Słowenia z psem cz.1 – wiadomości początkowe!

Cześć! Kurz po wakacjach już trochę opadł (piszę te słowa w ostatni kalendarzowy dzień lata), a ja już trochę tęsknie za tym krajem. W związku z zaistniałą sytuacją, postanowiłam się podzielić z Wami pierwszymi, podstawowymi informacjami na temat Słowenii – to będzie pierwsza z cyklu notek, który planuję. Na rozgrzewkę  mam garść informacji dla Was – czyli Słowenia w pigułce!

Najważniejsze kwestie:

Kraj UE – waluta euro.

Język – słoweński, bardzo dobra znajomość języka angielskiego praktycznie wszędzie.

Wymagania przewozu psa – paszport z ważnym szczepieniem przeciwko wściekliźnie.

Obowiązkowa winieta podczas podróżowania autostradami.

W północnej części kraju panuje klimat umiarkowany – zbliżony do naszego, w południowej – śródziemnomorski – i to faktycznie czuć!

Podstawowe informacje

Najbardziej zdziwił mnie szok na twarzach wielu osób, kiedy odpowiadałam na pytanie do jakiego kraju wybieramy się w tym roku. Słowenia w większości umysłów figuruje wciąż jeszcze jako kraj byłej Jugosławii, taka uboga krewna pięknej Chorwacji, w rzeczywistości jest jednak całkiem odwrotnie – to najbogatszy z krajów byłego państwa. Jednocześnie to najbogatszy i najbardziej rozwinięty kraj Europy Środkowowschodniej. Jest niewielka (trochę ponad 20 tys. km²), co według mnie stanowi dodatkowy jej atut – można zjeździć ją autem i mimo wszystko dość wiele zobaczyć. Minusem z kolei jest to, że znajduje się ona w strefie euro – urlop w tym kraju w mojej opinii nie należy do najtańszych (a doliczmy bilety wstępu, jedzenie, benzynę…). Wielkim plusem ( w porównaniu na przykład z sąsiadami – Włochami) jest możliwość porozumienia się niemal z wszystkimi w języku angielskim – w przeciągu dwóch tygodni pobytu w Słowenii, łamaną, (nie płynną) angielszczyzną musieliśmy porozumiewać się ze dwa razy.

Dojazd

Fakt, że w ciągu jednego dnia można dojechać tam samochodem, to był kolejny atut, który zaważył o wyborze naszego wakacyjnego celu. Mieszkamy na południu Polski, dlatego podróż na Słowenię zajęła nam około 8 godzin. Przejeżdżaliśmy autostradami przez Czechy oraz Austrię, i w obu tych krajach musieliśmy zakupić winiety – to dodatkowy kosz podróży, poza dotankowywaniem auta gdzieś w trasie.

Dla kogo

Jeśli dla kogoś wypad nad morze to perła w koronie każdych wakacji – to raczej nie będzie tu usatysfakcjonowany – długość wybrzeża (Morze Adriatyckie) to tylko 46,6 km kamienistych plaż (o tym w osobnej notce) – dla mnie idealnie na wypad kamperem na 2 -3 dni (my uciekliśmy nad morze przed koszmarną pogodą zapowiadaną na caluśką resztę kraju), a następnie wyruszenie na piękną i wartą uwagi północ kraju.

Natomiast dla wszystkich, którzy uwielbiają podziwiać naturę, wędrować w pięknych okolicznościach przyrody, wspinać się po górach, jeździć na rowerze, uprawiać sporty wodne i aktynie spędzać urlop – Słowenia to stanowczo kraj dla Was. Możliwości wypożyczenia sprzętu sportowego – od rowerów, kajaków, kanu po SUP-y jest niezliczona. Oferta sportowa kraju wykracza również poza okres wakacyjny – Słowenię można wybrać również jako cel zimowych ferii.

Stosunek do psów

Mimo, że codziennie wybieraliśmy się na wycieczki – i tak nie zwiedziliśmy nawet 1/3 tego, co oferuje ten kraj – myślę, że jeszcze będziemy chcieli tam się wybrać – nie potrafię zdecydować, co najbardziej mnie w nim urzekło – czy wszechobecna sympatia i uśmiechy, czy fakt, że było tam niesamowicie czysto, czy sama uroda Słowenii. Ach, no i Słoweńcy są bardzo mili względem psów – nie napotkaliśmy na miejsce, z którego zostalibyśmy wyproszeni, czy trasy, na którą nie można było wybrać się z psem. Trzeba liczyć się z tym, że w większości przypadków pies będzie musiał przebywać cały czas na smyczy (dlatego ja podczas urlopu nie rozstaję się z pasem do dogtrekkingu, na końcu którego doczepiam psy – to najwygodniejszy dla nas sposób podróżowania). Również w restauracjach psy nie stanowią większego problemu – w małej pizzeri zostaliśmy zaproszeni do środka z psami, bo wszystkie miejsca na zewnątrz były zajęte.

W pigułce:

Na gorąco, między jedną atrakcją a drugą pisałam na komórce wytrwale wszystkie plusy i minusy, które przychodziły mi do głowy.

Plusy:

+ Jak już wspomniałam – po angielsku mówią praktycznie wszyscy – Pana Męża nawet zaczepił losowy degustator trunków w barze i płynną angielszczyzną powiedział,  że craftowe piwo, który Pan Mąż dzielnie dzierży jest bardzo słabe w porównaniu z jego trunkiem 😀

+Cały kraj jest bardzo czysty. Nie ma śmieci, papierków, niczego! Woda, nawet ta w morzu jest krystalicznie czysta.

+Wszyscy ludzie napotykani po drodze są bardzo mili i zawsze uśmiechnięci.

+Dodatkowo wszyscy bardzo lubią psy, uśmiechali się do nas, do piesków, ale nie dążyli uporczywie do kontaktu. Jedynym wolnym psim elektronem, który podszedł nastukać naszym psom był shih tzu…z Polski

+Dla alergików – w każdym menu, w najmniejszej knajpce, zawsze znajduje się legenda z wyszczególnionymi alergenami.

Minusy:

– Jedzenie – w pólnocnej części bardzo przypomina wszelkie alpejskie specjały – czyli dużo tłustego mięsa, serów w panierce i innych tego typu atrakcji. W knajpkach i restauracjach jest dość drogo, i na palcach jednej ręki mogę Wam policzyć posiłki, które wyrwały mnie z butów (pizze przy włoskiej granicy i NAJLEPSZE BURGERY świata w sąsiedniej wsi. Serio serio. PYSZOTKA). Nie przepadam za mięsem, źle znoszę tłuste potrawy, dlatego ta część mi nie urwała po prostu.

–  Dość drogo – niestety kraj bogaty, strefa euro więc ceny również są…euro. Wyjazd nie należał do najtańszych.

–  Mało pobocza  i chodników – często zdarzało nam się iść bezpośrednio po ulicy – co w kraju, który składa się w przeważającej części z gór i dzikich serpentyn, nie jest najfantastyczniejszym doznaniem.

– Słabe oznakowanie atrakcji. Dla przykładu, zapraszam Was na wodospad Kozjak 😀

– Przygotujcie porządne buty! Do większości z pięknych atrakcji trzeba dojść (skoro to cuda natury – to oczywiste i tak naprawdę dla mnie ten minus minusem nie jest). Ale jest wiecznie pod górkę. Cały czas kurde podgórkę. Cały. Czas. Pod. Górkę. Ostro. Po. Kamieniach.

– Palenie w miejscach publicznych. Nigdy nie paliłam, dym papierosowy przeszkadza mi, szczególnie, gdy jem. Tu nagminnie, w każdej knajpce na świeżym powietrzu wszyscy kopcili.

Nasze zakwaterowanie

Jeśli chodzi o kwaterę (o tę), to muszę Wam przyznać, że mam mieszane uczucia. Zupełnie czysty fart sprawił, że udało nam się znaleźć miejsce w najpiękniejszym dla mnie zakątku kraju, 3 minuty spacerem od jeziora Bohnij (a mówię o tym z perspektywy czasu, bo w marcu, kiedy dokonywaliśmy rezerwacji przez booking, nie mieliśmy o tym pojęcia), jednak nie do końca podobało mi się postępowanie gospodarzy. Otóż kiedy zamawialiśmy nocleg przez booking od razu zadałam pytanie jak wygląda sprawa zakwaterowania z psami. Informację zwrotną, że za psy trzeba będzie dopłacać 7 euro na dobę (!) dostaliśmy na tydzień przed planowanym przyjazdem – kiedy już naprawdę ciężko było coś na szybko znaleźć.

Właśnie względy finansowe ostatecznie zaważyły o tym, że Ru została w domu, ale dlatego niekoniecznie polecam ten nocleg -choć tak naprawdę poza ciszą na łączach wszystko było w porządku.  Ostatecznie,  z tego względu opuścili nam cenę o 30%, jednak wciąż dla mnie to bardzo dużo – obowiązek reporterski każe mi nadmienić, że sami to zaoferowali, bo my z Panem Mężem jesteśmy nieziemskimi mamejami w takich kwestiach 😛

Po trzydziestu krokach od naszej kwatery.

Sam apartament był schludny, miał osobną łazienkę, balkon oraz mikro przedpokoik. Brakowało mi trochę więcej półek (większość naszych rzeczy musieliśmy i tak trzymać w tobołkach), bardzo często był sprzątany (wbrew informacjom, że sprzątają raz w tygodniu). Nie wiem, czy to kwestia tego, że przebywaliśmy z psami. Oprócz nas, w domku przebywały inni turyści z psami (które doprowadzały mnie do szewskiej pasji, były to niemieckie pudelki, które przy każdym ruchu na klatce piersiowej darły się jak obdzierane z loków, a ja o 24 w nocy toczyłam pianę i pałałam chęcią mordu). W naszej kwaterze nie było jednak kuchni (a korzystanie z niej kosztowało dodatkowo 2 euro od osoby za dzień).

W drodze nad jezioro (ten płot odgradza nas od 7 pyrek :D)

Na drugim biegunie z kolei uważam, że dom jest postawiony we wspaniałej okolicy, a właściciele są przesympatyczni – na naszym instagramie macie zakładkę sLOVEnia, gdzie zachowałam dla Was wszystkie instastory z wakacji – macie tam między innymi migawki z naszych porannych i wieczornych spacerów. I wlaśnie tam przeżyłam najpiękniejszy zachód słońca w moim całym życiu. Nie kłamię.

 

Pst, pst a na INSTAGRAMIE macie wciąż wyróżnione relacje z naszego pobytu tam – kilkajcie w folder “sLOVEnia” 🙂

 

To pierwszy z tego typu wpisów – powiedzmy organizacyjny. Planuję krok po kroku opowiedzieć Wam, co było dane nam zobaczyć w tym pięknym kraju. Wróciłam z niego ogromnie zakochana i mam apetyt na więcej! Pięknie było. Zadawajcie pytania, komentujcie, piszcie – postaram się uzupełniać post, jeśli tylko będziecie potrzebować więcej informacji. A jeśli byliście w Słowenii koniecznie dajcie mi znać, co na Was zrobiło największe wrażenie (u mnie złota trójka to jezioro Bohinj – którego nazwy do tej pory nie potrafię wymówić :P), źródla Zelenci oraz wodospad Pericnik i Virje).

 

4 komentarzy na temat “Słowenia z psem cz.1 – wiadomości początkowe!

  1. Już Cię wielbię za wpisy o Słowenii! Tak mnie zachwycały tereny na insta, że siedząc wtedy pod namiotem w polskich górach wstępnie zdecydowaliśmy, że za rok wybieramy się tam gdzie Wy <3.

  2. Wpis już zapisany na przyszły rok <3 Marzenie totalne. Powiem Ci, że za takie widoki jakie mieliście to zniosłabym chyba nawet gospodarza Gargamela, albo spanie w stodole 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *