Słowenia z psem – co pakujemy!

Pojawiło się kilka próśb o podrzucenie posta o tym, co tak naprawdę zabieramy na nasze wakacje. Muszę Wam przyznać, że niesamowicie nie mogę doczekać się tego wyjazdu i mam nadzieję, że kraj przerośnie moje oczekiwania względem niego (które, nawiasem mówiąc, są dość duże, głównie przez natrętne obserwowanie słoweńskich instagramów – nie polecam :D).  Dalej trochę mnie serce boli, że Ru zostaje, ale wiem, że serce jest głupie a jej móżdżek będzie zdecydowanie szcześliwszy na wakacjach u dziadków. Mimo wszystko jestem pewna, że się popłaczę zostawiając ją u rodziców w piątek. Namilionprocent. Ale, ad rem, bo i tak w tym tygodniu Wam się bardzo opóźniłam z notką. Do rzeczy!

Podczas pakowania zazwyczaj dzielę sobie rzeczy tematycznie, więc mam ciuchy, zdrowie, jedzenie, obroże, spanie i zabawki. Wydawało mi się, że nie jest tego aż tak dużo, jednak okazało się, że tkwiłam w błędzie! 😛

Żeby było ciekawiej, pobawmy się w “co powiedziałby Bal”

Gotowi?

Zaczynamy!

Czy naprawdę muszę to zakładać?

Czyli wszystko, co przypomina odzienie wierzchnie i ma na celu przygotowanie Niebieskich na zadania, jakie im wyznaczę. Zaliczamy tu: kapoki (Ezy Dog i Ruffwear), kurtki przeciwdeszczowe  Torrent Coat, kamizelki chłodzące, oraz derki Back on track. Myślę, że właśnie na Słowenii uda nam się dogłębnie i porządnie przetestować nowy kapok Nenu – wiem, że było na ten temat wiele próśb, na które nie pozostaję głucha, przysięgam! 🙂

Do tej kategorii zaliczam też obuwie – kto nas obserwuje na instagramie, ten miał ekskluzywną relację z tego procesu. Kto przegapił – ten może kliknąć w kółko “Dogs vs. shoes“. Zapisałam dla Was te bekowe chwile.

Naczytałam się o kamienistych plażach, jeżowcach i innych plagach krajów dawnej Jugosławii, dlatego postanowiłam zakupić porządny obuw. Z butami historia jest długa i dość porażkowa – otóż pierwsze buty mają około 4 lat, kupiłam je dla Bala w Zooplusie. Drugie butki postanowiłam zamówić Nenu poprzez Aliexpress (firma Truelove). Ostatecznie okazało się, że koślawo zmierzyłam łapkę, buty są na nią stanowczo za duże. Dlatego Bal będzie sobie tuptał w TL, a Nenu w S&P Boots. Na uszko szepnę Wam, że obuwie wygląda identycznie – skoro nie ma różnicy, nie warto ściągać ich zza granicy, lepiej zamówić w Zooplusie. Spójrzcie na podeszwy i krój buta – to prawie to samo.

Do tego zestawu zaliczam również pas dogtrekkingowy (u nas firmy WzR, towarzyszy mi niezmiennie od 4 lat) oraz dwie przepiękne i fantastycznie sprawdzające się smycze z amortyzatorem firmy Wild Craft.

Żegnaj podły świecie, mam odcisk i nie wiem, ile jeszcze pociągnę.

Czyli dwie apteczki (wiadomo, jestem realistyczną optymistką :D). O apteczkach rozpisywać się nie będę – cały tłusty pościk macie tu.  Dodatkowo zakupiłam elektrolity od Power Dog – moje psy za Chiny Ludowe nie chcą pić pokusowych, a te mają w sobie dodatek wątroby z dorsza i wiem, że będą chętnie pite. Skąd wiem? Ano stąd, że razu pewnego małą saszetkę dodawano do gazety Dog&Sport. Nieopatrznie zamkniętą saszetkę zostawiłam na stole. Po powrocie do domu okazało się, że ktoś poczuł gwałtowną potrzebę, aby uzupełnić sobie niedobory. Przegryzając saszetkę i starannie wylizując zawartość. Pozdrawiam Cię czule rudy piesku.

Oprócz apteczki już jakoś trzynaście razy upewniłam się, że mam oba paszporty. Następnie zrobiłam to ponownie i do soboty poranka zrobię to najpewniej jeszcze około dwudziestu. Dodatkowo ważnym punktem jest, żeby upewnić się, że każdy z Waszych psów ma i będzie miał ważne przy powrocie, szczepienie przeciwko wściekliźnie. Upewnijcie się dobrze, że trzymacie się terminów wyznaczonych przez lekarza – inaczej może Was czekać przykra niespodzianka – każdy dzień “przeterminowania” szczepienia, powoduje, że nowe nabiera mocy dopiero po upłynięciu 21 dni. Takie prawo UE. Jeśli wybieracie się poza kraje Unii, warto sprawdzić inne wymogi – czasem trzeba wykonać odpowiednio wcześnie odrobaczenie (co do godziny!), lub wręcz trzeba pobrać krew i oznaczyć poziom przeciwciał przeciwko wściekliźnie, co gwarantuje Wam przynajmniej miesiąc opóźnienia. Jeśli Wasze psy nie są zaczipowane, weźcie pod uwagę, że założenie paszportu wymaga konkretnego oznakowania psa, co wiąże się z całym zamieszaniem w związku z ponownym szczepieniem, odczytywaniem mikroczipów, wystawianiem paszportu – nie róbcie niczego na ostatnią chwilę, a oszczędzicie sobie stresów i frustracji (czyli czegoś, co przynajmniej mi towarzyszy zawsze podczas załatwiania spraw urzędowych)

Poza apteczką i dokumentami uprawniającymi pieski do przekraczania granic, od firmy Doganica dostaliśmy dwa balsamy pielęgncyjne do łap – Słowenia ma klimat już bardziej śródziemnomorski niż nasz (czy mówiłam Wam, że podróżując do Włoch przelatywaliśmy nad Adriatykiem i widzieliśmy Chorwację i fragment Słowenii?), więc jestem przygotowana, że temperatury na początku września mogą bardziej przypominać te nasze letnie, niż nasze jesienne 🙂 Trzymajcie kciuki, aby moje pobożne życzenia okazały się prawdą! Wracając do balsamów dostaliśmy trzy urocze kremy: PAWrricade, rePAWer i HushRash. Wszystkie produkty wzięliśmy i będziemy testować. Mam wielką nadzieję że rePAWer i HushRash nam się nie przyda, ale zdam Wam relację z użytkowania PAWrricade. Muszę Wam po raz kolejny powiedzieć, że jestem totalnie zakochana w ich produktach – począwszy od fantastycznych składów, po bardzo piękny wygląd, szatę graficzną oraz nazwy. No najgórniejsza z półek!

Szykuje się jakieś wyjście? Daj mi sekundę i jestem gotów.

Czyli wygodne, lekkie, a zarazem wytrzymałe szelki, smycze, obroże, adresatki i lampki. Pełen serwis. Jak wiecie od lat stawiam na Hurttę i poza niektórymi smyczami i kapokiem, raczej się na ich produktach nie przejechałam. Tym razem, zupełnie przypadkowo i okazyjnie zakupiłam pierwsze szelki z serii Adventure…i uznałam je za jeszcze lepszy zamiennik tych Active. Mam nadzieję, że dopiorę je po wyjeździe! 😛

Dodatkowym plusem, który ujął mnie w całej serii jest to, że każdy ze sprzętów (szelki, obroże, smycze) mają kompatybilne miejsce, do którego można przyczepić niesamowicie fajną i niezniszczalną (wyprałam ją w pralce razem ze smyczą, wciąż działa tak samo) latareczkę. Jest oczywiście teraz niedostępna w Polsce, więc mam tylko jedną sztukę. Drugie światełko to rowerowy patent z Lidla.

Oprócz lampek zapakowałam oczywiście worki na kupy, i adresatki. BADZO WAŻNĄ sprawą podczas zamawiania i wybierania adresatki jest podanie numeru telefonu wraz z numerem kierunkowym do naszego pięknego kraju. Czyli +48 xxx xxx xxx. Inaczej taki sam efekt będzie, kiedy adresatkę sami sobie nałożycie 😀

Oprócz szelek, testujemy na poważnie obroże Dog Copenhagen, więc stanowczo wybierają się z nami. Zupełnie przypadkowo złożyło się tak,  że idealnie pasują kolorami do moich najbardziej ukochanych smyczy na świecie, już niemal niedostępnej linii Alpinist od Rogz.

Przepraszam, jestem głodny. Minęło dwanaście minut od ostatniego posiłku.

Czyli jedzonko. O tym też Wam opowiadałam na Insta Stories – generalnie sprawa przedstawia się tak, że mięsko biorę na dwa pierwsze dni, żeby mieć rozeznanie, czy mamy w ogóle możliwość zakupu jego na miejscu, i czy jest szansa na przechowywanie go w lodówce. Na wszelki wypadek jednak zabezpieczyłam się kilkoma puszkami i kartonikami (wygodniejsza sprawa). Moje psy nie mają żadnych alergii pokarmowych, ani problemów podczas elastycznych zmian pokarmów.

Oprócz tego, saszetkę muszę zasypać przeróżnymi smaczkami – pełnym serwisem wspaniałości od Meatlove, które dla Was testujemy, oraz prezentami na podróż od Fera.pl Podczas wyjazdu zawsze towarzyszy mi któraś nerka od bypola (uwielbiam!) i ulubiona saszetka na żarcie w różowe, tłuściutkie jednorożce od Pikpik. Wiadomo, że będzie dużo pozowania w przeróżnych durnych pozycjach, może więcej czasu na ćwiczenie, pozowanie…Im więcej tym lepiej! Kurcze, właśnie się zorientowałam, że dobrze by było spakować kliker! Obym nie zapomniała do końca pisania tej notki xD Przypomnijcie mi jakby co w komentarzach, ok? Bo jak mam flow, to nie wstaje od komputera, bo jak wstanę to flow się obrazi. Nie sikam i nie piję. Hasztag dola blogera. Co zrobisz, nic nie zrobisz.

Jeśli chodzi o miski, to stawiam na te sprawdzone przeze mnie – firmy Truelove. Dodatkową fajną kwestią jest to, że do nich zdołałam wcisnąć po kartoniku Bozita, więc mam dodatkowo więcej miejsca. Jeśli chodzi o zabawki do jedzenia, to załadowałam dwa prezenty od sklepu Woof woof, które absolutnie uwielbiam! Oba są firmy Planet Pet i oba sprawdzają się wyśmienicie!

CZY TY POWIEDZIAŁAŚ FRIZBI/DOWODY??!!! *wytrzescz oczu*

Owszem, nie jest tego wiele. Kilka dysków (xtraki dla Bala, fastback dla Nenu), nasze niezawodne zabawki do wody – pullerki (tutaj small), oraz likery – totalnie ubóstwiam i kocham. Plus worek, który dostaliśmy wraz z zestawem do testów, który nie przecieka, dzięki czemu można załadować tam mokre zabawki i nic  nie cieknie po plecach (choć sznureczek w workoplecaku raz mi się rozwiązał, rachityczny jaki). I neoprenowy arbuz. Tegoż arbuza kupiłam w sumie z głupia frant i na yolo, bo Balu ABSOLUTNIE, ale to ABSOLUTNIE nie znosi aportować mokrych materiałowych zabawek z wody. Na lądzie nie stanowi to dla niego problemu, ale kiedy tylko coś nasiąka, to misio bierze to do pyska, robi kilka machnięć łapką, a następnie wypluwa. I tak do upojenia. Powrót na ląd trwa sześć lat, z zegarkiem w ręku. Toteż zdaję sobie sprawę, że było to totalnie niepotrzebne. Ale jest śliczne, i może uda się zrobić wakacyjne zdjęcie. No kosztował 9,80, no.

To już pora spania. Dobranoc. *znaczące ziewnięcie*

Na Słowenię jedziemy swoim autem (pieszczotliwie zwanym w pewnych złośliwych, admińskich kręgach, Tłuczkiem), dlatego klatki bierzemy aż dwie – dla swojego i psiego komfortu. Jedną namiotową, niezastąpioną podczas takich podróży, i drugą, nieco bardziej stabilną, ale wciąż kompaktową.

To by było na tyle. Nie jest tego mało, ale mogłam sobie popuścić wodze fantazji, plus w sumie to jedziemy na prawie dwa tygodni, więc sporo czasu i trzeba być przygotowanym na wszystko. Prawda? 😀 No to piszcie w komentarzach o czym zapomniałam, co byście Wy zabrali na moim miejscu i co muszę jeszcze dopchnąć do dwóch toreb dogfrisbee. Nie, nie podpadniecie Panu Mężowi 😀

5 komentarzy na temat “Słowenia z psem – co pakujemy!

  1. Kliker Gośka, kliker! Wiem coś o tym flow, jak mnie rodzina/znajomi/inne kreatury próbują oderwać podczas pisania to warczę niczym Beethoven do puszących się samców! (Czyli wiesz, gardłowo i poważnie)
    Notka wspaniała, Bet jednak wrzucił by szelki do kategorii “o mój boże trzeba uciekać, przecież ja tego nie założę”. Oczywiście problem znika w momencie zapięcia klamry, następuje oczyszczenie myśli i Pan Pies jest zadowolony. Standard.
    Pozdrawiamy!

  2. Szczerze mówiąc, chyba wzięłam więcej na tygodniowy wyjazd dla jednego psa 😂 Życzę udanego wyjazdu! A tak na marginesie to latarka do Hurtty jest na t4d o ile się nie mylę 😉

  3. “I ten moment kiedy masz ze sobą 2 walizki i ktoś zapyta “a po co tyle?”, a w odpowiedzi usłyszy – jedna moja, jedna psów…”, a bo taki żarcik mi się nasunął po przeczytaniu tej publikacji, ale nie dziwię się… pewnie sama bym tyle wzięła, albo i jeszcze więcej, hah.

    Wyjazd z psami swoim własnym Tłuczkiem to ogromny plus i trochę zazdroszczę miejsca w autku na dwie klatki, bo w moim nie mieści się nawet jedna, przez co trochę ubolewam :c
    Powiem szczerze, że post bardzo przydatny. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, co mogłabym zabrać na taką podróż jeśli chodzi o psa (pewnie wzięłabym wszystko), a tu mam fajne, przejrzyste zestawienie, z którego mogę skorzystać. I choć w najbliższym czasie żadna taka wyprawa mnie nie czeka to w przyszłym roku, jak najbardziej, Twój post będzie moją ściągawką.
    W ogóle to od jakiegoś czasu nakręcam się na obrożę od Dog Copenhagen. Jakoś nie mogę się przekonać do plastikowych klamer, ale tu widzę fajnie wszyte metalowe blaszki i zaczynam się zastanawiać, kiedy ulegnę mojej silnej woli 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *