“I że Ci nie odpuszczę, aż do śmierci” – czyli o weryfikowaniu swoich metod szkoleniowych słów kilka

Mam ostatnio czarna dziurę w głowie, jeśli chodzi o pisaninę do Was . Powoli wiele rzeczy i w życiu mi się prostuje, a wciąż ta cisza na łączach i upiorna zaćma i natłok tematów, które może i bym liznęła jakoś, ale wydają mi się zbyt trywialne a słowa nie chcą jak dawniej zlewać się w jedno.

Posucha, panowie i panie.

W planach mam post o Słowenii (wymaga przypomnienia i reaserchu, wiec boli :P), myślę nad nowym projektem, ale po drobnym fiasku jego szkicu, trochę nie mam odwagi się brać za niego ponownie. Ale o tym kiedy indziej, jak zbiorę odwagę.

Dobrze. Utyskiwania możemy uznać za skończone, a z natłoku pytań, które od Was dostaje często jednak przewija się temat Ru. Postanowiłam zatem, w ramach przeprosin podrzucić Wam najbardziej gorącą z bułeczek wpisowych, które zawsze Was nurtują, zadziwiająco wiele z Was wskazują niezmiennie, że właśnie ów rudy upiór jest Waszym ulubionym pieskiem oraz generalnie wincyj Ru, co u Ru, prześlij Ru Paczkomatem (próbowałam, nie mieści się w największy gabaryt).

Czytaj dalej…

“101 niechcianych porad” czyli przewodnik po internetowych doradcach

“Ja jestem doradca, Wy jesteście internet”

Myślę, że każdy z Was choć raz publikując coś w internecie natknął się na któregoś z bohaterów dzisiejszej notki. Jeśli traficie na więcej niż trzech opisywanych poniżej, pozwalam Wam zrobić sobie kakao (choć w sumie mimo, że jestem entuzjastką czekolady, to kakao akurat mnie ani ziębi, ani grzeje). Jeśli więcej niż czterech w jednym wątku – zróbcie sobie kakałko z prądem (wersja dla pełnoletnich). Gotowi? Ruszamy!

Czytaj dalej…

Potęga psich spacerów

Wychodzę z założenia, że spacer (taki dłuższy niż fizjologiczny sik pod blokiem) ma stanowić dla mojego psa relaks i kompletny restart dla umysłu. To czas tylko dla nich i dla mnie. Mimo, że w założeniu temat ma być luźny, to zawsze staram się wprowadzić kilka zasad i reguł mimo wszystko obowiązujących ZAWSZE I WSZĘDZIE choćby psu urwało łapę, albo zagubił ostatni neuron łączący (rudy) umysł z bazą. Nie ma dyskusji ze mną, jestem w tej kwestii wyznawcą totalitaryzmu, koniec i kropka.

Spacer to jedna z najważniejszych kwestii, spełniający cały wachlarz potrzeb nie tylko fizjologicznych, ale też i behawioralnych. Niby najprostsza i dość oczywista sprawa, często może być źródłem eskalacji problemów na linii przewodnik – pies, albo pogarszać relacje pies – pobratymcy. Wielu behawiorystów ocenia rzeczywiste zachowanie psa i relację z przewodnikiem właśnie podczas przechadzki. Czy pies zwraca uwagę na drugi koniec smyczy niezależnie od bodźców? A może ślepo czeka aż samobieżny dyspenser smakołyków wyda parówkę/piłeczkę? A może biega napięty i szuka guza? Albo wciska nos do kieszeni i najchętniej spędziłby na rączkach właściciela długie lata swojego życia?

Czytaj dalej…