[top for dog] Gryzaki z sera himalajskiego churpi /Rogy/

Gdy opublikowałam tę notkę okazała się absolutnym hitem. Dlatego aktualnie nie ustaję w poszukiwaniach kolejnych fajnych, smacznych i zajmujących na długo gryzaków. Tym razem spróbowaliśmy kolejnego wariantu – churpi z sera himalajskiego od firmy Rogy (na potrzeby konkursu Top for dog).

Gryzak z sera himalajskiego Churpi

Rogy to naturalny gryzak z sera himalajskiego. Produkt opisywany jest następująco: “Jest to ser produkowany według himalajskiej receptury. Robi się go jedynie z 2 składników. Odtłuszczonego mleka i soku z limonki. Powstały ser jest prasowany przez kilka dni, a następnie suszony w specjalnych warunkach przez ponad miesiąc. Podczas tego procesu nabiera swojej niezwykłej twardości. Gotowy produkt nie zawiera laktozy dlatego nie oddziałuje niekorzystnie na układ pokarmowy psa. Jako jeden z niewielu gryzaków nie zawiera żadnej chemii ani konserwantów a na dodatek przy jego produkcji nie ucierpiało żadne zwierzę. Bardzo ważnym atutem jest to, że nie posiada absolutnie żadnego brzydkiego zapachu. Mimo to psy go uwielbiają. Konsumpcja gryzaka może zająć psu od godziny do nawet kilkunastu dni. Ser churpi pod wpływem śliny psa staje się delikatnie gumowy i wtedy to może on skubać jego kawałki. Dzięki tej właściwości bardzo dobrze sprawdza się jako przekąska dentystyczna.” 

Muszę przyznać, że na początku miałam pewne wątpliwości (oczywiście, jako człowiek żyjący w duchu BARF), związane z tym, ze ser  to nabiał, którego w dorosłym życiu większość ssaków nie trawi i nie potrzebuje (my tez, tak nawiasem mówiąc, większość z nas źle na niego reaguje, wiąże się to z stopniowym zanikaniem enzymu odpowiedzialnego za trawienie białek mleka w okresie odsadzania i później). Jednak jak już wielokrotnie powtarzałam, nie jestem totalnym ortodoksem, dlatego ostatecznie zgłosiliśmy się – i żadnych rewolucji w psich żołądkach nie stwierdziłam, co więcej 2/3 piesków bardzo chętnie pożarło swoje racje i dokończyło po tych grymaszących.

Gryzak jest bardzo twardy, i podczas rozgryzania pęka na drobniejsze kawałki.

Ser występuje w kilku wariantach S (2 x 33 g), M (66 g) i L (100g).  Dla aussików dostaliśmy rozmiar L, dla Nenu M. To bardzo twarde podłużne, praktycznie bezzapachowe kawałki. Moje psy są zaprawione w bojach jeśli chodzi o rozbrajanie pokarmu o rożnej twardości, dlatego nawet tak twarde serki nie zrobiły na nich wielkiego wrażenia. Niestety dla mnie, po 40 minutach zabralam im je i wyglądały tak (Ru miała i posiadała gryzak, Nenu i Bal poczuli do niego większa miętę). Podczas rozgrywania mogą łamać się i pękać, co przyspiesza proces pożerania, jednak nie stanowi zagrożenia dla burków.

Gryzaki po 40 minutach żucia – od lewej gryzak Ru, Bala i Nenu

Ostatecznie 2/3 z moich psów bardzo polubiło się z gryzakiem (o dziwo Pucznik najmniej chętnie jadł), który zajął im czas na około godzinę.  Faktycznie nie brudzą, nie śmierdzą, nie ma szans, żeby pies zrobił sobie nim krzywdę – dlatego w ostatecznym rozrachunku serki polecam, szczególnie kiedy wybieracie się na przykład do średnio psiolubnych gości i chcecie czymś zająć psa bez wstydu i rozpylania ze sobą smrodku- ale uprzednio upewnijcie się, ze Wasz pies poczuje do niego miętę. Jest to bezpieczniejsza alternatywa dla poroża.

Pasta orzechowa dla psa

Do pasty orzechowej nie byłam przekonana – kiedyś próbowałam pieski zaznajomić z masłem orzechowym i wtedy tak naprawdę tylko Pucznik wyraził entuzjazm (ale ona wyraża identyczny entuzjazm względem zgniłej gruszki jak i świeżutkiego wołowego szpondra). Dlatego po wczytaniu się w skład pasty ( orzechy arachidowe, nasiona lnu, pestki dyni) postanowiłam sama spróbować pasty – tworząc pyszne batoniki. Nieopatrznie jednak po zdjęciach pozostawiłam masło na stole i wyszłam do pracy. Po jakimś czasie dostałam MMS od Pana Męża, który zdążył wrócić z pracy – myślę, że to wystarczy za rekomendację smakowitości?

Na szczęście firma wysłała nam więcej niż jeden egzemplarz, dlatego mogłam odetchnąć, że będzie możliwość przetestowania jej dogłębnie. Taka pasta może stanowić zdrowe wypełnienie zabawek na smakołyki, stanowi bardzo fajny element wyciszający podczas szkoleń i zwykłego socjalu, a dodatkowym jej plusem jest możliwość przemycenia w niej leków. Moje psy wszystkie bardzo entuzjastycznie na nią zareagowały, smakowała im dużo bardziej niż masło orzechowe, które jem na co dzień (a ma o niebo lepszy skład niż zwykłe, dostępne masła). Nie powinna stanowić oczywiście podstawy psiej diety, ale warto mieć ją na specjalne okazje – ja planuję zrobić z niej lody w Kongu jeszcze!

Grillowane przysmaki z rybami morskimi i wołowiną z dziczyzną

A na deser dostaliśmy przysmaczki – muszę Wam zdradzić w sekrecie ze już sam ich wygląd bardzo smakowicie wyglądał nawet dla mnie (a ja jestem praktycznie bezmięsnym człowiekiem). Ładnie zapiekane, dość twarde, nie ma raczej możliwości, żeby dzielić je na mniejsze kawałki. Zapach mają bardzo intensywny, mięsny (kiedy nieopatrznie zostawiłam saszetkę z przysmakami w wiatrołapie, w dwa dni utworzył tam się mikroklimat rybackiego kutra). Skład jest bardzo ładny: wołowina 82%, dziczyzna 10%, białko, skrobia, siemię lnianeryba morska (dorsz, halibut, makrela) 92%, skrobia, białko, siemię lniane .

Bardzo podoba mi się sam wygląd smakołyków

Jeśli chodzi o smakowitość, to oba aussiki oblizywały się z daleka, kiedy tylko wyjmowałam je z saszetki, choć Nenu, jako mierna entuzjastka ryb, odmówiła współpracy w mieście wraz z przysmakami z morskich ryb, natomiast twardo i z wielką chęcią spożywała woła z dziczyzną.

Drobnym minusem jest to, że same kawałeczki są dość duże, wymagają pewnego pokawałkowania, więc raczej nie nadają się na zwykłą sesję klikania, raczej do wypełnienia zabawek, sesje nosework czy właśnie dużych nagród podczas socjalu.

Nenu w wielkim mieście chętnie wciągała suszonego woła z dziczyzną.

Podsumowując jestem bardzo zadowolona z produktów firmy Rogy. Proste składy, naturalne produkty, bardzo chętnie jedzone przez moje psy to podstawowe atuty, które przekonały mnie do firmy. Abstrahując od jakości smakołyków, bardzo podoba mi się cała idea firmy (w swoim asortymencie mają również gryzaki z poroża) i sam design opakowań i produktów – wyglądają bardzo estetycznie i jednocześnie bardzo elegancko. Moje psy bardzo chętnie pochłonęły swoje porcje i stanowczo polecają! 🙂 Pamiętajcie, że w przypadku zakupu serków himalajskich warto najpierw spróbować mniejsze smakołyki, bo nie wszystkie psy dadzą się do nich przekonać.

Który z produktów firmy Rogy zainteresował Was najbardziej? Mieliście już możliwość przetestowania serów himalajskich? Jak Wasze psy na nie zareagowały? 

11 komentarzy na temat “[top for dog] Gryzaki z sera himalajskiego churpi /Rogy/

  1. Gryzaków z sera nie spróbujemy – cena jest bardzo wysoka względem tego, że starcza on na tak krótko, nawet biorąc pod uwagę niezaprzeczalną jakość produktu. Twardy, suszony gryzak typu głowizna, suszona skóra jelenia wyjdzie u nas tak samo czasowo, a kosztuje ułamek ceny. Chociaż sama w sobie propozycja jest ciekawa i gdyby nie koszt, to pewnie Churpi by u nas gościły.
    Widzę, że macie piłkę Guru – jak wam się sprawdza, będzie recenzja? 🙂

    1. Recenzji raczej nie planuję – raczej w formie wspomnienia 🙂 Dla mnie niezaprzeczalnym plusem tych gryzaków jest własnie to, że nie wydają żadnego zapachu – to bardzo spoko właśnie podczas wizyt u ludzi xD Od wielkiego dzwonu 😀

  2. Próbowałaś może gryzaki z Vector-food? Polska firma na dodatek :). Polecam skórę wołową – te większe części mojemu psu starczają na godzinę, te mniejsze na ok. 20-30 minut. Tanie i czas konsumujące. Szczególnie fajnie jakby je Twoje psy spróbowały, bo bym wtedy miała odniesienie na ile starczą mojemu psu produkty, które Twoim psiakom starczają na godzinę 😀

  3. Niezła faza, że “himalajska receptura” zawiera odtłuszczone mleko i sok z limonki. Zwłaszcza te limonki, które pewnie owocują w Himalajach obficie…
    Nie lubię takich chwytów marketingowych. Fajnie, że ktoś wykorzystał himalajski sposób prasowania i suszenia sera, ale pod względem receptury jest to raczej suszona ricotta niż churpi. Co nie oznacza, że nie jest smaczne.

    1. Hahah faktycznie! xD Choć jak zerkam to w każdej z psich receptur ta limonka jest – aż pogrzebałam na zagranicznych stronach – podejrzewam, żeby przyspieszyć proces, bo do oryginału nie dodaje się nic, z tego co czytałam.

    1. Autor ma pracę zawodową poza blogiem i życie rodzinne do ogarnięcia 🙂 – staram się odpisywać do tygodnia od publikacji tekstu. Staram się, żeby odpowiedzi były przemyślane, nie odklepane. W sprawach nie cierpiących zwłoki lepiej kontaktować się przez FP.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *