Zabawy węchowe – podręcznik dla żółtodziobów

Pomysł na notkę powstał z trzech powodów – mam dziki zajob w pracy w tym miesiącu, Nenu ma cieczkę, mieszkamy na wsi, więc długie spacery są ryzykowne, a do tego moje kolano kompletnie odmawia posłuszeństwa. W efekcie krótkie chwile miedzy pracą a snem starałam się zapełnić psom nie sztuczkami i klikaniem, bo zajmowało to moją głowę i czas na odpoczynek, a czymś, czym psy mogły się zająć w ciszy nie zawracając mi specjalnie głowy.  Zabawy węchowe, używanie nosa, zajęcie dla mózgu, brzuszka i błogie chwile dla mnie. Wchodzicie w to?

Prowiant

W sumie do tego typu atrakcji dla psów nie potrzeba wiele. Warto mieć mocno i zachęcająco pachnące smakołyki (u nas szły Smaczaki, o tym cudzie niebawem), kilka różnych wersji, oraz dosłownie kilka chwil na załadowanie sprzętu. No i raz na jakiś czas warto rzucić okiem, czy pies nie usiłuje dostać się do jedzenia w niekonwencjonalny sposób.

Śmierdziochy jak widać – w wersji kompaktowej i dłuższej, kilku wymiarach i rozmiarach. Wbrew pozorom na takie zabawy schodzi zdecydowanie mniej smakołyków niż podczas sesji szkoleniowych. Ja lubię mieć opcję długą (do kocyka i maty węchowej), oraz krótsze, takie, które można ukryć w zakamarkach i nieco powkurzać psi nos.

Dlaczego akurat nos?

Bo tak naprawdę to najważniejszy psi zmysł. Praca nosem to najnaturalniejsza i najbardziej prosta rzecz, jaka możemy zafundować psu (nieco więcej na ten temat – w tym wpisie). Chwila takiej zabawy zużywa psi móżdżek, moja ekipa uwielbia tego typu zabawy, w trakcie których nawet Puczina myśli i analizuje sytuacje. Nie wymaga od nas bardzo dużo zaangażowania, jednocześnie zapewniając psu odpowiednią dawkę wysiłku umysłowego i rozrywki. Warto spróbować – mi pomaga w szalonym tygodniu bardzo. Mam też wrażenie, że sukcesy odnoszone podczas odnajdywania poszczególnych smakołykow, Wasze zadowolenie i wspólne spędzanie czasu (nawet jeśli jest nieco oszukane przez Was) scala relację i buduje pewność siebie u Waszego czworonoga. Spróbowanie tego typu zabaw naprawdę niewiele kosztuje!

Jak zacząć?

Od poświęcenia psu odrobinki czasu i dobrania smakołyków, tak, żeby było warto. Przy większym stadzie psów warto spróbować najpierw zamknąć resztę ekipy w osobnym pokoju i z każdym członkiem stada spróbować z osobna. Ja czasem staram się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – jeden pies pracuje, a reszta obserwuje jego zabawę i czeka na swoją kolej – to bonusowy sposób na zmęczenie całej trójki, tylko troszkę ocierający się o pieczę TOZ-u 🙂

Mam dla Was kilka propozycji zabawek – takich, które możemy wykorzystać już-zaraz we własnym zakresie, i takie, które możemy kupić, totalnie nie przejmując się przygotowaniami.

Wersja totalnie budżetowa – zrób to sam!

Numer jeden.

Cena: od 10 złotych (polarowy kocyk).

Masz psa, więc na pewno masz przynajmniej 3 tanie koce polarowe. Albo psi ręcznik. Jeśli posiadasz na stanie tego typu luksusy, jesteś w pełni gotowy, żeby przygotować zabawę. Potrzebujesz jeszcze tylko pachnących smakołyków, i chwilki czasu, żeby nadzorować początki, do dzieła.

Drapieżnik namierza cel.

Rozwiń materiał, złóż go na pół. Przygotuj kilka różnych smakołyków, rozłóż na materiale i zacznij zwijać go w rulonik. gotowy rulonik pokaż psu. W wersji dla totalnie początkujących, odwiń go tak, żeby już lekkie popchnięcie nosem ukazało smaczki. Chwal strasznie. Gotowe.

Wersja druga.

Cena: 0 złotych

Masz w domu jajka? Zrób jajecznicę. Albo szakszukę, uwielbiam, polecam, korzystajcie póki jest czas (pyszne pomidory i papryka!). Na pewno masz choć dwie piłki. Albo z dziesięć. zw tym przypadku im więcej, tym lepiej. Ułóż małe smakołyki na spodzie wytłoczki, przykryj piłkami. Patrz jak Ru zalewa się łzami siedząc na legowisku i obserwując jak szczyl przekopuje się przez piłki, które apetycznie spadają i turlają się po całym pokoju. Napij się kawy zwycięzców. Po dziesięciu minutach zwolnij Pucznika w spazmach i pozwól mu pozbierać piłki. Śmiej się diabolicznie podczas jej prób wepchania siedmiu piłek do jednego jamochłonu.

Wersja trzecia

Cena: 0 złotych.

Obejmuje dla mnie nieakceptowalną skalę zniszczenia – internety proponują wrzucenie rolek po papierze toaletowym do kartonu i obserwacje jak piesek przekopuje się przez karton, drze go i sieje ogólny chaos. Ja podziękuję, ale może Wy macie swoje sposoby na to? Dla mnie to sposób rodeł z piekieł – już widzę jak Zgredek dusi się usiłując sprzątnąć kolejny kawał kartonu z podłogi 😛

Wersja czwarta.

 

Cena: od 30  – 200 zł.

To znana już i bijąca rekordy popularności mata węchowa. Naprawdę polecam. Nie sądziłam, że mnie i pieskom spodoba się aż tak – używamy jej kilka razy w tygodniu, regularnie. Najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że taką matę można wykonać samemu, w domowym zaciszu, stosunkowo niewielkim nakładem kosztów – używając gumowej kratki do zlewu lub wycieraczki do butów i pociętych kawałków polaru. Ja takie cudo wykonywałam raz, średnio się udała, niespecjalnie mi się podobało, więc zaplanowałam sobie w kosztach że pewnego miesiąca kupię prawdziwy wypas. I tak zrobiłam. Ze swojej maty od Zayma Craft jestem bardzo zadowolona – kupiliśmy ją na bogato – wraz z podgumowaniem spodu, dzięki czemu zabawka nie przesuwa się po podłodze. Ma też prześliczny kolor (personaliowana, heloł), była już prana, wysuszyła się bez problemów, filcowy spód w żaden sposób się nie zepsuł. Polecam gorąco.

Kolejnym plusem maty jest to, że można ją w przeróżny sposób wypełnić – ja używam bardzo drobnych smakołyków, kulek karmy (moje pieski jednym głosem skandują AL-PHA SPIRIT! AL-PHA SPIRIT!) i dłuższych, chudych smaków (jak na przykład jelita wieprzowe), i ukrywam je wzdłuż pasków polaru. Następnie po wypełnieniu maty, udeptuję ją, aby jeszcze utrudnić wyjmowanie pyszności i zwalniam pieska do niej.

Z tego, co opowiadaliście mi na fejsiku, kilkoro z Waszych psów nauczyło się hackować matę – czyli łapią zębami za jej brzeg i…po prostu strzepują z niej żarcie. Dlatego podczas początków pilnujcie swoich burków, jeśli trzeba, przytrzymajcie zabawkę, żeby przypadeczkiem piesek nie podłapał, że można jej użyć w inny niż w zaplanowany przez Was sposób. Moje na szczęście nie wpadły na ten światły pomysł 😀

 

Gotowe zabawki “na inteligencję”

Cena: od 40 złotych

Jest kilka firm zoologicznych, które proponują tego typu zabawki – ja mam obie z firmy Trixie – jedną zakupioną na bazarku (Flip Board), drugą otrzymaną do testów od Fera.pl (Poker Box 1). Obie charakteryzują się bardzo porządnym wykonaniem – twardy plastik, odporny na zęby i pazury, podgumowany spód, który do pewnego stopnia zabezpiecza przed poślizgiem (choć Baloo preferuje walenie pazurami jak poparzony w ów produkt, dzięki czemu porusza się on z klekotem po całym pokoju, tyle w temacie wyciszenia :P).  My mamy wariant , producent określa poziom trudności na 2 z 3. W pierwszej pieski muszą podważyć dwie zapadki, przesunąć noskiem zasuwkę, oraz złapać zębami za dwie wieżyczki.

W drugiej muszą odsunąć szufladę, podważyć nosem pokrywkę, przesunąć za uchwyt i podnieść za sznurek – mam wrażenie, że ta sprawia im nieco więcej trudności, ale jest lepiej dopasowana gabarytem. Do najtrudniejszych z zadań należy zdecydowanie wysunięcie sznurkowej szufladki. No i w tej wersji mamy możliwość połączenia kilku zabawek w jedną większą.

Te zabawki są nieco trudniejsze niż mata węchowa, ale też w moich psach wzbudzają nieco więcej emocji – dużo tutaj prób siłowego rozwiązania sprawy, czasem mówią, że się nie da i już nie będą próbować – myślę, że warto mieć choć jeden taki produkt na zapleczu, bo w moim odczuciu jednak psiaki na niego nieco inaczej reagują niż na wyżej wymienione. Osobiście wolę właśnie Poker Box i trochę czaję się na inny wariant, żeby móc stworzyć imperium węchowe (jeśli to nie jest wypas, to nie wiem co nim jest!)

Pet Pocket

Cena: od 50 złotych ( w Polsce niedostępne)

To strasznie fajna rodzina zabawek, jednak niestety zniknęły z polskiego rynku. Mieliśmy przyjemność testować ich kilka wariantów dwa lata temu (tutaj pełna recenzja) i do tej pory mamy je w domu i używamy. Zajmują stosunkowo niewiele miejsca, przez co można je zabrać ze sobą na wyjazd czy wakacje, ale jednocześnie mam wrażenie, że gabaryty moich psów, to taka górna granica możliwości ich użytkowania. Niestety, posiadam jednego pieska na stanie, który preferuje opcję “kornik” podczas rozwiązywania zagadek węchowych, dlatego część z naszych Pet Pocketowych zabawek została nieco nadszarpnięta zębem czasu (pieszczotliwie nazywanym w domu Pucznikiem). Wariantów mamy wiele, Baloo i Nenu bardzo lubią zabawę nimi. Ja najbardziej lubię opcje Letter i Learn.

Aktywność węchowa to dla psów najbardziej naturalna z czynności. Fajnie męczą móżdżek, budują pewność siebie i uczą rozwiązywania problemów. Wspaniale sprawdzają się w okresach przymusowej obniżonej aktywności (na przykład przy psich i ludzkich rekonwalescentach) i momentach braku czasu. Dla mnie to świetny sposób na mądre wymęczenie psa. Jestem ciekawa jakie jest Wasze zdanie? A może macie jakieś swoje odkrycia, patenty albo zabawki wpisujące się w temat dzisiejszej notki? Piszcie! 🙂

4 komentarzy na temat “Zabawy węchowe – podręcznik dla żółtodziobów

  1. Haha też każę psom czekać i patrzeć, jak jeden rozpracowuje zabawkę węchową, w ten sposób mega się wydłuża czas zabawy i dużo bardziej się męczą 😀
    U nas poza tymi wspomnianymi w Twoim poście jeszcze bawimy się w szukanie konkretnej rzeczy. No ale to już wymaga troszku więcej zaangażowania ze strony człowieka, bo musi brać udział przez cały czas trwania zabawy 😛 no ale w sam raz np na deszczową pogodę 🙂 Biorę jedną zabawkę, pokazuję psu, kładę gdzieś niedaleko i daję komendę “podaj”, ze 2 razy kładę na widoku, a potem każę psu zostać i kładę ją w innym pokoju, więc pies żeby ją przynieść najpierw musi znaleźć, baaardzo męcząca dla psiaka sprawa, czasem musi się nabiegać po całym domu zanim znajdzie 🙂
    No i czasem najprostsze porozkładanie smaczków po pokoju i wpuszczenie psa, żeby je wyszukiwał 🙂 Czasem też wykorzystuję ogródek i zamiast w matę węchową rozrzucam im na duużej powierzchni trawy smaczki.

    1. Tak z zabawkami też kiedyś tak robiłam, a teraz kompletnie zapomniałam! Dzięki za przypomnienie 🙂 W rozkładaniu jedzenia po pokoju bryluje moj tata – zawsze tak zapewnia rozrywkę naszemu stadku 😀

      O ogródku nie myślałam! Ale nasza psia ekipa w tym gorącym owocowym okresie i tak ma pełne brzuszki owoców, bo wyjadają z trawy papierówki i wiśnie 😀

  2. Drugiej wersji Pokerbox nie polecam, szybko sprzedałam, bo według mnie jest nieprzemyślana. Elementy są zbyt mocno upchnięte na małej powierzchni, niektóre nie działają tak jak powinny.
    Za to bardzo fajnie sprawdzają nam się gry Niny Ottosson i Kyjen (sprzedawane pod szyldem Outward Hound), choć te w Polsce trudniej kupić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *