WDŻ – część druga – posłuszeństwo

Witam Was w części drugiej psiego wudeżetu! 🙂 Tym razem opiszę Wam jakie komendy mogą okazać się przydatne podczas zmagań z opieką nad nowym domownikiem. Niby to sprawa oczywista, ale jednak może dla części z Was taki zbiór będzie stanowił jakąkolwiek pomoc. Chodźcie!

To wspaniałe posłuszeństwo

Pieluszki do otarcia łez? Do podtarcia buzi/tyłka Dziedzica?

Tak więc zapraszam Was na segment drugi, opisujący zagadnienia i problemy, które w miarę możliwości starałam się przewidzieć i przepracować wcześniej, aby łatwiej nam się żyło już teraz, na etapie rosnącego brzucha.

“Odpocznij”

Warto przyzwyczaić psa do…braku uwagi z Waszej strony, nauczyć odpoczywać w domu i przyzwyczaić do sporych okresu braku aktywności. To ważne, bo na początku jest spora szansa, że będzie Wam się mieszał dzień z nocą i nie do końca znajdziecie ułamek czasu na coś więcej niż sik pod blokiem (moja wersja to sik w ogródku wraz z obchodem włości).

Notka z pola walki – więcej o tym zagadnieniu napisałam w notkach Zen dla psa nr 1 i Zen dla psa nr 2.

“Na miejsce”

Warto też przyjrzeć się kwestiom najważniejszym z punktu widzenia posłuszeństwa domowego – czy Twój pies ma swoje miejsce w domu, takie, które stanowi dla niego azyl, coś własnego, gdzie ma nienaruszalne prawo przebywać? I, co najważniejsze, czy naprawdę lubi tam być, spać, drzemać czy udaje się tam ze swoim gryzakiem czy zabawką? I druga kwestia – czy jesteście w stanie bez próśb i gróźb, bez gwałtu i pisemnego podania wymagającego trzech podpisów go tam odesłać, a on będzie tam tkwił do odwołania, a pory roku za oknem będą się zmieniać? Jeśli tak, to jedziemy dalej.

Notka z pola walki takich miejsc u mnie w domu psy mają trzy, choć nie wykluczam, że wraz z ekspansją Dziedzica możliwe, że jedno usuniemy. Podczas rozdawania posiłków w kuchni, każdy pies z automatu udaje się do swojej pieczary, i tam oddaje się radości spożycia. To stanowiska, które poniekąd same sobie wybrały, lubią na nich odpoczywać, jeść, nikt im tam nie przeszkadza. Mimo, że komendę znają od lat i wykonują ją bez dyskusji (przez lata sprytnie wzmacniałam i fajnie kojarzyłam im słowa “na miejsce”), teraz jeszcze bardziej starałam się zbudować w nich miłą korelację polecenia i wykonania zadania. Co więcej, żeby sprawę nieco bardziej utrudnić i jednocześnie nieco uatrakcyjnić wprowadziłam różne nazwy dla różnych baz. Więcej na ten temat znajdziecie w wyróżnionych relacjach na Insta Stories.

“Proszę, oddal się”

Czy Wasz Fafik potrafi zejść Wam z oczu? Dla mnie, kobiety o temperaturze krwi oscylującej w okolicach gejzeru, to bardzo cenna i pożądana cecha. Co bardziej wrażliwe cząstki naszego stada nauczyły się wręcz dematerializować z pola widzenia na sekundy wcześniej, nim zaczynam ciskać lasery z oczu. Zaprawdę, ważna to cecha, tym ważniejsza podczas posiadania i hodowli ludzkiego potomka. Stety – niestety, nasze polecenie “wyjdź” nacechowane jest potężną dawką nieprzyjemnych skojarzeń (stanowi wręcz formę kary), dlatego, starając się, aby posiadanie dziecka i całe zamieszanie związane z nowymi dźwiękami, zmianą rytuałów i moim, napędzanym zwierzęcymi hormonami umyśle dodatkowo nie dobijało i tak skołowanych zwierzaków wprowadziłam nieco inną nazwę komendy – łatwą dla mnie, a nie nacechowaną negatywnie dla nas.

Notka z pola walki u nas jest to “żegnam”, co oznacza, że mają zdematerializować się z pola widzenia, jednak nie wyrażam tym niezadowolenia z ich zachowania.

“Proszę się unieruchomić”

W mojej opinii to dość ważna i przydatna komenda. Chodzi o to, żeby unieruchomić je w domyślnym miejscu. Stosuję ją najczęściej podczas gdy jesteśmy mijani przez rowerzystów, mają gdzieś odczekać bez ruchu, a nie chce mi się odszukiwać smyczy i ich zapinać. Wyobrażam sobie, że sprawdzi się podczas spacerów z wózkiem, kiedy nagle okaże się, że muszę jużzaraznatychmiast coś zrobić z rozwrzeszczanym tobołkiem wewnątrz, i nie mam tych setnych sekund na odszukiwanie i zapinanie smyczy.

Notka z pola walki – niestety, u mnie komenda “półóż się” u Ru jest nacechowana negatywnie, natomiast reszta ma do niej raczej luźne podejście – to znaczy wyraźnie ich tak nie smuci jak “wyjdź”, dlatego nie gimnastykowałam się z wymyśleniem innej nazwy.

Grzeczne chodzenie na smyczy

Myślę, że nikt nie zaprzeczy, iż jest to jedna z bardziej pożądanych nauk w psim świecie. Nadal trochę nie wyobrażam sobie podążania na spacer z wózkiem i trzema smyczami w rękach, dlatego mocniej skłaniam się do nauki motania Dziedzica i poruszania się z nim niczym kobiety z afrykańskich plemion. Tym niemniej moje psy nauczone są nie ciągnięcia jak oszołomy (choć do tej pory zdarzają się różnice zdań na tym polu).

“Podaj”

Tutaj już ideologia nie jest tak górnolotna i nie stanowi rdzenia BHP na linii dziecko – pies, ale wierzcie mi, że od siódmego miesiąca ciąży wzwyż docenicie, że ktoś podniesie z ziemi i dostarczy Wam do do rąk własnych przedmiot, szmatkę, cokolwiek bądź, bez marudzenia. Serio serio. Szkoda tylko, że skarpet nie pomogą zakładać i butów sznurować – od tego jest ślubny.

“Zostaw”

Jak pewnie się domyślacie – to odwrotność podaj. Było przydatne na spacerach pod blokiem, będzie arcyprzydatne przy rozochoconym brzdącu.

Notka z pola walkiZostaw ten smoczek, bo widzę, że masz na niego chrapkę. Proszę nie zabierać tej zabawki, albowiem nie należy do Ciebie. Jeśli jeszcze raz zobaczę Twoją twarz w kuble ze zużytymi pieluchami, przysięgam nie ręczę za siebie.

“Blisko”

To nasza komenda, która oznacza smycz wirtualną. Mają być maksymalnie pół metra ode mnie, iść spokojnie – stosuje ją przy krótkich przejściach między hasaniem po parku, a przejściem przy placu zabaw, żeby żadna mama nie drżała o bezpieczeństwo swojego brzdąca.

Notka z pola walkiu nas nie jest idealnie – pojmują ogólną ideę, ale nie do końca ustawiliśmy wirtualną ścianę, dlatego nasze blisko waha się od 0.5 do 2 metrów. W związku z czym muszę ją często, konsekwentnie i stanowczo powtarzać.

“Do mnie”

Myślę, że nad celowością tejże nie ma sensu się rozwodzić. Bardzo ważna sprawa, na spacerach z psami, choć nie sposób o niej nie wspomnieć, dla porządku.

Notka z pola walki – odkąd każdy jeden nastał u mnie w domu, była szlifowana do rozpęku. Nie ma prawa działać albo i nie, jeśli piesek odwołuje się w parku, a w polach już nie, oznacza to dla mnie, że piesek nie ma zrobionego przywołania i cisnę go dalej (a jeśli jest niewyuczalny – spaceruje na lince, jeśli jest środowisko, którego nie sposób kontrolować) . Nawet rudy móżdżek nauczył się w wielkich bólach odwoływać od pogoni za sarnami czy kotami. Więcej o nauce przywołania tu.

Jeśli dobrze się przyjrzycie, zauważycie aż dwa prosiaki na tym obrazku

Agresja szeroko pojęta

W mojej opinii – nie wyobrażam sobie sytuacji, w której wiem, że mój pies lubi szurać do innych psów w parku, nie lubi dzieci/staruszków czy panów meneli a ja załadowana po korek w pieluchy, butelki, książkę, dziecko, wózek, smyczkę, wyrzutnię piłek oraz nakręcany samochodzik lawiruję po krzakach ze swoim trzydziestokilogramowym brytanem poszukując dogodnego drzewka, coby się go złapać w przypadku mijanki z innym psem/żulem czy dzieciakiem. Może prowadzić to do niebezpiecznych sytuacji, włącznie z uszczerbkiem na zdrowiu. Takie kwestie muszą być przepracowane przed wydobyciem na świat potomka. U sensownego szkoleniowca. Bezdyskusyjnie.

Notka z pola walki Ru na początku swego żywota chciała mordować wszystkie psy i wszystkie dzieci w swoim zasięgu. Na ten moment morduje psy, o ile wystąpi iskra zapalna (zostanie zaczepiona lub zaatakowana), dzieci stara się ignorować, ale gdy ją przestraszą wyskakuje z ryjem (i myślę, że gdybym na to pozwoliła, to też z zębami). To była spora walka, okupiona krwią potem i łzami. Zgłoście się do specjalisty.

“To moje”

Pilnowanie zasobów. To też kwestia arcyważna we wspólnym psio – ludzkim życiu, ponieważ może stanowić potencjalny punkt zapalny na linii Wasze dziecko – pies.

Notka z pola walki : ja na przykład już od lat nie zostawiam misek z jedzeniem cały dzień (wiadomo, że też z higienicznego punktu widzenia, bo psy wcinają surowe mięso). Mają naprawdę znikomą ilość zabawek w domu (a i tak Ru wynosi ich większość na dwór, kiedy tego nie widzę). Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdzie pies zaczyna pilnować sobie MNIE odganiając inne psy, czy o zgrozo innych domowników od przebywania w moim towarzystwie (ostatnio NENU wpadła na ten fantastyczny pomysł pokazując bez przekonania trzy zęby Pucznikowi (!), który, co prawda próbując podejść do mnie ją nadepnął, ale mimo wszystko odesłałam kreweta na miejsce, bo nie życzę sobie takich sytuacji i nie chciałam wzmacniać takich zachowań).

To już koniec moich pomysłów i planu, jaki sobie wprowadziłam przed pojawieniem się Dziedzica na świecie – jeśli macie inne ważne aspekty, o których mogłam zapomnieć w tym wpisie – podrzućcie w komentarzach, chętnie skorzystam i podzielę się z innymi!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *