogoń za piłką tenisową) to nerwy zszargane osiedlowymi pyskówkami, tutaj zakazane pęto kiełbasy z gwoździami…Dlatego dość duży nacisk kładę właśnie na stonowaną i zdrową aktywność fizyczną i pełen zen psychiczny. Od dzikich zwrotów, biegów i ewolucji mamy treningi. Jednakowoż, jako, że mały, kynologiczny totalitarysta jest głęboko we mnie zakorzeniony mamy kilka Zasad Nienaruszalnych (nawiasem mówiąc, pamiętacie ten post? ), o których napiszę Wam poniżej:

“A co, jeśli wyglądamy na nie do końca zrelaksowanych według mame? “Siedź cicho i miej rozmarzony wzrok. Pomyśl o kostce masła, bo znowu będzie kazała nam wąchać trawę, a ja już naprawdę chciałbym pójść do domu

Zasada numer 1: Na wołanie przybędziesz zawsze

No trudno kłócić się z tą regułą. Ostatnio, no nie zgadniecie, kto usiłował wypiąć swoją nadmiernie puchatą pupkę, albowiem kocur, kocur przebiegł drogę i łapki same pchały się, aby biec i pędzić. No mówię Wam, nie zgadniecie. Strzelajcie. Nie wstydźcie się. No dalej. Bal. Ha! 😀 Uczynnie podparłam się komendą – wytrychem, która daje mi pozory, że jestem jednak kulturalną czydziestką, która nie używa nadmiernie słowa zaczynającego się na k, a kończącego na urwa. Ten dźwięk, to zabarwione silnym poczuciem szoku i lekkiej irytacji, wywołane stentorowym głosem no chyba kpisz*. Na szczęście zwierz zmitygował się i nie kpił już więcej. Więcej o szlifowaniu przywołania pisałam tu.

(*Uwaga, leci anegdotka wprost z hartczakrowej alkowy. Kilkukrotnie wspominałam Wam, że jestem nie najmilszym człowiekiem, jeśli nie jest mi dane się wyspać i wybudza się mnie w porach innych niż te z góry ustalone. Dostaje apopleksji, kiedy słyszę pazurki kroczące po panelach,a pieski wylizujące łapki wieczorową porą stawiam pod ścianą i chce rozstrzelać. Nie zdziwi Was zatem fakt, że po mało przespanej nocce /pierwszy gorąc, Pucznik w koszuli z pokrzyw, znaną szerzej w psich sportowych kręgach jako Back On Track Mesh Rug/ kiedy usłyszałam jak coś chrobocze, wysyczałam przez zęby zaciśnięte na poduszce (jednocześnie powodując, że temperatura w pokoju spadła do okolic zera bezwzględnego): NO CHYBA KPISZ. Niestety, Pan Mąż, złośliwa bestia wypomniał mi niegodne współmałżonki słowa już następnego poranka.)

Zasada numer 2: Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe

Czyli nie wal z bara, nie szczekaj do ucha, nie wskakuj komuś na pukiel, nie drzyj gumiora, nie leż w błocie, nie kąsaj w pęcinki, proszę nie ciągnąć kogoś za kryzę, proszę nie zaganiać, do mnie, natentychmiast. Czy możesz wykazać się kulturą i nie robić kupy komuś do ogródka, przepraszam, dlaczego złapałaś ptaszka w buzię i kiedy to miało miejsce (hasztag typowy Pucznik w ogródku, złapał, stał z głupią miną, byłam pewna że to konar, ale coś mi nie pasowało do durnej miny, więc na wszelki wypadek powiedziałam “zostaw”…i z ryja wyleciał nienaruszony ptaszek – nie wiem jak, nie mam pojęcia, ale osłupienie na twarzy koleżanek pozostanie na długo w mojej pamięci xD). Uprasza się o nie jazgotanie. Losowy nakrapiany piesku, czy nie zechciałbyś przestać spożywać sarnich cukierków?

Zasada numer 3: Mózg na pokładzie

Czyli w sumie wszystko wolno temu piesku, o ile spełnia powyższe zasady i wyraźnie widać, że wzrok ma bystry, chód sprężysty, a powrót rychły i pełen namiętności. Jakiekolwiek próby kretyńskiego biegania i piszczenia, albo zakłócenia na linii moja komenda – psie wykonanie. Jakiekolwiek braki na tym polu są natychmiastowo sankcjonowane tymczasowym ograniczeniem wolności (smycz). Piesek może wyjść za kaucją tylko i wyłącznie wtedy, kiedy uzmysłowi sobie moje istnienie, przerwie działania niepożądane przeze mnie i będzie zdrowym na ciele i umyśle.

Zasada numer 4: Bez pracy

Czyli owszem wymagam używania mózgu, jednak bardzo staram się wzmacniać, żeby żaden z psów nie czuł że musi być w pracy. Staram się wzmacniać te momenty w których wąchają, pląsają w swoim tempie i nie wykonują żadnych podejrzanych manewrów. Jeśli któreś usiłuje robić coś, co narusza swobodę towarzyszy (małe szczenię na przykład lubiło zaczaić się i rzucić starym do kryzy trochę po pastuchowemu, lub wybiec w dal outrunem i buchnąć na ziemię wgapiając się w oziki, Bal miewał momenty kiedy równał do utraty tchu, ażeby uzyskać okruch jedzonka, a Ru…dobra, Ru hasa na tęczy zawsze ;P) dostaje ostrzeżenie. W przypadku zignorowania wyżej zostaje oddelegowane do kolonii karnej na smyczy. Staram się również nie brać ze sobą piłki, żeby nie generować pobudzenia. Jak widzicie u mnie to pełen luz, ale JAK NIE CZUJESZ SIĘ ZRELAKSOWANY I WYPOCZĘTY TO W ŁEB. NO RELAKSUJ SIĘ, MAMA KAŻE PRZECIEŻ. DALEJ DALEJ. ZACHĘCAM.

To tyle. Jak wyglądają Wasze spacery? Czy według Was to też pozornie łatwa i popularna sprawa? Macie swoje własne niepisane reguły spacerowe? 

4 komentarzy na temat “Potęga psich spacerów

  1. U nas jest chill out zazwyczaj w 100% 🙂 Nawet na spacerach w paczce zaprzyjaźnionych psiaków – mój chwilę poharcuje po czym oddaje się sprawom zapachowym – to zawsze jego największa pasja 🙂 Ba, śmiem powiedzieć, że z umiejętności chillu mojego psa mogę przebić Was 😉 Ale mimo wszystko ćwiczymy. A ćwiczymy jedną rzecz, która spędza mi sen z powiek: odwołanie. Sprawa ekstremalnie skomplikowana, bo pies jeszcze nie załapał ze ja drę ryja tylko on tego nie słyszy (bo jest prawie głuchy od pewnego czasu) 🙂 A ja nadal nie mogę załapać tego by nie drzeć ryja bo on tego nie słyszy 🙂 No i ćwiczenie zwracania uwagi na siebie to jest cyrk 🙂

  2. No kocham Twój styl.
    U nas są zasady podobne, ale mieszkamy w mieście, więc chwile gdy mózg Beta na chwilę odpoczywa i się relaksuję wzmacniam na stopisiąt. Ja co do reakcji na bodźce od innych psów jestem nieco zbyt pobłażliwa, no bo jeśli Pan Wspaniały Beethoven jest na smyczce, a jakiś wredny pchlarz na niego się pieni, to jak Pan ma nie zareagować? Ale wiem, muszę coś z tym zrobić 😛
    Sama na własnej skórze się przekonałam jak bardzo ważne są dla psa spacery ze swoimi ziomkami. Bet ma już kilka takich czworonogów, z którymi lubi spędzać czas i staram się co najmniej raz w tygodniu z nimi widywać.
    Pozdrowionka od Beta i ode mnie! 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *