Kilka pojęć które zmieniają znaczenie kiedy po raz pierwszy przeprowadzisz psa przez próg domu

Na wstępie ostrzegam – dziś może być odrobinkę łzawo. No ale dosłownie tak kapeczkę. I w sumie to są bardzo, ale to bardzo subiektywne spostrzeżenia. Bardzo chętnie poznam Wasze doświadczenia i obserwacje!

Sama – i w tym metaforycznym, i całkowicie prozaicznym znaczeniu. Nie jesteś sama, bo jest na świecie ktoś, kto ciebie potrzebuje i jest od ciebie całkowicie zależny. Każdy ruch ma konsekwencje – przed chwila siedziałam w fotelu, teraz poszłam do sypialni czytać jednocześnie ciągnąc za sobą ogon składający się z czterech psów. Ja zmieniam kierunek, one tez. Możecie mieć pełna chatę rodziny, albo stanowić pojedyncza jednostkę – jedno jest pewne, już żadna przygoda nie będzie dla Was pojedynczym wyzwaniem. W środku nocy, zlana potem, jeszcze w oparach przeżytego koszmaru możesz zawołać – i za chwilę-moment zjawi się przyjazna morda, która w przeciwieństwie do mnie wyrwanej ze snu, zawsze miło zapyta “no co tam?”.

Ona zawsze czuwa na posterunku, o którejkolwiek w nocy bym się nie obudziła. Jest i zagląda prosto w twarz pytając “no cotam cotam?”

Beztroska – znajome mamy opowiadają, ze odkąd maja dziecko nie śpią już spokojnie. Każda smutna reklama w telewizji to dramat i akcja pajacyka w jednym. Wtedy myślę przerażona, ze co będę czuła względem dziecka, skoro oglądając trailerze dywizjonu 303 w kinie miałam przed oczami O BOŻE WOJNA CO BĘDZIE Z PSAMI. Mieszkamy w wiejskiej części miasta, w okresie żniw często wzywana jest nasza OSP przy pomocy syreny. Pierwsza, jeszcze nie do końca trzeźwa myśl o 5 rano, kiedy wybudzona ze snu nieprzyjemnym do szpiku kości dźwiękiem syreny alarmowej, usiłuję zlepić myśli w głowie. Pierwsze, oprócz przejmującego przerażenia, które rozlewa się chłodem po moim organizmie, to to jak mnie wpuszcza do bunkru przeciwlotniczego z psami. No nie wpuszcza. Przepraszam czy moja piwnica wytrzyma nalot? Przecież ich nie zostawię. Nie ma takiej możliwości. Podejrzewam, że to nie jest nawet w połowie taka miłość, jak matczyna. Choć myślę, że można to odrobinę porównać. Boję się o nich wszystkich, a paranoiczne myśli najczęściej nawiedzają mnie podczas wypraw samochodowych (mi pomoże karetka, a kto będzie łapał moje psy rozpierzchnięte, obolałe, przerażone, po autostradzie?). Ciarki.

Jak docenić moment– Nagle poznajesz ten mały psi móżdżek, który mocno przywiązuje się do rytuałów. Są dla niego podstawą życia, według kamieni milowych w trakcie dnia odmierzają swój pieski los. Ważny jest poranek, spacer, powrót z pracy kolacja. Te poszczególne momenty są najwyższym psim priorytetem i przywilejem, dzięki niemu pewniej się żyje na tym pieskim padole. Codziennie to pretekst do wybrania się na tęczy w stronę Wiecznego Melanżu. Niezależni, czy właśnie wróciłam z dwutygodniowego urlopu, czy wyszłam z toalety. Czy na kolacje jest szponder wołowy, czy jajko z mieszanką mięs. Z biegiem miesięcy wypracowujecie wspólne rytuały, od których odstępstwa nie ma – czy to poranny sik, czy arcyważna pora kolacji, czy wspólne wygłupy na kanapie po powrocie z pracy. I warto je pielęgnować, wierzcie mi, w pewnym momencie kiedy ich zabraknie, robi się strasznie pusto i cicho. Martwo. I wtedy to już zupełnie nie ma ratunku.

Przyjaźń, miłość  – taka właściwie bezwarunkowa. Możesz mieć gorszy dzień. Możesz buczeć i chcieć świętego spokoju, pies Ci go zapewni. Albo postara się nieco poprawić humor. Balu podczas gdy mam gorszy humor, czy przerabiamy poważne tematy z Panem Mężem, pełen rozpaczy chowa się pod łóżko. Ruby z kolei robi z siebie koncertowego debila tarzając się po ziemi między nami, usiłuje rozładować napięcie, Nenu z kolei biega od człowieka do człowieka i pyta, czy jeszcze ją kochamy. Możesz zrobić naprawdę idiotyczną rzecz, obrazić się, okopać i wkurzyć kopiąc trzewikami powietrze, ale wiesz, że przy odpowiednio zbudowanej relacji Twój pies będzie wiedział. Będzie kochał i starał się w swój sposób przybiec z pomocą. Czy usiłujesz dotknąć palcami ziemi, czy wytrzymać dłużej niż minutę w planku, czy zwijasz się z bólu w łóżku, w sumie nie wiesz, czy bardziej chce Ci się wymiotować, czy umrzeć. W słabszych psychicznie momentach stanie przy Tobie murem. Albo po prostu zwinie się w kłębek i położy tuż przy Tobie, ale to patrz pojęcie pierwsze.

Typowy synek mamusi. Suki nie zawsze (to znaczy u nas 50/50%), ale dla Baloo zawsze jestem piękna i ważna <3

To by było na tyle. Jakie są Wasze spostrzeżenia?  Macie pomysł na inne słowa, które nabrały dla Was nowego wymiaru?

18 komentarzy na temat “Kilka pojęć które zmieniają znaczenie kiedy po raz pierwszy przeprowadzisz psa przez próg domu

  1. “jak mnie wpuszcza do bunkru przeciwlotniczego z psami. No nie wpuszcza. Przepraszam czy moja piwnica wytrzyma nalot? Przecież ich nie zostawię. Nie ma takiej możliwości.” – Cudownie! Nie będę sama. 😀

  2. Wszystko o czy piszesz!
    ale tego się spodziewałam- dziecko wychowane na Szariku i Komisarzu Rexie 😉
    mnie najmocniej uderzyły codzienne zmiany: czystość i bezwłosie. Odkąd jest Bu. Kłaki na podłodze zaraz po odkurzaniu to norma którą trzeba się nauczyć ignorować żeby nie popełnić harakiri #perfekcyjna_pani_domu tak bardzo
    i plamy od wody na podłodze. Brodate pieski pozdrawiają . Pierwszy tydzień z Pufą biegałam ze szmatą za każdym razem kiedy piła. Potem zmądrzałam 😛
    A! i prywatność w toalecie. Albo zamyka się bardzo dobrze drzwi albo wizyta w toalecie już nigdy nie będzie samotna 😛

  3. Dodałabym jeszcze “wyjazd” – zabieram gdzie tylko mogę i wtedy trzeba ten wyjazd im podporządkować, a jak jadę sama to martwię się jak tam mój Axelek biedny (Pieprzowi to wszystko jedno chyba :D), czy aby nie tęskni? Czy je? Czy smuta? 🙁

  4. Co do wojny, to jeszcze zamartwianie się jak zrobić zapas jedzenia, żeby pieseł przeżył (o siebie się nie martwię ;))

    1. Pieseł (przeciętny) raczej sobie poradzi ze zdobyciem mięska. W końcu to wilk, tyle, że nieco ucywilizowany.
      Moja Lalka nauczyła się polować na myszy – od dwóch dni je morduje (a przynajmniej ja widzę drugi dzień jakieś świeże truchełko w parku). Przedtem tylko skakała po krzakach. Gorzej, że często miewa biegunki, więc mogłoby być kiepsko 🙁

      1. No dlatego kwestia prowiantu nie spędza mi snu z powiek 😀 Ja bym z myszami się bała, że któraś zażyła trutki i ostatecznie pies się podtruje. No i te tasiemce. No generalnie żaden piknik 😀

  5. Oj tak. Gaszka ZAWSZE, zawsze zawsze, jak zaczynam płakać podchodzi do łóżka. Mogę ją odganiać. “Idź się połóż.”
    “Wyjdź.”
    “WYJDŹ.”
    Ale ona i tak podejdzie 20384827 razy, aż ją przytulę i pozwolę się pocieszyć. Jest w tym taka cierpliwa i mądra… Za to Ru robi z siebie idiotę za każdym razem jak ryczę. Idzie w moją stronę machając ogonem, z uszami wklejonymi w głowę, debilnym uśmiechem i tak kołyyyysze głową na boki jak wąż zaklinacz. Nie da się nie zaśmiać, nawet jeśli ryczysz. Gem i Tigi powoli i cierpliwie podpełzają coraz bliżej łóżka, tak aż nagle dłoń zrzucona z dotyka czyjegoś zmartwionego pyszczka. Kładą się tuż obok łóżka i czekają, ale podchodzą powoli i niby “przypadkiem”, bo wiedzą, że zwykle podczas płaczu będę je wyganiać. Jak już są obok to nie mam serca. 😛
    Na spacerach zawsze jeśli jestem nerwowa, to Tigi i Gem bawią się najsłodziej na świecie, albo przynoszą mi szyszki, patyczki, kawałki krzaczków czy co tam chcę.
    No i kocham patrzeć jak sobie są, brykają, głupkują, śmieję się nieskończenie z dzikiego jęzora Gem, dziwnych pozycji do spania, niezbyt logicznych zabaw i słodkiego pac pac łapką tu głaskej. Codzienny długi spacer nigdy mnie nie nudzi, mogłabym patrzeć jak sobie szczęśliwie dreptają do końca świata i jeszcze dalej. Najlepiej mi jak idziemy sobie, ja i Karol, dyskutując o całym świecie, przez jakiś las, a pieski pląsają zachwycone życiem. Jeszcze najlepiej mi jak biegamy sobie agilitki i widzę, że one tak straszliwie się cieszą na trening, wpychają mi zabawki w dłonie, burczą pacając łapami torbę treningową, cieszą się na ten nasz wspólny czas razem. Jak razem odtańcujemy tańce szczęścia nad super zrobionym elementem i jak zastanawiają się o co mi chodzi… I jak potem czytam książki, w ciszy mieszkania pełnego zmęczonych, zaspanych, wyhasanych piesków.
    Pasujemy do siebie. Z całym szaleństwem, szczekaniem, nieporozumieniami i porozumieniami. Totalnie.

    1. Taak! Czytanie książek i cisza wśród padniętych psów – coś najlepszego na świecie <3 jeszcze do pełni szczęścia siąpiący deszcz za oknem, kocyk i herbatka 😀

  6. O tak. Z tą karetką mam to samo. Dlatego info na samochodzie, że jedzie ze mną pies, lub karta właściciela psa to nie jest głupi pomysł. Bo wypadek a czasem i tylko kolizja to jeden wielki chaos i o biegającym luzie psie nikt nie myśli, albo zwyczajnie go przegania…
    A obrazek najlepszy 😀

  7. W naszym słowniku jeszcze jest nowe znaczenie słowa “reset”. W czasie licealno/uniwersyteckim oznaczało imprezę, po której człowiek czuł się jeszcze gorzej. Po studiach oznaczało muzykę/książkę/film – pomocne, ale czasem trudno się skupić, gdy męczy Cię coś prawdziwie i dogłębnie. Teraz oznacza spacer z Manu. Nie biorę telefonu, nie biorę aparatu, ubieram ściorany łach i jestem tylko ja, pies i przyroda. Czasem trenujemy, czasem idziemy w siną dal, czasem spotykam innych psiarzy, gadam. Męczę się fizycznie, ale psychicznie prawdziwie odpoczywam, a wszystkie problemy stają się jakby na wpół rozwiązane, albo chociaż mam energię by zacząć je rozsupływać po malućku.

    A co do bunkra. To ja mam opracowany cały plan jak będę Manuśka przemycać do Szwajcarii. Mam tę przewagę nad Twoimi Ozikami, że Manu nie szczeka 😜

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *