JW Holl-EE Cuz i JW Pet Crackle Heads Cuz.

Jak już nadmieniałam wcześniej, Święta były wyjątkowo obfite dla marmurkowej ekipy *(patrz, końcówka wpsiu :P). Święty (lekko pieprznięty) Mikołaj przeleciał się po sklepie Toys4Dogs i nadwyrężył swój portfel znacznie. Ale cóż, no kiedy jak nie w Boże Narodzenie? 🙂
 
Najbardziej kusiły mnie i świerzbiły dwie piłki firmy JW ( która podbiła moje serce Hol-EE Rollerem). Tak na marginesie – nie było jeszcze nazwy własnej, która sprawiałaby mi taką trudność! Każdą z zabawek nazywają w tak dziwny sposób, że jest to dla mnie nie do przejścia. Najwięcej roboty miałam właśnie z odnalezieniem nazw poszczególnych zabawek w czeluściach internetu 🙂 Upłynęło kilka chwil od rozpoczęcia użytkowania, kilka osób wyraziło zainteresowanie naszą opinią, toteż postanowiłam popełnić pierwszą, (wiekopomna chwila!) recenzję zabawki na blogu!

Czytaj dalej…

Ja tu pilnuję!

Nie owijając w bawełnę – sucz nasz łatwym psem nie jest. Minęły 3 tygodnie odkąd jest u nas, coraz lepiej się poznajemy, coraz bardziej jesteśmy w stanie przewidzieć jak zachowa się w danej sytuacji (bynajmniej nie jest to rzeczą łatwą – stabilność emocjonalną Ru możemy porównać do regatówki na morzu podczas sztormu). Powoli, powoli uczymy ją co nieco kontrolować swoje popędy, starać się pokazać jak może inaczej sobie z tym radzić, pomóc jej maksymalnie wzmacniając pożądane zachowania. Nie jest to rzeczą łatwą, bo oprócz kwestii niestabilności emocjonalnej dochodzi tu siła charakteru.

Czytaj dalej…

” ..do ya know what ya doing, doing to me? „

No i stało się. Odgrażałam się, biłam z myślami, kilkakrotnie zostałam z toru spychana, dyskutowaliśmy czy na pewno, rozważaliśmy za i przeciw, aż jak już zdecydowałam się, że to najwyraźniej nie to miejsce i nie ten czas – grom  z jasnego nieba. W zeszły piątek nasze psie stado powiększyło się o drugiego merlaka – tym razem sukę 🙂 Jest w dość hardcorowym okresie swojego życia – bo i ma 9 miesięcy i do tego jest przed pierwszą cieczką 😛 Ze względu na swój dość wybuchowy charakter (wiadomo, jak to rude :P) została nazwana Ruby – imię demona z serialu namiętnie przez nas oglądanego  ( miała co prawda być Rory,  z innego serialu, mojej guilty pleasure Gilmore Girls, ale mamy zaprzyjaźnioną Nori, a imiona te praktycznie tak samo brzmią 🙂 ).

Jesteśmy już razem tydzień, więc udało mi co nieco zaobserwować i skrzętnie zanotować, nad czym będziemy musiały popracować:

Czytaj dalej…