Absolutnie szczerze o macierzyństwie z psami

Powoli mija rok, odkąd nasza rodzina powiększyła się o tego wyczekany element ludzki.

Czy moje psy od razu go pokochały? Na początku Bal doglądał, Ru się ekscytowała a Nenu udawała, że to dziecko nie istnieje. Obecnie Bal się trochę irytuje, Ru potrafi mniej więcej czasem mieć mózg a Nenu przyjęła do wiadomości i polubiła. Jak zwykle jest absolutnie bezobsługowa, muszę tylko pilnować, aby jej nie naruszał granic.

Czy chciałabym, żeby było inaczej, tak jak na reklamach i zdjęciach? Oczywiście. Ale niestety to nie jest nasza bajka, u nas jak zwykle, proza życia. Sporadycznie zdarzają się momenty które możnaby określić fuzją reklamy pampersow i pedigree.

Czy wierzę, że inni mogą mieć czyste sielanki z psami? Jak najbardziej. Mam po prostu takie osobniki w domu i taką świadomość stref dobrego samopoczucia mojej ekipy (bo sądząc po postach na forum, nie zawsze ludzie widzą brak komfortu u swoich psów). 

Mam wiarę i nadzieje, że uczciwie nadzorując kontakty jestem w stanie przekuć to w coś pięknego, może nawet przyjaźń. Wiem, że dziś jest to niemożliwe, bo maluch jest zbyt mały, a psy nie traktują go jak pełnoprawnego członka rodziny – raczej jak jakiegoś lekko irytującego chochlika (którym jest w istocie :D). 

Najbliżej czystej sympatii jest Nenu, Balo jest szeryfem i próbuje kontrolować sytuacje, zdarzało mu się próbować wprowadzać dziecku korekty (gromienie wzrokiem, co oczywiście przeszło bez echa), choć mam wrażenie, że on ma czysto zadaniowe podejście – mały człowiek ma być bezpieczny i grzeczny, inaczej ja jestem zła i smutna, a wtedy Bal ucieka. Miewa momenty czułości i bycia takim stereotypowym bratem-łatą, ale należą one do rzadkości. Ru jest jak zwykle niestabilna, i najczęściej ona potrzebuje time out-u. Czasem jest normalnym, statystycznym psem, a czasem musi zostać wyproszona za bramkę, bo stanowi potencjalne niebezpieczeństwo. Nenu czasem przychodzi do niego po pociechę, tuli się i całuje, ale znów, wszystko to robi dlatego, że mnie to cieszy 😀

W czym tkwi problem? W tym, że dziecko na tym etapie bardzo potrzebuje eksplorować – zwiedzać, dotykać, uczy się wstawać, siadać, chodzić, balansować, utrzymywać równowagę. Wstaje o wszystko, interesuje się absolutnie wszystkim, chce wejść wszędzie. Do tego generuje głośne dźwięki, jest radosny, wszędzie go pełno i lubi śmiać się na całe gardło, uczy się komunikacji i absolutnie kocha pieseczki.

Jeszcze nie rozumie, że czegoś nie należy robić(ostatnio wzburzona mówiłam to Towarzyszkom Psiarom i wymsknęło mi się, że młody nie czyta CSów, wyobraźcie sobie!), wiec to ja muszę pilnować i obserwować go zawsze i w każdej sytuacji, kiedy wspina się na bramkę, próbuje zaglądać do klatki z Ru, wejść na legowisko na którym Bal próbuje drzemać. To są naprawdę trudne rzeczy dla psów, i jak na razie dla nich to jest taka irytująca mucha, przez która nie mogą odpocząć (tak po prawdzie dopiero zasypiają jak on drzemie, albo jak już kładziemy go spać wieczorem). Nic im nie daje poza tym, że czasem wyliżą mu raczki po jedzeniu. Nie jest dla nich człowiekiem, ani psem, jest jakimś zwierzątkiem, które z jakiegoś powodu jest dla mnie bardzo ważne. 

Ciężko im zrozumieć i pojąć, że nie można go traktować psimi kryteriami. Tutaj ja pilnuję i czuwać muszę zawsze. Żeby ani jednej ani drugiej stronie nie stała się krzywda.

Nie mogę tez ich wiecznie izolować. Staram się pozwalać na miłe i spokojne interakcje – kiedy oni drzemią a my bawimy się w pobliżu na dywanie. Albo kiedy uczymy się głaskać pieski. Wszystko to jednak na tym etapie jest umowne i cienkie. Na razie najbezpieczniejsze są spacery – ale na ile psy rejestrują, że on tam jest – nie wiem.

Zdarzyło się psom fuknąć, Ru raz nawet kłapnęła w powietrze. 

I wyglada to właśnie tak, nie ma stałej, co chwile coś się zmienia, są dni gorsze, są dni lepsze – bo i rozwój dziecka przebiega skokowo i to, co było wczoraj, niekoniecznie może być aktualne dziś. Trochę żałuje, ze nie mam tej instagramowej sielanki. Chciałabym, żeby się kochali jak na reklamach płatków śniadaniowych, żeby miał w nich przyjaciół i żeby oni traktowali go jak towarzysza zabaw i źródło wszelkiego dobra. Mam nadzieję, że wraz z dorastaniem Brunka ich relacja będzie ewoluowała, bo jednak oni „swoich” ludzi kochają naprawdę mocno.

Nie pisze tego żeby się wyżalić, czy być w kontrze do wszystkich pięknych historii o miłości psio dziecięcej – wierzę, że tak być może i szczerze zazdroszczę. Raczej pokazuję, że może być tez inaczej – obojętność, zmęczenie, przepalenie, irytacja – i to tez się zdarza. I to jest dość trudne dla ogarniacza – matki, bo szaleńczo kochasz obie strony. I z automatu naturalnie się marzy, aby obie strony kochały się tak samo 🙂 U mnie jest poprawnie, ale bez szału. Żaden z moich psów nie wykazuje gorącej, mitycznej miłości do dzieci i zrozumienia – raczej trzymają się granic, które im wytyczyłam, od czasu do czasu próbując zrozumieć o co chodzi temu dziwnemu ludkowi. Tak też bywa.

7 komentarzy na temat “Absolutnie szczerze o macierzyństwie z psami

  1. Co prawda mam jednego springera na pokładzie, ale doskonale wiem o czym mówisz. Dziecko jest dla mojego psa domownikiem, ale nie człowiekiem, którego trzeba słuchać i respektować, ani też psem. Jest i żyje sobie obok, kiedy przekracza granice pies przychodzi do mnie po ratunek, nie rozwiązuje problemu sam. Zaczęło się to wszystko zmieniać, kiedy syn skończył dwa lata i zaczął świadomie wchodzić z Shoto w interakcję. Rzuca mu piłkę, chowa zapachy, stał się atrakcyjny, ale też rozumie granice. Mogę spokojnie wyjść do łazienki na 30sek sik i zostawić ich w jednym pomieszczeniu nie martwiąc się o milion rzeczy, które mogą się wydarzyć. U Was też to przyjdzie z czasem, kiedy Dziedzic będzie rozumiał więcej, będzie mobilny na spacerach i będzie pokazywał psom rzeczy, których dorosły nie widzi, w końcu dziura w ziemi, czy żaba jest dla psów równie atrakcyjna, o dla dziecka 😁 Życzę sobie i Tobie dużo cierpliwości,bo jeszcze wiele przed nami. Obecne syn 2,5roku, w styczniu rodzi się siostra i już się boję 😅

  2. Za niecałe 2 miesiące mój pierwszy poród, a w domu dwa spore psy. I już dziś wiem, że nie będzie sielanki, a słowem przewodnim będą właśnie “granice” 😉 widzę to, gdy przychodzą znajomi z dziećmi, a moje psy po prostu chcą mieć spokój i najlepiej niech ten mały ludek trzyma się na dystans 😉 ale wierzę, że jakoś uda nam się tak to poukładać, żeby każdy czuł się komfortowo w tej nowej nieznanej sytuacji. Uwielbiam oglądać czy czytać jak Ty ogarniasz to wszystko. Można powiedzieć, że jesteś moim wzorem😉 i pokazujesz, że wcale nie musi być jak z reklamy, żeby było dobrze

  3. To bardzo ważne co piszesz, bo wszędzie wszyscy pokazują tylko tą super stronę jak to każdy z każdym się dogaduje, nie ma żadnych spin i złych sytuacji. Ja jeżdżąc do rodziny widzę jak zachowuje się mój pies, po prostu dzieci unika nie wchodzi w interakcję chyba, że mają żarcie.
    Warto pisać, że wcale nie jest kolorowo, bo ktoś oglądając story na insta może pomyśleć, że jest tak super kolorowo i wgl tęcza, a przecież widzimy nawet nie 5 minut z Waszego życia, czy życia innych znanych ludzi.
    Bardzo szanuję to co robisz, że pokazujesz złe momenty, to jaka jest Ruby, jej odpały i to że nie ukrywasz tego tylko mówisz wprost. Życie nie jest usłane różami a Ty bardzo pięknie to pokazujesz <3 Dziękuję Ci za to niezmiernie 🙂

    1. A ja Ci dziękuję za Twoje słowa <3 Bardzo się cieszę, że tak jestem odbierana, bo uważam, że w tych "moich" rasach jest sporo bardzo niesprawiedliwych założeń "to wyśmienity pies rodzinny!", które potem mogą skończyć się tragedią.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *