Awaria w warsztacie SPA – czyli krótka opowieść o groomerze

“Mój boże ten pies ma znowu dreda.”, “Daj mi ten trymer, nie mogę na to patrzeć”, “Hahaha, przepraszam – czy on ma na tyłku wyciętą pieczarkę?”, “Gosiu, popatrz no, co to za dziwna końcówka dreda?” – to tylko kilka przypałowych tekstów, z którymi spotykałam się podczas moich nieudolnych prób uformowania  z żywopłotu obfitości sierści wszelakiej jakiś kształt przypominający psa rasy (podobno) pracującej. O ile Ru przy minimum wysiłku jakoś wygląda, to Bala mogłabym ciąć, trymować, podlewać i kształtować raz jeszcze, mimo wszystko co by się nie działo, będzie wyglądał jak dorodny wychowanek pani Kazi a.k.a podnóżek pod fotel. O ile jego letnia szata nieco przypomina psa, to zimowa woła o pomstę do nieba. Dlategóż kiedy Marysia z Wyspa Psa (znajdziecie ją również tu i tu -pamiętacie nasze wspaniałe kubki? Są moimi ulubionymi do dziś!), zaproponowała, że swoim fachowym (bo nie dość, że posiada i wystawia aussie, o wdzięcznym pseudonimie kserówki to jeszcze jest technikiem weterynarii) okiem i wprawną ręką wydobędzie spod wielkich futrzanego jestestwa kształt przypominający psa, nie wahałam się ani chwili.

Czytaj dalej…

Trzy psy w domu. Dom wielorodzinny – zasady panowania.

Pomysł na dzisiejszą notkę podrzuciła mi Agnieszka, która zadała pytanie o zasady panujące w wielorodzinnych psich domach. Uznałam temat za bardzo ciekawy – i ogromnie chciałabym się dowiedzieć jakie reguły panują i w Waszych stadach 🙂 Wielokrotnie opowiadałam Wam, że uważam, że miłość miłością, ale porządek być musi, aby cały system działał i nie dochodziło do zgrzytów. Z tego właśnie powodu ostateczną instancją podejmującą wszelkie decyzje w stadzie jestem właśnie ja. Te decyzje są niepodważalne i nie podlegają dyskusji. Do pewnego stopnia pozwalam na ustalanie między sobą zasad, jednak nie pozwalam na kompletną samowolkę – pamiętajcie, że w porywach zdarzają się tygodnie, w których nasze stado osiąga imponującą ilość pięciu psów! 🙂

Czytaj dalej…

7 prostych kroków do oswojenia wizyt u lekarza weterynarii!


Przebywanie w gabinecie weterynaryjnym to  bardzo umiarkowana przyjemność. Częściej pies jest zestresowany niż niecierpliwie oczekujący wizyty (choć historia zna takie przypadki kompletnie niewyjaśnionej ślepej i głuchej poddańczej miłości do kolorowego fartucha). Najczęściej też próg tolerancji jest niski – i Wasz i Waszego czworonożnego przyjaciela. Ból, złe samopoczucie, wszechobecnych zapach leku, zestresowane, często wokalizujące psy, które wyglądają dziwnie  – kołnierze ochronne, kubraki, opatrunki w przeróżnych miejscach, dziwne zapachy krwi, wydzielin, leków – ja w szpitalach również odczuwam niepokój, więc kompletnie nie mam problemu z przyjęciem do wiadomości, że pies tym bardziej się boi. Zapraszam na garść porad dotyczących poprawienia jakości wizyt u lekarza weterynarii – to nie jest tak, że wszystko można zwalić na nieprzyjemne zabiegi 🙂 To naprawdę nietrudne – pomóc i oswoić psa z lekarzem. O ile zadziałacie szybko i nie pozwolicie eskalować stresowi – o wiele ciężej odkręcić traumę psa niż spróbować pracować u podstaw.

Czytaj dalej…