4 spoko patenty przydatne w walce z kleszczami!

Zdaję sobie sprawę, że sezon na kleszcze rozpoczął się już dawno temu. Wiem też, że aktualnie nawał kleszczy wszedł w fazę plateau (nie bójcie się nic, następny rzut już niedługo – na jesień!). Tym niemniej przy pomocy kilku sprytnych kroków chciałam Wam podpowiedzieć jak możecie wspomóc się w walce z tymi krwiopijnymi pajęczakami.

Uprzedzam Wasze pytania – i powiem Wam co u nas sprawdza się najlepiej. Otóż próbowaliśmy wielu preparatów – i tych spot on (nie sprawdzają się przy psach co chwile taplających się w jeziorze), i obroży, co to miały działać kilka miesięcy i niszczyć kleszcza (wtedy to ściągałam po 10  – 15 kleszczy z psów). Dlatego postanowiłam przebadać psy i spróbować tabletek a dodatkowo zabezpieczyć się obróżkami odstraszającymi. Psy dostają tabletkę jednorazowo, na początku sezonu, zakładam im obroże trzymiesięczne firmy Sabunol i…z kleszczami mamy spokój do zimy. Próbowałam stosować same obroże Sabunol  – nie sprawdzały się tak jak to combo. Nenu ze względu na inne leczenie (dostawała preparat, który kolidował z większością odkleszczowych substancji) była wyłącznie na patencie numer jeden, o którym napiszę Wam poniżej. Weźcie również pod uwagę, że nie mieszkamy w mieście, a nasze spacery to głównie tereny wiejskie, pola, nieużytki i krzaki przy jeziorze – czyli totalny raj i disco dla insektów.

Patent numer jeden

Jak już Wam pisałam wyżej – Nenu nie dostała tabletki ze względu na to, że jest niepełnoletnia. Jednocześnie otrzymywała inny preparat, który nieco ograniczał mi pole działania jeśli chodzi o stosowanie innych ochron przeciwkleszczowych, przez co tak naprawdę musiałam pomyśleć o czymkolwiek, byleby nie została goła i wesoła. Dlatego testowałyśmy sobie naturalny olejek przeciw komarom i kleszczom (więcej o nim tutaj – koniecznie przyjrzyjcie się rysunkowi!). Jego skład jest bardzo prosty – mamy mieszankę olejków eterycznych (geranium, lawenda, goździk) plus ocet jabłkowy. To całkowicie bezpieczna opcja dla wszystkich psów – tych z mutacją genu MDR1, tych chorych na padaczkę i szczeniaczków. Jeśli chodzi o działanie, to najwięcej do roboty miał podczas naszych wypraw na owce – wiadomo wszędzie, gdzie mamy do czynienia z mnogością inwentarza można się spodziewać wszelkiego latającego cholerstwa – na czele z meszkami, bolimuszkami, gzami, komarami i innymi świństwami, które czynnie dokuczały w trakcie przerw między wejściami. To wtedy zaczęłam stosować ten preparat u Nenu (kiedy zobaczyłam, że jest niemal czarna od owadów i zauważyłam znaczną poprawę po jej spsikaniu. Wady, które dostrzegam są dwie – jedna to taka, że dość często trzeba dokładać preparatu dla optymalnego jego działania i w, w przypadku psów o długim włosie, mocno go wetrzeć, a druga to taka, że produkt ma charakterystyczny zapach – dla mnie on jest dość  przyjemny, acz intensywny (na pierwszy plan wybija się ocet z geranium). Dodatkową zaletą preparatu jest fakt, że można stosować go również u siebie – choć ja odniosłam wrażenie, że stanowczo lepiej sprawdza się na psie, niż na mnie.

Patent numer dwa 

W trakcie sezonu kleszczowego każdy barfer wie, że podczas skarmiania suplami warto szczodrze i długo sypać czystkiem. Warto wiedzieć też, że dla optymalnego działaniu tego zioła, należy rozpocząć kurację przynajmniej na 6 tygodni przed wysypem kleszczy i dobrze podawać go osobno – nie z mięsem, a z produktami warzywnymi i algami. Sama stosuje czystek (ja dopijam ten koński, moje psy szamają Pokusowy :D) w formie herbatki w okresie jesienno-zimowym – i wraz z syropem z malin super sprawdzają się podczas pierwszych symptomów przeziębienia, dlatego wierzę, że regularnie i rzetelnie podawany faktycznie przynosi również efekt odstraszający. Jak już Wam wspominałam podczas recenzji, nie odważyłabym się jednak stosować go w wersji sauté  – bez chemikaliów. Lubię ziołolecznictwo, ale aż tak mu nie zawierzam 🙂

Patent numer trzy

W naszym domu to Pan Mąż jest najlepszy w wychwytywaniu obcego elementu!

Jak mawiał Alastor Moody: “Stała czujność!“. Po każdym spacerze wysokiego ryzyka (czyli…praktycznie po każdym spacerze!) przeglądam pieski pod kątem obecności nieproszonych gości. Pamiętajcie, że nie robicie tego tylko dla nich, ale również dla siebie – czasem zdarza się, że sprytny pajęczak przemieści się z psiej sierści prosto na Was ( mnie kiedyś przydarzyło się, że spałam wraz z Nenu i z pasażerem na gapę, ale umarł z niewyjaśnionych przyczyn zanim zdążył zainteresować się którąkolwiek z nas). Oczywiście dużo łatwiej przeglądać psa jasnego i krótkowłosego (co bardziej pedantyczni sięgają nawet po grzebień) – ja najwięcej problemów mam właśnie ze zidentyfikowaniem pasażera na gapę u Nenu – czarne toto, mocno napigmentowane i mało białego mające – tu najłatwiej przemycić błocko czy złowrogiego pajęczaka.

Patent numer cztery

W wypadku, kiedy wszelkie bariery poległy i kleszcz już zdążył na dobre rozgościć się w psiej skórze jestem od lat wierna haczykom do wyciągania kleszczy. Z doświadczenia wiem, że stare dobre pęsety nie do końca zdają egzamin – czasem namierzenie jeszcze nieopitego kleszcza i wyciągnięcie go przy pomocy specjalnie przeznaczonej do tego pęsety graniczy z cudem – nie zawsze jej ramiona przylegają do siebie, przez co często zostaje pewien margines na mikro kleszcza. Oprócz tego w haczykach O’Tom-a mamy pewność, że nie ściśniemy odwłoka kleszcza, nie pozostawimy części jego ciała w ranie – zapewnia nam to bezpieczne i optymalne usuwanie tych pasożytów. Odkąd kiedyś stary lekarz weterynarii – parazytolog stanowczo polecił nam ten wariant, pozostaję mu wierna na zawsze.A w momencie, w którym zobaczyłam, że Doganica ma takie cacuszka do usuwania kleszczy, to już całkowicie i stanowczo poległam.  Jak widać, my mamy kolor turkusowy, i sprawdza się wyśmienicie – jest poręczny, jest kolorowy i dzięki specjalnemu opakowaniu można go sobie przyczepić do nerki/plecaka i zabrać ze sobą na wyprawy. Stanowczo sztos za niewielki pieniądz!

Ciekawa jestem jakie są Wasze alternatywne sposoby na kleszcze? Mieliście do czynienia z obróżkami ceramicznymi lub zawieszkami działającymi odstraszająco poprzez ultradźwięki? Podzielcie się z nami propozycjami, chętnie potestujemy! 🙂

 

17 komentarzy na temat “4 spoko patenty przydatne w walce z kleszczami!

  1. Mój staruszek ma foresto i nawet działa, chociaż raz poszłam z nim w takie chaszcze, że pod drodze zdjęłam z niego 10 kleszczy, a w domu kolejne tyle.
    A May ma sabunol i raz zadziałała właśnie jak u Sida ^
    Poza tym jesteśmy teraz w Holandii i tu jest brak kleszczy 😛

    1. NO NIE GADAJ?! Serio nie mają tam kleszczy? Jak to? :O

      U nas foresto mogłam równie dobrze nosić w nerce albo w szufladzie w domu – działało jak woda święcona ;P

  2. Czy tylko ja w logo tego olejku widzę twarz Ruby? xD
    A mnie się czystek nie sprawdził i obroża Foresto jednocześnie też. Psiak dostawał calutki rok czystek, a w sezonie nawet więcej, a i tak znalazłam dwa opite kleszcze na nim. :/ Foresto też nie zadziałało (w tym samym czasie psiak nosił i obrożę i czystek zajadał). Najlepiej u tego osobnika sprawdzają się krople – zawsze wysuszone rodzynki z kleszczy znajduję, albo otumanione. A że do wody nie wchodzi to mogę sobie zakraplać. 😉

  3. Trzeba być dobrym w marketing, żeby kleszczołapki za pięć złotych sprzedawać za pięciokrotnie wyższą cenę O.o

    U nas bravecto okazało się strzałem w dziesiątkę. Na wszystkim innym i dowolnych kombinacjach pieski przywłóczyły całe kolonie kleszczy.

    1. W sumie to działa na wiele sposobów – podobnie z obrożami, smyczami, butami, torebkami, kosmetykami…:P Życie 😀 Choć za moje wcześniejsze, takie pomarańczowe płaciłam 20 zł, nie spotkałam się z haczykami za 5 zł, pęsety faktycznie, ale jak wspominałam, u mnie się słabo sprawdzają 😀

      A samo bravecto czy z odstraszaczem?

        1. Ha, to widzisz, ja to z tych, co jak mogą to sobie wolą dopłacić, żeby cieszyło oko 😀 No i podoba mi się ten klips, dzięki któremu można przyczepić patent do nerki czy plecaka 😀

  4. U nas na Foresto kleszczy nie ma już drugi rok z rzędu, a piesek sobie biega po chaszczach, że hej. Raz się kleszcz zdarzył, ale to było dwa dni od założenia obroży, więc jeszcze nie zaczęła działać. Niemniej strasznie mnie irytuje, że ta obroża niszczy sierść pieska i w ogóle jest taka “dodatkowa”. Jeśli pies ma Foresto, i zwykłą obrożę, a ja chciałabym np. wieczorem założyć mu jeszcze świecącą, to przecież jakaś makabra by wyszła. Lord of the Rings normalnie, a i szyi zabraknie. Tak że musimy poszukać chyba innego patentu.

  5. My niestety drugi raz walczymy z anaplazmą:( w tamtym roku początkowo mieliśmy obroże nie działała, potem bravecto, niestety jakiś kleszcz nas zaraził, w tym roku były olejki, czystek, adventix i tez nas cos ugryzło:( od 2 tygodni jestesmy na antybiotyku po psie oczywiście nic nie widać i nie było widać wcześniej, zrobiłam testy z krwi. Przez kleszcze kocham zimę, wiosna, lato to ciągły stres co tym razem nam wyjdzie:(:(Teraz planuje dać w lutym bravecto i cały czas czystek podawać, może to nas uratuje.

  6. Ewelino mój piesek sam zwalczył anaplazmozę.Robiliście testy z krwi na przeciwciała w Ideexie? Nie zawsze trzeba leczyć, zwłaszcza,że objawów nie było.

    1. Testy z krwi w śląskim Lab., 2 wetów stwierdziło ze jestesmy w trakcie anaplazmy i moge czekać na objawy (wynik miano 1:800, referencyjny <1:50), ale moze byc wtedy za późno, teraz czekam jeszcze na wynik testu PCR, mam nadzieję że leczenie zakończymy i juz nie wróci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *