[recenzja] Pokusa Raw Diet Line.

raw diet line

Jeśli pamiętacie naszą zeszłoroczną recenzję, to wiecie, do Pokusy przekonałam się natychmiast. Ba, mimo, że psy prowadzę na BARF, czasem sypnę im trochę wersji podstawowej – po wysiłku, intensywnym treningu, czy w przypadku, kiedy zapomnę rozmrozić im posiłek 🙂 Po entuzjastycznych recenzjach ekipa Pokusy obiecała, że stworzy coś dla barferów, toteż przebierałam nogami i nie mogłam się doczekać wersji dla nas – właścicieli psów prowadzonych na surowiźnie. Na obietnicach się nie skończyło – i voilà, mamy Raw Diet Line. Trochę miałam nadzieję, że zamkną się w jednym preparacie, ale ekipa Pokusy poszła na całość i wprowadziła każdy suplement osobno, pilnując jakości każdego produktu. Jak im poszło?

Czytaj dalej…

TEST: I my ulegliśmy POKUSIE.

Ostatnio na blogach zaroiło się od recenzji pewnego białego proszku. Ru z niepokojem nastawiła uszu i zajrzała Gosi przez ramię. Piegowaty nos poruszał się, jednak nic szczególnego nie dało się poczuć. Wyglądało smakowicie, inne pieski posilały się, oblizywały, chciały jeszcze…ach, jakby tylko mogła, choć raz liznąć, choć skubnąć, troszeczkę…Głośno przełknęła ślinę.
Balu leżący nieopodal ze zblazowaną miną, ziewnął i spojrzał na rudą pobłażliwie: 
„- Daj spokój, Ryża, toż to jutab ludzki jest. Celebryci tylko. Naspeedowani jacyś pewno. „
Ruby nie do końca dała się przekonać. Jeśli chodziło o jedzenie, była nieugięta. To była jedna z najważniejszych rzeczy w jej życiu. Pełny brzuszek wygrywał nawet z tarzaniem się w kupie. A trzeba przyznać, że perfumy również zajmowały wysokie miejsce na jej liście potrzeb.
„-Balu, nie bądź głąb. Toż to najmodniejsze teraz! Wszyscy, to jedzą! Niuchacz, Labradory, Futra Specjalnej Troski…a my?”
Balu tylko westchnął w odpowiedzi. On wiedział swoje. Miał wysublimowany gust i delikatne kubki smakowe. W połączeniu z iście hrabiowskim 'niebedetegojadł’, w szczenięcych latach przyprawiał Gośkę o wczesną siwiznę. Żarłoczność wpisaną w rasę biedna blogerka znała jedynie z forów. Zaklinanie rzeczywistości, stanie na głowie oraz odtańcowanie zbójnickiego przy misce miała opanowane do perfekcji – żeby tylko wepchnąć choć trochę dobra do szczenięcego brzuszka. Przygarnięcie Ru zmieniło niewiele – ot zaczął jeść surowe mięso. Jednak podroby, warzywa, owoce? Wciąż gryzły w podniebienie i wpędzały w stan obrzydzenia. Ohyda. Wolał nie jeść wcale, jak Gośka ma się wygłupiać z takimi świństwami.

Czytaj dalej…