[top for dog] Klatka samochodowa od Kadar

Tym wpisem uroczyście zamykam cykl recenzji przeprowadzanych dla Top for Dog .

Rok temu z hakiem mieliśmy bardzo niebezpieczną sytuację na drodze, o której wolałabym nie opowiadać szerzej. W każdym razie sprawa skończyła się na szczęście najbardziej optymistycznie jak mogła, tym niemniej widok we wstecznym lusterku, jak TIR z naczepą jedzie wprost na Baloo i Rico, którzy niczego nieświadomi siedzą sobie w bagażniku wrył mi się w pamięć i długo nie mogłam się go pozbyć. To był ten moment, kiedy przeniosłam psy do kabiny, i zaczęłam zastanawiać się nad różnymi wariantami bezpiecznych rozwiązań dla psów.

Oczywiście, kolejna rzecz, że przy dachowaniu, czy konkretnej kolizji, psom może stać się również krzywda w pancernej klatce, jednak na to niestety jednak nie mamy już większego wpływu – przewóz psów w osobówce to w dużej mierze kwestia statystycznego zwiększenia im szans przetrwania i zabezpieczenia sobie oraz pasażerom bezpieczeństwa (uwaga, tu zaczyna mi się chcieć ryczeć, bo wizja wypadku i przerażonych, poranionych psów biegających luzem po autostradzie jest dla mnie na tym samym poziomie horroru co wojna i nakaz ucieczki z domu i pozostawienia psów).

Chwilę później ten filmik ( *UWAGA MNIE GO SIĘ NAPRAWDE NIEPRZYJEMNIE OGLĄDA* )dobitnie pokazał mi, że tak naprawdę sposób na bezpieczne przewożenie czworonogów jest jeden (zauważcie, że zwierzak nawet przypięty szelkami atestowanymi wylatuje w taki sposób, że szanse na złamanie kręgosłupa są naprawdę olbrzymie ). Oczywiście – bezpieczna klatka zawsze leżała gdzieś w sferze moich marzeń, tym niemniej kwestie finansowe czy mimo wszystko logistyczne (bagażnik wyjęty z użytku) spędzały mi sen z powiek, dlatego na dłuższy czas wybrałam opcje przewożenia psów w kabinie przypięte pasami – ona nie jest strefą zgniotu, ma jednak ochronić pasażerów i przy jako takim szczęściu jest szansa, że psy będą o oczko bezpieczniejsze niż w bagażniku.

Tym niemniej, w pewnym momencie, kiedy we mnie zadomowił się Dziedzic na dobre, stało się jasne, że psy dostaną natychmiastowy nakaz eksmisji z kabiny, co (nie wiem, czy się przyznać) strasznie mnie martwiło i sprawiało, że bardzo niechętnie myślałam o tym, co będzie za czas jakiś.

Klatka niepodzielona

Z pomocą przyszedł mi plebiscyt Top for Dog i propozycja od firmy Kadar, żeby przetestować ich klatki dla psów, możecie być pewni, że gdy dowiedziałam się, że jesteśmy wybrani do testów trochę umarłam ze szczęścia, bo brzmiało to jak spełnienie marzeń. Troszkę musiałam poczekać, Pan Mąż musiał zwymiarować dokładnie cały bagażnik (bowiem przy zamówieniu zawsze podajecie markę i rodzaj samochodu, a następnie jego rocznik i na koniec zbieracie optymalne wymiary ze swojego bagażnika – to bardzo ważne).

Klatka podzielona na boksy

Do wyboru macie sporo opcji – począwszy od kolorów elementów, po to, czy ścianki mają być pełne, czy okratowane, jeśli tak – to do jakiej wysokości, czy klatka ma zajmować cały bagażnik, czy chcecie podzielić ją na boksy (tak jak było w naszym przypadku – poprosiłam o ściankę działową, którą łatwo montować i demontować). Oprócz tego firma ma w swoim asortymencie “zwykłe” klatki domowe.

Klatka jak widać jest wyprofilowana stricte pod krzywizny bagażnika, dlatego, mimo najszczerszych chęci nie jestem Wam w stanie pomóc kiedy piszecie o jej wymiary, bo o ile nie macie Nissana Qashkaia rocznik 2008, to na niewiele Wam się one zdadzą.

Jeśli mam Wam powiedzieć, czego żałuje na ten moment to (tu wrócimy znów do moich katastroficznych wizji), że, jak potem podsunęła mi czytelniczka, nie poprosiłam, żeby wstawić dodatkowych drzwiczek od strony siedzeń pasażera.

Tak wygląda klatka z perspektywy kierowcy – w lusterku wstecznym nie mamy specjalnego ograniczenia widoczności – jestem boidupą samochodową i prowadzi mi się auto tak samo dobrze z klatką jak i bez niej – nie odczułam jakiegokolwiek problemu.

Podobno jest to jeden z wymogów transportu zwierząt w krajach skandynawskich, i ma on na celu zabezpieczenie wyjścia ewakuacyjnego na wypadek, kiedy bagażnika nie będzie dało się otworzyć – dostałam taką wskazówkę od Justyny, bardzo dziękuję, dzielę się nią z Wami dalej.

Kiedy siłą i godnością osobistą wyprosiłam Bala z klatki, mogłam w końcu Wam pokazać jak wyglądają ścianki.

Brr, no dobrze, teraz wracam do samej klatki – wybrałam ścianki zapełnione w 5/6 po bokach i wewnątrz oraz kratowaną górę, ze względu na powroty z błotnistych spacerów (boki mają zabezpieczać przed usyfieniem), ale też chciałam, żeby trzy psy w upały jadąc autem miały jednak spory przewiew, stąd ażurowa góra.

Ażurowy sufit mający zapewnić wentylację. I szalone czoło Bala.

Moje psy z automatu pokochały nowy środek transportu, bo o ile (wszyscy znajomi psiarze mi świadkiem) doproszenie Bala, żeby łaskawie wskoczył do auta zajmowało cenne minuty naszego życia, tak teraz, co mogliście zobaczyć na filmikach na Insta Stories on pierwszy wyrywa do bagażnika i czeka niecierpliwie pod nim, aż otworzę mu drzwiczki. Naprawdę nie jestem w stanie Wam powiedzieć skąd taka zmiana. To znaczy jest on znanym pasjonatem klatek w ogóle, jednak nie spodziewałam się aż takiego wybuchu miłości z jego strony. Nie ma co się spierać – fakt pozostaje faktem, a ja jestem bardzo szczęśliwa, że tak ją pokochał.

Spód klatki zabezpieczony jest antypoślizgowym dnem, jednak ja postanowiłam dodatkowo dać im tam nieśmiertelny drybed, ze względu na to, że jest to fantastyczny wynalazek, który super odprowadza wilgoć, łapie wszelkie brudki i ułatwia mi po stokroć sprzątanie, a jednocześnie nie przesuwa się przy wskakiwaniu i wyskakiwaniu z wehikułu, toteż takie rozwiązanie polecam i Wam.

Klatka wykonana jest z największą starannością a jednocześnie bardzo łatwo się ją składa i rozkłada (sama w wysokiej ciąży potrafię dokonać takiej gimnastyki). W momentach, kiedy nie przewozicie psów możecie ją po prostu złożyć, albo usunąć przednią ścianę i tam wkładać bagaże – stanowi to dodatkowe zabezpieczenie przed przesuwaniem ich i rozsypywaniem (palec pod budkę, kto choć raz dostał szału, gdy usłyszał, że na zakręcie otworzyły się wszystkie worki i cebula beztrosko toczy się wraz z bananami i borówkami po całym aucie).

Tak wygląda klateczka po złożeniu
Przy sprzyjającej aurze psy w klatce również odpoczywają między treningami

Wiele z Was próbowało mnie zagiąć i pytało gdzie ja w takim razie będę przewoziła wózek. Otóż nie ze mną te numery, moi drodzy (a już na pewno nie z Panem Mężem, królem ogaru), wózek będzie musiał być przewożony albo w kabinie zabezpieczony, albo w trumnie na dachu. Nie ma innej opcji, ale pocieszam się, że to też kwestia przejściowa, bo najwięcej miejsca zajmuje gondola, a to jest coś, czego używa się przez pierwsze pół roku, odrobinę dłużej (do momentu, kiedy Dziedzic nie nauczy się siadać). Spory problem może stanowić logistyka wyjazdowa, ale zacznę się tym martwić jak przyjdzie na to pora 🙂

Muszę Wam przyznać, że klatkę dostałam stosunkowo niedawno (do miesiąca) i przyznam, że jest to produkt, który nie przestaje mnie cieszyć. Każdy wyjazd z psami zaczyna się i kończy celebrowaniem otwierania drzwiczek (ach, jak gładko chodzą zamki!), otwierania klateczki, zwalniania do niej psów (ach, jak chętnie tu wskakują!), transportu (no jak cicho i spokojnie, jadą sobie bezpiecznie), wysiadania (no kto tak czeka na swoją kolej), spaceru właściwego (a uwal się w błotku, na zdrowie, nie zapaskudzisz tapicerki i tak, drybed wszystko zniesie). Przysięgam Wam, czuję się jak księżniczka Disneya podczas jej użytkowania – ptaszki ćwierkają, myszki tańczą, a my sobie używamy klateczki, która ułatwiła i uprzyjemniła nam życie, jednocześnie będąc ładnym, praktycznym i jednym z najbardziej bezpiecznych rozwiązań, jeśli chodzi o transport czworonogów. O ile możecie sobie pozwolić – stanowczo polecam to rozwiązanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *