Prezenty dla psa last minute!

Jeżeli, tak jak ja ogólnie nie ogarnęliście, że to już tak zwana ostatnia prosta przed świętami, a jednak chcielibyście zmontować coś, co mogłoby Waszego psa w jakiś sposób wzbogacić (to mówiłam ja – która kupiła psom wielkiego, piszczącego bakłażana jako składową prezentu na święta), śpieszę z pomocą! Oto prezentownik – listownik last minute, czyli kilka – bardziej lub mniej- oczywistych propozycji prezentowych.

Oczywista oczywistość, czyli czas 1:1 z właścicielem. Niczym nie rozproszony, wartościowy spacer w mało stymulującym dla psa otoczeniu. Możecie wpleść w to trening, bo to świetnie buduje relację, jednak podstawą niech będzie zwykły spacer tak, żeby nikt się na nikogo nie wkurzał (u mnie to jest z reguły spacer po prostu po lesie, lub otaczających mnie polach). O pomysłach jak wzbogacić Wam spacer tak, żeby i dwunóg nie umierał z nudów napiszę Wam innym razem 🙂

Chwila wyciszenia w domu. Jeśli nie macie ochoty lub finansów na zakup fikuśnych mat do wylizywania, czy kongów, możecie spróbować wypełnić foremki do lodów (oczywiście uprzednio upewniając się wśród domowników, że możecie tego dokonać). Jeśli chcecie pójść w wersję uber budżetową – to ugotujcie pokrojone kawałki mięsa w odrobinie wody, dodajcie warzywa i to zblendujcie – bieda smoothie cudnie sprawdza się we wszystkich matach!

Jesteś uber super pieskiem, uwierz w siebie. Budowanie pewności siebie procentuje praktycznie na każdym polu wspólnej koegzystencji – od relacji z psami, do chęci współpracy z człowiekiem. Dlatego warto stawiać przed psem proste zadania do rozwiązania tak, żeby wiedział, że ma moc sprawdzą, wystarczy tylko skorzystać z tego pojemnika między uszami. Najprostsze łamigłówki węchowe sprawiają, że pies dochodzi do wniosku, że istotnie jest takim fantastycznym psiakiem, za jakiego uważa go właściciel. Co będzie Wam do tego potrzebne? Karton (w okresie okołoświątecznym powinno być o to nietrudno), masa pomiętych papierów, ulubione smaczki. Wystarczy nawrzucać psu papierów do kartonu, wysypać smaczki/dawkę karmy, zamieszać i dać mu do inspekcji.

Zrób to sam w duchu less waste. Nie wiem jak Wy, ale ja obecnie cierpię na nadmiar podartych, bawełnianych gaci w rozmiarze 3-4 lata. Takie właśnie skrawki małych szat można zapleść w najprostszy warkocz, związać i albo poszarpać się z psem, albo….ukryć wewnątrz masę psich smaczków i niech się zwierz męczy na własną łapę. Uwaga – proszę pilnować, alby zwierzę nie spożyło szmat. Ani weterynarz, ani Wy, ani pies nie chcecie spędzić pierwszego dnia na psim SORze. To taka sytuacja, w której nikt się nie cieszy na widok nikogo 😀

Czy Wasz partner/partnerka z uporem maniaka zostawia rolki po zużytym papierze toaletowym na wieszaku? Ja słyszałam takie historie, nie to, że mnie to regularnie pieni i doprowadza do szewskiej pasji 😀 Od teraz, czytając te słowa, możecie ten jeden punkt z listy “do wk*wienia się przed świętami” szybciusieńko odhaczyć, bowiem jeśli zbierzecie tych rolek/tutek/wałków, jak zwał tak zwał, wystarczająco dużo, będziecie mogli z nich stworzyć kolejną zabawkę dla psa. Wystarczy, że takie rolki ustawicie ciasno w jakiejś misce (otworem do góry) i nasypiecie do środka suchej karmy lub przysmaków. Pies będzie musiał się chwile nagimnastykować, zanim wszystko pożre 🙂

Zmywarka, ale z zastrzeżeniem. Na pewno w trakcie kuchennych przygotowań zostawicie po sobie masę kubeczków po jogurtach, serkach, makach czy innych wigilijnych wygibasach. I wiecie, co możecie z tym zrobić? Dać wylizać psu. Nie, dobra, będzie trochę bardziej kreatywnie, nie lękajcie się. Wszyscy wiemy, że za dawanie psu kubeczka jogurtu do wylizania idzie się do piekła, ale ja mam tam wszystkie koleżanki, więc #jadaję. Kto nie daje – ten na pewno w życiu trzyma się żelaznych zasad, ja takie osoby podziwiam. tym niemniej można takie kubeczki umyć (albo pod bieżącą wodą, albo czyimś jęzorem, nie wnikam), a następnie…wariant A: to napakować pod kubki karmy i niech pies się z tym tak pomęczy próbując je przewrócić, albo wariant B z podwójnym tołlupem i poczwórnym axelem, czyli poczynić dziurki w spodzie kubeczków, szerszą część zamknąć, i dać psu potoczyć niczym kulę smakulę (ma to sens przy grubszych opakowaniach np po serkach, które są zamykane od góry)). W zużytych butelkach po wodzie możecie zrobić dziurki, przewlec przez nie sznurek i zawiązać między dwoma stabilnymi przedmiotami (krzesło, szafki, framuga drzwi). Pies pacając w butelkę, będzie musiał tak ją obrócić, żeby smaki wypadły z niej na podłogę.

Na ten moment mam tyle. Chętnie rozszerzę wpis o Wasze pomysły – dajcie znać co Wam przyszło do głowy w komentarzach!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.